Świętastyka

Deep Church 9

strona główna



fantastyka na wesoło

Deep Church 9


Deep Church 9

Wprowadzenie

Sezon I

Trailer

P : Korytarz Wormholy

1 : Manewr Balka

2 : Pierwsze Spotkanie

3 : Święta Prawda

4 : Pan Tymoteusz

5 : Wrzechświat Heretyczny

6 : Szkółka Niedzielna

7 : Śmierć szybka jest

Sezon II

Trailer



powrót do Świętastyki
powrót do Saint Trek














Tomasz Kucza

Deep Church 9 - odcinek 7

Śmierć szybka jest


Redaktor naczelny pragnie z przykrością ostrzec, że stwierdzono wysoką szkodliwość poprzednich odcinków Saint Treka Deep Church 9 oraz V.S.S. Pilgrim. Mianowicie kilka osób zachorowało na nową odmianę choroby wściekłych kurczaczków. Kondolencje wyślemy pocztą pantoflową, zaś odszkodowanie przez telefon.

Autor:

Tomasz 'MaGness' Kucza

Reżyseria

Jeży Serio

Scenariusz

S. C. Mariusz

Ściemniał

Kontroler oświetlenia

Zmalował

Scenograf

Grzmocił

Spec od efektów dźwiękowych

Konsultacja naukowa

dr Freud

Podziękowania

dla mojego alter-ego za wytrzymałość psychiczną



Śmierć szybka jest. Tak. Bardzo szybka. Zdecydowanie szybsza od najszybszego samochodu. Nawet światło czuje przed nią pewien respekt.
Spoglądała z zastanowieniem na klepsydrę opatrzoną napisem: "Benjy Fiasko". Piasek z cichym szmerem osypywał się w dół. Na górze zostało go już niewiele. Śmierć westchnęła i złapała za kosę. Niezbyt lubiła swój zawód, ale jeśli się ma za ojca rzeźnika, a za matkę trucicielkę, to droga życiowa okazuje się nagle trochę wyboista. Śmierć cieszyła się, że w ogóle znalazła jakąś posadę. Przy dzisiejszym bezrobociu!
Ziewnęła głośno i poprawiła szatę. Raz kozie śmierć - pomyślała. A kozą był tym razem pewien biskup...


Szalupa "Odra" przeleciała przez korytarz i na chwilę zatrzymała się, zastanawiając nad wyborem drogi.
Rzecz jasna to tylko metafora. Szalupa pozbawiona była zdolności zastanawiania się. Decyzję podejmował za nią znajdujący się w środku ludzie lub komputery. "Odra" wolała te drugie - były bardziej pewne siebie.
- Lądujcie przy pierwszym pylonie - Benjy Fiasko odezwał się do komunikatora. Podreptał w miejscu czując na sobie wzrok Tax i Kory. - Macie spóźnienie, Julek.
- Tak, biskupie - odparł mu głos z szalupy. - Przepraszamy.
Szalupa zadokowała, a Benjy odetchnął z ulgą. Załoga znów była w komplecie. Ruszył szybkim krokiem w kierunku pierwszego pylonu. Miał zamiar ostro zrugać Julka i Szefa za spóźnienie.
- Panie biskupie? - Otto omal nie zderzył się z Benjy w przejściu.
- O! Otto. Choć ze mną do pierwszego pylonu. Szef i Julek albo coś przeskrobali, albo coś znaleźli.
- Dlaczego tak myślisz, biskupie?
- Z innego powodu nie spóźniliby się o dwa dni - wyjaśnił Benjy.


Julek spojrzał na Szefa i wyjął kwazer. Szef powtórzył jego gest. Przełknął ślinę.
- Niech żyje Dominium - krzyknął Julek i wyskoczył przez drzwi prosto na idących korytarzem Otto i Benjy.
Biskup zatrzymał się zaskoczony i mrugnął oczami. Poczuł obecność jeszcze jednej osoby i nagle dostrzegł ją - uśmiechniętą szeroko, wspierającą się na kosie. Czas zwolnił. Duchowni mają wrodzoną zdolność dostrzegania Śmierci, dlatego Benjy zbladł.
- Przyszłaś po mnie? - zapytał. Wszystko wokół zastygło, bowiem czas uległ zawieszeniu.
- TAK - odparła Śmierć poprawiając łobuzersko przekrzywiony kaptur.
- To znaczy, że...
- TAK.
- Ale przecież jeszcze nie umarłem.
- ZA CHWILĘ.
- Rozumiem. A więc nie mam szans?
Śmierć pokiwała przecząco głową i złapała za kosę. Ostrze ze świstem przemknęło w powietrzu nad Benjy (który schylił się w ostatniej chwili) wraz ze strzałem z kwazera oddanym przez Julka. Śmierć potrząsnęła głową i wyjęła z wewnętrznej kieszeni maleńką klepsydrę. Piasek z niewiadomych przyczyn zaczął przesypywać z powrotem. Do góry. Zirytowana Śmierć westchnęła ciężko.
- To zapewne te kosmiczne robaki z Wormholy - mruknęła pod nosem. - Zawsze mieszają się do nie swoich spraw.
Benjy leżał na ziemi i nie wierzył zmysłom. Wszystko bowiem wskazywało na to, że cudem uniknął śmierci. Julek stał w korytarzu i patrzył ze zdumieniem w lufę kwazera, a Szef drapał się po głowie.
Otto rzucił się na nich. Padły dwa strzały z kwazera, ale konstabl uchylił się. Uderzeniem pięści posłał Julka w głąb szalupy. Rysy Szefa rozmyły się i biedak rozpuścił się w kałużę galaretowatej cieczy. Benjy trzymał już na muszce podnoszącego się z ziemi Julka.
- Ki... Kim jesteście? - krzyknął rozdygotany. Obejrzał się przez ramię. Śmierć już sobie poszła.
- Adam - przedstawił się Julek.
- Bronisław - przedstawiła się kałuża cieczy i rozpłakała się rzewnymi łzami z ukształtowanych nieforemnie oczu. - Ja chcę do domu!
- Nie rozklejaj się młody! - ryknął Adam. - Nie słuchajcie go - wzruszył ramionami. - Nie ma doświadczenia w akcjach bojowych. Jest bardzo impulsywny.
- Ja chcę do mamusi! - ryczał młody zmiennokształty.
Otto wzruszony poklepał kałużę.
- Uspokój się. Wszystko będzie dobrze.
- Otto! - oburzył się Benjy. - Nie spoufalaj się z terrorystami. Panowie są aresztowani za próbę zabójstwa mojej osoby. Cudem uniknąłem śmierci. Tak! Cudem.
- Jeśli wy jesteście Adam i Bronisław i jesteście Zmiennymi - podrapał się po głowie Otto. - To znaczy, że nie jestem jedynym przedstawicielem wymarłej rasy? Rany Julek! Witajcie.
- Nazywam się Adam, a nie Julek - wyjaśnił starszy z dwóch przybyszy.
- Buhuhuhuhu - zaryczał Bronisław ponownie rozpuszczając się w kałużę.
- A gdzie w takim razie są Szef i Julek? - zmarszczył groźnie (w jego mniemaniu) brwi biskup.
- Więzimy ich - Adam wypiął dumnie pierś.
- Wy, czyli kto? Zmienni?
- E... Tego. Tak! Ale wolimy, gdy mówić o nas Zmiennicy.
- Aha.
- Bo widzicie... - Adam zawahał się. - My jesteśmy przedstawicielami Dominium.
- Czyli domowego aluminium? - zapytał nieśmiało Otto.
- Nie! - zaprzeczył Bronek, formując się na powrót w Szefa. - Dominium to ogólnoparafialne imperium z Gammy. Nasi wojowni...
- E... Tego - przerwał mu szturchnięciem Adam.
- Nasi wojewodowie kierują całą parafią Gamma. Przybyliśmy tu w celach...
- Pokojowych - wtrącił Adam.
- Nie zamierzaliśmy atakować pana biskupa.
- Tak, właśnie.
- Robiliśmy to w samoobronie. To coś jak... e... blokada drogowa...
- Rozumiem - powiedział zamyślony Benjy. - Omal mnie jednak nie zabiliście.
- E... Tego... - mruknął Adam. - Kwazer był ustawiony na usypianie. Wystraszyłem się i przypadkowo wystrzeliłem, no i działałem w obronie własnej - przełknął ślinę widząc podejrzliwą minę Otto. - I mam pozwolenie na broń - dodał.
Konstabl Otto w zamyśleniu oglądał kwazer Adama. Ustawiony był na zabijanie, ale zapewne pokrętło obróciło się w locie. W końcu Zmiennicy to łagodne istoty. Otto był tego pewny. Ostatecznie sam był Zmiennym. To znaczy... ZMIENNIKIEM.


- Więc zatrzymaliście Julka i Szefa na swojej planecie, bo nie chcieliście, byśmy pomyśleli, że są zakładnikami? - zapytała matka Kora. - Nie rozumiem.
Oprócz niej w sali były jeszcze dwie nie rozumiejącego niczego osoby - Benjy Fiasko i Woof. W przypadku tej drugiej osoby, nie było w tym nic dziwnego - nowy proboszcz w ogóle mało rozumiał.
- Tak - powiedział powoli Bronek.
- Tak - powtórzył Adam. - Chodzi o to, że gdybyśmy przylecieli tu razem z Julkiem i Szefem, moglibyście uznać, że trzymaliśmy ich w szalupie jako zakładników.
- Rozumiem - powiedziała Kora.
- Tak? - zdumiał się Benjy Fiasko.
- Zatem musimy po nich lecieć?
- Tak. Musicie ich zabrać i eee... zapoznać się jednocześnie z Radą Dominionu.
- Dobrze - powiedział Benjy wstając.
- Co dobrze? - zapytała wkurzona matka Kora.


Bezkresny bezmiar bezwzględnych gwiazd. Niezmierzone obszary jasnych punkcików, które przy bliższym zbadaniu okazują się grawitacyjnym jajkiem niespodzianką z piecem hutniczym w środku. Dwie samotne szalupy dzielnie niczym misterni przemytnicy stawiające czoła ostatecznej granicy kosmosu przemknęły przed ekranem z głośnym wizgiem silników. W próżni nie słychać efektów dźwiękowych. Niestety: silniki o tym nie wiedziały.
W otchłaniach parafii Gamma znajdowała się mała planeta. To w jej kierunku zmierzały, głupie, dzielne szalupy. Planeta była niewielka. Tylko dziesięć tysięcy razy większa od stacji Deep Church 9. Na powierzchni falował bezmyślnie ocean. O! Nie! Stop! Ocean daleki był od bezmyślności. Był to bardzo zmienny ocean - ocean Zmienników.
- Jesteśmy na miejscu? - upewnił się Benjy.
- Yhym - odparł Bronek.


- Co to jest? - zapytał Woof marszcząc brwi.
- To jest nasz nowy statek - wytłumaczyła Tax. - Przysyła go papież. Pochodzi z przyszłorocznej fabryki na Marsie.
- To znaczy?
- To znaczy, że jego budowa zostanie rozpoczęta dopiero za rok.
- Ale jest tutaj - Woof wskazał na błyszczący statek kosmiczny zakotwiczony przy pylonie czwartym.
- Właśnie. Bo to jest przyszłoroczna fabryka.
- Aha!
- Papież napisał, że to bardzo zaawansowany technicznie statek. Powstanie na podstawie danych technologicznych ze statku Dżem Hadar, który znajdziemy rozbity już za rok.
- Kto to jest Dżem Hadar?
- Nie wiem kim on jest, ale za rok chyba się rozbije.
- Aha. A jak nazywa się ten statek? - zapytał Woof.
- Za rok nazwiemy go Desaint.


Julek Baszir i Szef A'Brian siedzieli na skałach wpatrzeni w falujące morze.
- Jak długo będą nas tu trzymać? - zapytał Julek.
- Hm - odparł mu Szef.
- Taa... też myślę, że nie wypuszczą nas aż do śmierci - bioenergoterapeutyk westchnął zmartwiony.
Chwilę później wstał i odszedł na bok z ważną potrzebą. Zamyślony zauważył, że między skałami, za którymi siedzieli, są ukryte drzwi z napisem:

Centrum Zarządzania Wytwórnią Wyrobów Wieloowocowych WWW


Nie namyślając się długo, wszedł do środka.
Szef obejrzał się za siebie. Widząc, że Julka nie ma nigdzie w pobliżu, wzruszył ramionami i ziewnął szeroko. Ułożył się na miękkim piasku. Zasypiając słyszał jeszcze jakieś zgrzytliwe dźwięki. Jakby ktoś ostrzył kosę.


Śmierć założyła nogę na nogę i odłożyła dobrze wyostrzoną kosę. Sprawdziła klepsydrę. Piasek przesypywał się powoli, ale skutecznie. Śmierć wzruszyła ramionami. Miała chwilę wolnego, aż przesypie się całkowicie. Wyjęła małą książeczkę w różowej oprawie.
Napis na okładce głosił: "HAREM QUEEN". Tutuł książki brzmiał: "Uroczy wieczór". Śmierć westchnęła i usiadła wygodniej. Z namaszczeniem otwarła książkę w miejscu oznaczonym zakładką. Chciałaby żyć w świecie przedstawionym w takich książkach... Miałaby cały czas wolne.


Nie masz czasu?

Ciągle gdzieś się spieszysz?

MUSISZ kupić ElKlepsydrę XP Billa Cakesa!!!

Ten wspaniały wynalazek umiejscowi ci się na pulpicie Okienek
i zawsze wskaże ci właściwy czas.
Nie sposób go przegapić, gdyż zajmuje CAŁY ekran!

Jest stabilna - nie przewraca się, nie trzeba nią potrząsać,
żeby piasek zaczął się przesypywać od nowa. Nie zatyka się!

Pytaj w dobrych sklepach komputerowych i u zegarmistrza.

Niedługo nawet Śmierć będzie używać ElKlepsydry XP!!!



Śmierć uniosła głowę znad książki.
- NIGDY!


Benjy Fiasko dzielnie postawił nogę tam, gdzie żaden człowiek jeszcze nie depnął. Była to dziwna, oślizgła kałuża na piasku planety Dominium.
- Mogę rozmawiać z waszym dowódcą? - zapytał Benjy.
- Właśnie na niego nadepnąłeś - zauważył Adam.
- Ach, przepraszam - mruknął Benjy czym prędzej wycierając but o skałę.
- Nie szkodzi - mruknął dowódca Zmienników przybrawszy postać... no... w przybliżeniu człowieka. W bardzo wielkim przybliżeniu kobiety.
- A więc macie pokojowe zamiary? - zapytał Benjy.
- Jak najbardziej - zapewniła Zmienniczka. - Jestem Celina.
Nagle dobiegł ich krzyk. Zza pobliskiej skały wybiegł Szef.
- Biskupie? Co pan tu robi?
- Kto krzyczał?
- Julek. Chyba coś znalazł. Hm..
- E... - powiedziała Celina.
Było już jednak za późno - Benjy, matka Kora i Szef pobiegli w kierunku otwartych w skale wrót.


- Oni jakoś długo nie wracają - zauważyła Tax.
- Może wylecimy im na spotkanie? - zaproponował Woof.
- Tak! - ucieszył się Otto. - Poznam moich rodaków.
- Zabrali obie szalupy - zmartwił się Woof.
- Ale mamy przyszłoroczny statek DESAINT.


Julek krzyknął kilka sekund wcześniej. Dopiero teraz jednak dotarło do niego dlaczego. Okazało się, Julek był tym bardzo zdumiony, że krzyknął bowiem zauważył dziesięciu uzbrojonych po zęby wojowników z napisami na koszulkach:

MY JESTEŚMY DŻEM HADAR

TENTAMCEL TO NASZ DAR


Lufy dziesięciu karabinów laserowych klasy "Kał-Asznikov" (tzw. broń kałowa zaprojektowana przez Iwana Asznikowa w 2004 roku) zwróciły się w jego stronę.
- Dzień dobry - powiedział Julek. W tym momencie za jego plecami pojawili się Szef, Benjy i matka Kora.
- Dzień dobry - powtórzył Julek. - Kim jesteście?
- Ja jestem dzielny wojownik Dżem Hadar - przedstawił się najwyższy z wojowników. - Jestem arcykapłanem Kościoła Dominionu Zmienników. Nazywam się Robert, a wy?


Śmierć ziewnęła i oderwała na chwilę wzrok znad książki. Zostało jeszcze trochę piasku. Schowała klepsydrę do kieszeni i ponownie zanużyła się w świecie HAREM QUEEN. Nie mogła tylko zrozumieć dlaczego ludzie w tej książce tak się jej bali? Przecież ona tylko wykonuje swój zawód. RZETELNIE.
Dotychczas.


- Komputer! Teleportuj nas na powierzchnię tego bajorka - ryknął Woof.
- Ależ, proboszczu Woof. Utopicie się - jęknął komputer.
- Faktycznie - zmartwił się Woof. - Możemy się utopić.
- Może teleportuję was na skalistą wyspekę na środku tego oceanu? - zaproponował komputer.
- Świetna myśl - ucieszył się Woof. - Sam na to wpadłem, ale chciałem sprawę przemyśleć.
- Czy atmosfera jest zdatna do oddychania? - zapytał nieśmiało Otto.
Woof wzruszył ramionami. Tax zmarszczyła brwi.
- Chyba tak. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam - powiedziała w zamyśleniu. - Dotychczas transportowaliśmy się na miliony planet w całej galaktyce. Nigdy nie sprawdzaliśmy, czy atmosfera jest zdatna do oddychania. Myśleliśmy, że jest zdatna i okazywała się zdatna.
- Ale teraz - zauważył Otto - gdy pomyśleliśmy, że może nie być zdatna do oddychania, może okazać się niezdatna.
- Wcześniej lądował tu już Benjy - wytłumaczyła Tax. - On uważał, że atmosfera jest zdatna do oddychania, więc jest zdatna.
- Dobrze - przerwał Woof. - To mało ważne. Komputer. Transport.


- Robercie - powiedziała Celina. - Jeśli już was poznali, to niestety będą musieli zginąć. Na ich miejsce podstawimy Zmienników.
- Fajnie! - ryknął Robert. Dziesięć palców nacisnęło spusty Kał-Asznikovów.
- Zostawiam was samych - westchnęła Celina. Wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
Benjy, matka Kora, Julek i Szef leżeli już na ziemi, gdzie upadli, by uniknąć morderczych naboi Kał-Asznikovów. Benjy wyjął kwazer, przetoczył się w bok i ukrył za wielką beczką z napisem: "KONFITURY". Julek i Szef ukryli się za odłamem skały, a matka Kora wyjęła UZI (broń UZupełniającą Inwentarz) i wywaliła cały magazynek w Roberta. Podziurawiony Dżem Hadar spojrzał na swą zakrwawioną pierś i z jękiem upadł na ziemię.
Matka Kora uskoczyła w bok przed strzałami obstawy i skryła się obok biskupa.
- Załatwiłam go! - szepnęła triumfalnie.
Robert jednak, trochę oszołomiony wstał.
W tym momencie drzwi wyleciały z hukiem. Z gruzu i chmury pyłu dobiegł głos:
- Woof! Kazałam ci wyważyć drzwi. Nie musiałeś robić tego granatem! Gdy opadł pył, ujrzeli Tax, Otto i Woofa. Klangonin trzymał w dłoniach batlet. Wyskoczył w powietrze i z obrotu wbił ostrze w pierś najbliższego Dżem Hadar. Z rykiem urwał krótkim pociągnięciem głowę biedaka. Prawym sierpowym znokautował atakującego z prawej wojownika. Wyskoczył w górę i kopniakami rozwalił głowy dwóm kolejnym Dżem Hadar. Tax i Otto usiedli na odłamie drzwi. Tax wyjęła kanapki i w spokoju pożywiała się.
- Powiedzcie mi jak skończy - powiedziała.
- Już - odparł od razu Julek.
Rzeczywiście dziesięciu Dżem Hadar leżało na ziemi. Woof otrzepał się. Nagle jednak runął na ziemię. Za nogę chwycił go Robert. Mimo złamanego kręgosłupa i dziury w sercu próbował zadusić Klangona. Woof ryknął ze wściekłości.


Śmierć zamknęła książkę i otarła łzy z białej, wypolerowanej powierzchni czaszki. Zakończenie było takie jak przewidywała po przeczytaniu pierwszej kartki, ale mimo to zaskoczyło ją. Podniosła się na nogi grzechocząc kośćmi. Nagle dobiegł odległy ryk. Wyjęła klepsydrę.
Na górze nie było już piasku.
- UUPS! CHYBA SIĘ ZACZYTAŁAM.


Robert zacisnął ręce na karku Woofa, dławiąc jego ryk. To dziwne, ale po śmierci czuł się silniejszy niż za życia. Dziura w piersi trochę przeszkadzała, ale w końcu do wszystkiego można się przyzwyczaić.
W ostatniej chwili ujrzał błysk kosy. Próbował się zasłonić ramieniem, ale było już za późno.
Podniósł się na nogi i spojrzał na swoje pokiereszowane ciało z perspektywy, z której nigdy na nie patrzył. Ten mocarny Klangonin, z którym Robert walczył, właśnie odrzucił trupa na bok. Robert westchnął, patrząc na to z zewnątrz.
- PRZEPRASZAM ZA SPÓŹNIENIE - powiedziała wysoka, ubrana w czarny płaszcz kobieta. Robert zauważył, że była trochę chuda... no i.... tego... koścista.
- To ty? - zapytał blednąc na przejrzystej twarzy.
- TAK. JESTEM ŚMIERĆ - krzyknęła triumfalnie Śmierć. - Ufff - odetchnął z ulgą Robert. - A już myślałem, że to moja żona.


- Komputer. Transport - jęknął Benjy widząc zbliżających się ze srogimi minami kolejnych Dżem Hadar. W błysku światła przenieśli się na pokład Desainta.
- Co to za statek? - zapytał zdumiony Benjy Fiasko.
- To DESAINT - wytłumaczył Woof. - Zbudują go dopiero za rok. To przyszłoroczny statek.
- Aha - powiedział Benjy.
- Komputer?
- Tak, szefie?
- Spływamy stąd.
- A co z szalupami?
- Fabryka Statków Przyszłorocznych z Marsa zbuduje za rok dwie nowe szalupy.
- Aha. Czyli, gdy przybędziemy na stację, szalupy już będą? - upewnił się Woof.
- Tak myślę - wzruszył ramionami Benjy.


Dziennik biskupski
data 2001 koma 2 koma 20

Próba mikrofonu i kamery. Macham ręką i mówię RAZ DWA. Dobra. Działa. Yhym. Hmm.

Tu Benjy Fiasko. Biskup kościoła gwiezdnego Deep Church 9. Uciekliśmy statkiem Desaint przed pościgiem podstępnych Dżem Hadar. Wiemy już, że w kwadrancie Gamma istnieje imperium Dominionu rządzone przez Zmienników. Obawiam się, że nie są oni zbyt mili. Ci cholerni... tfu! Komputer. Wykasuj ostatnie słowo.... NIE! Nie "tfu", tylko "cholerni". Tak. Wiem, że to przedostatnie, ale... Tu Benjy Fiasko. To wszystko co mam teraz do powiedzenia.


KONIEC ODCINKA SIÓDMEGO
OSTATNIEGO


W TYM SEZONIE




Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations