Świętastyka

Wiedźmak

strona główna



fantastyka na wesoło

Wiedźmak


Czas Podagry

Część I

Część II

Część III i ostatnia

Ziarno Kłamstwa

Część I

Część II

Część III i ostatnia


<< powrót do strony głównej



Tomasz Kucza

Czas Podagry cz.3



V

Szczyga stała nieruchomo wlepiając w Gerrarda zdumione spojrzenie kaprawych ślepi. Jej oczy świeciły w ciemnościach jak... no tego... jak dwoje oczu świecących w ciemnościach.

- Dobry wieczór, panienko - powiedział Gerrard.

Szczyga rzuciła się na niego rozcapierzając zakrwawione pazury. Gerrard cofnął się o krok i wyciągnął rękę uspokajająco.

- Spokojnie, panienko, nie tak szybko. Dziadek Gerrard musi się zastanowić jak panienkę odczarować.

Szczyga harknęła, ryknęła i zamachnęła się uzbrojoną w imponujące pazury łapą. Gerrard schylił się podnosząc z ziemi swój kostur. Łapa przemknęła milimetry nad jego głową.

- Widzisz, to nie takie proste, odczarować, za przeproszeniem, Szczygę... - zaczął Gerrard.

Monstrum rzuciło się na niego kłapiąc zębami, na których zwisały jeszcze zakrwawione szczątki ubrania Ostrygi. Gerrard przyłożył Szczydze kosturem po łapach.

- Kto cię wychowywał! Ach ta młodzież, ani trochę cierpliwości - westchnął.

Odwrócił się plecami do ssącej zranione palce Szczygi i zaczął zastanawiać. Najpewniejszą metodą na zniesienie uroku była - jak głosił pewien właściciel zakładu pogrzebowego z Wisielecbergu - drzemka w osobistej trumnie Szczygi. Gerrard usiadł, by to przemyśleć. Szczyga, która właśnie na niego skoczyła, przeleciała nad jego głową i potoczyła się po schodach cicho porykując. Stary wiedźmak niczego nie zauważył. Jeśli trzeba spać w trumnie - nie ma wyjścia, będzie spał w trumnie, w końcu temu miłemu Fooltestowi obiecał... Z westchnieniem wstał i skierował się w stronę krypty.

Szczyga sycząc ze wściekłości i powłócząc pazurami po ziemi ruszyła jego śladem. Gerrard tymczasem w spokoju przeglądał zawartość swojego plecaka. Potwór spadł na niego z góry, przypadkowo natknął na kostur i poleciał w pobliskie krzaki z potężnym guzem na głowie. Gerrard znalazł wreszcie to czego szukał - ciepłą wełnianą piżamę i szlafmycę. W takiej trumnie musi być zimno.

Przed schodami prowadzącymi do krypty, Gerrard zatrzymał się na chwilę. Rozejrzał się za jakimś ustronnym miejscem, gdzie mógłby przebrać się w piżamę. Szczyga, która masując ogromnego guza uzbrojonymi w pazury łapami, poraniła sobie twarz, rzuciła się właśnie na wiedźmaka zamierzając go zrzucić ze schodów. W tym momencie stary wiedźmak zauważył wreszcie idealne miejsce do zmiany ciuchów - obok krypty rosły całkiem gęste krzaczki - i wskoczył tam błyskawicznie, nie zauważając lecącej w jego stronę Szczygi, ani nie słysząc łomotu z jakim spadła do krypty. Szczyga poobijana na schodach stoczyła się do trumny, której wieko zamknęło się głucho.

Przebrany w piżamę Gerrard, z mieczami i tobołkiem pod pachą, zszedł po schodach. Krypta była nieduża, mieściła tylko dwanaście trumien i nie miała nawet swojego zombie. Tylko dwa duchy cicho popiskiwały w kącie i przez chwilę Gerrard odniósł wrażenie, że chcą mu coś powiedzieć.

Było już jednak późno i wiedźmak zaczynał się robić śpiący. Ziewnął szeroko i odchylił wieko trumny należącej do Szczygi. Gdy wrzucił do środka tobołek, rozległ się cichy jęk, Gerrard obrzucił czujnym spojrzeniem duchy. Wreszcie z westchnieniem wrzucił do trumny swoje dwa miecze - tym razem rozległ się urwany ryk, którego jednak przygłuchawy wiedźmak nie dosłyszał - zwalił się do trumny i zasnął jak kamień.

VI

Kiedy Gerrard otworzył oczy, spróbował wstać i uderzył głową o wieko trumny. Z guzem na czole odsunął wieko i wyszedł na światło. Był już ranek, więc Szczyga musiała już być odczarowana. Gerrard wypiął dumnie pierś - znów dokonał wielkiego czynu, który trubadurzy opiewać będą w pieśniach, pomiędzy przyśpiewką o cycatej córce młynarza, a balladą o głupim Jasiu. Sięgnął do trumny i wyjął swój tobołek. Był trochę ubrudzony od krwi, ale Gerrard nie zwrócił na to uwagi. Gdy sięgnął po miecze, zauważył że są one wbite w kupkę popiołu (w której leżał też komplet zakrwawionych pazurów i sztuczna szczęka w wersji dla słonia, który chciałby być tygrysem).

Wzruszył ramionami - pewnie były to doczesne szczątki matki owej Szczygi, która teraz odczarowana cieszy się zapewne swoim nowym życiem. Z uczuciem dobrze spełnionego obowiązku Gerrard ruszył w dalszą drogę, nie wstępując nawet do zamku, nie chciał bowiem psuć szczęścia króla Fooltesta.

Król Foolstest nie wiadomo dlaczego wysłał za naszym wiedźmakiem płatnych zabójców (którzy po drodze niestety upili się zupełnie i zapomnieli po co ich wysłano). Do dwóch duchów w krypcie dołączył trzeci z ogromnymi pazurami i szczęką. Podobno ten trzeci duch bardzo nie lubi wiedźmaków. Ciekawe dlaczego?



K O N I E C




Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations