|
fantastyka na wesoło
V.S.S. Pilgrim
powrót do Świętastyki
powrót do Saint Trek
|
Ojciec Mi$iu
Epizod zerowy
PRELUDIUM część I
Autor:
Mi$iu
Pozdrówki dla:
elfka i Kosmitka z Kawaii-Chat
One God - one Church - one Religion - one Question: Are you a pilgrim?
Dołącz do nas:
Zadzwoń!!! 0-700 666 666 [opłata 3,70 kg sztabek latrinum / min]
Scenariusz
Marvin, IronMaiden, Bearman, Beerman, MiSiu, Mi$iu4Ever, Mi$iu2000, Mithrandir, K'Nhaar i kilka innych osób [Autor cierpi na rozpiętnastczenie jaźni, a może każdy z autorów cierpi na rozpiętnastczenie jaźni, a każdy z nich znów na rozpiętnastczenie? W każdy razie problem wart jest głębszego zbadania i od 49 lat zajmuje się nim specjalna komisja z 15 podkomisjami, które mają po 15 pod-podkomisji.]
Zmiany wprowadzone mimo i wbrew woli autora:
Magness
Reżyseria
Ridley "Beamme up Scotty" Scott
FX
Dzieci z zaprzyjaźnionego przedszkola
Muzyka
Metallica we współpracy z Napster Community www.napster.com
Aktor specjalny
Garfield z lazanią
Statyści
Angielskie wściekłe krowy
Gościnnie
Skrzypek (spadł z dachu)
Choreografia
Tańczący z wilkami i wilki
Dystrybucja
Piraci ze Stadionu X-lecia w Wa-wie [Specjalne podziękowania dla Grigorija, Wiaczesława, Jewgienija, Siergieja oraz Swietłany, Natalii, Kateriny i wszystkich (ładnych) Rosjanek]
Budżet odcinka
niedużo jednak wystarczyło na nową willę dla każdego, nawet dla statystów i znajomego chomika [niestety zaprzyjaźniona świnka morska już się nie załapała].
Podziękowania
firmie "Najmiększe karmelki galaktyki" za twarde karmelki, na których Wikary Tłumok złamał trzy zęby (sobie) i nogę w kolanie (przedstawicielowi firmy) , oraz firmie "Kapelusz z pizzy" za pizzę wegetariańską z szynką i boczkiem.
POLECANA LEKTURA
"Kubuś Puchatek" i "Chatka Puchatka" A.A. Milne.

Data gwiezdna 0 koma 123 myślnik 45 koma 6 przez 78 plus 9
"Z pamiętnika spowiednika" Księdza XXX / Tom 1, str.1
Wydawnictwo Vatickan S.A. =oprawa b. miękka=
To miał być rutynowy lot, zwyczajna akcja jak każda. Rano przyszła pocztówka od papieża. Zdjęcie przedstawiało papieża leżącego na plaży w towarzystwie ulubionej konkubiny Esmeraldy, z którą romansował swego czasu Benjy Fiasko [ale to jest oczywiście tajemnica]. Wiadomość od papieża była krótka: mieliśmy rozpie..., khem, khem zniszczyć nielegalny transport słomy makowej, będącej w brudnych i niedomytych łapskach Maków.
[dalej następuje opis uczuć, odczuć i przemyśleń Księdza XXX, który zajmuje pozostałą część tomu czyli strony od 2 do 379 koma 5 i jest tak nudny i egocentryczno-egoistyczny, że nie będziemy go przytaczać w obawie o zdrowie psychiczne (lub jego brak) u czytelników (względnie oglądaczy), a także z braku miejsca i pazerności]

Jedyna-Świecka-Kobieta-Inkwizytorka-W-Służbie-Kościoła [ale mówią do niej PANI KAPITAN] Kaśka Yancka-Droga wbiegła na mostek najnowszego statku Świętej Floty i zderzyła się z czymś dużym, twardym, czarnym, spiczastouchym i ubranym w mundur Świętej Floty.
- Ki diabeł? - wrzasnęła (nie)przytomnie Kapitan Yancka-Droga.
- Żaden diabeł Jedyna-Świecka-Kobieto-Inkwizytorko-W-Służbie-Kościoła [ale mówią do Pani PANI KAPITAN] Kaśko Yancka-Drogo - pluło się coś duże, twarde, czarne, spiczastouche i ubrane w mundur Świętej Floty. - Jestem jedynym Vatickaninem o czarnym kolorze skóry. Taki Vatickan Plus Deluxe Bonus Extra 19 i pół.
- Eee... - oblicze Kaśki było jednym z tych "myślą nieskażonych" - Czemu 19 i pół?
- A czemu nie? - wzruszył ramionami Vatickanin tak jak tylko Vatickanie potrafią.
- Aaa... - Kapitan Kaśka zdołała przywołać okruch inteligencji, dzięki czemu przestała wyglądać tragicznie, a zaczęła wyglądać żałośnie. - Czemu tu jesteś?
- Sam nie wiem - zaczął Vatickanin - wszechświat jest taki skomplikowany, niezbadane są wyroki Boga, przysłał mnie papież albo skończyły się rurki z kremem... Może dlatego, że jestem nowym wikariuszem i mam podnieść morale załogi?
- Nasza załoga jest porządna. Nie mamy żadnego morale - odburknęła Yancka-Droga.
- O Zark..., eee... o Jezu, miałem powiedzieć - jęknął Vatickanin tak jak tylko Vatickanie jęczeć potrafią.
- Dobra jest, nie rycz. Jak masz na imię? Muszę wiedzieć jak mam się zwracać do nowego wikariusza - Kapitan Kaśka zdawała się (nareszcie) panować nad sytuacją.
- Ech... Tłumok jestem.
- Jakoś tak dziwnie. Jak na ciebie wołali rodzice?
- Te...Kurdupel...
- Może lepiej nie. A w podstawówce?
- Czarna owca...
- W liceum?
- Ej gnojku...
- W seminarium?
- Tłumok.
- Przecież tak masz na imię! - zdenerwowała się Kapitan Yancka-Droga.
- Wiem! - napuszył się dumny Tłumok.
- Niech zostanie Tłumok - zrezygnowana Kaśka westchnęła tak jak tylko zrezygnowane Kaśki potrafią.
- OK! To cześć Kaśka! - rzucił na odchodnym.
- Dla ciebie Kapitan Yancka-Droga! - Kaśka zdenerwowała się tak jak tylko...

W korytarzu Pilgrima zderzyły się nagle dwie postacie. Stanęły naprzeciw siebie badawczo obserwując się wzajemnie. Jedną z postaci był średniej budowy azjata w mundurze Świętej Floty, drugą kobieta - Klangonka w mundurze kadeta. Twarz Klangonki wyrażała błogą bezmyślność.
- Eee..., Kim jesteś? - wydukała.
- My się znamy? - zapytał Kim-Jesteś?
- Nie znamy się. Kim jesteś?! - podniosła głos Klangonka.
- Więc jednak się znamy - ucieszył się Kim-Jesteś? i zadowolony poszedł w swoją stronę korytarza.
- Aaa... albo nic - mruknęła zdezorientowana tak jak tylko zdezorientowane Klangonki mruczeć potrafią i skierowała się do transportera.

W pokoju teleportacyjnym trwała zażarta walka. Część personelu chciała wpierw teleportować ziemiankę z pokładu promu, druga część chciała najpierw teleportować Klangonkę poznaną w poprzednim akapicie na pokład promu. Gdy po kilkunastu minutach bezsensownych sporów nikt nie zdobył przewagi w bitwie na gumowe kurczaki, komputer postąpił jeszcze bardziej bezsensownie. Wysłał sygnał do obu teleportacji równocześnie, przez co ziemianka i Klangonka połączyły się w jedną osobę - półKlangonkę.
Dzięki temu wypadkowi znanemu szerzej jako "Wysłanie sygnału do obu teleportacji równocześnie, przez co ziemianka i Klangonka połączyły się w jedną osobę - półKlangonkę" uzyskano szereg bardzo ciekawych krzyżówek, między innym rebusy obrazkowe. Kilkanaście dni później papież zakazał tego typu eksperymentów, zaraz po tym jak dostał na śniadanie pomidoro-ogórko-pomarańczo-banano-jajko-bułko-kotlet.

Narrator 1 - Był przepiękny zachód słońca...
Narrator 2 - STOP!!! W kosmosie nie ma wschodów i zachodów słońca. Nie ma też południa, północy ani żadnych innych zjawisk związanych ze słońcem a widzialnych tylko z powierzchni planety.
Narrator 1 - Ale oni jeszcze nie odlecieli...
Narrator 2 - Zaraz odlecą, głupku.
Narrator 1 - Odzark..., eee... odczep się i nie mów do mnie głupku.
Narrator 2 - Bo co mi zrobisz, zazark..., eee... zafajdany głupku?
Narrator 1 - Ja... ci...!!!!!
Narrator 3 - Obaj jesteście głupki, oni już polecieli, a wy się kłócicie jak dzieci.
Narrator 2 - No dobra, sorki.
Narrator 1 - Daj na zgodę.

Pilgrim ruszył w miejsce planowanego przechwycenia słomy makowej. Statek zaczaił się za pasem asteroidów. Czekali na transportowiec Maków miło spędzając czas.
Kilka godzin później hulankę przerwało wyłonienie się zza pobliskiej planety oczekiwanego statku w kształcie strzykawki napełnionej czarnym płynem.
V.S.S. Pilgrim wyskoczył wrzeszcząc z ukrycia. Właściwie to statek tylko wyskoczył a wrzask pochodził do Kapitan Kaśki.
- Czerwono-żółto-różowy alarm. Wszystkie ręce, łapy i macki do stanowisk bojowych!!! - ryczała podjarana możliwością legalnej i popieranej przez papieża rozróby.
- Pani kapitan! - próbował ją przekrzyczeć komputer.
- Tak, pececie?
- Nie jestem pecetem - oburzył się komputer. - Moi przodkowie wywodzą się z Atari.
- Czego chcesz?
- Chciałem tylko zauważyć, że możemy włączyć jedynie czerwono-żółty alarm, bo różowe żarówki się przepaliły.
- Dobra. Może być - westchnęła Kaśka i nabrała powietrza w płuca - Rozpier... eee... kurde ognia z =Face-R=-ów. Przygotować, kurde, de-ryb-tory i załadować makrelami. Ognia, a właściwie, RYBY!!! Torpedy fotelowe, ładuj i w nich!!! Zajeb..., znaczy się rozwalimy Maków - cofnęła przekleństwo widząc, że CZARNY wikary Tłumok czerwieni się od stóp do głowy (nie głów) - Nic nas, kurka flaczek, nie zatrzyma. Rzeźnia!!! - wyła w ramach rozkazów.

W tym czasie na transportowcu Maków.
- Jasny gwint i ciemna śrubka. Osłony na maxa! - krzyknął dowódca.
- Ale... - zaczął jeden z załogantów.
- Żadnego ale, po pijaku nie damy im rady.
- Ja nie o tym. My nie mamy osłon - rzucił załogant.
- O khoorfa!!! - zaklął w Makowcu (tajnym języku Maków) dowódca. - V.S.S. Pilgrim nas zestrzeli! Już po nas!
- Szefie! - wrzasnęła Klangonka o dźwięcznym imieniu Brzydka-Jak-Noc-Nawet-Dla-Klangonów (ciekawe czemu wszyscy wrzeszczą, ryczą, wyją i krzyczą? czyżby sytuacja skrajnie stresogenna?).
- Czego, do diabła?!! - splunął Szef.
- No właśnie. Przed nami jest Szatan.
- KTO?!!!
- Szatan, Lucyfer, Belzebub i różne takie - mówiła Clangonka ze stoickim spokojem.
- O w mordę kopany!!! - wyraził zdziwienie Szef.
- To jest myśl! - krzyknął wyżej wymieniany załogant.
- Co?! - spytał dowódca.
- Wlecimy mu w tą szpetną mordę i Święta Flota nas nie dorwie. To jest nasza szansa! Piekła nam zesłały tego szatana.
- Jesteś pewny? - podejrzliwie zapytał dowódca zwany Szefem.
- Pewnie! Robiłem to setki razy.
- ... - Szef otworzył szeroko oczy słysząc coś tak nieprawdopodobnego i zamilkł widząc ohydną mordę Przeklętego kilkanaście metrów przed transportowcem. Nigdy w życiu nie przypuszczałby, że Książę Piekieł ma próchnicę, paradontozę oraz wiele innych chorób zębów i dziąseł. Poza tym miał "piekielnie" nieświeży oddech.

W tym samym czasie, w Totalnie Ukrytej Bazie Akupunktury (T.U.B.A.) systemu reklamotwórczego firmy Microsnack, Bill Cakes poprawił okulary spoglądając w twarz szatana na ekranie monitora. Do diabelskich ust zbliżały się właśnie dwa statki - jeden z nich Bill rozpoznał jako statek Kościoła Zjednoczonych Planet.
- Ktoś przeszkadza nam w testach naszego nowego systemu reklamowego ciasteczek czekoladowych Winsnack o kryptonimie "TSCHART"! - zaklął Bill Cakes. - Niech ja dorwę tego szefa od plenerów. Zapewniał, że na Dzikich Polach będziemy mogli spokojnie przetestować nowy system operacji reklamowych. A tu najpierw korytarz nadprzestrzenny otworzył się w środku naszego hologramu reklamowego, a potem jakieś przeklęte statki dostrzegły moją reklamę przed pierwszą premierą! - Bill Cakes pokręcił głową. - To może spowodować straty firmy. I za co ja przekupię tych gości z urzędu antymonopolowego?
Wkurzony Billu zatrząsł się ze wściekłości i uderzył pięścią w klawiaturę. Przypadkowo trafił na klawisze Ctrl, Alt i Del...

- O ja cię pieprzę! - jęknął oficer Świętej Floty, będący przy okazji chłopakiem kpt. Kaśki.
- Może później, Mickey - rzuciła Kaśka - Mamy sytuację, khoorfa, kryzysową a temu tylko dupy w głowie.
- Pani Kapitan zna tajny język Makowiec? Jestem pod wrażeniem - stwierdził Tłumok i zaczął się spod niego wyczołgiwać (znaczy się spod wrażenia).
- Patrzcie wierni (i niewierni też, bo może kiedyś zostaniecie wiernymi) albowiem widzicie na własne oczy samego Diabła - zaczął Ksiądz XXX.
- Maki wlecieli mu prosto do tego parszywego ryja i zniknęli - rzucił organista Kim-Jesteś?.
- Nie możemy pozwolić im na taką bezproblemową ucieczkę, bo co powie papież - mruknęła Kaśka. - Lecimy za nimi.
V.S.S. Pielgrzym lotem łukowym, jak strzała pomknął w stronę szczerbatej paszczy szatana. Gdy już prawie przelatywali między ohydnymi wargami Kim-Jesteś kliknął na jakiś klawisz na klawiaturze komputera (prawdopodobnie na klawisz Fis, ale źródła tego nie potwierdzają, są przypudczenia, że mógł to być klawisz D) i chwilę głowił się nad czymś. W tej samej chwili Szatan pragnąc wyrazić swe niezadowolenie z powodu trafiających go ryb i foteli chwycił łapą Pilgrima, wziął zamach jak miotacz w baseball'u [gdyby papież się dowiedział Szatan miałby przechlapane - oczywiście wodą święconą] i rzucił statkiem w przestrzeń kosmiczną. Tylko cudem (lub szatańskim przekleństwem) nie uderzyli w żadną z mijanych planet, galaktyk... Po kilkunastu minutach wirowania przez kosmos Pilgrim zatrzymał się niedaleko jakiejś planety. Tłumok w końcu wyczołgał się spod wrażenia.
- Mam e-maila od szatana - stwierdził zakłopotany Vatykanin.
- Jakiego znów e-maila? - zapytała zaskoczona Kaśka. Wpatrywała się w gwiazdy przed nimi. Żadnej z nich nie rozpoznawała. Szatan musiał ich rzucić gdzieś daleko w nadprzestrzeń. Cholera, przez to wszystko spóźnię się na lunch - pomyślała.
- Mówiłem - powiedział obrażony Kim-Jesteś? - E-maila od szatana.
- Na ekran.
Kim-jesteś zagrał crescendo na klawiaturze komputera. Miły głos z głośników odczytał powoli, z namaszczeniem:
"Witajcie, gwiezdni wędrowcy. Bóg z wami i z Billem Cakes'em! Jestem Szatanem i zachęcam was do kupna ciasteczek Winsnack XP koma 1 w wersji rozszerzonej o orzeszki na czekoladzie. To jedyna w swoim rodzaju okazja! Kup już dzisiaj. W piekle wszyscy jedzą ciasteczka Winsnack. Jedz i ty!"
- A więc to nie był szatan, tylko reklamowa projekcja firmy Microsnack - zauważyła półKlangonka.
- To może być podstęp Lucyfera - rzekła Kaśka. - Może próbować nas skusić?
- Skusić? - powtórzyła zalękniona załoga.
- Skusić - warknęła pani kapitan. - Co wy robiliście na katechezach w szkole? Szatan zawsze kusi ludzi...
- Ale nie Klangonów - przerwała Kaśce półKlangonka.
- Teraz jesteś też częściowo człowiekiem, więc ciebie też to obejmuje - odezwał się Kim-Jesteś? dumnie. - Ale mnie nie.
- ... i przedstawicieli innych ras inteligentnych - dokończyła znudzonym głosem Kaśka.
- No - potwierdził Kim-Jesteś? - A nie mówiłem, że mnie to nie dotyczy?
Po kilkunastu minutach wirowania przez kosmos Pielgrzym zatrzymał się niedaleko jakiejś planety. Kaśka musiała zrzucić z siebie Mickey'a, który koniecznie chciał spełnić swą obietnicę daną na początku tego ujęcia. Kim-Jesteś? podszedł do komputera i próbował zagrać "Przybieżeli do Betlejem" na marszową nutę. Kaśka, która miała czułe uszy (i oprócz uszu nie było w niej niczego czułego) zaczynała żałować, że pozwoliła zainstalować na Pielgrzymie nowoczesny system komunikacji człowiek-komputer firmy CashIO (Cash Input-Output).
- Kim-Jesteś? Gdzie my, kurde, jesteśmy? - spytała kpt. Kaśka zajadając batonik Santanet Explorer (dodawanego gratis do każdego opakowania ciasteczek WinSnack 98) firmy Microsnack.
- Noo... i to jest właśnie ten problem - urwał w pół nuty Kim-Jesteś?. - Jesteśmy na końcu Gwiezdnej Parafii Delta.
- O KHOORFA!!! - zaklęła jak jeden mąż cała załoga przejawiając tym samym zadziwiającą znajomość języka Makowiec. Oczywiście gdyby papież pozwalał na wielożeństwo i wszyscy załoganci zmieniliby płeć na męską i gdyby jakaś kobieta chciała 73 facetów za JEDNEGO męża.

TU BI KANTIŃJUT...

|