Świętastyka

Korran Niszczyciel

strona główna



fantastyka na wesoło

Korran Niszczyciel


Korran Niszczyciel

wprowadzenie

odcinek 1

odcinek 2

odcinek 3

odcinek 4

odcinek 5

odcinek 6

Korran the Barbarzyńca

trailer


Opowiadanie Korran Niszczyciel powstało dzięki Wam. Składają się na nie fragmenty, które przysłaliście. Ekipa Świętastyki chce Wam powiedzieć jak bardzo wam dziękuje. Oto co chce Wam powiedzieć: Dziękujemy!
A już niedługo rozpoczynamy kolejną część przygód dzielnego Korrana - Korran the Barbarzyńca!

<< powrót do strony głównej


Korran Niszczyciel 6

Mrroczny Las



Nie ugięli się jednak i dzielnie wkroczyli do Mrocznego Lasu - Korran z ręką w kieszeni, Zo$ia szarpiąc przeszkadzającą jej brodę i Mały John gwiżdżąc fałszywie piosenkę "Czerwone Karole". (magnes)

Mroczna Puszcza przywitała ich nieznanymi odgłosami. Potworne dzwięki w stylu "ups i did it again" dobiegały z jednej dziupli. Niczego nie spodziewająca się Drużyna zbliżyła się do otworu, gdy wtem wychylila się z niego główka Tego Złego, który właśnie chciał powiedzieć swoją ulubioną kwestię o śmierci i zniszczeniu, jednocześnie dojadając swoją kanapkę z majonezem, ale dostał z dynki od Korrana i zalany krwią wpadł z powrotem do dziupli.
- Osz ty w dupe - zdołał tylko wybełkotac zanim Zo$ka poprawiła go z półobrotu, dobyła swego srebrnego miecza na potwory, odbiła dwa bełty z kuszy, usmiechnęła się jak Żebrowski i już chciała zadać decydujący (acz niecelny) cios, gdy nagle... (Joseppe)

...wypadła jej z juków maszynka do golenia zagubiona przed dwoma laty. Choć Zo$ka doskonale zdawała sobie sprawę, że wydawanie jej (maszynki) teraz za mąż kompletnie mija się z celem, a co ważniejsze, z jej (maszynki) uczuciami, ale z drugiej strony wiedziała, że musiała ją (maszynkę) poświęcić dla wyższego dobra; dla króla, kraju a przede wszystkim dla swojej prywatnej zemsty. Zamaszystym ruchem miecza posłała zapłakaną i niepocieszoną maszynkę (ją) w ramiona oczekującego śmierci Tego Złego, który z błyskiem chciwości schował ją w kieszeni. Zo$ka westchnęła z ulgą - pierwsza część śmiałego, ryzykownego wręcz planu powiodła się. Ale na horyzoncie zaczęły zbierać się czarne chmury. (geo)

Czarne chmury szybko zaczęły zmieniać postać i oczom przerażonych zgromadzonych ukazało się UFO (czyli U-no F-iatem O-bjeżdżający). Szybko się jednak okazało, że strach był przedwczesny, gdyż UFO chcieli tylko zapytać o drogę do najbliższego monopolowego, bo dawno już nie tankowali. Obeznany w położeniu wszystkich monopoli w tutejszym lesie Korran obrazowo objaśnił im najkrótszą dostępną drogę. Podziękowawszy za wskaówki UFO już mieli ruszać we wskazanym kierunku, gdy Zo$ka zauważyła, że Ten Zły skorzystał z zamieszania i czmychnął z uprowadzoną maszynką na grzbiecie swego wiernego bociana. UFO poczuwając się do winy za zaistniałą sytuację zaoferowali podwieienie do najbliższego Punktu Informacji Położenia Amerykanów w skrócie PIPA. W bardziej bowiem zaufanym gronie Ten Zły znany był jako angielski odpowiednik słowa "krzak". Wesoła, choć nie do końca- drużyna z chęcią przystała na propozycję UFO i ruszyła na poszukiwania maszynki i Bush... o przepraszam Tego Złego. Niestety po piątej co-stu-metrowej-przerwie na naprawę pojazdu, drużyna zmuszona była do pożegnania przemiłych UFO i ruszenia w dalszą drogę szybszym środkiem lokomocji, jakim były ich... nogi. (Hawkmoon)

Niestety zdradliwe nogi jak zwykle odmówiły współpracy, więc, chcąc nie chcąc, drużyna ruszyła dalej na rękach. Na nieszczęście ręca po ostatnich spotkaniach z nogami nabrały nieco animuszu i po 13 metrach również odmówiły współpracy. Zdesperowani wędrowcy doczołgali się do najbliższego cepeenu na omdlewających rzęsach, po czym runeli jak dłudzy przed stanowiskiem z numerem pięć. "Pięć, pięć, pięć" - zarejestrowała gasnąca świadomość Korrana. Już po chwili zza dystrybutora wody mineralnej World Famous Sudan Mineral Water ze słynnym pingwinkiem na opakowaniach wyszedł Czarny Bolek - jeden z Dziewięciu Czarnych (a więc kolejno: Bolek, Olek, Paolek, Lolek, Bebek, Jolek, Małolek, Jolaolek i Iwan). Wtem stało się stało to co miało się stać i z piskiem opon podjechał Czarny Mustang Pony, jeden z Dziewięciu Czarnych Bezimiennych Mustangów Pony, Czarny Bolek wpakował Zo$kę do bagażnika i upiornie chichocząc uwiózł ja w dal. (geo)

W tym momencie przed drużyną stanął wyjątkowo niewdzięczny dylemat - a że był wyjątkowo niewdzięczny niech świadczy to, że wszędzie gdzie się tylko pojawił, tam zawsze jakieś nieszczęście spotykało obecnych. A nie inaczej było i tym razem, gdy bowiem resztka ocalałej drużyny rozważała czy ruszyć w pogoń za Czarnymi, czy raczej odnaleźć Tego Złego, dokopać mu, i wydobyć z przepastnej czeluści jego kieszeni maszynkę - w przejeżdżający obok wóz z napisem "Najlepsze Zioło w Międzylądzie" walnął piorun powodując doszczętne wypalenie wozu. Zanim jednak wóz się wypalił, wyskoczyło z niego czterech Niewysokich Jegomościów. Kiedy tamci z wielkim zainteresowaniem obserwowali płonący wóz, Koran poczuł jak ogarnia go wydobywająca się z ogniska dziwna chmura i nagle wszystkie problemy przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Na przemian, śmiał się, płakał, aż w końcu nieprzytomny padł na ziemię.
Następnego dnia - jak przynajmniej mu się wydawało - gdy obudził się z koszmarnym bólem głowy zauważył, że niedaleko niego znajduje się czterech Niewysokich Jegomościów rozmawiających o czymś
-... o ja cie kurde nie mogę. Takiej tuby to ja jeszcze nigdy nie wypaliłem- powiedział jeden.
-No ja też, ale jak mnie teraz łeb naiwania- powiedział drugi.
-Co tam łeb panowie straciliśmy partię najlepszego ziela fajkowego, jakie kiedykolwiek widziałem. Czym my teraz nabijemy fajkę??? - kiedy tak się zastanawiali, do Korana - choć z oporami - dotarła przerażająca rzeczywistość - Zo$ka i maszynka zostały porwane. Kiedy przez następne kilka minut jego mózg próbował przejąć kontrolę nad pozostałymi 99% ciała, czterech nieznajomych Niewysokich Jegomościów z zainteresowaniem zbliżyło się do Korana i poczęła mu się bacznie przyglądać.
-Co się tak gapicie - warknął Koran.
-Przepraszamy bardzo, ale jeszcze nigdy nie widzieliśmy tak dostojnie zbudowanego przedstawiciela dużego plemienia. Czy pan może jest przedstawicielem zaginionego plemienia Królów?
-Kto ja? Nie. A wy coście za jedni?
-O proszę nam wybaczyć to małe faut pas. Ja jestem Pere Gun, to jest Mer z Doku, tamten to Sam od Lisa, a ten najdostojniejszy to nasz szef Fro z D. Jesteśmy wędrownymi handlarzami ziela fajkowego. Właśnie przejeżdżaliśmy przez tę piękną krainę, gdy nagle piorun z jasnego nieba trafił nasz wóz i wypalił nasz cały towar.
W tym momencie obudził się także Mały John klnąc pod nosem niemiłosiernie: -O rzesz "ich troje" mać!!! Jak mnie baniak napier...! Co jest?
-Obudź się. Ten Zły porwał maszynkę, a Dziewięciu Czarnych dorwało Zo$kę. Musimy coś szybko postanowić.
-Taaa -odpowiedział bardzo inteligentnie Mały John.
-Przepraszam, że się wtrącam - jak słusznie zauważył wtrącił się Fro z D. - ale pewien starzec alias Mitra'n'dir, kazał nam wyruszyć właśnie tą drogą. Powiedział on: "Jeśli wybierzecie tę drogę stracicie wszystko, zyskując coś zupełnie innego. Stanie przed wami wybór, a wtedy będziecie musieli wybrać jedno gdyż, choć drużyna pęknięta, każdy ma swoją rolę do odegrania w tej historii, która zmieni wszystko i nic już nie będzie takie jak dawniej". Wtedy uznaliśmy to za bredzenie zjaranego starca, gdyż nie widzieliśmy nigdy wcześniej, żeby ktoś tyle Ziela wypalił naraz. Teraz jednak widzę jasno. Potrzeba nam się przyłączyć do was i wspomóc w poszukiwaniach przyjaciół, a choć serce mówi, że powinniśmy wspomóc maszynkę, to jednak ona sama musi dalej ponieść swoje brzemię, a my ratujmy tę, którą ratować nam trzeba. Na te słowa zbaranieli wszyscy. Atoli z różnych powodów. Koran, ponieważ nigdy wcześniej nie słyszał tak mądrych słów, zgubił się więc gdzieś w połowie i później już tylko dumnie przytakiwał. Mały John ciągle zastanawiał się co to w ogóle jest "ich troje" i dlaczego autor kazał mu użyć tak ciężkiego przekleństwa. Najbardziej jednak zbaranieli sami towarzysze imć Fro z D. Do tej bowiem chwili myśleli, że jest on... niemową.
(Hawkmoon)

...i tak zabrnąwszy na manowce niniejszej opowieści korran doświadczył iluminacji. Zrozumiał, że zadanie odzyskania maszynki przerasta barki każdego śmiertelnika, a w związku z tym, że ciągle żyje, on nie jest smiertelnikiem, ani też nikt z jego drużyny. Natchnionym ruchem złapał w garść zawieszone na karku "na szczęście" resztki sznurka, którym była związana zaginiona Koki, wciągnął potężny haust powietrza (i dymu) i zakrzyknął:
- Jam jest nowy Zeus, a wy, moja drużyno, jesteście nowym panteonem!
No cóż - pomyślał Fro z D. - wozu może i szkoda, ale za to jakie efekty!
W tak zwanym międzyczasie Korran wyrwał już dwa tuziny drzew z okolicznego zagajnika w tak zwanym międzyczasie wściekle miotając pioruny na niewiernych. Po wymierzeniu słusznej i sprawiedliwej tudzież surowej kary Korran stwierdził, że bycie bogiem go...męczy, w związku z czym przelał całą swoją boskość na Zo$kę, która w momencie tego niesamowitego im pulsu mocy wywinęła się temu złemu zza pazuchy, zdzieliła go w ucho z chlapacza, poprawiła kokoskiem w karczycho, wskoczyła na dzielną latającą siekierę o zastosowaniach bojowych i odfrunęła lotem kołowym w Siną Dal (góry Siną Dal są w okolicy Lasu jedną z większych atrakcji, nie tylko ze względu na rozmiary). Korran w, hmm, tak zwanym międzyczasie zemdlał z wysiłku i odpoczywał z głową na łonie Małego Johna, który wcześniej wyłapał w ucho od Pere Guna, który kazał się tytułować Pan Pere Gun. W związku z tymi wydażeniami jądro sensu tej opowieści znacząco przesunęło się w kierunku chosu, a ruch tym spowodowany złączył węzłem małżeńskim Korrana i Zo$kę. W następstwie tych zdarzeń powstała legenda, opowiadająca o wydarzeniach Tego Wielkiego Dnia poprzedzającego Noc Poślubną. (Geo)

KONIEC!


Dziękujemy wszystkim autorom Korrana Niszczyciela - byliście wspaniali :)





Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations