Świętastyka

Korran the Barbarzyńca

strona główna



fantastyka na wesoło

the Barbarzyńca


Korran the Barbarzyńca

część I

część II


Możesz dopisać dalszą część opowiadania - to bardzo proste. Niemile widziane są ortografy i innego typu byki - będziemy je w miarę możliwości poprawiać.

<< powrót do strony głównej


Korran the Barbarzyńca

w tej roli Arnie Schwarzcharakter



Mówią o nim różnie: Korran the Barbarzyńca, Korran Niszczyciel, Korran Niedościgniony albo nawet Ej-ty-tam. To on - dzielny wojownik, który potrafi przeskoczyć nawet najwyższy płot, jest szybszy niż pijany zając, przystojniejszy niż zombie, mądrzejszy niż... e... ehm... Więc, jak już mówiłem, ten dzielny barbarzyński wojownik zagościł na naszych stronach.



Ponieważ istniało pewne prawdopodobieństwo, że szlajając się to tu, to tam, w końcu dotrą tam gdzie trzeba - po kilku latach żmudnej wędrówki przez morza i lądy, dzielna dwójka postawiła swe stopy na wyspie argonałtuf. Wyspa była wybitnie zarośnięta czymś w rodzaju lasu równikowego, jedynie plaża pozostawała wolna od roślin. Na tą właśnie plażę zawiozła Korrana i HANA SOLO łódź kapitana Hakera, słynnego żeglarza, który jako jedyny podjął się niebezpiecznej wyprawy. Kiedy tylko przyjaciele dopłynęli szalupą na brzeg wyspy, usłyszeli od strony morza odgłosy bitwy. Obejrzeli się. Zobaczyli jak statek kapitana Hakera znika powoli w morskiej toni. Żaden z nich nie zdołał wymyślić na poczekaniu wystarczająco błyskotliwego komentarza do zaistnałej sytuacji, więc milczeli. Milczeli patrząc w morze wystarczająco długo, aby ogarnęła ich melancholijna zaduma. Wyrwał ich z niej dopiero głos dobiegający gdzieś z dołu.
- Joł!
Obaj spojrzeli w odpowiednim kierunku. Dojrzeli osobnika mierzącego jakieś pół metra wzrostu, odzianego w prowizoryczny strój ze skóry leoparda.
- Kim jesteś? - spytał HAN SOLO.
- Jestem Karol - odparł tubylec - i zaraz się z wami zabawię...
- Czy mógłbyś wcześniej zaprowadzić nas do dziewiczego runa? - spytał HAN. Korran, który już dawno zapomniał, jaki jest cel ich wyprawy, podrapał się w zamyśleniu po głowie.
- Pfff - pfnął karzeł - tu już od lat nie ma żadnej dziewicy...

(Monkis)

- O ty w morde kopalnego jeża. No to mamy przewalone. I jak ja teraz wypełnię misję starucha??
- Nie zapominasz o czymś? -zauważył karzeł Karol
- Hmm.. - zastanowił sie HAN - pomyślmy... Runa nie ma... Głos nam nie da ogórków... nie zaniesiemy ogórków staruchowi... on się wkurzy i znowu nas w coś zamieni, wię mamy przewalone... nie chyba o niczym nie... aaaaaa zaraz, zaraz, masz rację mogę się udać przecież do Wyroczni Całodobowej....
- Nie idioto !!! -wrzasnął rozwścieczony Karol - na razie macie większe kłopoty. Ja karzeł Karol zaraz was...
- A ja tam bym coś zeżarł - podzielił się swą genialną myśłą Korran. I jak pomyślał, tak zrobił, wyciągnął miecz i ciął karła Karola wpół. - Słyszałem, że Karły Karole są smaczne pieczone na wolnym ogniu.
Wstrząsnięty całym zajściem HAN poszedł do lasu poszukać jakiegoś chrustu na ognisko pod pieczeń.
Kiedy już se podjedli zebrali się i zaczęli się zastanawiać jakby tu dostać się do Wyroczni Całodobowej- w skrócie WC.

(hawkmoon)

I postanowili pójść na przełaj...

(Magnes)

Niestety, na wyspie żadnego przełaju nie było.

(Monkis)

Postanowili więc pójść na skróty.

(geo)

Ale jako ze skróty też chwilowo wybyły (na Hawaje pojechały), to poszli na druty (na słupie od tych drutów był taki dziwny zółty obrazek z czaszką) bo, jak zasugerował Korran, to podobnie brzmi, więc pewnie to to samo..

(koonik)

...ale że babcia drutów zapomniała, to ani sweterka, ani dalszej drogi nie było.
- I co my teraz zrobimy? - zastanowił się HAN - ani drogi, ani sweterka... zaraz, zaraz jakiego sweterka????
- No wełnianego i bardzo ciepłego - odpowiedziała babcia.
Tego jednak HAN się nie spodziewał. A że jako niespodziewający się człowiek miał w zwyczaju wyjątkowo dziwnie reagować, tak więc i teraz HAN podskoczył jak oparzony na dźwięk głosu babci, którego w tym miejscu jego zdaniem być nie powinno.
- Babcia???
- Nie dziadek do orzechów, a co nie wyglądam???
- No wiesz...
- Dobra, dobra nie wymądrzaj się wnusiu. Przybyłam tutaj bo zauważylam że sobie nie radzisz.
- Ależ radzę sobie doskonale, właśnie zmierzamy, by odszukać Wyrocznię Całodobową...
- Czyli WC co chłopcze? A pokażesz mi jak to robiłeś?
- To znaczy?
- Nie udawaj idioty - od tego jest tu Korran. Ale nie musisz odpowiadać i tak wiem, że wasze poszukiwania były cokolwiek... nieudane. Mogę wam pomóc, bo niestety w WC nie macie czego szukać, tam już dawno nie widzieli Dziewiczego Runa. Jednak ja jako wychowawczyni dziewic mam tu coś dla was... Świeże nietknięte Dziewicze Runo. Macie weźcie je i zanieście je temu Głosowi.
- Dziękuje babciu - powiedział HAN i szturchnał lekko nogą Korrana w dupę.
- Aaaałaja... za co???
- Podziekuj matole - zasugerował HAN.
- A tak, tak dziękuję.
- No już dobrze, dobrze, nie ma za co. Teraz już idźcie... a i powiedzcie Głosowi, żeby wymyślił jakieś sensowne życzenie, bo jak tak dalej pójdzie to mi się dziewice skończą...
Tak wyposażeni przyjaciele ruszyli w drogę powrotną do Głosa.

(Hawkmoon)

Głos był na miejscu, na tyle na ile możliwe jest "bycie" drgania powietrza.
(G) Czego! - Rozbrzmiał
(H) Mamy to czego chciałeś.
(G) Że jak? To przecież gacie!
(H) Właścicielce wypadały włosy, nie widać?
(K) Ciemno tu...
(G) Dobra, dobra. Położyć na ołtarzu.
(K) Humm...
Niosąc egzemplarz używanej bielizny, Korran zauważył wielkie czerwone znaki mówiące "NIE WCHODZIĆ", "WON" i "W...Ć".
Nie umiał czytać, ale jak światło przyciąga nędzne, bezmózgie ćmy, tak jaskrawe kolory przyciągnęły barbarzyńcę. Coś wpadło na niego. Po dokładnym rozdarciu mieczem, poszarpaniu i podziurawieniu, zidentyfikował w tym kotarę, jeszcze przed minutą sprawnie kryjącą małego staruszka.
(G=S)Świetnie! Kto mi za to zapłaci!
Wyłączył aparaturę przy której siedział.
(S) Brać ogórki i won!
(K) Krzyczysz na mnie..?
(S) NIE!!!
(K) Aha...to OK...
(H) Ogórki już mamy, ale jak dotrzeć do starucha? Nigdy nie ma go kiedy jest potrzebny.
(S) Po prostu stuknijcie pantoflami i powtarzajcie "Nie ma to jak w domu"
(H) Pantoflami!? A czy wyglądamy na cioty?
(K) No? Hy..!
(S) No gdyby się przyjrzeć.
Nie docenił szybkości Korrana. Nie zauważył ciosu nawet, gdy zwiał z piwnicy dwoma wyjściami...

(Lycanthrope)

- Gupi staruch ma za swoje - stwierdził Korran - Ale... o co tu chodzi? - dopełnił swoje stwierdzenie pytaniem godnym uczonego.
- To była mistyfikacja! Nie było żadnego \"Głosu\"! Kamracie, my jesteśmy... NORMALNI!!! - HAN wpadł w radosną histerię. Korran przyglądał się jeszcze chwilę, jak jego towarzysz pokłada się na ziemi w spazmatycznych drgawkach spowodowanych śmiechem, przerywanym od czasu do czasu zdławionym wykrzykiwaniem słowa \"normalni\", po czym uznał, że ten kumpel już mu się znudził. I poszedł w swoją stronę.
W ręku dumnie dzierżył jedyną zdobycz, jaka pzypadła mu w udziale w tej przygodzie: słoik ogórków.

Korran szedł i szedł.

Nagle słoik zadrżał, zawibrował, wypadł zaskoczonemu barbarzyńcy z ręki; podskoczył kilka razy i odkręcił się. Wśród magicznych oparów wyziewających z naczynia, zdumionemu Korranowi ukazała się lewitująca, metafizyczna postać ubrana na modłę bliskowschodnią...
To był Dżin.
- Witaj, barbarzyńco Korranie, mój nowy prawowity panie! Jestem Dżinem, na imię mam Jim. Jestem tu, aby spełnić twoje trzy życzenia! Proś więc, o co chcesz!

Korran, jak zwykle w tego typu sytuacjach, podrapał się po swym posępnym czerepie.

(Monkis)

- Czy mógłbyś powtórzyć? - powiedział w końcu.
- Jak sobie życzysz - Jim uśmiechnął się nieprzyjemnie. - Witaj, barbarzyńco Korranie, mój nowy prawowity panie! Jestem Dżinem, na imię mam Jim. Jestem tu, aby spełnić twoje trzy życzenia! Proś więc, o co chcesz! Teraz właściwie już tylko dwa...
- Acha - mruknął Korran i przygryzł wargę zastanawiając się.

(Magnes)

I tak Korran utknął. Wiele wody upłynęło w rzece czasu i wiele razy dżin zasypiał i budził się czekając aż zostana wypowiedziane dwa życzenia. Rosłą posturę Korrana porósł rozrastający się zarost. Miejscowe Karły Karole wzięły barbarzyńscę i dżina za dwóch świętych zastygłych w oczekiwaniu na koniec świata i usypały u ich stóp sporą pryzmę ofiar. Trwało by to pewnie dalej, gdyby nie nadszedł Han Solo.

(geo)

- O... Ceśćććc Kolllan - wyseplenił podpity Han Solo. - Miło cieee widzieć.
Korran łypnął okiem na przyjaciela, płosząc jaskółkę, która uwiła sobie gniazdo na jego brwi.
- Taaaak mi się przyyyypomniał ten słooooik... no wiesz... ogóóóórków, który mieliśmy - Han zatrzymał się chwiejnie o krok od Korrana.
- Taaa? - Korran potrząsnął głową, powodując popłoch wśród myszy.
Han zrobił jeszcze krok do przodu i nagle poczuł, że wdepnął w coś chrupiącego - okazało się, że to stos szkieletów, jakie pozostały z ofiar złożonych przez Karole. Nieprzytomnym wzrokiem obrzucił kości, stwierdził, że to jednak nie ogórki i podniósł wzrok na barbarzyńcę.
- Odnośnieeee tego słoja ogórków... to chciałbym mieeeeć taki przy sssssobie... - dokończył i pociągnął z piersiówki.
- A ja nie - mruknął Korran.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - uradował się Dżin.
Słoik ogórków Korrana zniknął...

(Magnes)

Korran ze zdziwieniem spojzał na miejsce gdzie jeszcze przed chwilą lewicował dżin...
-Ty..a co to był za jeden - spytał Han.
-Aaa......jakies taki dziwny co mówił że jest dżinem ..czy jakos tak..
-Ech..napiłbym się dobrego dżinu z tonikiem- rozmarzył się Han Solniczka.
Podczas gdy Han dochodził powoli do siebie wciaz marząc o butelce dżinu, Korran zaczął się rozglądać w okół...ręką zdjął z oczu pajęczynę która nieco utrudniała mu widzenie...w tym czasie z za uszu wyprowadziła się rodzina chrabąszczy, a jaskółki, ktore uwiły sobie fniazdo pod jego pachą (macie rację - fuuj...dlatego pewnie były nieco większe niż zwykle, miały troje oczu i lekko świeciły w ciemnościach) odleciało klnąc na czym świat stoi..

(koonik)

Korran poczuł straszny głód. Natychmiast zatkał jedną ręką nos, a drugą sięgnął po Świniobija jednocześnie przyjmując postawę bojową. Straszny Głód wyskoczył zza pryzmy ofiar i ruszył na barbarzyńcę. Mimo zatkanego nosa Korran mało co nie zemdlał od smrodu, więc rozpaczliwym ciosem miecza spróbował sięgnąć celu. Straszny Głód rozpadł się na kawałki i rozsypał się w trawie. Han zemdlał a Korran stwierdziwszy, że nie ma tu nic do roboty poszedł zapolować na jakiegoś Karła Karola. Na tle zachodzącego słońca widać było jak z jego oddalającej się postaci spadają ostatnie jaskółcze jaja. Han Solo natomiast, po odzyskaniu przytomności poszedł z powrotem do WC zapytać się jak zdobyć rozum do głowy Korrana.

(geo)

Niestety w WC został napadnięty przez OGROMNEGO POTWORA GOLGOTRANA (potwora z shitu)! Cały WC pokryty magicznym czymś był niedostępny i śmierdzący i niedostępny a na dodatek niedostępny oraz trochę śmierdzący. Han zaczął szukać jakiejś broni ale znalazł tylko bombę atomową, kilka wyrzutni rakiet, koszyk granatów i starą pepeszę, ale nigdzie nie było srajtaśmy!!!

(el-chupacabra)

Nie było srajtaśmy, więc Han podtarł się palcem i wyszedł. Zobaczył przed sobą Korrana, który przypatrywał się małej dziewczynce.
- Widzieliście gdzieś moją biedronkę? - pyta mała.
- Nie - odparł Han
- A chcecie ją zobaczyć?
- Tak - Korran wtrącił głupkowato nie zastanawiajac się nad kosekwencjami swych słów.
Dziewczynka wyciągnęła dziwnie wyglądającego pilota zza pleców i nacisnęła niewinnie wyglądający guziczek. Wtem bohaterowie poczuli drżenie ziemi pod stopami. Spojrzeli na dziewczynkę... na jej miejscu stała gigantyczna, mechaniczna biedronka. Na błyszczącym pancerzu widniał napis: MECH-BIEDRONKA.

(Zenio)

Mechbiedronka rzuciła się na Korrana wymachując obrotowymi laserowo ostrzonymi czółkami i ciągnąc za sobą smugę tłustego dymu z napędzającej ją małej parowej elektrowni. Nie doceniła jednak szybkości Korrana, nawet gdy leżała na grzbiecie przebierając mechanicznymi nóżkami, a w jej zbiorniku z węglem drzewnym tkwił Świniobij. Korran ze sztyletem w ręce pracowicie podważał jadalne czarne kropki i układał je do koszyka. Han wstrząśniety tym wszystkim poszedł nazbierać drewna na ognisko.

(geo)

- Przepraszam, pan Diablo? - zapytał Han Solo.
- Nie, debilu głupkowaty, jestem Jan Maria Celeste i zbieram pieniądze dla pani Begaty Reger, która ma zamiar wprowadzić swój reżim na tym świecie.
- HAHAHAHAH - zabrzmiał histeryczny głos Celeste.

()

Han Solo ocknął się właśnie z dziwnego snu... jaki Diablo? jaki Jan Maria Celeste, jaka Begata Reger? Nie znał ich... w końcu po co ma się przejmować głupim snem?
Skończył zbierać chrust i zaczął wraz z Korranem spożywać jadalne kropki zebrane z biedronki

(Zenio)

Nie dane im jednak było rozkoszować się wspaniałym posiłkiem. Przy trzeciej kropce z chaszczy wyskoczyła gromada rozbójników. HAN wyciągając broń, doliczył się 40 smierdzących, brodatych, umięśnionych zabójców. W tym czasie Korran doszedł juz do trzeciego palca drugiej ręki, ale pomylił się i zaczął liczyć od początku.
- Oddajcie ogórki! - wrzasnął jeden z atakujących, chyba przywódca. Ruszył biegiem w kierunku bohaterów wywijając fantazyjnego młyńca swoim długim, szczerbatym, zardzewiałym mieczem. Niestety potknął się o dyskretnie wystawioną przez HANA nogę i wyrżnął twarzą na pysk w ognisko, wypuszczając przy tym swój potężny oręż. Miecz zawirował szybko w powietrzu, i przyszpilił zabójce do ziemi.
W tym czasie Korran spokojnie powiedział:
- Czterdziestu! Jest ich czterdziestu... ale ten sie nie liczy, to ja policze jeszcze raz...
Trzydziestu dziewięciu pozostałych przy życiu mężczyzn stanęło w miejscu, z widocznymi na twarzy obrazami konsternacji. Zaczęli cichą naradę, a dało się tylko dosłyszeć słowa:
- W dupie... nie warto... zagryziemy kiełbasą...
Po czym szybko wykonali w tył zwrot i wskoczyli w krzaki. Ale ani HAN, ani Korran nigdy nie tracili okazji do bicia, ani tym bardziej do wypicia, tak więc spakowawszy z pośpiechem swoje bagaże (Korran omyłkowo spakował ognisko, dwa mniejsze drzewka, 3 krzaki, jeden spory kamień i wiewiórke) ruszyli w pogoń.

(Weirdo)

Han i Korran biegli i biegli aż dobiegli do miasta. Z tego biegania zmęczyli się i musięli odsapnąć. Odsapnęli i nagle niebo rozświetlił blask spadajacego ufa. Pojazd obcych rozbił się po chwili parę metrów od nich. Zaczął zbierać się ciekawski tłum. Han dostrzegł katem oka ruch przy wraku. Otworzyła się duża, pognieciona klapa i ze środka wyszły małe, słodziutkie miśki. Tłum stojacy nieopodal zaczął wołać: \"Jakież słodkie!\". Miśki obskoczyły ludzi, powskakiwały im na ręce, tudzież na głowy i poddały się pieszczotom pod wpływem ludzkich rąk głaskajacych je w podnieceniu. Korran wraz z Hanem stali na uboczu patrząc na to dziwne zjawisko. Dostrzegli wtedy, że sylwetki ludzi zaczęły znikać jedna po drugiej. Zanim zorientowali się o co chodzi, obce istoty otoczyły ich ze wszystkich stron. Han próbował objąć ich wzrokiem, cały rynek był nimi zapełniony. Korran podczas liczenia wrogów na palcach spoglądał głupkowato na Hana. - I co teraz zrobimy?

(Zenio)

Han mu odpowiedział, że w zaistniałej sytuacji powinni przebić sobie nosy jakimiś odjechanymi kolczykami aby w ten sposób zyskać na urodzie i dodać sobie tajemniczości.
Okazało się, że te istoty to homosexualni drwale, którzy przybyli w to miejsce na Doroczny Festiwal Rąbania Pniaków.

(duncan)

Czarny scenariusz spędzenia najbliższego czasu w uściskach spragnionych brutalnej penetracji pedałów przeleciał przez głowy Hana i Korrana.
Wtem!!!
Korran w ostatniej chwili dzielącej go od rozpaczy i poddania się okrutnemu losowi przypomniał sobie, że jego bystry talmudzki umysł nie takie łamał problemy.
- Podaj mi \"Mein kampf\" - krzyknął olśniony a z jego twarzy bił blask triumfu bystrości nad wynaturzoną nędzną kreaturą.
Han bez namysłu wyciągnął z toboła oprawiony w skórę z żabich czół wolumin (bez względu na to co ten dziwny wyraz na \"w\" znaczy), podał książkę Korranowi a ten uniósł dzieło niczym relikwię nad siebie...i nastąpiła chwila konsternującej ciszy.....tylko jeden z drwali dziwnie wykrzywiając twarz i mrużąc oczy strał się odczytać bezgłośnie dziwny napis na frontonie domniemanej świętości. Po chwili jednak zaniechał wysiłkow, podszedł bliżej i tonem nie znoszącym sprzeciwu rzucił:
- gupi kurwa jesteś? Wszyscy tu zebrani to starzy wyżeracze i nie takie sztuczki widzieli. Pokaż to! - nakazał. Po czym wziął książkę, otworzył i ...rozpromieniał z zachwytu. Oooo \"Mein Kampf\" po hebrajsku - zachichotał po czm pchnął naszych bohaterów w objęcia zebranych brutali.
Gwałt trwał dwa tygodnie.

(duncan)

To zajście nie zmieniło w ich życiu nic. No prawie. Zacząli doceniać kobiety...i mieli się trochę bardziej ku sobie.

(duncan)

- Nikomu o tym nie mów - wydobył z siebie Han Solo.
- OKej - odrzekł Korran, ale nie patrzył wówczas w oczy swemu towarzyszowi.
Rok później ukazała się bestselerowa powieść pod zakonspirowanym tytułem \"Hun i Korrun a sprawa jednej książki napisanej po hebrajsku\".
Autor opisał ze szczegółami autentyczne zajścia...choćaż drobną konfabulacją możnaby uznać to, że w powieści gwałcono tylko Huna a Korrun wykorzystał go oralnie.

(duncan)

Han Solo nie był posiadaczem najbardziej lotnego umysłu ale potrafił przyswajać pewne oczywiste rzeczy.
- Korran musi odpowiedzieć za tę podłość - zasyczał ściskając w dłoni komplet dybli, a uczynił to z taką siłą, że dyble puściły soki...zwłaszcza dyble szóstki..
Teraz pozostała do opracowania forma zemsty. Długie studiowanie psychologii tortur przyniosło spodziewane efekty. Han postanowił wynająć rosyjskojęzyczną szefową jednoosobowej łlodzi podwodnej o pospolitej ksywie Debil aby wszem i wobec rozgłosiła, że Korran jest szczęśliwym posiadaczem pewnego wirusa roznoszonego przez wyjątkowo nieestetyczne kontakty płciowe z samcami rzadkiego o tej porze gatunku lamy.
Paln był doskonały...ale. No właśnie ale. Debil przesadzała ostatnio z ziołem. Trochę zamieszała w misternym planie i wyszło tak, że jakiś cap faktycznie sprzedał syfa Korranowi a ona puściła w Świat plotę, że Korran jest czysty.
W dowód uznania w trzy dni później została naczelnikiem miejscowego kina, obecnie mieszka w Miami i uczy w seminarium duchownym pacierza...

(duncan)



I to by było na tyle...











Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations