Świętastyka

Wiedźmak

strona główna



fantastyka na wesoło

Wiedźmak


Czas Podagry

Część I

Część II

Część III i ostatnia

Ziarno Kłamstwa

Część I

Część II

Część III i ostatnia


<< powrót do strony głównej



Tomasz Kucza

Ziarno Kłamstwa cz.3



III

Niewiele zaprowadził wiedźmaka do sali jadalnej swojego domu. Wskoczył na krzesło i huknął łapką w stół. Błysnęło, huknęło i na stole pojawił się stos marchewki. Niewiele zakłopotany podrapał się po uchu.

- Musi wystarczyć - mruknął. - Ostatnio coś mnie ten dom nie słucha. Jak się zwiecie, gościu?

- Jestem Gerrard - wiedźmak wypiął dumnie cherlawą pierś. - Gerrard z Czarnopola.

- Aha. A ja jestem Niewiele, już mówiłem. To dlatego, że niewiele brakowało a byłbym cały potworem, a tak mam tylko łeb jak monstrum i łapy niczym poczwara jakowaś! - Niewiele, w swoim mniemaniu groźnie, pomachał łapkami i potrząsnął długimi uszami. Gerrard zastanawiał się jak taktownie założyć gibis - inaczej nie miał szans poradzić sobie z marchewką.

- Jak to się stało? - zapytał Gerrard.

- Chodzi ci o to jak stałem się takim przerażającym, wzbudzającym strach w okolicy potworem? To bardzo proste. Gdy byłem mały mój ojciec wybrał się na polowanie na króliki - co do dziś jest ulubionym zajęciem szlachty Zacofanych Krain - i zdarzyło mu się zginąć w szponach straszliwego królikołaka z Zachodniego Kwadratu. Ehhh... Miał pecha, ojczulek. W każdym bądź razie postanowiłem go pomścić - wyruszyliśmy całą bandą na poszukiwanie owego królikołaka i wreszcie go dopadliśmy, wypatroszyliśmy i...

- Rzucił na ciebie klątwę? - zainteresował się Gerrard.

- E... Nie. W drodze powrotnej natknęliśmy się na chatkę jakiejś czarownicy, a że była z piernika - chatka, nie czarownica - a my byliśmy głodni jak wilki, zabraliśmy się na przybudówkę. Nie wiadomo dlaczego czarownica wściekła się i pozamieniała moich towarzyszy w króliki. We mnie nie trafiła zaklęciem no i... wyglądam teraz tak jak wyglądam - Niewiele potrząsnął smutnie uszami.

- A ten dom?

- To dom mojego ojca. Wygoniłem stąd całą służbę, bo ciągle się śmiali za moimi plecami. Zupełnie nie rozumiem dlaczego. W każdym bądź razie zdarzyło się potem, że przybyli tutaj kupcy ze swoimi córkami, którzy chcieli je tu zostawić w zamian za trochę złota ze słynnego majątku mojego ojca. Niestety córki, gdy ujrzały jak wyglądam wyniosły się stąd w try migi. Dlatego byłem trochę samotny...

Niewiele przerwał. Pisnął cichutko i wzruszył ramionami - Gerrard zaczął chrapać.

IV

Następnego dnia Gerrard z zapasem marchewek wyruszył w dalszą drogę. Udało mu się odnaleźć Szprotkę, która obgryzała właśnie żywopłot wokół domu Niewiele i pojechał na południe. Wieczorem przypomniał sobie, że zostawił u Niewiele okulary. Zawrócił Szprotkę i pogalopował z powrotem.

Gdy zbliżyli się do posiadłości, Szprotka zwiesiła łeb i cichutko zarżała. Gerrard zeskoczył z jej grzbietu i wyszedł na dziedziniec. Rękojeść miecz podrygiwała nad jego ramieniem.

- Dzień dobry, jest tu kto? - zapytał.

Odpowiedział mu pisk. Na fontannie siedziała skąpo odziana kobieta z czarnymi oczami. Spojrzała na niego groźnie.

- O! Czy mogę porozmawiać z Niewiele? Zostawiłem tutaj moje okulary...

I wtedy kobieta skoczyła. Rozcapierzyła opatrzone pazurami palce i wylądowała na piasku tuż przed Gerrardem. Wiedźmak wyciągnął do niej rękę.

- Nazywam się Gerrard, a ty?

Zamchnęła się łapą, Gerrard ujął jej dłoń i potrząsnął nią.

- Bardzo mi miło, a teraz czy mógłbym dostać moje okulary?

Kobieta wyrwała rękę i odskoczyła w tył. Z jej ust wydobył się straszliwy wrzask, od którego popękała fontanna. Niedosłyszący Gerrard skierował się w stronę domu.

Drzwi otworzyły się ze skrzypieniem i na dziedziniec wyszedł Niewiele. Jego futerko pokrywała krew.

- Weronika! - krzyknął.

- Jestem Gerrard - oburzył się wiedźmak.

Weronika skoczyła na niego od tyłu, uderzyła głową w rękojeść miecza i upadła w piasek. Niewiele ruszył jej na ratunek. Gerrard obejrzał się za siebie i w razie czego wyjął miecz.

- Proszę pani - zwrócił się do Weroniki trzymającej się za krwawiące oko. - Kto panią zaatakował?

W tym momencie Niewiele skoczył w górę i wylądował na plecach Gerrarda. Wiedźmak poleciał do przodu, jego miecz zatoczył koło i przypadkiem odrąbał głowę Weroniki. Gerrard wylądował twarzą w piasku. Kątem oka zauważył, że martwe ciało Weroniki zamieniło się w królika - najwyraźniej kobieta była królikołaczką.

Tymczasem coś małego i skocznego skakało po obolałych plecach Gerrarda i okładało go kawałkiem krzesła. Wiedźmak wstał i podniósł miecz. Niewiele rzucił się na niego z wściekłością. Gerrard uchylił się, a Niewiele uderzył głową w fontannę. Woda zaczerwieniła się.

Wiedźmak szybko opuścił pobojowisko i zabrał swoje okulary, po czym szybko odnalazł Szprotkę i odjechał byle dalej od tego miejsca. Gdyby wiedźmacy z Karego Muchomora dowiedzieli się, że zabił królikołaczkę - przedstawicielkę wymierającej rasy, nie ominęłaby go kara.

- Ale się nie dowiedzą - Gerrard zwrócił się do Szprotki. Klacz pokiwała wolno głową i spróbowała dosięgnąć marchewki, którą Gerrard zawiesił przed nią na sznurku. Wiedźmak rozparł się wygodnie, wyjął z juków marchewkę i gibis, i już po chwili chrupał radośnie. Coś dzięki tej przygodzie zyskał - był to worek pełen marchewek.



K O N I E C




Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations