Świętastyka

Deep Church 9

strona główna



fantastyka na wesoło

Deep Church 9


Deep Church 9

Wprowadzenie

Sezon I

Trailer

P : Korytarz Wormholy

1 : Manewr Balka

2 : Pierwsze Spotkanie

3 : Święta Prawda

4 : Pan Tymoteusz

5 : Wrzechświat Heretyczny

6 : Szkółka Niedzielna

7 : Śmierć szybka jest

Sezon II

Trailer



powrót do Świętastyki
powrót do Saint Trek














Tomasz Kucza

Deep Church 9 - odcinek 5


Scenariusz i reżyseria: Tomasz 'MaGness' Kucza (to znowu JA)
Udźwiękowienie: karty muzyczne Adlib+Soudblaster (zakupione na giełdzie więc nie działają)
Muzyka: Jan Wiliams (krewny tego od Gwiezdnych Wojen)
Efekty specjalistyczne: murarz z sąsiedniej budowy
Aktorzy: no... hm.... kogoś chyba znajdziemy?
Budżet: 73 koma 3 kilogramy aluminowego latrinium, tym razem nie daliśmy re[reklama podprogowa]Lody Microsnack Off-Ice[koniec reklamy podprogowej]klam
Casting: spec od castingu wyjechał do Afryki
Gościnnie: Goście, goście
Eksperci od otwierania sejfów: Olsen i ekipa
Dublerzy: dubeltówka
Statyści: delfiny z Akwarium Rybnickiego
Roli Billa Cakesa nie chciał przyjąć żaden z renomowanych aktorów dlatego w tym odcinku zagra go program Paser 2.0 (do edycji postaci). Okulary dodano programem Bryza 1D.
Kamera: rozbita
Plenery: okolice Marsa

Dzięki pomocy czytelników reżyser odnalazł swoje szklane oko. Połknął je wymieniony wyżej hipopotam, ale już zwrócił.
Podziekowania kierujemy także do wszystkich bioenergoterapeutyków za znaczną pomoc medyczną. Dzięki wam nie mam raka (chyba) i nigdy go nie miałem (tak myślę). To na pewno dzięki wam, jestem tego pewien. A tak poza tym, ludzie, czego wy się boicie?! Jak dostaniecie AIDS, to was bioenergoterapeutycy uzdrowią!



Wszystko zaczęło się pewnego gwiaździstego poranka... No tak. Na stacji wszystkie poranki są gwiaździste...
Dobra.
Wszystko zaczęło się pewnego poranka. Benjy Fiasko obudził się z radosnym uśmiechem na twarzy śniło mu się bowiem, że spaceruje po plaży z Esmeraldą, a potem... no... hm...
To nie tak.
Wszystko zaczęło się...
Cholera.
Benjy Fiasko wstał, ubrał się, zapalił cygaro...
A niech mnie. Ja tego dzisiaj nie napiszę...

(w tym momencie autor uderza pięścią w klawiaturę, resetuje zawieszony komputer z błękitnym ekranem Winsnacka i uruchamia Linuxa, uspokojony zaczyna pisać od początku)


Poranek wstał jasny i pogodny. Przepięknie błyszczące na nieboskłonie gwiazdy zdawały się uśmiechać do Benjy Fiasko, który w nowym habicie stał naprzeciwko okna z zamyśleniem kontemplując szczoteczkę do zębów.
Zanim zdążył sięgnąć po pastę do zębów "Krzyżyk na drogę" odezwał się buczek komunikatora.
- Halo? - zapytał Benjy po omacku szukając porzuconego na podłodze krzyżyka. Znalazł go i nacisknął przycisk odbioru umiejscowiony nad głową Jezusa. Brzęczyk ucichł, Benjy powtórzył do komunikatora:
- Halo?
- Tu Chief. Kapitanie, mam problem z transporterem...
- Chief? - zdziwił się Benjy. - Kapitanie?
- Tak. Chief O'Brian. Mam problem z transporterem, kapitanie Benjaminie Sisco.
- Na pewno nie pomyliłeś numeru?
- Słucham? - zapytał Chief.
- Nieważne - Benjy rozłączył się ze złością. Znów jacyś żartownisie dorwali komunikator.


Szef A'Brian wstał wyjątkowo wcześnie. Wyszedł z pokoju na paluszkach, starając się nie budzić żony i truchcikiem pobiegł do baru u Skwarka.
W korytarzu omal nie zderzył się ze... sobą.
- Kto tu, cholera, lustro postawił - krzyknął na cały głos nie zważając na to, że ktoś mógłby usłyszeć przekleństwo.
- Kim jesteś? - zapytał sobowtór Szefa.
- Hę? Lusto mówi? Pierwszy raz słyszę.
- Nie jestem lustrem. Jestem Chief O'Brian ze stacji Deep Space 9 należącej do Federacji Zjednoczonych Planet.
- Ciii - szepnął Szef. - Nie opowiadaj takich herezji. Stacja nazywa się Deep Church 9 i należy do Kościoła Zjednoczonych Planet.
- Zaczynam rozumieć - mruknął Chief O'Brian. - W wyniku fluktuacji kwantowej transporter przeniósł mnie do równoległego wrzechświata. Ty zaś jesteś mną, ale z tego wrzechświata...
- Hę? - zapytał Szef. - Chodź. Widzę, że jesteś tu nowy, oprowadzę cię po stacji. Tylko nie rozpowiadaj głośno żadnych herezji!



Jak Fiasko i Noga przemknęli pustym korytarzem i pobiegli do baru u Skwarka. Starając się nie rzucać w oczy usiedli przy odosobnionym stoliku na pięterku. Był stąd świetny widok na wchodzących do baru. W szczególności na wchodzące.
- Ty - krzyknął nagle Noga. - Ale numer! Szef się rozdwoił - wskazał na stolik na dole. Siedziało przy nim i szeptem rozmawiało dwóch Szefów. Przed nimi stała pokaźna butelka Rumulańskiego rumu.
- Niemożliwe - westchnął Jak. - Ale popatrz! Ten drugi Szef ma inny habit!
- I jego komunikator to nie krzyżyk!
- To heretyk - szepnął Jak.
- Ale draka - dodał Noga.
- Hm - powiedział Otto.
- Tak? - zapytał Noga. Gdy ujrzał Otto, mina mu zrzedła.
- My... tylko...
- Dzieciom do baru wstęp wzbroniony - Otto wydukał standardową formułkę i złapał ich za kołnierze, by wynieść z baru.
- Ale, panie Otto - powiedział Jak. - Czy widział pan tego drugiego Szefa? Tego heretyka, który siedział przy tamtym stoliku z naszym Szefem? On nie nosił krzyżyka, to heretyk.
Otto roześmiał się głośno i skinął głową w kierunku samotnie siedzącego przy stoliku Szefa A'Briana. Ten machnął mu w pozdrowieniu ręką.
- Nie ze mną takie numery, koledzy - zauważył Otto zostawiając ich przed drzwiami baru.
- Nie jestem jego kolegą - oburzył się Noga.
- Gdzie zniknął ten fałszywy Szef? - zastanawiał się Jak.



Szef A'Brian machnął ręką Otto niosącemu Jaka i Nogę i z politowaniem spojrzał na leżącego pod stolikiem Chiefa O'Briana. Ci heretycy z alternatywnego wrzechświata mieli bardzo słabą głowę. Przecież wypił dopiero kilka szklanek Rumulańskiego rumu... Szef westchnął i zawołał Skwarka.
- Tak, szefie? - ukłonił się Skwarek szczerząc zęby i szarpiąc się za ucho (a miał za co).
- Pomóż mi przenieść go do transportera.
- Już się robi - mruknął Skwarek. - Rana! - zawołał swego kuzyna. - Pomóż panu Szefowi przenieść brata do transportera.
- To nie jest mój brat - chciał powiedzieć Szef, ale się powstrzymał.
- O jak rany! - zakrzyknął tereferengi Rana gdy ujrzał Chiefa. - To pański brat bliźniak?
- Tak jakby - mruknął Szef. W ciągu ostatniej godziny powiedział więcej słów niż podczas ślubu z Kajką, kiedy to musiał powtórzyć za księdzem całą, długą formułkę.



Benjy Fiasko wychodził właśnie ze swojej kwatery, gdy zderzył się z kimś wchodzącym do środka. Przetarł oczy i spojrzał ponownie. Nie mylił się. Jakiś żartowniś, zapewnie jego syn Jak do spółki z tym tereferengi Nogą, zamocował w drzwiach jego kajuty lustro.
- Dzień dobry, jestem Benjamin Sisco - przedstawiło się lustro.
- ... - odpowiedział Benjy. - Szczęść Boże.
- Słucham?
- Mówiłem szczęść Boże.
- Z kim mam przyjemność - zapytało lustro.
- Jestem tym z dobrej strony lustra. Nie nazywam się Alicja - zastrzegł Benjy.
- Co pan robi w mojej kwaterze? - oburzyło się nagle lustro.
- Ja? Ja sobie tu mieszkam.
- W mojej kwaterze?
- Aha - skinął głową Benjy. - Jestem biskup Benjy Fiasko ze Świętej Floty.



- A więc pochodzisz z wrzechświata równoległego, gdzie nie ma Kościoła Zjednoczonych Planet? - dopytywał się Benjy swego sobowtóra prowadząc go do baru u Skwarka.
- Tak. Moja stacja nazywa się Deep Space 9.
- Herezja - mruknął Benjy.
- Co mówiłeś? - zapytał.
- Nic. A jeśli u was nie ma papieża, tylko prezydent, to co z Esmeraldą?
- Jaką Esmeraldą? - zaciekawił się Benjamin.
- No... Nie masz żadnej... hem... kochanki? - zapytał Benjy.
- Miałem żonę. Nazywała się Jane. Nie Esmeralda.
- Co się z nią stało?
- Nie żyje.
- NIech Bóg świeci nad jej duszą.
- Zginęła podczas ataku BORG.
- Masz na myśli FORK?



Barak wpatrywał się szeroko otwartymi oczyma we wchodzących do baru Benjamina i Benjy. Czyżby Kościół planował umieścić sobowtóra na miejsce aktualnego biskupa? Albo może był to brat bliźniak Benjy Fiasko? Barak przez chwilę przyglądał się jak wybierali stolik. Wyszedł gdy zaczęli popijać Rumulański rum. Musiał zawiadomić Ghoul-Dukata. KONIECZNIE!
Natychmiast pomknął do swojego pokoju w pobliżu trzeciego pylonu, wywiesił na drzwiach zakładu krawieckiego kartkę: "WYSZEDł NA TAJNĄ ROZMOWĘ" po czym otworzył tajną skrytkę kryjącą supertajny nadajnik nadprzestrzenny firmy "Eryk, syn i spółka".
Wstukał odpowiedni numer i na ekranie ukazała się twarz Ghoul-Dukata zajętego właśnie porannym szczotkowaniem zębów.
- Tfego fcesz, Farak? - zapytał plując spienioną pastą do zębów "Szkliwolikwidator".
- Mam ważną wiadomość.
- Tfo ją fodaj!
- No więc... Widziałem dzisiaj... Podejrzewam...
- Móf! - krzyknął prawie Ghoul Dukat po czym zaczął bulgotać (wydawać odgłos bulgotania) za pomocą wody i gardła (to skomplikowany proces towarzyszący zazwyczaj oczyszczaniu zębów).
- Benjy Fiasko ma sobowtóra. Widziałem ich razem na stacji.
- Skąd wiesz, że to był sobowtór?
- Bo wyglądał dokładnie tak samo jak biskup.
- To o niczym nie świadczy. To mógł być jego brat bliźniak, który przyjechał na stację z okazji urodzin Jaka.
- Ale...
- Następnym razem, Barak, bardziej się postaraj. Chcę mieć od ciebie dokładne informacje i POTRZEBNE informacje. Dopiero wtedy zastanowię się nad twoim podaniem złożonym w kartazjańskim urzędzie pracy.
- Rozumiem - powiedział Barak. Zrozumiał zaś tylko tyle, że tak łatwo krawcem kartazjańskim nie zostanie. Na razie musiał zadowolić się skromną posadą na stacji.



Jak i Noga cichcem przekradli się obok Otto rozmawiającego ze Skwarkiem o wynikach ligi hokeju na lodzie (ulubionego sportu papieża) i usiedli przy stoliku, który zajmowali poprzednio. Gdy byli pewni, że Otto ich nie zauważył, zerknęli ostrożnie na stolik zajmowany przez Szefa.
- Szefa i tego drugiego już nie ma - zauważył Jak.
- Ale przy stoliku siedzi twój stary i jego brat - zauważył Noga.
- Mój ojciec jest jedynakiem.
- I jest ubrany w jakiś dziwny habit, bez krzyżyka - Noga wyszczerzył kły.
- To nie on. Mój ojciec to ten drugi.
- Dla mnie wyglądają identycznie.
- Dla mnie też, tylko że ten drugi to heretyk, nie ma krzyżyka.
- Najpierw Szef, teraz twój stary! Nic z tego nie rozumiem...
- Hm... - powiedział Otto.
- No nie! Znowu? - zapytał Noga.
- Dzieciom do baru wstęp wzbroniony - powiedział Otto.
- Niech pan popatrzy - Noga wskazał na stolik Benjy i Benjamina. - Benjy się rozdwoił.
Otto spojrzał we wskazanym kierunku. Naprzeciw Benjy siedział z głową opartą o stolik jakiś czarnoskóry człowiek i chrapał zaciskając jedną dłoń na w połowie opróżnionej butelce.
- On wygląda zupełnie jak mój ojciec - krzyknął Jak. Nic to jednak nie dało. Otto znowu wyrzucił ich z baru.



Benjy potrząsnął Benjaminem, ale ten spał jak zabity (albo jak zapity) więc biskup ostrożnie wyjął mu z ręki butelkę rumu i widząc nadchodzącego Otto zawołał go do siebie.
- Pomóż mi go przenieść do transportera - rzekł do zmiennego. Otto skinął głową i jedną reką złapał Benjamina.
W drodze do transportera mówił:
- Twój syn opowiadał mi jakieś głupie bajeczki o heretykach-sobowtórach, czy czymś takim. Uwieżyłbyś?
- Ma bujną wyobraźnię - zauważył Benjy.
- TAK - ja bym tego nie wymyślił - Otto położył Benjamina w transporterze i wyszedł.
Benjy odetchnął z ulgą. Dobrze, że nie zauważył podobieństwa, gdyby wieść o obecności na pokładzie heretyka rozeszła się po kosmosie, Benjy miałby spore kłopoty.
- Niech będzie pochwalony, biskupie Benjy - przywitał go tereferengi Rana wchodząc tyłem do kabiny transportera. Okazało się, że niesie wraz z Szefem... drugiego Szefa. Benjy pokręcił głową by się trochę opamiętać. Rana ostrożnie położył (czytaj: nagle puścił) Szefa i wyszedł. Dwóch Benjy i dwóch Szefów zostało samych w transporterze.
- Najlepiej zaraz odeślę ich z powrotem - Szef wskazał na dwóch nieprzytomnych heretyków.
- Tak. Też tak uważam.



Zaszyfrowany, tajny dziennik biskupski
Data 2000 koma 9 koma 4
Biskup Benjy Fiasko

Razem z Szefem teleportowaliśmy naszych sobowtórów z powrotem. Szef zmienił ustawienia naszych transporterów, aby nikt nie mógł ponownie przybyć do nas z alternatywnego, heretyckiego wrzechświata. Dzięki naszej zgranej akcji nikt nie dowiedział się o obecności heretyków na pokładzie.



- Ty wiesz - powiedział Jak. - Ja myślę, że ci heretycy mogli być z alternatywnego, heretyckiego wrzechświata. Wrzechświata gdzie nie ma Kościoła tylko... bo ja wiem... Federacja Zjednoczonych Planet, albo coś... Wrzechświata gdzie nie ma Deep Church 9 tylko Deep Space 9...
- Jak - powiedział Noga. - Nie opowiadaj takich bzdur. To na pewno był Otto i robił nam kawał przemieniając się najpierw w Szefa, a potem w Benjy'ego.
- Masz rację. To na pewno był Otto.


KONIEC ODCINKA PIĄTEGO
I co? Zaskoczony?


W następnym odcinku:

- Co to jest? - powtórzył Julek Baszir.
- Hm? - zdziwił się Szef.
- Tak - skinął głową Julek. - Chodzi mi właśnie o ten duży transparent z napisem:

WITAJ W DOMINIUM

Pamiętam, że poprzednim razem go tu nie było.




Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations