Świętastyka

Saint Trek

strona główna



fantastyka na wesoło

Saint Trek


Saint Trek

Wprowadzenie

Saint Trek IV

Trailer

Część I

Część II

Archiwum Inkwizycji

Rasy Heretyckie

Galeria Inkwizycji

Seriale

Deep Church 9

V.S.S. Pilgrim


powrót do Świętastyki
powrót do Saint Trek



Wojciech Maszczyk

Saint Trek IV - Pielgrzymka do Domu - Część I

Scenariusz i reżyseria: Wojciech Maszczyk
Wtrącali się i przeszkadzali: Magness i Mi$iu
Muzyka i oprawa graficzna: nikt znany
Charakteryzacja, światło, scenografia, muzyczne efekty specjalne: Matka Natura
Sceny 3D, oraz efekty specjalne: Super Tajna Organizacja Harfiarze (znak rozpoznawczy: złota harfa wyszyta na mundurze, mundur: zielony w czarne paski, zrzesza 1451 członków, ich nazwiska i numery dowodów osobistych znajdziesz na stronie: www.harfiarze.topsecret.pl).

Celowo nie podajemy imion niektórych postaci występujących w filmie, gdyż ich podobieństwo do osób istniejących w rzeczywistości jest zamierzone. Nie chcemy, żeby ścigano nas po sądach. Prawda?


Spooky ze swoją spookojną miną wszedł na pokład zdobycznego statku - klangońskiego Ptaka-Do-Modlitwy (z angliszu Byrd For Prej). W ciągu zaledwie minuty znalazł się na mostku i zajął swoje ulubione miejsce za ołtarzem.
- Witamy na pokładzie Spooky - radośnie wykrzyknęła załoga statku Angelprise. Uściślijmy, aby nie było nieporozumień: załoga zniszczonego (w poprzednim filmie, który jeszcze się nie ukazał, bo kręcimy wzorem Georga L., twórcy G. Wojen - zaczynamy od 4 części) statku Angleprise.
Znów byli wszyscy razem. I tak, poczynając od najważniejszego na pokładzie - księdza-mechanika Scotcha, wymieniając po wyboistej drodze kapłana Spooky oraz proboszcza Czkawka, nie zapominając o siostrze zakonnej Hurra oraz bioenergoterapeutyku kościelnym McKleju Kości dochodzimy wreszcie do sławionego w pieśniach (bynajmniej nie religijnych) biskupa Jamesa T. Korka zwanego przez przyjaciół Korek.
- Kapłanie Spooky!- wykrzyknął Korek.
- Tak ojcze? - odpowiedział łagodnie Spooky.
- Musicie zmienić...
W tym momencie rozległ się dzwonek windy. Na mostek wbiegł pies.
- Spooky! - zawołał Korek uradowany, że widzi swojego psa. Kundel (z rodowodem) słysząc swe imię natychmiast podbiegł do biskupa merdając ogonem.
- Kapłanie Spooky - Korek pogłaskał pieska między uszami, ale zwrócił się do Vatykanina. - Kurs na Ziemię i proszę zmienić imię.
- Jak to? Dlaczego? - zdziwił się Spooky.
- A to dlatego, że mój pies ma na imię Spooky - Korek zmarszczył brwi zdenerwowany.
- Ależ biskupie, to NIELOGICZNE. Niech pies zmieni imię.
- Czyś ty oszalał?! Nie wiesz, że październik jest miesiącem dobroci dla zwierząt?
Kapłan Spooky spuścił uszy po sobie. "To nielogiczne" - pomyślał. - "Przecież teraz jest marzec". Powoli statek Ptak-do-Modlitwy kierowany zręczną ręką Czkawki uniósł się z powierzchni planety Vatykan.
Wyobraźcie sobie dwie pary palców wzniesione w górę w kształcie \\//. Teraz wyobraźcie sobie to samo, ale w wykonaniu pół miliona osób. Wyobraźcie sobie także, że te pół miliona osób pomyślało: "Żyj długo pełen wiary". Tak właśnie Vatykanie pożegnali załogę Angelprise, oddalającą się na pokładzie klangońskiego statku.


W tym samym czasie na stacji kosmicznej krążącej po orbicie na razie stacjonarnej wokół planety Ziemia...

Papież Johan Paulus II skupiał się właśnie nad bardzo poważnym problemem w jednej z dwóch toalet w swoim apartamencie, gdy przez komunikator usłyszał znamienne słowa:
- Ojcze Święty! Do Ziemi zbliża się Niezidentyfikowany Obiekt Latający (NOL) - odezwał się wystraszonym głosem jeden z pełniących służbę na mostku arcykapłanów.
- Już tam idę - westchnął Johan sięgając po papier toaletowy firmy Tarka. - Tymczasem włączcie monitor i wyświetlcie na nim ten obiekt wraz z wszelkimi informacjami. Powinienem tam dotrzeć zanim jeszcze się wczyta. Ten Gill Bates odpowie kiedyś za sprzedanie nam takiego powolnego systemu!
- Chyba przed Bogiem - mruknął arcykapłan.
- Co mówiłeś?
- Nic, wasza ekscelencjo. Zupełnie nic.
Po kilku minutach Johan Paulus wyszedł ze swojej ubikacji, po czym skierował się w stronę mostka. Niestety nie dane mu było dojść tam od razu. W korytarzu zatrzymał go jeden z Tere-fere-ngi przebywających na stacji.
- Panie Johanie Paulusie! - zaczął Tereferengi drapiąc się po uchu. W dalszej rozmowie zażądał "obniżenia wartości Obowiązkowej Minimalnej Zrzuty do Koszyka podczas mszy", bo jak się wyraził "przez te pie/ ocenzurowano /e msze, klientów w porządnym barze coraz mniej, a jak już są to k/ ocenzurowano /wa biorą najwyżej jedno piwo, bo wszystkie drobne udali w kościele. Chcą też pić pie/ ocenzurowano /ne wino mszalne, a my tego sprzedawać nie możemy, bo zaraz k/ ocenzurowano /wa akcyzę nakładają i więcej przez to strat niż zysku".
Papież dobrotliwie poklepał przedstawiciela wielkouchej rasy obcych po ramieniu.
- Jasiu - powiedział do niego, bo się znali - przecież wiesz, że nastały teraz ciężkie czasy i należy być cierpliwym. Trzeba czekać, a rozwiązanie wszystkich problemów na pewno się znajdzie. Najważniejsza jest cierpliwość.
- A niech to pieniądz kopnie - warknął Tereferengi Jasiu odchodząc korytarzem.
Papież wzruszył ramionami. Wsiadł do windy i już po chwili wysiadł na mostku stacji kosmicznej. Wszystkie głowy pochyliły się z pokorą. Johan Paulus II był rzadkim gościem na tej bliskiej Ziemi placówce. Wolał religijne rozmyślania w ciszy wspólnoty w ziemskim mieście Watykan.
Usiadł na honorowym fotelu naprzeciw wielkiego, czarnego monitora. Na ekranie leciała w kółko ta sama animacja z reklamą firmy Microsyf.
- No, dawajcie na ekran tego NOL-a - powiedział zniecierpliwionym głosem Paulus.
- Już się robi wasza świątobliwość - odpowiedział jeden z arcykapłanów.
Przez kilkadziesiąt minut papież ze skupieniem wpatrywał się w czarny ekran, po czym odezwał się ze złością -Co jest grane? Dlaczego nic nie ma na ekranie?
- Wasza swiętobliwość to... e... to na pewno... - arcykapłan spuścił głowę zasmucony.
- Obawiam się, że system znów się zawiesił - dokończył za niego organista.
- Dobra, zresetujcie - bez zastanowienia odpowiedział Paulus.
W tym momencie sekretarka papieska została obudzona i jak zawsze w takiej sytuacji nadała standardowy komunikat:

Uwaga, uwaga! Mam do nadania ważny komunikat! Prosimy o przygotowanie się na restart systemu, chwilowy brak światła, klimatyzacji, zasilania dla hoolokabin, wibra... e... oraz innych udogodnień. Z góry dziękuję za wyrozumiałość. Podpisano: Jego świątobliwość Johan Paulus II.

Nagle na całej stacji zgasło światło, przestały działać lodówki, komunikatory i... inne urządzenia. Mijały kolejne minuty, a system jak się nie uruchomił, tak się nie uruchamiał. Minęło jeszcze pół godziny, a system nadal nie działał mimo upartych prób Naczelnego Organisty.
W końcu papież nie wytrzymał.
- Co tu się do dia... e... Co tu się dzieje? - ryknął Paulus.
Na chwilę na mostku zapanowała niczym nie zmącona cisza, po czym odezwał się jakiś oficer:
- Wasza świętobliwość, próbujemy uruchomić system w trybie normalnym, ale działa tylko tryb awaryjny.
- Niech tych z Microsyfu piorun trzaśnie za ten ich Wind-Ohhs - oburzył się papież. - Uruchomić awaryjny system operacyjny.
Na twarzach wszystkich zebranych pojawiły się pełne ulgi uśmiechy.
W kilka sekund światło na stacji zostało włączone, lodówki i hoolokabiny zaczęły działać i to z większą o 20% wydajnością. Na ekranie pojawiło się logo przedstawiające Pingwinka w Czerwonym Kapeluszu (PCK wersja 7.0).
- Diała - zawołali chórem wszyscy obecni na mostku. No... Prawie wszyscy, bo papież nie dał upustu swojemu entuzjazmowi. Patrzył na monitor.
Na ekranie widoczny był dziwny obiekt NOL. Przypominał sondę dziwnej cywilizacji, która zbliżała się niebezpiecznie blisko Ziemi. Sonda połyskiwała niczym... niczym... no, tego... niczym połyskująca sonda dziwnej cywilizacji.
- Wasza świętobliwość, mamy sygnał z Ziemi... - powiedział jeden z oficerów, ale przerwał, gdyż nagle na całej stacji zapadły złowrogie i przerażająco bluźniercze ciemności. Dał się słyszeć dziwny odgłos. Coś jakby głos przedstawiciela dziwnej cywilizacji wysyłającej sondy do innych planet...
- Na Boga, co się tutaj dzieje? - Johan Paulus II zmarszczył brwi. - Przecież system operacyjny Pingwin C. K. nigdy się nie zawiesza!
- Papieżu - nieśmiało zagadnął organista.
- Tak?
- Obawiam się, że to nie system. To ta sonda.
- Sonda się zawiesiła? - zdziwił się papież.
- No... Nie. Sonda NAS zawiesiła.


Statki Klangonów znane są we wszechświecie jako pozbawione luksusów. Wynika to głównie z ich przeznaczenia. Każdy jednak statek klangoński posiada salę treningową, gdzie dwóch Klangonów walczy ze sobą dla treningu albo dla sportu tudzież dla... e... przyjemności.
Siostra zakonna Hurra oraz bioenergoterapeutyk Kości postanowili spróbować swoich sił właśnie w sali treningowej Klangonów. Do pomieszczenia prowadziły długie i kręte schody. Po kilku minutach stanęli ostatecznie przed dwoma drzwiami. Otworzyli pierwsze z nich, oznaczone dziwacznymi symbolami. Po chwili wyszli zakłopotani. To nie była ta sala. Klangoni bowiem oprócz walki lubili też... inne rzeczy. Kości chrząknął.
- Może spróbujemy drugich drzwi?
Gdy weszli do drugiego pomieszczenia oznaczonego klangońskimi odpowiednikami liter MK, oczom ich ukazał się las...


...ekranów i drążków sterowniczych.
Hurra i McKlej zasiedli przed ekranami i uruchomili sprzęt. Z jękiem ruszyły tryby maszyny. Coś zazgrzytało i na ekranie pojawiły się dziwne symbole. Kości spojrzał zdumiony na Hurra i wybrał za pomocą wajchy sterowniczej jakieś znaczki. Rozległ się sygnał dźwiękowy przypominający syrenę parowego okrętu. Na monitorze pojawiły się dwie postacie.
Postać po lewej ubrana była w żółty kombinezon. Postać po prawej była kobietą w różowych szatkach. Obie postaci kołysały się lekko w rytm niewidocznej (i niesłyszalnej) muzyki.
- Co jest? - zapytał Kości.
Hurra poruszyła na próbę swoją wajchą. Postać po lewej zrobiła dwa niepewne kroki. Z głośników dobiegł stanowczy głos: "Fajt!". Rozpoczęła się walka. Postacie biegały po całym ekranie, biły i kopały się (i przeciwników) zazwyczaj na oślep, ale czasem zdarzały się celne ciosy. W pewnym momencie z ręki ubranej w żółty strój postaci kierowanej przez Hurrę wyskoczyła lina zakończona ostrym harpunem i uderzyła w kierowaną przez Kości kobietę. Z głośnika dobiegł głos: "Kam Hiir!", a kobieta w różowym ubranku przysunęła się bliżej postaci Hurry i wtedy obie postaci / ocenzurowano /...

Reżyser niniejszego filmu w trosce o zdrowie psychiczne widzów (i na prośbę cenzorów) zdecydował się nie pokazywać dalszej części... e... walki.

Walka zakończyła się jak można było się spodziewać zwycięstwem bioenergoterapeutyka Kości.
- Hurra! - wykrzyknął uradowany McKlej na cały głos.
- Czego znów chcesz ode mnie? - z nieukrywaną złością zareagowała Hurra.
- Ja? Nic - zdziwił się Kości. - Po prostu cieszyłem się z wygranej...
- Ty z wygranej?... - Hurra przerwała McKlejowi z wściekłości zaciskając pięści. - Przecież widziałam, że oszukiwałeś! To jest grzech!
Zapanowała pełna zakłopotania cisza.
- Już więcej nie będę z tobą walczyła - oświadczyła siostra Hurra. - Idę na mostek.
Wychodząc trzasnęła drzwiami.


Kabina, którą biskup Kork wybrał za własną należała chyba kiedyś do wojowniczego klangona. Korek wywnioskował to stąd, że na ścianie wisiały liczne batlety i ludzkie skalpy. A poza tym - wszystkie kabiny na statku należały kiedyś do wojowniczych klangonów.
Tak naprawdę jednak Kork mylił się. Kabina, którą wybrał należała kiedyś nie do wojowniczego klangona, ale do dzielnej i wojowniczej klangonki. Zrozumiał to, gdy otworzył szafkę i znalazł tam książkę (wydanie klangońskie) "Harem Queen - Uroczy Wieczór".
- Ojcze, dostaliśmy komunikat z Ziemi w nadprzestrzennym - z komunikatora odezwał się głos Spooky'ego.
- Już tam idę - odpowiedział Korek.
Dojście na mostek zajęło mu niecałą minutę.
- Dawaj to na ekra... e... na głośnik.
Rozległ się nieoczekiwany pisk, po czym nastąpiła cisza. I nagle...
- Uwaga, uwaga sssszzszszsz Ze wzglę szszszszsz szzzssszss du na ogromne niesz sssssszz szsz bezpieczeń sszzssszsssz sztwo nie zalesz zsssszszsssszsz szca się ssszszszszsssz ssssszzszssszsz szszszszs... - odezwał się niezrozumiały głos.
- Siostro Hurra - westchnął Spooky. - Proszę wyłączyć suszarkę do włosów.
Hurra zaczerwieniła się i schowała suszarkę.
- Ja tylko... - zaczęła.
- Ci! - uciszył ją Korek. Z głośnika wreszcie dobiegło coś zrozumiałego.
- Uwaga, uwaga. Ze względu na ogromne niebezpieczeństwo nie zaleca się... - głos urwał.
- Kto się nie zaleca? - zapytał Spooky. Jego imiennik zaszczekał głośno łasząc się do nóg Hurry.
- O mam! Znalazłem - ucieszył się głos z przekazu. - A więc: nie zaleca się zbliżać do matki... - głos urwał.
- To nielogiczne - stwierdził Spooky.
- A poza tym moja matka jest już świętej pamięci - naburmuszył się Kork.
- ... e... gdzie ta kartka - dobiegło z głośnika. - Mam! Mam! - ucieszył się głos. - do matki Ziemi - kontynuował - albowiem dziwna sonda obcej cywilizacji spowodowała w kolejności alfabetycznej: atmosferyczny chaos, bigos morski i częste kłopoty tektoniczne. W skrócie: trzęsienia ziemi, burze, wielkie fale i nagłe zawieszanie się kompute...
- Co jest? - zapytał zdezorientowany Korek. - Znów zgubił kartkę?
W tym momencie zgasło światło, a z głośników dobiegł ich dziwny, basowy pisk.
- Straciliśmy zasilanie, ojcze - odpowiedział ze spookojem Spooky.
- Widzę Spooky, ale co to jest za dźwięk? - zdziwił się Korek. - Swoją drogą przejść na zasilanie awaryjne - rozkazał.
Na pokładzie zabłysnęły mroczne, karmazynowe światła zasilania awaryjnego. Klangoński komputer zakrztusił się i ekran zapłonął słabą poświatą. Dźwięk dalej dobiegał z głośników ku zdumieniu siostry Hurry, która była pewna, że wyłączyła radio.
- Ojcze, chyba wiem co to jest za dźwięk - powiedział z dumą Spooky. Nikt się nie zdziwił tak szybkiej odpowiedzi. Wszyscy wiedzieli, że w Świętej Flocie Vatykanin był największym kujonem.
- Cóż to jest w takim razie, Spooky? - zapytał niepewnie Korek poprawiając habit.
- Otóż panie biskupie, wydaje mi się logiczne, że jest to dziwny dźwięk emitowany przez dziwną sondę dziwnej cywilizacji.
- To dlatego jest taki dziwny - zrozumiał Kości.
- Co możemy zrobić? - załamał się Korek. - Ta sonda niszczy Ziemię.
- Musimy uciec jak najdalej stąd? - zaproponował Kości.
Korek zgromił go wzrokiem.
- NIE! Musimy dzielnie ruszyć na ratunek. Jako wzorowi duchowni Świętego Kościoła.
Kości westchnął. Obawiał się takiej odpowiedzi.
- Sugestie! - wykrzyknął Korek.
- Co? - odpowiedziało mu kilka niepewnych głosów.
- Czy ktoś ma jakieś sugestie?
- Aaa...
- Wielebny Jamesie T. Korku. Ja mam dwie sugestie - zgłosiła się Hurra.
- No - ponaglił ją Korek. Na ekranie sonda i Ziemia były coraz bliżej.
- Co no? - zdziwiła się Hurra.
- Gdzie te sugestie?
- W moim akwarium.
- W akwarium? - zdziwił się Korek. - Sugestie to znaczy "pomysły".
- Aaa... - zamilkła zaskoczona Hurra. - Ale moje rybki są z gatunku "sugestii nieprawdopodobnych" z Marsa.
- Przecież Mars to pustynia.
- Dlatego "nieprawdopodobnych".
- To logiczne - zauważył Spooky.
- Co? To, że są nieprawdopo...
- Nie, wielebny biskupie. Na Jedynego Słusznego Boga, że też wcześniej na to nie wpadliśmy.
- Hę? - zapytał Korek.
- Wielebny biskupie. Te ryby nasunęły mi pewną sugestię.
- Hę? Co? - powtórzył Korek.
- Sugestia to znaczy "pomysł" - wytłumaczył Spooky.
- Wiem - jęknął Korek.
- Otóż myślę - kontynuował niezrażony Spooky. - Jestem pewien na 0,1 %, że ten dźwięk jest dźwiękiem dochodzącym przez filtr podwodny.
- Co to znaczy?
- To znaczy, że jeśli nacisnę ten klawisz i ten - zademonstrował Spooky - to usłyszymy jak ten dźwięk powinien brzmieć naprawdę.
Z głośników dobiegł ich przeciągły, dziwaczny jęk.
- Co to jest do dia... e... na miłość Boską? - zdziwił się Korek.
- Jest to dźwięk wydawany przez 7 koma pół rocznego samca z wymarłego w 2045 roku gatunku WIELORYBÓW.
- Przecież wielkie ryby nie wydają dźwięków - zauważył Mc Kley.
- Małe też nie - dodała Hurra. - Mam akwarium i nigdy nie słyszałam, żeby...
- Te wieloryby to HUMBAKI. One wydają dźwięki. Jestem tego pewien na 88 koma 128 % - odparł Spooky.
- Hamaki? - zapytał, aby się upewnić Korek.
- HUMBAKI - uściślił Spooky. - Jestem pewien na 88 koma 127 %, że rzeczona sonda dziwnej cywilizacji ma na celu porozumienie się z HUMBAKAMI. Nie napotkawszy HUMBAKÓW zbliża się coraz bardziej do Ziemi zakłócając działanie systemów operacyjnych i pogodowych, powodując wstrząsy tektoniczne. Jeśli HUMBAKI nie odpowiedzą sondzie, to w ciągu 14 koma 1 godzin zniszczy ona Ziemię.
- Boże... - szepnął Korek.
- Mówiłeś, że hamaki wyginęły - mruknął Kości.
- Ściślej rzecz ujmując HUMBAKI wyginęły 17 marca 2045 roku o godzinie 14:32, 14 sekund i 15 setnych.
- Aha.
- Ojcze - odezwała się Hurra - mamy potwierdzenie, że jest to sonda emitująca dźwięk wielorybów, a dokładniej wymarłego gatunku HAMAKÓW. Komputer właśnie to zanalizował.
- Ojcze, tracimy zasilanie awaryjne - poinformował z siłowni Scotch. Scotch bardzo często zamiast w maszynowni statku przebywał w siłowni. Nie dlatego, że lubił ciężkie, fizyczne ćwiczenia relaksacyjne, ale dlatego, że w siłowni były silniki statku.
- Kapłanie Czkawka, kurs na Słońce. Spooky łap liczydło i ustal parametry czasowe. Hurra schować antenę. Scotch dawaj pełną moc silników - rozdzielał zadania Korek - A ja się pomodlę, aby ten klangoński gruchot przeniósł nas cało w XX wiek.
- Co? - zapytał Czkawka.
- Co? - zapytała Hurra.
- Co? - zapytał Scotch.
- Tak jest - powiedział Spooky.
- Przeniesiemy się w XX wiek wykorzystując pole grawitacyjne Słońca. Sprowadzimy stamtąd wieloryby hamaki i wrócimy z powrotem z wielorybami na pokładzie. Będziemy BOHATERAMI - rozmarzył się Korek. Oczy mu zmętniały.
- Obawiałem się czegoś podobnego - mruknął Kości do Czkawki.
Kilka minut później wszyscy założyli ciemne okulary, a Korek wydał komendę: Naprzód. Nic się nie stało.
- Biskupie - zaczął niepewnie Scotch.
- Tak? - Korek modlił się, by Scotch nie powiedział, że napęd nadprzestrzenny wysiadł.
- Napęd nadprzestrzenny...
- O Jezu - jęknął Korek. Tego się obawiał.
- ... nie powinien być używany w pobliżu Ziemi.
Korek odetchnął z ulgą.
- Bóg nam to wybaczy. Mówiłem: NAPRZÓD. Więc: NAPRZÓD.
- Dobra - westchnął Scotch. Tylko się trzymajcie.
Ptak do modlitwy ruszył. Kapłan Scotch co chwila meldował: "Pierwsza nadświętna", "Druga nadświętna", "Trzecia",..., "Ósma nadświętna", "Maksymalna prędkość". Po tym meldunku nastąpiła chwila ciszy. Światło zgasło.


Teraz załoga zniszczonego w poprzednim filmie statku Angelprise przenosi się do XX wieku. Czy kujon Spooky poprawnie obliczył współrzędne czasowe przy pomocy starożytnego liczydła i czy całej załodze uda się przeżyć podróż w czasie? Tego wszystkiego dowiemy się już po przerwie na reklamę. Zostańcie z nami.

>>> następna część




Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations