Świętastyka

Wiedźmak

strona główna



fantastyka na wesoło

Wiedźmak


Czas Podagry

Część I

Część II

Część III i ostatnia

Ziarno Kłamstwa

Część I

Część II

Część III i ostatnia


<< powrót do strony głównej



Tomasz Kucza

Czas Podagry cz.1



I

Mówili później, że przybył od strony zachodniego kwadratu, gdzie wilki srają pod chałupami. Dlatego nazwali go Starym Wilkiem. Dlaczego "Starym"? No, panowie, trudno mówić, że ktoś kto jest prawie łysy, ledwo trzyma się na nogach, ma artretyzm, podagrę i hemoroidy, a do tego widzi na odległość na jaką pluje, a pluje niezbyt daleko... więc jak już mówiłem, trudno mówić, że ktoś taki jest młody.

Zatrzymał się w gospodzie "Pod Mysikrólikiem". Gdy wszedł do słabo oświetlonego wnętrza, wszystkie oczy na sali, co do jednego (bo było tylko jedno), zwróciły się w jego stronę. Obcy nie wzruszył się i ze spokojem powlókł się przez pustą salę do jednookiego karczmarza.

- Co podać, dziadku?

- E... szklankę mleka? - W oczach nieznajomego pojawiło się błaganie.

- Nie mamy mleka.

Nieznajomy westchnął. Właściwie to nawet się tego spodziewał.

- A może macie sok malinowy? - zapytał zrezygnowany.

- Nie - odparł pewnie karczmarz. Wyglądał na człowieka, który wie na czym stoi. Stał na drewnianej podłodze.

- A co macie? - wyjęczał obcy. Wiedział jaka będzie odpowiedź.

- Piwo - karczmarz postawił na szynkwasie kufel.

- Nie, dziękuję - mruknął obcy. Nie żeby nie lubił piwa, ale niezbyt dobrze działało na jego serce.

Drzwi za nim trzasnęły głośno, gdy do sali wpakowało się czterech dryblasów. Kiedy ujrzeli nieznajomego, spojrzeli po sobie z nadzieją.

- Te chłopy, ale będzie rozróba - szepnął jeden z nich.

Nieznajomy odwrócił się powoli. Rękojeść miecza wystawała mu znad ramienia, w dłoni zaciskał kijaszek. Kępki siwych, samotnych włosków na jego głowie nastroszyły się, gdy chrząknął głośno. Zapanowała cisza. Dryblasy spojrzały po sobie. Wreszcie najodważniejszy z nich (nazywał się Józek) podszedł trochę bliżej.

- No, dziadku - rzekł. - Mieliście chyba coś powiedzieć.

- Nie macie może mleka? - zapytał nieznajomy spoglądając na nich błagalnie.

Filon, brat Józka podrapał się po szczecinie.

- E, Józek? Mamy, czy nie?

- Nie mamy, głąbie - warknął Józek. - Skąd mielibyśmy mieć mleko?

- Mleko uzyskuje się od krowy - pouczył go Grzegorz, trzeci z braci.

- Jak to od krowy - zdziwił się Filon. - A co ona tym mlekiem szczy?

- No, ja nie wiem, ale matka mówiła...

- Zamknijcie się! - ryknął Józek. Czasem miał dość swoich braci. Czasem wolałby nie być od nich mądrzejszy, bardziej doświadczony i w ogóle. Szczególnie to w ogóle.

- Nie - mruknął ignorując Józka czwarty z braci, Eugeniusz. - Mlekiem szczy Szczyga.

- Zamknijcie się - wyszeptał Józek spoglądając w sufit. Napotkał spojrzenie zaspanego nietoperza, który wisiał na belce i wytrzeszczał na nich oczy.

- A ja myślałem, że Szczyga szczy piwem - mruknął Grzegorz. W miarę jak mówił jego głos cichł pod morderczym spojrzeniem Józka. Grzegorz przełknął głośno ślinę. Józek spojrzał na staruszka podpierającego się kijaszkiem i przysłuchującego ze spokojem ich rozmowie.

- Więc, dziadku, jakże się to zwiecie?

- Hę? - nieznajomy nadstawił ucha. Był trochę przygłuchawy.

- Jak was zowią! - ryknął Józek.

- Jestem Gerrard. Gerrard z Czarnopola.

- A kimże to jesteście, że taki wielgachny miecz na starym grzbiecie taszczycie, mości Gerrardzie? - Józek starał się być uprzejmy. Zawsze był uprzejmy dla swoich ofiar, zanim je masakrował.

- Ja jestem wiedźmak - powiedział staruszek. Jego czarny płaszcz zafalował na wietrze. Przez chwilę panowała cisza. Później czterej bracia ryknęli śmiechem. Karczmarz za plecami Gerrarda chichotał i ocierał łzy z oczu.

- Ty... - Filon zakrztusił się ze śmiechu. - Ty jesteś wiedźmakiem? - zapytał z trudem wciągając powietrze. - Tym od ratowania potworów i... - mężczyzna omal się nie popłakał ze śmiechu - ...od gnębienia rycerzy?

- Yhy - odparł Gerrard. Zupełnie nie rozumiał z czego się śmieją. Na wszelki wypadek sięgnął do tyłu po miecz, ale jego stare kości zaprotestowały i z jękiem musiał zrezygnować.

Józek już opanował śmiech i ruszył zaciskając brudne pięści w stronę wiedźmaka.

- Zobaczymy, czy Próba Traw czegoś cię nauczyła - warknął. - Zawsze chciałem zabić wiedźmaka.

- He - przytaknął szczerząc zęby Grzegorz.

Gerrard ponownie spróbował sięgnąć po miecz. I tym razem mu się nie udało*. Westchnął więc głośno i chciał zrobić krok w tył, by uniknąć pięści Józka, która właśnie leciała w jego kierunku, ale potknął się o własną nogę i poleciał do przodu. Wyrżnął głową w brzuch Józka i razem z nim poleciał na podłogę. Miecz sam wyśliznął mu się przy upadku i poleciał w stronę zaskoczonego Grzegorza. Gerrard głośno przepraszając podniósł się na nogi. Pod jego ciężarem strzeliła szyja Józka, na którą przypadkowo nadepnął. Ślizgając się w krwi przebitego wiedźmackim mieczem Grzegorza, Gerrard próbował podejść do zastygłych z otwartymi oczami Filona i Eugeniusza, ale jedna noga poleciała mu do przodu i Gerrard runął prosto pod nogi braci. Filon przewrócił się do przodu i uderzył głową o kant stołu. Trzasnęła pękająca czaszka i chlupnął wylewający się mózg. Eugeniusz jęknął i umarł na zawał serca. Gerrard został sam wśród nieruchomiejących ciał.

- Przepraszam? - powiedział niepewnie. Podniósł się na nogi i wziął swój miecz. Westchnął. Ostrze znów się zabrudziło i Gerrard będzie je musiał czyścić dobre kilka minut nie zważając na strzykanie w krzyżu. Westchnął ponownie. Taki żywot wiedźmaka - pomyślał przekraczając trupy i wychodząc przed karczmę, by zaczerpnąć świeżego powietrza.

Kopnął w próg i wylądował na twarz tuż pod nogi dwóch nadbiegających strażników.

- Zaprowadźcie mnie do grododzierżcy - mruknął podnosząc się na nogi.

Strażnicy ujęli go pod ramiona.

- Z miłą chęcią.

>>> cz. 2




Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations