Logo
-

Historia

[ HISTORIA OGÓLNA ] [ HISTORIA O.S.P. ] [ HISTORIA PKP I PKS ] [ HISTORIA OŚRODKA "ŚWIT" ]
[ ŁASKARZEW 1939-1945 ] [ GENEZA l PRZYCZYNY WALK O ŁASKARZEW 12-17 IX 1939 ROKU ]
[ HISTORIA PARAFII ] [ PACYFIKACJA WANAT ] [ HISTORIA PEWNEGO POMNIKA ]
[ HISTORIA RODZINY PROCZKÓW ]

HISTORIA PEWNEGO POMNIKA

Krzysztof Kuśmierczyk, Paweł Trzaskowski

     Jesteśmy mieszkańcami małego miasteczka. Leży ono na Nizinie Mazowieckiej, a dokładniej na Równinie Garwolińskiej i nazywa się Łaskarzew. Mimo, że jest niewielkie, znajduje się w nim kilka pomników. Poświęcone są one bądź osobom zasłużonym dla miasta, bądź jakimś ważnym wydarzeniom. Często mija się je setki razy nie wiedząc i nie zastanawiając się po co zostały wzniesione. Dlatego też chcieliśmy przedstawić dzieje jednego z nich.

Źródła do naszej pracy stanowią:

  1. Wspomnienia mieszkańców Łaskarzewa dotyczące tamtych dni; są to relacje pana Władysława Sierańskiego i pana Zygmunta Gąski.
  2. Rozmowa przeprowadzona z córką ppor. T. Jabłkowskiego panią Ewą Jabłkowską-Mackiewicz.
  3. Materiały udostępnione przez Towarzystwo Miłośników Historii i Kultury Łaskarzewa.

     I. GENEZA I PRZYCZYNY WALK O ŁASKARZEW.
     II. ŻYCIORYS por. TOMASZA JABŁKOWSKIEGO.
     III. POMNIK.

I. GENEZA I PRZYCZYNY WALK O ŁASKARZEW

pracowując pierwszą część pracy posłużymy się danymi z planów operacyjnych Armii "Prusy" oraz lokalnych opracowań Towarzystwa Miłośników Kultury i Historii Łaskarzewa dotyczących czasów II Wojny Światowej.

     Działania wojenne Armii "Prusy" jako obwodu Naczelnego Wodza Marszałka Rydza-Śmigłego związały ją ze środkowym odcinkiem Wisły, na którym znajduje się Łaskarzew.

     Analizując ruchy tej armii w kampanii wrześniowej otrzymamy odpowiedź kto i dlaczego bronił Łaskarzewa w dniu 12-17.09 1939r.

     Przytłaczająca przewaga wojsk niemieckich Armii "Południe" ukształtowała niekorzystną sytuację operacyjną armii "Łódź" i "Kraków". Od 5-8 września korpusy 10 Armii Niemieckiej gen. Waltera von Reichenału nacierając na wybranych kierunkach zyskiwały miażdżącą przewagę nad oddziałami polskimi. W tym czasie Armia "Prusy" nie osiągnęła jeszcze pełnej gotowości bojowej do bitwy we wskazanym obszarze, dlatego marszałek Rydz-Śmigły nakazał Armii "Prusy" przejść do obrony. Głównym celem jej działań obronnych miało być zahamowanie operacji 10 Armii Niemieckiej. Najcięższe walki obronne przewidywano na kierunkach: Piotrków Trybunalski, Tomaszów Mazowiecki, Grójec, Warszawę, Radom i Dęblin. Tam też gen. Dąb-Biernacki ugrupował zasadnicze siły armii.

     Swoja bitwą obronną Armia "Prusy" uniemożliwiła 10 Armii sforsowanie Wisły z marszu i rozwinięcie natarcia na Lubelszczyznę. Gen. Dąb-Biernacki 8-9 września opracował plan obrony środkowego odcinka Wisły, zamierzał ugrupować związki taktyczne w rejonach: 13 DP-Maciejowice, 19 DP-Babice jako obwód, 29 DP Dęblin, 3 DP-Puławy, 12DP-Opole Lubelskie, 36 DP-Józefów. Człon sił głównych stanowić miały 44 i 45 pp. Jako arie gardę wyznaczył 43 pp. z częścią samodzielnych oddziałów pułkowych.

     10 września Wileńska BK, po przeprawie miała się ześrodkować w lesie pod Łaskarzewem. Przybył tam dowódca brygady płk. Drucki - Lubelcki tylko z oficerem operacyjnym i łączności ponieważ nie miał już swojego sztabu. O świecie tego samego dnia dowódca 4 Pułku ppłk. Wysocki z 2 Szwadronem przemieścił się do lasu pod Łaskarzewem. Do godz. 10.00 nie napotkał w lesie pozostałych oddziałów 4 Pułku, ani innych oddziałów brygady. Wobec tego ruszył do Lubartowa, rejonu ześrodkowania Armii "Prusy".

     Ppłk. Szostak po przeprawieniu 13 Pułku przez Wisłę nie sformował go w kolumnę i nie poprowadził go do Łaskarzewa jak nakazał dowódca brygady. Przeciwnie, rozkazał dowódcom szwadronów maszerować samodzielnie do odległego o 14 km Garwolina.

     11 września 10 Armia Niemiecka próbowała sforsować Wisłę z marszu, jednak nie zyskała sukcesu. W tej sytuacji dowódca 13 DP płk. Kaliński uzyskał możliwość swobodnego odtworzenia gotowości bojowej, oddziałów. Po dokonaniu oceny sytuacji bojowej zdecydował się, z tego co jest obsadzić i dozorować Wisłę. Mjr Jaworskiego wysłał do Łaskarzewa, aby zorganizował punkt zborny dla rozproszonych żołnierzy dywizji. Jednocześnie miał on dostarczyć żywność dla pododdziałów. Przed zapadnięciem zmroku 11 września z Łaskarzewa przybyła w rejon Tarnowa nad Wisłą Kompania Piechoty liczyła około 200 żołnierzy (dowódca kpt. Janusz Górski).

     12 września drogą radiową uchwycono rozkaz Naczelnego Wodza by wszystkie odziały, które znajdują się na wschodnim brzegu Wisły, zatrzymały się na miejscu i organizowały obronę linii Wisły. Płk Kaliński zorganizował dozorowanie 20-kilometrowego pasa rzeki na odcinku Tarnów - Maciejowice. W rejonie Tarnowa rozwinął w obronie liczącą 200 żołnierzy kompanię kpt. Górskiego, która przybyła z Łaskarzewa. Kompanią piechoty zorganizowaną z rozbitków 44 pp obsadzono Łaskarzew z jej dowódcą kpt. Walentym Paratem. W skład kompanii wchodziło: 3 oficerów poza kpt. Paratem, ppor. Tomasz Jabłkowski, ppor. Tomasz Olczewski i ppor. Wasilewski, oraz kilku podoficerów i szeregowcy. Kpt. Paratowi postawiono zadanie obrony w kierunku Łaskarzew - Tarnów jako pierwszej linii obrony przed ewentualnym uderzeniem oddziałów 3 Armii Niemieckiej od linii Ryki - Warszawa. W tak zaistniałych warunkach operacyjnych dowódca kompanii broniącej Łaskarzewa postanowił umocnić obronę miasta. Rozkazał na ulicach dolotowych do rynku, będących ewentualnymi kierunkami ataku wojsk niemieckich wybudować barykady. Przy budowie tych umocnień pod nadzorem wojska pracowali mieszkańcy miasta. W strategicznych punktach miasta rozmieszczone zostały gniazda karabinów maszynowych i kilka stanowisk ogniowych.

     W godz. rannych 17 września marszem przez Łaskarzew Niemcy chcą osiągnąć Wisłę w kierunku Łaskarzew - Tarnów. Zwiad niemieckiej dywizji na podejściach do linii obrony Łaskarzewa został zlikwidowany przez żołnierzy por. Jabłkowskiego. W parę minut później nastąpił zmasowany ostrzasł niemiecki z broni maszynowej od strony Pilczyna i Gończyc. Był to początek walk, które trwały do godz. popołudniowych. Niemcy w następnym szturmie, chcąc złamać obronę Łaskarzewa postanowili dokonać ostrzału artyleryjskiego. Szturmujących żołnierzy niemieckich przywitały karabiny maszynowe. W wyniku ciężkich i trudnych walk o Łaskarzew zginęło 58 osób (mieszkańców miasta) i 25 żołnierzy - obrońców Łaskarzewa, w tym dwóch oficerów ppor. Tomasz Jabłkowski i ppor. Tomasz Olczewski.

     Bohaterska postawa dowództwa i żołnierzy załogi Łaskarzewa umożliwiła 13 DP odejście z bronionego odcinka Maciejowice - Tarnów w kierunku Warszawy.

     Wkład mieszkańców miasta był duży, świadczy o tym liczba ofiar walk. Niemieccy żołnierze potraktowali cywilną ludność - mężczyzn jako tych, którzy wspólnie z żołnierzami WP stawiali opór niemieckiej dywizji. Miasto w czasie ostrzału artyleryjskiego podpalone zostało pociskami zapalającymi, stąd tak ogromne zniszczenia materialne w ponad 70%. Po wkroczeniu do miasta Niemcy wszystkich mężczyzn ustawili w kolumnę marszową i pognali pod eskortą do Garwolina, gdzie umieścili ich w kościele. Kościół stał się chwilowo obozem. Trudno przewidzieć jaki los podzieliliby internowani gdyby nie pertraktacje z niemieckim dowództwem księdza Brzostowskiego. W wyniku tych rozmów Niemcy wszystkich zwolnili.

     Straty niemieckie, mimo ogromnej przewagi w uzbrojeniu, były również duże w zabitych i rannych. Należy zauważyć, że załoga Łaskarzewa dysponowała tylko bronią ręczną i maszynową, bo ciężkiego sprzętu nie udało się przeprawić przez Wisłę, a mimo to zadała tak poważne straty Niemcom. Zadanie postawione przez płk. Kalińskiego tej małej stosunkowo garstce żołnierzy zostało wypełnione do końca. Tu oddali życie, żeby dywizja dalej mogła walczyć.

     Zaprezentowane informacje nakreślają w sposób ogólny sytuację w mieście na początku wojny, aż po 17 września 1939r. Dla historii miasta był to dzień tragiczny a zarazem szczególny. Dzień, w którym Niemcy spalili miasto, rozpaczliwie bronione zarówno przez żołnierzy jak i ludność cywilną.

     Informacje te nie odzwierciedlają tragizmu tamtego dnia. Nie pokazują heroizmu walczących oraz ogromu strat. Tak naprawdę same liczby, czy suche informacje dotyczące przegrupowań poszczególnych grup armii nie przemawiają tak do wyobraźni jak prawdziwa relacja świadka tamtych wydarzeń. Ponadto samodzielna analiza wspomnień czy relacji osób biorących udział w wydarzeniach może doprowadzić do sformułowania własnych wniosków. Dlatego też warto zaprezentować tu "Wspomnienia" pana Zygmunta Gąski o "17 września w Łaskarzewie". Jest to relacja dość długa, ponieważ "wyrzucenie" z niej jakichś fragmentów uczyniłoby ją niekompletną. Pan Zygmunt Gąska w ówczesnym czasie był Naczelnikiem Straży Pożarnej, ponadto Komendantem Milicji Obywatelskiej utworzonej w Łaskarzewie 7.IX.1939r. Zadaniem Milicji było utrzymanie względnego porządku w mieście. Oznakowana ona była biało-czerwonymi opaskami noszonymi na rękawach. Według Komendanta Milicji dzień 17 września, a była to niedziela, zapowiadał się w miarę spokojnie.

     " ... słońce bardzo piękne wzeszło, najpierw zaczęliśmy robić opatrunki rannym, myć ich, rozdawać śniadanie. Ja udałem się do porucznika, którego spotkałem na cmentarzu koło kościoła. Rozmawiał z księdzem proboszczem Przesmyckim, był bardzo wesoły i mówił, że pewno Niemcy pójdą na Garwolin i Wilgę czyli ominą Łaskarzew. Umówiliśmy się, że obiad dla wszystkich żołnierzy będzie ugotowany przy szpitalu, gdy spytałem ilu jest ludzi odpowiedział, że żołnierzy pozostało tylko 17, cywilów pozostało tylko 8, w rezerwie na cmentarzu było tylko 3 ludzi i Porucznik. Karabin maszynowy z Garwolińskiej przeniesiono na piętro do domu Zięciny. Niedziela rano, było mało ludzi, większość uciekła na wieś. Do szpitala w sobotę wieczorem przybył podporucznik lekarz, który powiedział, że nigdzie nie pójdzie tylko będzie leczył żołnierzy. Godzina 8.00 kazałem pochować zmarłych żołnierzy za stodołą ponieważ nie było komu zawieźć zmarłych, gdy poszedłem na rynek spotkałem porucznika, który oświadczył mi, że ma wiadomość, że dużo wojska niemieckiego znajdzie się za Pilczynem. Wiadomość przeniosły kobiety, które przyszły do kościoła, na nabożeństwo. Na rynku słychać było tylko śpiew żołnierzy na górze przy karabinie śpiewają ''Ostatnią niedzielę'', Porucznik udał się na wieżę kościoła, a ja do szpitala, przeleciał samolot, który okrążył parę razy Łaskarzew i odleciał w kierunku na wschód, za kilka minut przybyli żołnierze z karabinem maszynowym lekkim, było ich dwóch i jeden cywil, karabin ustawili za moją stodołą na ul. Piaskowej, jeden z żołnierzy miał w kociołku obraną kurę, z którą przyszedł do kuchni, aby mu ugotować, w tym czasie przy karabinie pozostał jeden żołnierz. W tym samym czasie od strony Pilczyna ul. Warszawską jechało dwóch Niemców na koniach, gdy byli około 100 m od barykady żołnierz, który był przy barykadzie strzelił zabijając Niemca, drugi skręcił na ul. Piaskową i uciekł w stronę Pilczyna. Żołnierze zaczęli strzelać z karabinów maszynowych zza mojej stodoły za tym żołnierzem, za około 20 minut znów przyjechało galopem trzech żołnierzy niemieckich, ul. Piaskową dojechali do domu, w którym obecnie mieszka Szymański , zsiedli z koni, jeden pozostał przy koniach, jeden został ciężko ranny koło domu Korgóla Edwarda, gdy tych dwóch doszło do niego to ten ranny wskazał na Korgóla, że on do niego strzelał. Korgóla wyprowadzili i strzelili do niego, on upadł, a oni myśleli, że go zabili i więcej do niego nie strzelali. W tym czasie artyleria niemiecka zaczęła strzelać do Łaskarzewa i wybuchły w różnych miejscach pożary, nasi żołnierze, którzy byli za moją stodołą wzięli karabin maszynowy i czołgali się do ul. Garwolińskiej i ustawili koło domu Wojdygi, jak obecnie jest wejście do gospody. Ja z nimi doszedłem do domu Wójcika, wróciłem się bo cywil, który był z początku z nimi został ciężko ranny, doniosłem go do mojej stodoły, złożyłem go na ziemi i zmarł. W tym czasie od strony Pilczyna widać było niemieckich żołnierzy jak szli do ataku, ponieważ było bardzo gorąco szli wszyscy z rękawami pozawijanymi i mundurami rozpiętymi. Nasze karabiny pracowały bez przerwy: na barykadach ul. Warszawskiej, na barykadach ul. Garwolińskiej, przy gospodzie i na piętrze u Zięciny. Kilku Niemców przedarło się przez dom Kałczyńskiego Stanisława, którego zabili w czasie jak podawał taśmę żołnierzowi do karabinu. Kiedy przedarli się do ul. Garwolińskiej wszyscy zostali zabici. Nasi zaczęli się czołgać od barykad w stronę ul. Garbarskiej. W tym czasie na plebani i koło kościoła według relacji księdza Przesmyckiego miała przebiegać jak następuje: gdyśmy się rozstali porucznik poszedł na wieżę kościoła obserwować, gdy Niemcy zaczęli atakować przenieśli karabin maszynowy za budynki gospodarcze parafii i zaczęli ostrzeliwać w stronę młyna, jednak Niemcy się przedarli z karabinem maszynowym poza rzekę i ustawili karabin w ściankach pomiędzy domem Moczulskiego a domem remizy strażackiej. Wtedy porucznik wysłał jednego żołnierza z granatami by zlikwidował ten karabin, ten żołnierz zaszedł Niemców od tyłu i rzucił granat zabijając obu Niemców tak, że ich spaliło, jak ich chowałem to byli cali spaleni. W tym czasie porucznik z jednym żołnierzem przenieśli karabin maszynowy na cmentarz na parkan i zaczęli z niego strzelać do Niemców. Kilku Niemców przedarło się od ul. Warszawskiej i zaczęli atakować cmentarz, wtedy porucznik porwał za karabin i skoczył do nich, nasz żołnierz nie mógł strzelać, gdyż porucznik schwycił Niemca w pół i zaczęli się zmagać. Porucznik wyrwał granat i obaj zginęli, drugi Niemiec w tym czasie wszedł w dołek i nie strzelając przyglądał się. Niemcy zaczęli ostrzeliwać kościół, który zaczął się palić, nasz żołnierz wycofał się do ul. Garbarskiej, dołączył się do tych, którzy jeszcze się bili i przeszli przez rzekę do Przychodniej Drogi, wycofali się do wsi Onufrynów. W tym czasie niemieckia artyleria zaczęła silnie strzelać z armat, piechota niemiecka poszła do ataku, podpalając każdy dom, a kogo spotkali zabijali. Gdy doszli do mojego domu ja wpadłem do szpitala i wyniosłem chorągiew ze znakiem czerwonego krzyża, dwóch Niemców od ul. Warszawskiej, jeden z nich strzelił w moim kierunku, ja schwyciłem dziecko na rękę, a drugą trzymałem chorągiew i wołałem, że tu szpital, oni nie widzieli ponieważ były okiennice, gdy Niemcy przyszli otworzyłem okiennice i drzwi, wtedy Niemcy zaczęli krzyczeć żeby wychodzić, wokół już się paliło. Niemcy otworzyli drzwi szpitala i zaczęli znosić swoich rannych, zajechały ambulanse z doktorami, którzy zarządzili by ranni którzy mogą iść o własnych siłach szli w stronę Pilczyna, natomiast ciężko rannych ładować do sanitarki, rannych tych część wywieźli do Górzna, a część do Garwolina, zabitych również zabierali, a Niemcy szaleli w Łaskarzewie, kogo spotkali w Łaskarzewie z mężczyzn to zabijali na miejscu, w taki sposób zabili 211 cywilów narodowości polskiej i żydowskiej, żołnierzy polskich, którzy byli bez broni, narodowości rosyjskiej, którzy byli w piwnicy u Grzechnika wyprowadzili z piwnicy i pozabijali. Chodzili od domu do domu zabijali kogo spotkali, szczęście że jak mówiłem wyżej dużo ludzi uciekło przedtem, bo gdyby była wszystka ludność to bardzo dużo by wybili, tak się mścili na cywilnej ludności. W domu Rokickiego w piwnicy było dużo Żydów, a przeważnie kobiet i dzieci, tam wrzucili bomby zapalające i wszystko spalili, nie można było policzyć ilości osób zabitych, pozostała jedna kupa kości. Gdy już zdobyli Łaskarzew zabierali swoich zabitych i rannych ze szpitala, zabrali naszych ciężej rannych żołnierzy, lżej rannym kazali iść w stronę Pilczyna. Ja poszedłem razem z rannymi, na przejeździe kolejowym stali Niemcy. W ogóle na torze było ich dużo, za torem stały armaty z których strzelali do Łaskarzewa, na przejeździe kolejowym kobiety i dzieci kierowali prosto do Pilczyna a mężczyzn na prawo na pole, tam nas zebrali około 120 mężczyzn, kazali usiąść w jednej gromadzie, przynieśli dwa karabiny maszynowe, ustawili na nas, założyli taśmy na karabiny i wezwali kto ma broń aby oddać. Jeden z nich mówił dobrze po Polsku, powiedział że za to żeśmy strzelali do wojska niemieckiego cywil - banda, będzie rozstrzelana. Około godziny 13-tej rozległ się głos trąbki wzywającej wojska do odwrotu z Łaskarzewa. Niemcy się wycofali z Łaskarzewa i poszli przez rzekę, przez Pasternik, prosto do drogi tzw. ''Zagoniowej'', tą drogą do Górek doszli do Woli Łaskarzewskiej, tak ominęli Łaskarzew i poszli w stronę Wisły. Na wieczór już żadnego Niemca nie było w Łaskarzewie, Łaskarzew się palił. Nam, których jak wspomniałem było około 120 osób Niemcy zarządzili powstać, ustawili w czwórki, a ten Niemiec który mówił po polsku powiada: mieliście być rozstrzelani, ale będziecie wisieć, bo szkoda dla was kul. Gdy nas prowadzili przez Pilczyn, niektórzy gospodarze wołali: ''chciało się wam barykadów - to macie, a przez waszą głupotę spalili wam miasto''. Gdy nas doprowadzili do lasu ślizowskiego, tam stało kilka samochodów z wojskowymi wyższej rangi niemieckiej. Prowadzący nas żołnierze Niemieccy zameldowali jednemu ze starszych, że prowadzą cywil - bandę, groźnie zaczął wymachiwać rewolwerem i krzyczał ''sisen wawlakte'' i jeszcze inne słowa niemieckie, które jeden z naszych przetłumaczył, że ten mówił eskorcie żeby nas nie prowadzić dalej tylko nas w tym lesie wybić. Myśmy się porozumieli, że w razie czego będziemy się bronić, eskorty było około 20 żołnierzy ale kazali iść dalej, tak nas doprowadzono do Garwolina, zamykając nas na noc w kościele, wokoło ustawili bardzo dużo posterunków. W poniedziałek rano otworzyli kościół powychodziliśmy na cmentarz wokoło kościoła, było tam około 300 mężczyzn. Rano pozwolili przynieść beczkę wody, ludzie wprost mdleli, dużo kobiet z Garwolina poczęło przynosić placki kartoflane i wrzucali przez płot, ponieważ Niemcy nie dawali podejść żeby podać i znów ten sam ścisk. Niemcy ogłosili, że pojedziemy dalej, że jeść nam dadzą później. W tym czasie w Garwolinie był ksiądz z Łaskarzewa Brzostowski Henryk, gdy się dowiedział że są z Łaskarzewa ludzie, to prosił dowódcę aby ich zwolnił bo ma tu kilku kuzynów, nadmieniam że ten ksiądz mówił biegle po niemiecku. Podobno początkowo nie chciano się zgodzić, lecz później pozwolili. Ksiądz przyszedł i poprosił aby ktoś z Łaskarzewa podszedł do bramy i otworzyli trochę bramę, początkowo ksiądz niby wybierał który, w końcu brama szerzej się otworzyła i zanim Niemcy się zorientowali to większość uciekła. Na drugi dzień ja i kilku innych przyszliśmy do Łaskarzewa. Miasto jeszcze się paliło. Gdy tylko przyszedłem do Łaskarzewa zaraz szybko zaczęliśmy zakopywać zabitych Niemców, aby było jak najmniej śladu żeśmy ich bili, i tak do wieczora we czterech, dwóch Polaków i dwóch Żydów zakopywaliśmy gdzie było można by nikt nie widział zabitych Niemców, w rowach przeciwbojowych bo takich było pełno w mieście. Natomiast pogrzeb polskich żołnierzy i ludności cywilnej umówiliśmy na wtorek, z rana przyszedł Poboży Franciszek, kilku naszych i kilku Żydów, zaczęliśmy uprzątać zabitych polskich żołnierzy, którzy byli pochowani do grobów na cmentarzu, zidentyfikowani osobno, o nieustalonych nazwiskach osobno, ludność żydowska na Cmentarzu Żydowskim. Prawie każda rodzina już straciła kogoś z bliskich. Porozbieraliśmy barykady, a ludność poczęła wracać, Niemców nie było. Miasto spalone, zniszczone, nie zostało nic, całych domów pozostało tylko 4, kościół został spalony, remiza strażacka również, nie było też piekarni. Chłopi nie chcieli brać pieniędzy i sprzedawać zboża, w dodatku urągali nam ''chciało wam się barykad, to macie barykady''. W kilka dni po tym przyjechali Niemcy samochodami i wyłapali mężczyzn narodowości żydowskiej, wywieźli do lasu ślizowskiego i tam w liczbie 75 osób wszystkich rozstrzelali. Jeden tylko uratował się i powiedział, że Niemcy im mówili że to za barykady. I tak się rozpoczął ciężki los Łaskarzewa, jednak się nie załamaliśmy, wzięliśmy się wszyscy do pracy jak tylko umieliśmy."

     Wróćmy raz jeszcze do początku wspomnień. Ranek 17 września 1939r. Nie zwiastował tragedii. Za stwierdzeniami księdza oraz dowództwa wojskowego lokalnego można było przypuszczać, że wojska niemieckie skierują się do Garwolina. Łaskarzew nie został jednak pominięty. Jaka była tego przyczyna? Dziś można snuć tylko przypuszczenia. Słuszną wydaje się być teza, że taki los spotkał miasto za strzały oddane z karabinu do żołnierzy niemieckich zbliżających się do granic miasta, za przygotowaną obronę, usypane barykady, gotowość do walki. Miasta bronili mieszkańcy bo było "ich", bo tu się urodzili, mieszkali, mieli swoje domy i rodziny. Bronili też żołnierze - bo taka ich powinność, jak ktoś woli obowiązek patriotyczny. Los, rozkazy "rozrzucały" ich w różne zakątki Polski, a często i świata. Tak na naszym terenie znaleźli się ppor. T. Jabłkowski i ppor. T, Olczewski. Przybyli wraz z wojskiem aby zginąć.

     W relacji wyżej przedstawionej znajduje się informacja o śmierci porucznika. Z analizy okoliczności wynika, że był to ppor. T. Olczewski, który zginął w walce wręcz w okolicach cmentarza. Relacja ta nie zawiera żadnej wzmianki o śmierci drugiego porucznika. Informacje takie zawarte są we wspomnieniach innego mieszkańca Łaskarzewa, pana Władysława Sierańskiego, który znalazł się w grupie mężczyzn wyprowadzanych z miasta.

     "W grupie, w której znalazłem się ja był również ppor. Jabłkowski. Po wyjściu z miasta kolumnę tą zatrzymano na pastwisku zwanym '' Pasternikiem''. Kazano nam usiąść, pilnowało nas kilku żołnierzy niemieckich. Przesiedzieliśmy tak kilka godzin, wspomniany porucznik Jabłkowski siedział obok mnie był ranny w klatkę piersiową i bardzo cierpiał. Opatrunek założony na lewym barku i klatce był przesiąknięty krwią. Poprosił żołnierza niemieckiego o wodę lecz jej nie otrzymał. Przy zapadającym zmroku dwóch żołnierzy podeszło do niego i kazano mu wstać, zrobił to z wielkim trudem. Poprowadzono go w kierunku miasta, cała trójka przeszła na prawą stronę szosy. W kilka minut później padły dwa strzały, wszyscy siedzący wokół mnie zaczęli mówić, że rozstrzelali porucznika Jabłkowskiego. Naszą grupę ustawiono w kolumnę marszową i poprowadzili do Gończyc. Po mojej ucieczce z kolumny wracając do miasta widziałem leżące ciało porucznika Jabłkowskiego w miejscu, z którego uprzednio słychać było strzały".

     Wspomnienia te (szczególnie pierwsza relacja) są bardzo wymowne, pełne tragizmu, goryczy, a jednak świadczą o chęci i woli do dalszego życia. Dowodzi o tym ucieczka pana Sierańskiego z kolumny mężczyzn oraz pomoc niesiona przez Komendanta Milicji rannym - urządzenie we własnym domu szpitala.

     W relacji p. Zygmunta Gąski nieprawdziwe, bądź zbyt zawyżone wydają się być dane dotyczące liczby osób zabitych. Podaje on liczbę 211 osób. W oficjalnie przyjętych danych liczba ta jest zdecydowanie mniejsza i wynosi ......... Błąd ten wynika zapewne z faktu, że dane te są danymi szacunkowymi, sporządzonymi "na oko" (niedokładnie). Sugerować je mógł też ogrom zniszczeń w mieście - 70% zabudowań spalono (łącznie z kościołem), ciągle wybuchające nowe pożary. Ponadto sama postawa Niemców - wszystkich "napotkanych na drodze" rozstrzeliwano. Rozstrzelany został też ppor. T. Jabłkowski, ponieważ był ranny i niezdolny do dalszego marszu. Egzekucję wykonano na Pasterniku przy drodze wiodącej z Łaskarzewa do Pilczyna. W miejscu jego śmierci społeczeństwo Łaskarzewa wzniosło pomnik dla upamiętnienia wydarzeń z 17 września 1939 roku. Można byłoby zadawać pytanie dlaczego w miejscu śmierci ppor. Jabłkowskiego? Nie jest to wybór przypadkowy. Po przeprowadzonych analizach ustalono w mieście, że ten wybór będzie dobry. Porucznik Jabłkowski i jego tragiczna śmierć urosły do symbolu. Był on postacią nie związaną z naszym miastem. Znalazł się w Łaskarzewie, bo tu trafiła jego formacja wojskowa. On tutaj bronił Ojczyzny w "Naszej małej, lokalnej Ojczyźnie". Skoro urósł On do rangi naszego lokalnego bohatera, to warto przyjrzeć się dokładniej jego postaci.

1 | 2 | 3 | [Następna strona]

[Powrót do początku strony]