Logo
-

Historia

[ HISTORIA OGÓLNA ] [ HISTORIA O.S.P. ] [ HISTORIA PKP I PKS ] [ HISTORIA OŚRODKA "ŚWIT" ]
[ ŁASKARZEW 1939-1945 ] [ GENEZA l PRZYCZYNY WALK O ŁASKARZEW 12-17 IX 1939 ROKU ]
[ HISTORIA PARAFII ] [ PACYFIKACJA WANAT ] [ HISTORIA PEWNEGO POMNIKA ]
[ HISTORIA RODZINY PROCZKÓW ]

ŁASKARZEW 1939 - 1945. HISTORIA MOJEGO MIASTA PODCZAS DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ

MICHAŁ BOŻEK

     I. WOJNA
     II. KONSPIRACJA NA TERENIE ŁASKARZEWA
     III. LOSY LUDNOŚCI ŻYDOWSKIEJ W ŁASKARZEWIE W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ
     IV. TRAGEDIA WSI WANATY

IV. TRAGEDIA WSI WANATY

ieś Wanaty w gminie Łaskarzew liczyła przed spaleniem 22 zagrody i 132 mieszkańców. 21 lutego 1944r. (w poniedziałek) do Wanat przyjechali samochodem Niemcy, prawdopodobnie na kontrolę mieszkańców. W jednym z gospodarstw Niemcy zauważyli ślady wiodące do lasu (w nocy padał śnieg). Niemców było kilkunastu(dokładnie 18 Schutzpolizei) , więc postanowili pójść do lasu tymi śladami. Gdy partyzanci spostrzegli, że są tropieni przez Niemców, to zaczęli się szybko oddalać w głąb lasu. (Kilku partyzantów nocowało w tej wiosce właśnie 20 lutego 1944r.). W pobliżu wsi Bączki, gdzie las był mniej gęsty partyzanci otworzyli ogień do Niemców. Sądzili, bowiem, że Niemcy mogą mieć wkrótce przewagę liczebną.

     W wyniku tego zbrojnego starcia zginęło 7 Niemców, a 3 zostało rannych. Partyzanci mieli tylko jednego rannego. Szczęśliwie wycofali się z akcji i poszli dalej w las, a Niemcy wzięli furmanki ze wsi Bączki i na nie załadowali zabitych i rannych. Następnie okrężną drogą, przez Maciejowice i Sobolew, wrócili do Garwolina.

     Wydarzenie to było pretekstem, do tego, by Niemcy zastosowali wobec mieszkańców Wanat zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Decyzję o pacyfikacji właśnie Wanat Niemcy podjęli najprawdopodobniej po zapoznaniu się z zeznaniami ocalałych żandarmów. Nie ma bowiem żadnych danych o prowadzeniu jakiegokolwiek śledztwa.

     W tygodniu poprzedzającym pacyfikację Niemcy nie próbowali wyjaśnić zaszłych zdarzeń, w ogóle nie pojawili się we wsi. Akcja odwetowa Niemców nastąpiła jednak już 28 lutego 1944 roku (w poniedziałek).

     Nad ranem 28 lutego Niemcy otoczyli wieś. Obstawili drogi wylotowe do sąsiednich wsi: Lewikowa, Dąbrowy, i Woli Łaskarzewskiej. Rozstawione posterunki niemieckie legitymowały i zatrzymywały wszystkich, którzy chcieli wydostać się z wioski. Na jej opuszczenie zezwolono tylko mieszkańcom powołanym na roboty przymusowe do Rzeszy; 28 lutego był, bowiem dniem poboru z gm. Łaskarzew - wieś. Karty poboru mieli głównie ludzie młodsi, toteż rodzicom pozwolono na towarzyszenie dzieciom do punktu zbiorowego w Łaskarzewie. Dzięki temu uniknęło śmierci 11 osób.

     Mieszkańcy Wanat wiedzieli o potyczce partyzantów z Niemcami w rejonie Bączek. Mężczyźni, w obawie przed represjami, ukrywali się przez cały następny tydzień w sąsiednich wioskach. Odwet nie nastąpił jednak w ciągu najbliższych kilku dni, lecz dopiero po upływie tygodnia. Wielu mieszkańców uznało już wtedy, że minęło główne niebezpieczeństwo i powróciło do domów. Nie opuszczał ich jednak niepokój.

     We wsi sądzono, że jeśli nastąpią jakieś represje, to będą one wymierzone tylko przeciw mężczyznom, i nikomu nawet na myśl nie przyszło, by Niemcy mogli zastosować jakieś represje wobec kobiet i dzieci.

     Znając przypadki stosowania przez okupanta odpowiedzialności zbiorowej i zbiorowych represji najbardziej obawiali się ci mieszkańcy wsi, którzy byli aktywni politycznie np. Marcin Boratyński, członek kierownictwa gminnego SL "Roch" w Łaskarzewie, a także wszyscy ci, którzy współdziałali z podziemiem zbrojnym. Przypuszczali, bowiem, że Niemcy mogą znać nazwiska współdziałających z partyzantami i że właśnie oni zostaną w pierwszej kolejności objęci wszelkimi represjami.

     Pozostali mieszkańcy, bierni politycznie, wywiązujący się na czas ze wszystkich zobowiązań nałożonych przez okupanta, a zwłaszcza kobiety i dzieci nie czuli się zagrożeni. Zwiększyło to tylko rozmiar zbrodni, bowiem mimo dogodnych warunków do ucieczki (w nocy), skorzystali z niej tylko nieliczni i to sami mężczyźni.

     Niemcy przyjechali do wsi około 2.00 w nocy. Zatrzymali się na wschodnim krańcu wsi, od strony nie osłoniętej lasem, odcinając dostęp do wsi sąsiednich. Droga do lasu była jeszcze przez pewien czas nieobsadzona. Od chwili przybycia Niemców do wsi do momentu jej obstawienia upłynęło dosyć dużo czasu. Wykorzystało to tylko kilku mężczyzn i zdołało opuścić wieś, chociaż z możliwości ucieczki mogła skorzystać prawie połowa ludności. Największe szanse mieli mieszkający tuż przy lesie gdyż niektóre zabudowania znajdowały się w odległości około 50 metrów od lasu. Panujące ciemności ułatwiały ucieczkę.

     Niemcy rozpoczęli pacyfikację ludności około godz. 8.00, gdy zrobiło się widno i cała wieś została już otoczona. Do przeprowadzenia akcji podzielili się na trzy grupy. Pierwsza grupa mordowała wszystkich obecnych w zagrodzie, druga grupa rabowała ubrania i cenniejsze rzeczy z domów oraz żywy inwentarz, żołnierze z trzeciej grupy podpalali wszystkie budynki.

     Po wymordowaniu wszystkich mieszkańców i zrabowaniu ich mienia Niemcy wycofali się na skraj wsi, gdzie znajdowało się dowództwo akcji. Kazimierzowi Chodkiewiczowi, sołtysowi sąsiedniej wsi Lewikowa, Niemcy polecili by dostarczył 5 furmanek w celu przewiezienia zrabowanych rzeczy do Łaskarzewa. Po załadowaniu zrabowanego mienia, Niemcy w godzinach popołudniowych opuścili Wanaty. Pozostała po nich płonąca wieś z pomordowanymi mieszkańcami. Łuny pożaru nad wsią widoczne były nawet z odległego Garwolina.

     Do późnego wieczora nikt z mieszkańców sąsiednich wiosek nie odważył się pójść do Wanat. Groza ogarnęła wszystkich, którzy widzieli płomienie i słyszeli krzyki ofiar.

     Uratowani różnymi sposobami nieliczni mieszkańcy wioski dopiero rankiem następnego dnia oglądali miejsca, gdzie jeszcze wczoraj były ich zagrody, bądź zagrody ich krewnych lub znajomych. Pozostały tam jedynie zgliszcza spalonych zabudowań. Zwłoki pomordowanych, właściwie szczątki zwłok, były w zasadzie nierozpoznawalne. Grzebaniem pomordowanym zajęły się ich rodziny. Zwłoki ofiar zostały pochowane we wspólnej mogile na cmentarzu w Łaskarzewie.

     Z mieszkańców przebywających we wsi w czasie pacyfikacji uratowały się tylko dwie osoby: Julianna Olejnik i Władysław Górzkowski. Obydwoje byli ciężko ranni. Właśnie dzięki ich zeznaniom, które przedstawię niżej, znany jest sposób przeprowadzania akcji pacyfikacyjnej. Do końca okupacji osoby te ukrywały się u swoich krewnych, podobnie jak i ci, którzy w tamtym dniu byli nieobecni w domu, bądź uciekli tuż po wkroczeniu Niemców, albo opuścili wieś wraz z wyznaczonymi na roboty przymusowe do Niemiec dziećmi.

     W spacyfikowanych Wanatach zginęło 108 osób, w tym 47 dzieci i młodzieży w wieku od 1 miesiąca życia do 16 lat, 37 kobiet w wieku od 18 do 78 lat, oraz 24 mężczyzn w wieku od 18 do 88 lat. Największy odsetek zabitych stanowiły dzieci - 44,5%, a następnie osoby dorosłe, w tym kobiety - 32,4% i mężczyźni - 19,4%, zginęli też wszyscy starcy (powyżej 70 lat ) - 3,7%.

     Stosując represje wobec ludności cywilnej Niemcy motywowali je potrzebą karania "bandytów" za wystąpienia przeciwko władzy niemieckiej.

     W stosunku do Wanat Niemcy zastosowali wszelkie możliwe metody represji. Po wymordowaniu mieszkańców i zrabowaniu cenniejszych rzeczy, podpalili wszystkie zbudowania mieszkalne i gospodarcze.

     Spośród 108 zamordowanych ludzi, trzy osoby były spoza Wanat. W tym tragicznym dniu w różny sposób ocalało 27 mieszkańców Wanat, w tym 7 kobiet i 20 mężczyzn

     W pacyfikacji Wanat brali udział żandarmi z posterunków: Garwolina, Żelechowa, Sobolewa, Sobienich-Jezior i Kołbieli. Ponadto ze Starostwa Powiatowego w Garwolinie przybyły do Wanat: oddział policji specjalnej, funkcjonariusze Kryminalpolizei i Schutzpolizei, oddział pomocniczej policji ukraińskiej stacjonującej w majątku Zawady obok Garwolina i funkcjonariusze policji polskiej tzw. granatowej z Garwolina. Do akcji skierowano też oddziały, które specjalnie sprowadzono poprzedniego dnia na teren powiatu garwolińskiego w związku z mającym się odbyć poborem ludności na roboty do Rzeszy.

     Niemcy chcieli w ten sposób zademonstrować gotowość władz okupacyjnych do użycia siły w razie wystąpienia jakiegokolwiek oporu ze strony Polaków. Prawdopodobnie starostwo ściągnęło na powiat w nocy z 27 na 28.II około 800 żandarmów, Schupo i Ukraińców z Siedlec, Mińska Mazowieckiego, Warszawy i Rembertowa. Niemcy przysłani na teren powiatu zostali częściowo skierowani również do Wanat. Przypuszcza się, że w akcji pacyfikacyjnej wzięło udział około 300 Niemców. Około godz. 10.00 przyjechał do wsi, by osobiście nadzorować przebieg akcji, starosta powiatowy Freundenthal.

     Pacyfikację Wanat przeżyły tylko dwie osoby: Julianna Olejnik i Władysław Górzkowski. O przebiegu akcji opowiadają świadkowie.
 
Julianna Olejnik:
     "Tamtego dnia weszło do kuchni trzech Ukraińców w hitlerowskich mundurach7. Pytali o męża. Odpowiedziałam, że jest w stodole. Na moje słowa, że wywiązaliśmy się z kontyngentu, mogę nawet pokazać im kwity, jeden z oprawców ryknął na mnie -idź ty!-. W tym momencie kula z jego pistoletu trafiła mnie w szyję. Strzelił również do mojej siostry. Straciłam przytomność. Gdy się ocknęłam, usłyszałam lamenty mojej mamy, która powtarzała: -wszystkie moje dzieci zabite-.- Mama, Ja żyję powiedziała siostra, Franciszka. Ukraińcy słysząc głosy, weszli do pokoju, gdzie była nasza matka z moim czteroletnim synkiem. Błagała ich o darowanie życia. Rozległy się strzały. Znowu straciłam przytomność, nie chciałam już żyć. Jeżeli własowcy8 jeszcze raz wejdą, poproszę, aby mnie dobili - mówiłam do Frani w chwilach, gdy świadomość wracała.- Julka, uratujemy się. Zygmuś żyje, widziałam, jak się rusza - pocieszała mnie siostra. Leżałam na podłodze w kałuży krwi, co chwilę wymiotowałam. Kiedy wychodzili, jeden nich (Ukraińców) podwinął mi sukienkę i uszczypnął w pośladki. Leżałyśmy spokojnie. Hitlerowcy podpalili dom. Tymczasem siostra schroniła się w piwnicy, tam jednak dostrzegli ją żandarmi i natychmiast zastrzelili. Ogień ogarnął cały dom. Nie było, czym oddychać. W pewnym momencie z łóżka zerwał się Zygmuś krzycząc: -mamusiu, parzy mnie, parzy!-. Ostatkiem sił próbowałam go ratować. Zza okna padł strzał. Dziecko upadło martwe, a ja znowu zemdlałam. Gdy odzyskałam przytomność, wyczołgałam się do sieni. Wkrótce zaczęła płonąć kuchnia. Na czworakach wyszłam z domu i położyłam się pod płotem. Potem przeczołgałam się do studni i ukryłam się w dole po wapnie. Było mi strasznie zimno, więc wydostałam się z tego dołu i położyłam koło płonącego domu. Kiedy spadła na mnie paląca się szczapa i zatliła mi się suknia, przedostałam się stamtąd do kopca z brukwią i burakami. Następnego dnia odnaleźli mnie w nim ludzie z sąsiednich wsi."

      Podobne wydarzenia w Wanatach opisuje druga z dwóch osób, które ocalały z pacyfikacji:
"(...) z niedzieli na poniedziałek 28 lutego o godz. 2.00 w nocy - wspomina Władysław Górzkowski - wojska niemieckie podzielone na grupy otoczyły całą wieś.9 O świcie żołnierze wkroczyli do wsi i postawili warty na wszystkich ulicach. Stanęli w odstępach i pilnowali, aby nikt ze wsi nie uciekł, pragnę zaznaczyć, że mężczyźni, którzy opuścili swe domy przed tygodniem w międzyczasie wrócili. Żony żartowały sobie z nich z powodu ich obawy przed Niemcami. W chwili rozstawiania wart, niektórzy z nich uciekli w pole, ale tam zostali zastrzeleni przez wartowników. Około godz. 7.00 rano przeszła przez wieś grupa młodzieży mordując kolejno w zagrodach wszystkich bez wyboru - mężczyzn, kobiety i dzieci. Żołnierze z następnych grup wyprowadzali inwentarz żywy, wynosili z mieszkań odzież. Czterej żołnierze z ostatniej grupy chodzili od zagrody do zagrody i zapalali wszystkie budynki. Zagrody w Wanatach stały w pewnej odległości jedna od drugiej. Żona moja przebywająca tego dnia na podwórzu usłyszała w pewnej chwili strzały padające w obrębie zagrody mojego stryjecznego brata. Jeden z żołnierzy po wyjściu z jego domu skierował swe kroki do nas. Gdy wszedł do sieni strzelił na postrach. Następnie zastrzelił w pokoju po drugiej stronie sieni mojego lokatora Jana Boratyńskiego i jego syna Zdzisława. Potem wszedł do mojego pokoju i skierował pistolet do mnie. Zdążyłem zasłonić głowę rękoma, a kula przeszła mi przez obie ręce nie naruszając kości. Rzuciłem się na ziemię. Żołnierz zabił potem moją żonę, po chwili stanął na moich plecach. Słyszałem, jak obszedł całe mieszkanie i gdy upewnił się, że nikogo więcej nie ma, wyszedł. Wówczas podniosłem się i usiłowałem podnieść żonę, która otrzymała postrzał w głowę i niestety już nie żyła. Usłyszałem głosy Niemców dochodzących z mego podwórza, więc umazałem się krwią żony i położyłem ponownie na podłodze udając nieżywego. Leżałem tak ok. 15 minut, po czym wyszedłem do obory i tam schroniłem się na strychu. W międzyczasie Niemcy weszli do mojego domu i obrabowali go. Ponieważ zostawiłem krwawy ślad ręki na stole, żołnierze domyślili się, ze ktoś ranny uciekł z domu. Słyszałem jak jeden z żołnierzy powiedział po ukraińsku, że i tak spłonę, gdy podpala całą zagrodę. Orientowałem się, że żołnierze ci byli przeważnie Ukraińcami służącymi w wojsku niemieckim. Widziałem potem przez szparę w ścianie obory jak następna grupa żołnierzy zabierała mój inwentarz. Widziałem też stamtąd jak płonęły wszystkie zagrody, a ogień począł zbliżać się do mego gospodarstwa. Czterej żołnierze zapalili moje zabudowania przy pomocy nafty lub benzyny. Obora miała połączenie z budynkiem mieszkalnym. Dach był kryty blachą i papą. Gdy żar ognia i dym począł mnie dusić, skoczyłem na ziemię i ukryłem się wśród płonących budynków. Wkrótce zdołałem wejść do piwnicy domu mieszkalnego, której ogień nie objął. Tam przesiedziałem do wieczora. Gdy zauważyłem, że wartownicy odchodzą, wyszedłem z piwnicy i tego samego dnia pojechałem do krewnych w Przychodzie."

     Z zeznań świadków wynika, że Niemcy podzieleni byli na trzy kolumny, które starały się zniszczyć wszystko i wszystkich. Jedna grupa wymordowała wszystkich mieszkańców(oprócz Władysław Górzkowskiego i Julianny Olejnik, którzy cudem ocaleli), druga grupa rabowała wszystko, co się dało, co przedstawiało jakąkolwiek wartość. Trzecia zaś podpalała zrabowane budynki pełne ludzkich zwłok.

     Zbrodnia popełniona w Wanatach odbiła się głośnym echem w całej okolicy. Wiadomość o niej wzbudziła grozę wśród mieszkańców polskich wiosek. Obraz, który oglądali przybywający do spalonej wsi, powodował trwogę i pozostał do dziś w pamięci. Wieść o pacyfikacji szybko rozeszła się po świecie. Pisała o niej również prasa konspiracyjna. Była to jedyna w powiecie na tak dużą skalę przeprowadzona pacyfikacja i jedna z największych w Generalnej Guberni.

     Niemcy starali się zahamować udział i poparcie mieszkańców wsi dla partyzantów. Chcieli ich zastraszyć. Nie osiągnęli jednak zamierzonego celu. Wiosną 1944r, podobnie jak w całym kraju, również w pow. garwolińskim wzmogły działalność oddziały partyzanckie. Przykład Wanat nie spełnił założeń hitlerowców, nie wpłynął zastraszająco i demoralizująco na społeczeństwo.

     Tragedia Wanat nie została zapomniana po wojnie. W 1959r. odsłonięto w miejscu pacyfikacji pomnik ku czci ofiar.

     Po wyzwoleniu zamieszkało w wiosce 9 rodzin (przed wojną było 32). Byli to ci, którzy przeżyli pacyfikację, a po zakończeniu wojny wrócili do wsi. Borykali się z ogromnymi trudnościami, ponieważ od nikogo nie otrzymywali pomocy materialnej.

     Koniec wojny nie zlikwidował śladów pacyfikacji. Świadczą o niej swobodnie rosnące w kształcie niewielkich prostokątów kępy krzewów, które są pozostałościami dawnych przyzagrodowych sadów, bądź po prostu wyrosłymi na zgliszczach i ruinach dzikimi krzakami.


fot.18. Pomnik Pamięci w Wanatach


fot.19. Mapa dawnego województwa siedleckiego z zaznaczonymi Wanatami i Łaskarzewem.

7 Zeznanie świadka Julianny Olejnik z 11.07.1968
8 własowcy - żołnierze rosyjskojęzyczni, najczęściej Ukraińcy i Rosjanie, służący w wojsku niemieckim. Nazwa pochodzi od dowódcy pułku SS-ROA gen. Andrieja Własowa.
9 Zeznanie świadka Władysława Górzkowskiego

AUTOR SKŁADA PODZIĘKOWANIA PANU PRZEWODNICZĄCEMU TOWARZYSTWA MIŁOŚNIKÓW HISTORII I KULTURY ŁASKARZEWA PANU WALDEMAROWI TRZASKOWSKIEMU ZA POMOC W UZYSKANIU MATERIAŁÓW NIEZBĘDNYCH PRZY NAPISANIU PRACY ORAZ PANIOM MGR KRYSTYNIE MICHALIK, MGR BOŻENIE MĘTRAK I MGR ANNIE BAREJ ZA POMOC MERYTORYCZNĄ PRZY PISANIU PRACY.

ANEKS
Zdjęcia 1, 2, 3, 4, 9, 10, 12 - są autorstwa Jana Jaworowskiego.
Zdjęcia 14, 15, 16, 17 - pochodzą ze zbiorów Eryka Laskowskiego
Zdjęcia 6, 7, 8, 11, 13, 19 - pochodzą ze zbiorów prywatnych Michała Bożka

Michał Bożek
A.D. 2002

[Poprzednia strona] 1 | 2 | 3 | 4

[Powrót do początku strony]