Świętastyka

Deep Church 9

strona główna



fantastyka na wesoło

Deep Church 9


Deep Church 9

Wprowadzenie

Sezon I

Trailer

P : Korytarz Wormholy

1 : Manewr Balka

2 : Pierwsze Spotkanie

3 : Święta Prawda

4 : Pan Tymoteusz

5 : Wrzechświat Heretyczny

6 : Szkółka Niedzielna

7 : Śmierć szybka jest

Sezon II

Trailer



powrót do Świętastyki
powrót do Saint Trek














Tomasz Kucza

Deep Church 9 - odcinek 6


Dzielnie walczył: Tomasz 'MaGness' Kucza (jako i poprzednio)
W rolach głównych: pies Azor i dermatolog
Tłumaczenie: z języka polskawego na zlecenie studia TVNie wykonał Siergiej
Muzyka: pierwotniaki (kto oglądał polskie filmy biologiczne w szkole, ten wie o co chodzi)
Udźwiękowienie: budzik
Korekta: korektor
Konsultacja naukowa: grupa szalonych pseudopsychiatrów
Aktorzy: bez zmian
Gościnnie: The faculty
Nakręcono: w okolicach Mgławicy Oriona
Podziękowania: dla Gene'a Rodenberego za miłą pogawędkę na seansie spirytystycznym (spirytus bezalkoholowy oczywiście!).


W głębokich otchłaniach mrocznego i tajemniczego kosmosu, pośród niezbadanych mgławic i podstępnych kwazarów, pomiędzy czarnymi dziurami i białymi karłami znajduje się ONA. Jaśniejąca na tle przelatujących komet i migoczących niczym klejnoty gwiazd jest ostoją wiary w tym dalekim zakątku Znanego Kosmosu. To Deep Church 9. Jedyna w swoim rodzaju (nie licząc ośmiu innych) bazylika, kosmiczny kościół na ostatecznej granicy.
I ON. Nie możemy o nim zapomnieć. W zwykłej, przypadkowej chwili, takiej jak ta nie można Go dostrzec. Jedynie śladowe fluktuacje kwantowe i zniekształcenia przestrzeni wskazują, że gdzieś tam, na lewo od Deep Church 9 znajduje się KORYTARZ WORMHOLY. Tajemne przejście - pozostałość po kosmicznych robakach - prowadzące w najtajniejsze zakątki parafii Gamma.
Przejście właśnie otworzyło się w feerii efektów specjalnych. To maleńka szalupa z Szefem i bioenergoterapeutykiem Julkiem udała się na misję zwiadowczą w nieznane otchłanie.
- Szefie.
- Hm.
- Co to jest?
- Hm?


Jak Fiasko postanowił napisać książkę. Nie byle jaką książkę. Postanowił napisać książkę SF. Książkę, która zachwycać będzie czytelnika wspaniałymi przygodami na krańcach tej gromady galaktyk i błyskawicznymi podróżami z prędkościami miliony razy większymi od CARP 10.

Tutaj należy się czytelnikowe szczegółowe wyjaśnienie co to jest CARP. Zacytuję za Słownikiem Wszelakich Dziwactw (wydawnictwo Vaticanus, okładka rozmiękła):
"Carp jest to:
(I) gatunek ryby słodkowodnej znanej z irracjonalnej nienawiści do święta Bożego Narodzenia,
(II) jednostka prędkości nierealnej (Czasem Absurdalny Rozpęd Prędkościowy), statek rozpędzony do prędkości CARP 1 zmienia położenie o jeden rok świetlny, gdy przebędzie 1 rok świetlny, statek rozpędzony do CARP 2 zmienia położenie o dwa lata świetlne, gdy przebędzie 1 rok świetlny. Rozpęd Prędkościowy tłumaczy się za pomocą teorii bezwzględności ("E nie zawsze równa się mc kwadrat") Zweisteina,
(III) pseudonim drugiego cara Gwiezdnej Radzieckiej Republiki Rad (GRRR...), patrz: Car Paweł"
Mam nadzieję, że ten fragment rozwiał wszelkie wątpliwości co do znaczenia słowa CARP.

Jak Fiasko zastanawiał się jak nazwać głównego bohatera. Wybierał pomiędzy: "Look Starkiller", a "Look Walkingsky". Z imieniem głównego bohatera negatywnego też miał duży problem: "Dar Wiader", czy "Tort Fazer"? Skłaniał się raczej ku pierwszemu z tych imion, lepiej pasowało do koncepcji postaci. Bohater negatywny miał bowiem ubierać się w czarną pelerynę i nosić na głowie połyskujący stalowy hełm. Jak czuł, że Dar Wiader powinien mieć astmę.
Wraz z Nogą zbierał dane do swej książki zadając wszystkim na stacji pytania. Nie wiedział zbyt dokładnie co to znaczy "intymne", ale pytania, które zadawał uważał za właśnie takie. Noga też nie potrafił mu tego słowa wytłumaczyć.
W barze u Skwarka spotkali konstabla Otto. Siedział pod krzywo wykaligrafowanym napisem:

MAK - TAK

- Otto - zagaił Jak Fiasko.
- Tak?
- Czy jest więcej takich jak ty?
Otto zamrugał. Wzruszył ramionami. Ponownie zamrugał.
- Chyba tak - odparł.
- A gdzie?
- Myślę, że w parafii Gamma.
- A skąd ty się tu wziąłeś? - nie dawał mu spokoju Jak.
- To długa historia...


Pewnego razu... Dawno, dawno temu w tej galaktyce, gdy stacja kosmiczna Deep Church 9 należała jeszcze do podstępnych Kartazjan (i nazywała się nieco inaczej), Ghoul Dukat czytał gazetę "Kartazjańska Pani Domu" w ubikacji przy trzecim pylonie. Nie było w tym nic niezwykłego. Ghoul Dukat często czytał to czasopismo, gdyż pozwalało mu zapomnieć o wysiłkach dnia codziennego.
Zdarzyło się jednak, że Ghoul wyjrzał przez okno i zauważył kołyskę. Tak. To zdecydowanie musiała być kołyska. Musiała to być kołyska ponieważ wyglądała jak kołyska. Na wyglądzie jednak podobnieństwo się kończyło. Kołyska bowiem nie posiadała standardowej zawartości wszystkich kołysek w pomrokach dziejów: dziecka. W kołysce byłem ja. Byłem wtedy maleńkim, bezkszałtnym kawałkiem cieczy, którą od miłego chłodu bezwzględnego zera oddzielała jedynie cienka, ale zazwyczaj niezawodna, warstwa pola siłowego.
Ghoul Dukat otoczył mnie na stacji troskliwą opieką wielu specjalistów. Rażono mnie miłymi napięciami i przypalano wysokimi temperaturami. Nazwano mnie Otto... Widzisz... Moje imię wzięło się stąd, że Ghoul Dukat, gdy pokazał mnie swoim naukowcom został zapytany:
- Co ty znów nam przyniosłeś za graciarstwo?
- Ot to - odparł Ghoul Dukat podając im kołyskę. I tak zyskałem imię.
Jestem bardzo dumny ze swego imienia. Mogłem w końcu trafić gorzej. Ghoul mógł odpowiedzieć np. "Jakieś świństwo" albo "Czy ja wiem?"...
Tak zaczęło się moje życie na stacji. Grałem w karty, prowadziłem dochodzenia, grałem w karty, śledziłem ważne osobistości, grałem w karty, rozpracowywałem bajorański ruch oporu... Tak to było...


- Panie biskupie? - zapytała nieśmiało żona Szefa, Kajka.
Kajka przyjechała na stację dopiero niedawno. Od tego czasu większość urządzeń na stacji funkcjonowało nieprawidłowo. Zapytany Szef nie potrafił wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje, ale obiecywał, że będzie się bardziej starał...
- Tak, pani Kajko?
- Mam propozycję... - Kajka splotła ręce za sobą i podniosła wzrok na Benjy. Biskup zauważył, że ma oczy jak Czarodziejka z Księżyca. To pewnie dlatego, że była z Dalekiego Wschodu wrzechświata. - Zauważyłam, że pozbawiona właściwej opieki młodzież wypisuje z braku zajęcia różnorakie, nie zawsze zgodne z duchem Jedynego Słusznego Kościoła teksty - Kajko wskazała na napis na suficie gabinetu Benjy.

KOMPOT MAKOWY JEST WYBOROWY

Biskup zadarł głowę i przybrał najgłupszą minę ze swego repertuaru (dość obfitego zresztą). Pamiętał, że jeszcze rano tego napisu tu nie było, a nie przypominał sobie, by wychodził z kabiny na dłużej niż kilka chwil.
- Dlatego - kontynuowała Kajka jakby niedostrzegła zdenerwowania biskupa - aby uświadomić wymienionej wyżej młodzieży, tudzież osobnikom zdecydowanie młodszym, zdecydowałam się założyć szkółkę niedzielną.
- Jest pani pewna, że... - zaczął Benjy cały czas zastanawiając się nad dziwnym napisem.
- Jestem pewna - zacisnęła wargi Kajka. - Uczenie rozwydrzonej młodzieży (i osobników zdecydowanie młodszych) to moje powołanie. Czy biskup uwierzy, że gdy miałam 4 lata, chciałam być katechetką?
- Coś takiego!? - mruknął Benjy nie odrywając wzroku od napisu.


- Co to jest? - powtórzył Julek Baszir.
- Hm? - zdziwił się Szef.
- Tak - skinął głową Julek. - Chodzi mi właśnie o ten duży transparent z napisem:

WITAJ W DOMINIUM

- Pamiętam, że poprzednim razem go tu nie było.
Zatoczył szalupą koło wokół napisu. Wzruszył ramionami.
- To chyba nic ważnego.


Matka Kora zatrzymała się na środku korytarza i zacisnęła pięści ze wzrokiem utkwionym w jednym z nowych spray-owych napisów. Czerwone litery głosiły:

TYLKO MAKI TO NIE WRAKI

Biskup Benjy Fiasko stanął za nią w milczeniu.
- To jest MAKI - krzyknęła matka Kora.
- Mówi się: "To są maki" - wytłumaczył zawsze chętny do pomocy biskup.
- MAKI - zignorowała go matka - czyli podstępni, niewierni terroryści zajmujący się przemytem słomy makowej, produkcją, handlem i konsumpcją kompotów.
- A... Te MAKI - domyślił się Benjy. - to z Dzikich Pól?
- Właśnie. To zdradzieccy, potajemni wielbiciele TAROTA - krzyknęła oburzona matka Kora.
- I co my z nimi zrobimy? - jęknął Benjy.
- Wyplenimy to zdradzieckie ziarno - Kora gorliwie wzniosła ręce ku niebu [uwaga: ze względu na abstrakcyjność pojęcia NIEBO w kosmosie przyjmujemy, że kierunek NIEBO oznacza tyle samo co SUFIT].


Pierwszy dzień w szkole. Pierwszy dzwonek. Roześmiane dzieci biegnące do swych ławek i pilnie słuchające tego co nauczyciel ma im do przekazania. Kajka chciała, żeby tak to wyglądało. Rzeczywistość była negatywem jej wyobrażeń. Do sali z ponuro spuszczonymi głowami weszły cztery osoby: Jak, Noga i dwoje bajorańskich dzieci zamieszkałych na stacji. Pięć minut po dzwonku zapanowała cisza (dlatego, że Noga zapatrzył się w nauczycielkę). Kajka wykorzystała to, by rozpocząć lekcję.
- Wstańcie, proszę. Najpierw się pomodlimy - powiedziała.
Wszyscy wstali, tylko Noga dłubał w nosie i rozglądał się zdumiony wokoło.
- Co? - powiedział inteligentnie.
- Pomodlimy się.
- Aha.
Noga wstał. Kajka westchnęła. To był jej pierwszy sukces pedagogiczny.
- W imię ojca... - zaczęła Kajka.
- W imię proroków... - zaczęły bajorańskie dzieci.
- W imię Wielkiej Forsy - wykrzyknął Noga.
Jak stał zakłopotany.
- Zapomniałem słów - wymamrotał przeprosiny.
Kajka wiedziała już, że to będzie ciężki dzień. Musi zacząć od nauczenia ich paciorka (Jedynego Słusznego Paciorka). Przeczuwała, że dopiero za tydzień zdoła im przedstawić Świętą Dyrektywę.


Skwarek wybałuszył oczy. Uszy mu oklapły, ręka trzymająca kufel zadrżała.
- Co powiedziałeś?
- Zapisałem syna do szkółki niedzielnej - uśmiechnął się dumny Rana. Skwarek wymamrotał coś i potrząsnął głową z niedowierzaniem.
- Czy ja dobrze słyszałem?
- Nie wiem, bracie - stropił się Rana. - A co usłyszałeś? - zapytał.
- Usłyszałem, że posłałeś Nogę do szkółki niedzielnej.
- A! To dobrze usłyszałeś - uradował się Rana. - A już bałem się, że mnie źle zrozumiałeś.
- Przecież oni tam... - Skwarek złapał się za serce i nabrał głębiej powietrza. - Nauczają... Jedynej Słusznej Wiary.
- Właśnie! Pomyślałem, że jeśli jest Jedyna Słuszna, to dobrze, gdyby mój syn w nią wierzył.
- Nie myśl.
- Co?
- Nie myśl. Mówiłem ci to już.
- Dobrze, bracie.


Na lekcję o Świętej Dyrektywie przyszła jedna osoba.
- Witaj, Jak - pozdrowiła go Kajka.
- Witaj, pani katechetko Kajko - ukłonił się Jak Fiasko.
- Gdzie jest Noga?
- Nie mógł przyjść. Ojciec mu zabronił.
- Dlaczego?
- Ponieważ brat mu zabronił.
- Dlaczego? - powtórzyła Kajka.
- Ponieważ Skwarek, Rana i Noga są wielkoforsowianinami! - odpowiedział Jak - Są wyznawcami Wielkiej Forsy.
- A jaki to ma związek ze szkółką niedzielną? - nie zrozumiała Kajka. - Przecież ja tylko chciałam Nogę nawrócić na Jedyną Słuszną Wiarę - łzy potoczyły się po twarzy katechetki.
- A gdzie reszta? - zapytał Jak ostrożnie.
- Rodzice zabronili im przyjść - wybuchnęła płaczem Kajka. - Mówią, że boją się MAKI.
- O? - uprzejmie zdumiał się Jak. - Dlaczego? - zaciekawił się nieco mniej uprzejmie.
- Dlatego - zapłakana Kajka wskazała na napis na ścianie salki katechetycznej.

KTO NA KATECHEZĘ CHODZI GłUPI
TEGO MAKI ZAKATRUPI


Krawiec Barak skracał właśnie habit matki Kory, gdy do jego leżącego na uboczu zakładu krawieckiego wpadł niczym burza nieznajomy Bajoranin. Miał wodniste oczy i zmarszczony nos jakby na coś się gniewał. Szerokie, połączone błoną pławną stopy przystosowane ewolucyjnie do chodzenia po bagnie (które jak wiadomo wciąga) ukrywał w ładnie wykonanych butach. Strój miał poszarpany i Barak miał właśnie zaproponować sprzedaż odpowiedniego fraka, gdy nieznajomy odezwał się ochrypłym głosem.
- Pan Barak?
- Tak, to ja.
- Krawiec Kartazjański?
- To też ja.
- Szpieg Ghoul Dukata? - naciskał Bajoranin.
- To mogę być ja, ale zależy kto pyta - odpowiedział ostrożnie Barak.
- Przesyłka dla pana - Bajoranin podał mu czarną kostkę z czerwonymi cyframi:

00:59

i ładnym znaczkiem czerwonego maku.
- Dla mnie? - zapytał Barak oglądając przesyłkę ze wszystkich stron. Cyfry szybko zmieniały się i teraz na kostce wypisane już było:

00:41

- Dzięki - powiedział zafascynowany Barak, jednak Bajoranina już nie było. Ciekawe dlaczego tak szybko sobie poszedł - pomyślał Barak. Ponieważ habit dla Kory był już gotowy, Barak odłożył kostkę...

00:26

... i wyszedł, by jej go zanieść.
Gdy minął drzwi, jego pracownia nagle wyleciała z hukiem stu dział w powietrze. Barak przypadł do ziemi i jęknął cicho. W myślach złościł się na swoją głupotę. Na pewno zapomniał wyłączyć kuchenkę gazową...


- Trzeba coś z tym zrobić! - ryknął Woof marszcząc groźnie brwi.
- Z czym? - zapytał ciekawie Benjy.
- No... - zastanowił się Woof - z MAKI.
- A... To fakt. Czy Barakowi nic się nie stało?
- Na szczęście nie była potrzebna interwencja lekarza.
- No tak. Jego szczęście. Bioenergoterapeutyk jeszcze nie powrócił z wyprawy do Parafii Gamma.
- Co zrobimy z MAKI?
W tym momencie do sterówki wpadła zaaferowana Tax. W rękach trzymała najnowszy model trikodera.
- Panowie, kapelusze z głów! - wykrzyknęła Tax.
- Nie mam kapelusza - odparł zgodnie z prawdą Woof.
- Ja też nie mam - zdziwił się Benjy.
- To takie powiedzenie - wytłumaczyła Tax.
- Ach.
- Oczywiście - skinął głową Woof. - Mimo to nie posiadam kapelusza.
Tax westchnęła.
- Pomińmy to. Są ważniejsze sprawy.
- Na przykład jakie? - zdumiał się Woof.
- MAKI.
- Ach.
- Oczywiście - skinął głową Woof.
- Otóż - ciągnęła niezrażona Tax - udało mi się tak wyregulować trykodery, że wykrywają one nawet minimalną zawartość maku. Wykryją zatem każdego, kto zetknął się z MAKI.
- Ach - mruknął po raz trzeci Benjy.


Tax, Benjy i Woof w skupieniu wpatrywali się w odczyty trykodera. Stali na korytarzu przed kabiną Szefa.
- Ale Szefa nie ma - zauważył Benjy.
- To znaczy, że ktoś z jego rodziny należy do MAKI - Tax podniosła palec wskazujący do góry, by potwierdzić wagę swych słów. Benjy odruchowo spojrzał na sufit.
- Ach. Ktoś z rodziny Szefa? Czyli Kajka?
- To musi być ona - wykrzyknęła Tax i podeszła do drzwi. - Zdrajczyni!
Benjy przybrał poważny wyraz twarzy i wpisał kod dostępu do drzwi apartamentu Szefa. Gdy drzwi rozsunęły się z cichym sykiem, stanęli w progu i ostrożnie zajrzeli do środka.
- Czuję mak - szepnęła Tax i odbezpieczyła kwazer.
- Ja też - zauważył Woof i podrapał się po głowie.
Nagle pojawiła się Kajka. Była brudna od mąki i niosła wielką blachę kołacza. Uśmiechnęła się. - Miło że wpadliście. Właśnie upiekłam kołacz makowy...


- A więc to nie była Kajka - westchnął Benjy oblizując się. U Kajki zjadł aż cztery kawałki kołacza zanim uwierzył w prawdziwość jej zapewnień, że nie ma nic wspólnego z MAKI.
- Nie? - zdziwił się Woof.
Benjy westchnął. Nowy proboszcz nie był zbyt bystry i Benjy podejrzewał, że będzie mu musiał po raz trzeci tłumaczyć dlaczego Kajka jest niewinna. Na szczęście ten ciężar z jego barków zdjęła Tax.
- Widzisz Woof - zaczęła Tax. - Bufum bum fumbumbum fu bum - powiedziała.
Okazało się, że jej znajomość klangońskiego jest bardzo pożyteczna. Woof zrozumiał za pierwszym razem. Benjy odetchnął z ulgą.
- Tylko nie rozumiem - zaczął Woof, Benjy wstrzymał oddech - dlaczego trykoder wskazuje tym razem na pokój Poko Glooma.
- Tego bajoranina, który tydzień temu wprowadził się na stację? - upewnił się Benjy.
- Tak - potwierdziła Tax. - Powinniśmy byli podejrzewać go od początku.
- Tak? Dlaczego? - zapytał Woof.
Tax spojrzała bezradnie na Benjy.
- Ty mu wytłumacz - szepnęła.


Gdy Tax i Benjy zdołali wreszcie wytłumaczyć Woofowi dlaczego Poko Gloom jest głównym (i jedynym) podejrzanym, proboszcz ruszył do akcji. Wyjął batlet i jednym ruchem ramienia wyważył drzwi pokoju Poko. Z okrzykiem bojowym klangonów: "Klaaaaaaaaang, Klaaaaaaaaang" wskoczył do pokoju i natychmiast uskoczył w bok z batletem w pogotowiu.
Tax przeturlała się po podłodze i z kwazerem w ręce skryła się obok szafy. Benjy stał w drzwiach i przenosił wzrok od jednego do drugiego.
- Tax - zdecydował się wreszcie.
- Tak? - zapytała Tax.
- Ale tu nikogo nie ma.
- Aha.


Dziennik biskupski.
Data 2001 koma 1 koma 24

To znów ja. Benjy Fiasko. Cześć... Ataki MAKI na Bogu ducha winnych mieszkańców Deep Church 9 ustały. Wszyscy wierni na stacji mogą spać spokojnie. Opanowaliśmy sytuację dzięki kolegialnej, zgranej współpracy całej załogi. Proboszcz Woof, który został niedawno przyjęty do naszych szeregów spisał się na medal. Odkryliśmy, że agentem MAKI, który dokonywał czynów niegodnych człowieka... ani przedstawiciela żadnej innej rozumnej rasy, był bajoranin Poko Gloom.
Pozwoliliśmy mu uciec, aby e.... e.... wprowadzić zamieszanie w szeregi MAKI. Kończę, bo syn wraca ze szkółki niedzielnej. Pa...


KONIEC ODCINKA SZÓSTEGO



W następnym odcinku:

- Co to jest? - zapytał Woof marszcząc brwi.
- To jest nasz nowy statek, DeSaint - wytłumaczyła Tax. - Przysyła nam go papież. Pochodzi z przyszłorocznej fabryki na Marsie.
- To znaczy?
- To znaczy, że jego budowa zostanie rozpoczęta dopiero za rok.
- Ale jest tutaj!
- Właśnie. Bo to przyszłoroczna fabryka.




Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations