Świętastyka

Korran Niszczyciel

strona główna



fantastyka na wesoło

Korran Niszczyciel


Korran Niszczyciel

wprowadzenie

odcinek 1

odcinek 2

odcinek 3

odcinek 4

odcinek 5

odcinek 6

Korran the Barbarzyńca

trailer


Opowiadanie Korran Niszczyciel powstało dzięki Wam. Składają się na nie fragmenty, które przysłaliście. Ekipa Świętastyki chce Wam powiedzieć jak bardzo wam dziękuje. Oto co chce Wam powiedzieć: Dziękujemy!
A już niedługo rozpoczynamy kolejną część przygód dzielnego Korrana - Korran the Barbarzyńca!

<< powrót do strony głównej


Korran Niszczyciel 5

Atak Szamana



Kura KOKI zagdakała zaskoczona, a Korran łypnął jednym okiem na przybyszów.
- Cy to jus lanek? - zapytał zastanawiając się, dlaczego boli go głowa.
Zo$ka czknęła rozrzucając kiszoną kapustę na wszystkie strony.
- O, cześć Stasiu - wyjąkała zwracając się do szamana. (magnes)

I w tym właśnie tak krytycznym momencie zerwał się wiatr. Wszyscy zadarli głowy do góry a tam... (ja)

... fruwał wielki Pokemon, ni to człek, ni to zwierz. Był tak ogromny, że zasłaniał sobą słońce, księżyc, gwiazdy itd. Widzowie przezornie zakryli głowy, albowiem wiedzieli, iż odchody porzucone przez tak ogromne stworzenie to cuchnąca sprawa. (Vivian)

Korran wyraźnie się strapił. Nie miał jednak wyjścia. Złapana za kałdun i potężnie kopnieta w d...dolną część pleców Gertruda poszybowała świecą w kierunku wielkiego Pokemona. Po drodze bardzo szybko przybierała na wadze i w momencie gdy wyrżnęła w latające spokojnie monstrum była już tak duża jak ono. Nie, nie było snopów błyskawic, nie było kul ognia i gradu lodowych pocisków. Potrącony wielki Pokemon odwrócił się z zaskoczoną miną i wybąkał: ja...ja bardzo przepraszam. Jego wzrok był przy tym tak jasny i przejrysty, ża Gertrudzie serce zatrzepotało jak kawałek foliowego woreczka przy szybkości 120 km/h przytrzaśniety szybą samochodową. Nic nie szkodzi - odpowiedziała Gertruda i spłonęła rumieńcem, od którego 40 hektarów lasów zalśniło na czerwono. Po minucie wpatrywania się w oczy wielki Pokemon i Gertruda złapali się za ręce i poszybowali ku malowniczo zachądzącemu słońcu. Korran krzyknął głucho: GERTRUDO!!! - po czym zemdlał. Reszta towarzystwa z ulgą oderwała oczy od nieba, przerywając niezwykle stresujące wypatrywanie spadającej góry nawozu. (geo)

...gdy Korran leżał nieprzytomny, reszta zastanawiała się nad tym, jak ważna dla Korrana jest (a własciwie była, bo przecież zabrała się z Pokemonem) Gertruda.
"biedny Korran" - pomyślałam KOKI. "ma peha, najpierw ta historia z Zo$ką (znaczy to był tylko koszmar(podobno:):))), a teraz Gertruda...hmm to wszystko przez to, że nie żuje gumy orbit, przecież ona obniża poziom peha do bezpiecznego"... (Zosieńka)

Mimo wszystko mnisi nadal byli, są i będą i nawet Gertruda, której tu przecież nie ma nic na to nie poradzi. A co gorsza biedny Korran, który przechodzi właśnie załamanie nerwowe. Nigdy w życiu nie przyszło mu do głowy, że jakakolwiek kobieta (bądż wiewiórka) może mu dać kosza. Przecież on jest taki piękny, mądry i dzielny... Zo$ia ponownie czknęła ale nawet to nie mogło obudzić Korrana z transu podczas którego rozmawiał sam ze sobą:
- Ej, Korran! Pamiętasz, jak mówiłeś mi, że ogry mają warstwy?
- No, a bo co?
- Bo widzisz, Korrany warstw nie mają, my nasze lęki nosimy jako odzież wierzchnią!
- Zaraz, zaraz, przecież ty nie nosisz odzieży.
- Ty nie bądź taki mądry!
- To teraz mi mówisz, że zapomniałeś się wysikać przed wyjściem?!
- Nie, ale odczuwam dyskomfort na myśl o leżeniu na cholernie twardym głazie i słuchaniu, jak Zo$ka pruje kapustą!!!
Podczas jego inteligentnych rozmyślań nad sensem życia mnisi (z których jeden wyglądał jak Brad Pitt) porywali właśnie biedną KOKI, drącą się w niebogłosy a Zo$ia dolewała sobie piwa. (Vivian)

Korran westnął głęboko i wzruszył ramionami. "Trzeba coś robić" - pomyślał, po czym wstał, odebrał Zo$ce kufel i osuszył go do dna. Tą ciężką robotą zapełnił sobie (i Zo$ce) następne 48 godzin. Rano miała natomiast spełnić się przepowiednia. Siedem ciemnych wiedźm spłynęło z nieba pełnego grozy i usiadło na dwóch wieżach. W podziemnym kręgu zanotowano wzmożony ruch obcych itede itepe...generalnie: Korran i Zo$ka postanowili nie popuścić (choć po 12 piwie było ciężko) i odzyskać porwaną niechlubnie Koki. Korran zrozumiał, że Gertruda musiała pójść sama, a nawet z pokemonem. Dołączył do nich Mały John, który miał dwametrydwadziesiacentymetrów i szukał zaginionego pokemona.
-Idziemy zapolować na orki...tfu! na zakonników !!! - zawołał Korran wkładając zweihandera do pochwy, a Mały John uśmiechnął się radośnie w kierunku Zo$ki, która nastroszyła tylko brodę i uśmiechnęła się spod wąsa. Biegli następne trzy dni: Korran ścinając po drodze od niechcenia kwiatki dla Małego Johna i głowy piesków preriowych, które wychylały głowy przyciągnięte iście operowym barytonem śpiewającej Zo$ki. Nagle na horyzoncie pojawił się oddział straży przemysłowej z pobliskiej fermy drobiu.
-Nie widzieliście tu gdzieś kury o imieniu Koki? - zapytał Korran.
-Nie - odpowiedzieli strażnicy chórem - ale nie mamy pewności, gdyż wczoraj dopadliśmy bandę uciekających kurczaków i wybilśmy je do nogi.
-Nikt nie uszedł?
-Nie oszczędziliśmy nikogo, ale dwóch z naszych też poległo, więc oddajemy wam do dyspozycji ich wielbłądy. Tak to Korran, Zo$ka i Mały John pożeglowali ku zachodzącemu słońcu ze łzami na policzkach i brodzie Zo$ki(*).
(*) zapewniam niniejszym, że jeśli Zo$ka jest postacią wzorowaną na istniejącej Zośce, to moim zamysłem nie było nikogo urazić.
(geo)

.......i wtedy to Zo$ka pomyślała, że przydałaby sie jej maszynka do golenia, "trzeba się pozbyć tej brody" - pomyślała. I choć była przywiązana do futerka zwisającego z jej twarzy, to jednak postanowiła się z nią rozstać....(*)
(*)do geo: Zośka istnieje, a Zo$ka ma na niej wzorowaną tylko ksywkę:):):)nio a na pewno nie ma brody jak ta z opowiadania, ale dzięki za hmm ewentualne powiedzmy "przeprosiny" pozdrawiam:):) (Zosieńka)

Dwa wielbłądy z których jeden nazywał się BARod okazały sie niezwykle wiernymi i wytrzymałymi wierzchowcami, toteż bez trudu dowiozły naszą dzielną Drużynę do miejsca, w którym stoczyła się walka. Korran widział to miejsce juz z daleka, bowiem unosiła się nad nim chmura dymu i zapach pieczonego kurczaka. A Mały John ujrzał to miejsce jeszcze jak byli 20 km wcześniej, albowiem był Relfem i miał sokole oko (drugie miał orle, bo sokół, z którego to oko wydłubał za bardzo się wiercił i zwiał). Zo$ka zapłakała nad losem swej przyjaciółki - rzekomo-nieboszczki. A mały John ze smutkiem w ptasich oczach szepnął:
- Polegliśmy. Nasza misja skończona...
Lecz Korran dostrzegł to, czego nawet Relf Mały John nie dostrzegł:
- EEE! Tutaj są ślady kury odłączone od reszty!
W Zo$ię tchnęła nadzieja. Po bardziej wnikliwym przyglądaniu się śladom Kporran stwierdził: - Była spętana ale tutaj widać, że więzy zostały przecięte.
To mówiąc wyjął z trawy kawałek sznurka do wiązania szynki.
- Tutaj widać, że ktoś ja ścigał, a dalej ślady prowadzą do lasu...
- Do lasu? - ze zgrozą rzekł Mały John - Co jej strzeliło do łba???
Korran i Zo$ia także zadrżeli. Zdali sobie sprawę, że teraz przyjdzie im się zmierzyć z czymś być może jeszcze gorszym, niż wszyscy mnisi razem wzięci... (Vivian)



>> odcinek 6







Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations