¬ródło: "NIE" Nr 20 z 2003 roku Autor : Maciej Mikołajczyk
Imię i nazwisko: Marian Węglarz
Zawód: malarz pokojowy
Miejsce zamieszkania: ko¶ciół pod wezwaniem Matki Zbawiciela przy ul. księdza Ludwiczaka 20 w GnieĽnie
Pasja: ¶ciganie złodziei i grabieżców w sutannach
Funkcje społeczne: wiceprezes Oddziału Terenowego Ruchu Ochrony Praw Obywatelskich i Walki z Korupcj±
Przed wojn± Dalki to była wie¶ pod Gnieznem. W 1921 r. ¦wieckie jak diabeł Towarzystwo Czytelni Ludowych (TCL) zorganizowało tam pierwszy w Polsce Uniwersytet Ludowy. Podczas wojny kształcili się tu młodzi i zdolni hitlerowcy. Po wojnie – młodzi i zdolni ze Zwi±zku Młodzieży Polskiej. W 1962 r. wła¶cicielem zabytkowego pałacyku o kubaturze prawie 7,5 tys. m sze¶c. i parku o powierzchni ponad 3 ha został skarb państwa. Trzy lata póĽniej obiekt przekazano Zespołowi Szkół Medycznych. W pałacu urz±dzono internat.
W latach 70. robotę w internacie dostał Marian Węglarz. Pracował jako portier i palacz. Zamieszkał w służbowym mieszkanku. W połowie lat 90. internat przeniesiono do nowego budynku. W starym pozostawiono tylko dozorcę Węglarza. Wkrótce w pilnowanym przez niego obiekcie pojawili się czarni. O¶wiadczyli, że s± prawowitymi wła¶cicielami, gdyż założyli sobie nowe TCL, które jest spadkobierc± przedwojennego. Nawet zaproponowali mu pracę: będziesz pan palił w piecu? To Marian palił. Ale gdy przyszło do wypłaty, okazało się, że tyrał za Bóg zapłać brutto. Rzucił palenie.
Wojna z klerem
Wkrótce wyszło szydło z wora. Okazało się, że księża z TCL nie mają żadnych wiarygodnych dokumentów potwierdzających prawa do nieruchomości. Wpisu do księgi wieczystej dokonali przy pomocy Marka T., pełnomocnika Jego Purpurencji Glempa. Podstawą było zaświadczenie z 1992 r. o zarejestrowaniu TCL. Nawiasem mówiąc pan Marek T. został dekadę temu skazany prawomocnym wyrokiem sądu za fałszowanie dokumentów i wyłudzanie kredytów. Do dziś nie poszedł siedzieć, gdyż rozchorował się nieborak (szczegółowo o przywłaszczeniu przez księży pałacu i działalności Marka T. pisaliśmy już w "NIE" nr 41/1997).
W 1996 r. pan Marian powiedział dość i rozpoczął wojnę – jak to bezkompromisowo określa – z gangsterami Kościoła rzymskokatolickiego. Założył z kolegami Oddział Terenowy Ruchu Ochrony Praw Obywatelskich i Walki z Korupcją. Z siedzibą przy ul. Ludwiczaka 20 – w bezprawnie przejętym przez klechy pałacyku. Czarni nie pozostali dłużni: erygowali na Dalkach – teraz już dzielnicy Gniezna – parafię p.w. Matki Zbawiciela. Z pałacyku zrobili kościół.
Ołtarz na
ŚrodkuSytuacja na froncie jest następująca: przy ul. Ludwiczaka 20 mieści się wyświęcony przez abepe Muszyńskiego kościół Matki Zbawiciela (parter). Ma tam także siedzibę TCL – opanowane przez kapłanów rzymskokatolickich i wskrzeszone w celu zagrabienia majątku po dawnym, świeckim towarzystwie (I piętro). Po drugiej stronie barykady jest ruch walki z korupcją – z siedzibą w tym samym budynku (parter), a także pan Marian prywatnie, który zamieszkuje w kościele z żoną, córką i szczekliwym psem Barrym. Na środku jest ołtarz.
Cisza, a potem burza
W porównaniu do warunków, w których bytuje nieustraszony tropiciel księżych przewałów, opalanie się pod czynnym wulkanem to pestka. Pan Marian, jak pomyśli o księżach, to zaraz się w nim gotuje. – Złodzieje, gangsterzy, bandyci! – groźnie sapie i z narastającym zapałem zbiera dowody. Półki w jego mieszkaniu uginają się od akt, pism przewodnich, opinii, postanowień i orzeczeń. Gromadzi je skrzętnie, bo nie lubi być gołosłowny.
Ksiądz Alojzy Święciochowski, proboszcz parafii Matki Zbawiciela i prezes zarządu głównego TCL w jednej osobie, jeśli akurat nie odprawia mszy, zasadniczo byczy się na piętrze.
Wejście do będących w stanie wojny instytucji jest wspólne. No to panowie nadziewają się na siebie – co zrozumiałe – bez specjalnego entuzjazmu. Nie pada ani świeckie "dzień dobry", ani klesze "niech będzie pochwalony".
Klękaj albo w łeb!
Pewnej niedzieli pan Marian wybrał się z rodziną na spacer. W kościele trwała właśnie msza. Węglarze nie uklękli przed ołtarzem. Byli już kawałek od świątyni, gdy dopadł ich kościelny. Walnął żonę pana Mariana za profanację świętego miejsca tak, że miała wstrząśnienie mózgu. Prokuratura Rejonowa w Gnieźnie umorzyła postępowanie.
Jak Marian Węglarz wyprowadza psa – nie ma siły: musi przejść przez kościół. To nieuniknione, gdyż mieszka w budynku, który czarni na kościół przechrzcili. Przy takich okazjach zdarza się, że Barry szczeknie na wiernych. No jak mu zabronić? Przecież to zwierz. Kiedyś nerwy puściły księdzu Alojzemu. W korytarzu dorwał Węglarza, zaczął szarpać, a na koniec złożył obietnicę: ja cię zabiję, a potem pochowam! Następnie księżulo udał się do prokuratury i opowiedział, że został napadnięty. Jako dowód przedstawił stłuczone okulary. Kilkakrotnie powiadamiał też organa ścigania, że rodzina Węglarzy dopuszcza się profanacji, gdyż nie oddaje czci ołtarzowi.
– Jak wychodzimy z mieszkania, nie klękamy, gdyż konstytucja zapewnia nam taką możliwość – ocenia Marian Węglarz.
Czarni postanowili pozbyć się niewygodnego lokatora. Mimo że nie mieli żadnych
podstaw prawnych, bo właścicielem budynku, w którym mieści się mieszkanie
pana Mariana, jest skarb państwa, zażądali pieniędzy za czynsz. Węglarz nie
zapłacił nawet złotówki, bo z jakiej racji miał bulić? Katabasy chciały
go eksmitować. Próbowały kilka razy. Sąd nie dał się
nabrać.
Spowiedź w toalecie
W samym sercu świątyni pod wezwaniem Matki Zbawiciela mieści się toaleta Mariana Węglarza. Prysznic, umywalka i kibel. Szalet od świętego miejsca oddziela drewniana ścianka o grubości 1 cm. Jest ona wspólnym elementem ustępu oraz konfesjonału. Ktoś, kto – za przeproszeniem – wali kupę albo oddaje mocz, bez wysiłku słyszy konfidencjonalny szept penitentów.
– A oni słyszą, jak podcieramy sobie tyłki – zauważa pan Marian.
Z kodeksu kanonicznego: Miejsca święte zostają zbezczeszczone przez dokonanie w nich czynności ciężko niesprawiedliwych, połączonych ze zgorszeniem wiernych, co – zdaniem ordynariusza miejsca – jest tak poważne i przeciwne świętości miejsca, iż nie godzi się w nich sprawować kultu, dopóki zniewaga nie zostanie naprawiona przez obrzęd pokutny, zgodnie z przepisami ksiąg liturgicznych.
Sąsiedztwo szaletu z konfesjonałem, choć w ogólnym sensie uzasadnione, gdyż w obu tych instytucjach mamy do czynienia z wydalaniem nieczystości, naraża na szwank tajemnicę spowiedzi. Dlaczego więc arcybiskup Muszyński dopuszcza do takiej szopki? Dlatego, że hierarchii kościelnej wygodniej jest przymknąć oko i udawać, że wszystko jest OK, bo za wszelką cenę chce utrzymać przyczółek w bezprawnie zagarniętym budynku.
Flaga na łańcuchu
Przy Ludwiczaka 20 powiewa flaga biało-czerwona ze znakiem paragrafu. To godło Ruchu Ochrony Praw Obywatelskich i Walki z Korupcją. Sztandar przymocowany jest do ściany łańcuchami.
– Kradli co rusz – objaśnia Tadeusz Panowicz, historyk, plastyk, bibliofil i prezes gnieźnieńskiego oddziału Ruchu.
– A za wybicie szyby ksiądz płaci gówniarzom 20 złotych – uzupełnia Marian
Węglarz.Pomimo szykan Ruch konsekwentnie domaga się od stosownych instytucji ścigania i karania aferzystów w sutannach. Przede wszystkim domaga się rozliczenia tych, którzy podstępem przejęli majątek po przedwojennym TCL.
– Prokuratura bez większych efektów zajmuje się tą sprawą od 1996 r. Z wszystkich dokumentów wynika, że właścicielem jest skarb państwa, a co zrobiło starostwo gnieźnieńskie, żeby odzyskać nieruchomość?! – zapala się pan Marian. – Grabieżcom w sutannach w Gnieźnie wszystko uchodzi na sucho, bo nikt nie chce narazić się arcybiskupowi i jego świcie. Grabież majątku TCL to miał być precedens: wypróbowany na naszym terenie sposób chcieli stosować w innych miastach. W niektórych się udało, w innych na razie nie.
Na Dalkach członkowie Ruchu rozwieszają ulotki. Także na drzwiach kościoła. Informują o efektach walki z korupcją i niesprawiedliwością w czarnym wydaniu. Niedawno wykryli, że TCL z ks. Święciochowskim na czele na skutek nowego wpisu do księgi wieczystej stał się właścicielem ponad 20 ha gruntu. A na gruncie położonych jest kilkadziesiąt budynków mieszkalnych. Podzielili się zdobytą wiedzą z mieszkańcami. Wzburzenie zapanowało powszechne, a frekwencja na mszach w kościele Matki Zbawiciela spadła.
Albo że ksiądz Święciochowski przy pomocy najemnych drwali z zabytkowego parku wyciął drzewa. (
Węglarz i Panowicz twierdzą, że pod topór poszło 160 sztuk). Kto by o tym wiedział, gdyby nie czujność kierownictwa Ruchu? Przygotowali dokumentację (także fotograficzną) i poszli z nią na policję. Księdzu nawet włos z głowy nie spadł. Ale o sprawie zrobiło się głośno.Ludziom, gdy dowiedzieli się, że z bezprawiem w III RP walczą Marian – malarz pokojowy, i Tadeusz – plastyk, od razu zrobiło się lżej na duszy.