Świętastyka

Deep Church 9

strona główna



fantastyka na wesoło

Deep Church 9


Deep Church 9

Wprowadzenie

Sezon I

Trailer

P : Korytarz Wormholy

1 : Manewr Balka

2 : Pierwsze Spotkanie

3 : Święta Prawda

4 : Pan Tymoteusz

5 : Wrzechświat Heretyczny

6 : Szkółka Niedzielna

7 : Śmierć szybka jest

Sezon II

Trailer



powrót do Świętastyki
powrót do Saint Trek














Tomasz Kucza

Deep Church 9 - odcinek 4


Scenariusz, reżyseria i kilka innych prac pomocniczych: Tomasz Kucza
Efekty specjalnej troski: Oni
Umuzykalnienie: firma Wszystkie Dźwięki Tęczy
Muzyka: Głuchy Jaś
Aktorzy: Czarek, Zbysiu i Jerzy.
Gościnnie (tratata): Bogusław Winda w roli Księdza Robaka (według pomysłu pewnego Mi$ia).
Gościnnie x2: Jacek Sopel, Telemanka, Ktosia, Inwokacja (w tej roli Inkwizycja), i wiele, wiele Innych
Gościnnie x3: Święty Mikołaj (ale to z innej bajki)
Ziemię załatwili: cudzoziemcy
Podziękowania dla: św. Mikołaja za fajny prezent
Dublerzy: Kurdubel z Dublina.
Statyści: hipopotam
Plenery: Soplicowo, za orbitą Jowisza


Odcinek dedykujemy Świętemu Mikołajowi

Niestety, podczas realizacji tego odcinka serialu reżyser zgubił szklane oko. Poszukiwania trwają.


Inkwizycja

- Ziemio... Ojczyzno moja!
- Zamknij się! - krzyknął Skwarek w stronę hoolokabiny.
- Ty jesteś jak zdrowie... - kontynuował nowo przybyły na stację proboszcz.
- Zamknij się, mówię! - krzyknął Skwarek i złapał się za głowę.
Kupienie tego hooloprogramu było błędem. Gdyby wiedział, że nowy proboszcz zacznie godzinami przesiadywać w hoolokabinie recytując na głos jakieś wiersze... Skwarek nie przypuszczał jednak, że zarabianie pieniędzy na programie "Pan Tymoteusz" (który kosztował go aż 2 sztabki srebrnego latrinium, sprzedał mu go podejrzany człowiek, który przedstawił się jako Adaś Miskiewicz) będzie się wiązało ze znoszeniem przez 12 godzin na dobę takich hałasów.
Głos w hoolokabinie...

Tym co jeszcze tego nie wiedzą należy się w tym miejscu wyjaśnienie co to jest hoolokabina i do czego się jej używa. Otóż hoolokabina to bardzo skomplikowane urządzenie. Co więcej urządzenie to potrafi generować trójwymiarowy, hoolo-materialny trójwymiarowy obraz multimedialny, interaktywny na podstawie tzw. programów hoolokabinowych. Kabina hoolo stała się sławna za czasów Piusa XXV, który stworzył szczególnie popularnego w kręgach masohistów program "Droga Krzyżowa". Maniakalnych fanatyków przesiadujących w hoolo 25 godzin na dobę (a nawet dłużej, zależnie od kalendarza danej planety/stacji kosmicznej/statku kosmicznego) nazywa się pospolicie hooliganami.

Powróćmy więc do naszego głosu w hoolokabinie o którym wspomnieliśmy chwilkę wcześniej. Głos ten mianowicie wreszcie ucichł zastąpiony odgłosami strzelaniny i jatki. Skwarek domyślił się, że proboszcz przeszedł od razu do części dotyczącej ataku na Soplicowo. Odetchnął z ulgą, to potrafił znieść.


Biskup Benjy Fiasko chodził poddenerwowany po mostku. Tax i Matka Kora przyglądały mu się z rozbawieniem.
- Gdzie jest ten nowy proboszcz po którego posłałem? - nie wytrzymał w końcu Benjy. - Już dwie godziny temu teleportował się na stację i nawet nie raczył się zameldować. Komputer!
- Jasne, szefie?
- Gdzie jest teraz proboszcz Woof?!
- E... W hoolokabinie, szefie, ale kazał sobie nie przerywać.
- Nie mów do mnie szefie i sprowadź go tutaj natychmiast.
- Jasne, koleś.
- Koleś też nie - jęknął Fiasko.



Red Ghouls - doda ci skrzydeł, nawet po śmierci...


Szef A'Brien i bioenergoterapeutyk Julek Baszir czekali przed hoolokabiną zaciskając w rękach paletki do tenisa. Julek już od dłuższego czasu próbował nawiązać rozmowę, ale Szef pozostawał niewzruszony.
Wreszcie drzwi hoolokabiny otworzyły się z sykiem. Ze środka wypadł zataczając się klangonin o krótko ściętych włosach, ubrany w habit Świętej Floty. Spojrzał na nich przez chwilę zbierając myśli.
- Ten Soplica nasłał na mnie moskali! - krzyknął bez sensu i odszedł korytarzem pozostawiając zdumionych Szefa i Julka samych. Szef wzruszył ramionami zaś Julek wybrał nazwę programu: "Gra w tenisa".
- To jest ten nowy proboszcz Woof? - zapytał Julek. Szef odpowiedział mruknięciem.
- Też mi na niego wyglądał - kontynuował Julek. - Słyszałem, że służył wcześniej na Angelprise pod biskupem Jean-Lookiem Paycardem.
Szef odbijał już piłeczkę od ziemi i czekał na Julka. Bioenergoterapeutyk wzruszył ramionami i także przygotował się do gry.


- Biskupie! Nazywam się proboszcz Woof - przedstawił się wysoki klangonin i ukłanił się uprzejmie przed Benjy Fiasko. Tym co najbardziej wyróżniało tego szczególnego, pobożnego klangonina od jego ziomków był przede wszystkim brak dźwięku jaki wydawał chodząc. Wynikało to z tego, że na codzień nie nosił ze sobą całego swojego rynsztunku (a jedynie schowany w prawym bucie rozkładany batlet, mały nóż w rękawie i kwazer w wewnętrznej kieszeni, jeśli oczywiście nie liczyć składanej rusznicy laserowej pod podeszwą lewego buta i małego kozika służącego za brzytwę do golenia (siebie) i podrzynania gardeł (wrogom)). Ten brak dźwięku był tak donoścny w osobie tego klangonina, że aż zwracał uwagę swą nieobecnością. Można powiedzieć, cytując pana Pratcheta, że to nie była tylko cisza, ale właśnie PRZECIWIEŃSTWO dźwięku, coś ujemnego i dzwoniącego w uszach.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus - pozdrowił go biskup.
- Na wszystkie ery ameno - odpowiedział mu Woof.
- Mówi się "Na wszystkie wieki, wieków" - poprawił go Fiasko.
Woof warknął lekceważąco i wzruszył ramionami.
- Sprecyzujmy twoje obowiązki na tej stacji! - zaczął biskup. - Rano, wieczorem, w południe, po południu i przed podwieczorkiem odprawiasz msze święte dla wszystkich stacjan. Późnym wieczorem... - kontynuował Fiasko, ale Woof już go nie słuchał. Wpatrywał się w główny ekran na mostku.
- Biskupie - huknął.
- ... jeśli zaś chodzi o nieszpory... - ciągnął niezrażony Fiasko.
- Biskupie! - podwójnie huknął Woof, jeśli wiecie o co mi chodzi. Podwójne huknięcie ma siłę czterokrotnie większą, co wynika z nakładania się na siebie dwóch fal mechanicznych, przy czym amplituda... Dobra. Nie tłumaczę dalej, i tak mnie nie słuchacie.
- ... i nie zapomnij o wywieszaniu ogłoszeń parafialnych co piątek - zakończył Fiasko. - Tak, słucham?
- Jakiś statek wyleciał z korytarza i prosi o pozwolenie na dokowanie.
- Z korytarza?! To dlaczego wcześniej nie powiedziałeś?



Jest miękki i przytulny jak kaczuszka.
Sprawi, że poczujesz się bosko.

Papier toaletowy Tarka.



Benjy Fiasko i Woof udali się do doków przywitać gościa z korytarza. Wprawdzie równie dobrze mogły to zrobić Tax lub Kora, ale obie zajmowały właśnie hoolokabinę numer 7 uczestnicząc w programie "Pan Tymoteusz". Wcześniej, ku irytacji Fiasko, przez cały dzień kłóciły się, która z nich będzie Telemanką, a która Ktosią. W końcu zdenerwowana Tax postanowiła zostać samym Panem Tymoteuszem, co z kolei niezbyt odpowiadało matce Korze.
Oczywiście Fiasko mógłby też posłać Julka lub A'Briena, ale zajmowali oni hoolokobinę 4 grając w prawie pogańską grę zwaną tenisem-odbijantym-od-ścian (squash? squesh? squosh?). Otto zaś w hoolokabinie 1 zajmował się programem "Cherlak Hols i Pies Basketbillów".
Wypadło więc, że męczącą drogę od mostka, aż do doku piątego odbyć musiał biskup Fiasko. Postanowił jednak wykorzystać nadarzającą się okazję, by pokazać Woofowi stację.
- Tu widzisz jest promenada.
- ...
- A tutaj bar Skwarka.
- A!!!
- Tutaj zaś jest kościół w którym odprawiać będziesz msze.
- ...
Gdy dotarli do doku piątego statek przybysza przywarł już do lądowiska. Drzwi otworzyły się z sykiem...To ciekawe. Na stacji kosmicznej wszystkie drzwi otwierają się z sykiem. Hmmm. To pewnie przez te węże. W każdym bądź razie drzwi otwarły się i na pokład stacji kosmicznej Deep Church 9 wkroczył...
- E... - powiedział Benjy Fiasko.
- Witajcie - powitał ich przybysz grzechocząc chitynowym pancerzem i śmiesznie poruszając czułkami. - Jestem Ksiądz Robak.


Szef A'Brian przegrał z Julkiem 45 do jednego. Postanowił zacząć trenować.
Matka Kora wściekła się na Tax, która zastrzeliła ją podczas bitwy o Soplicowo.
Wychodząc z hoolokabiny zderzyła się z Szefem i z jękiem upadła na ziemię.
- Nie plątaj się waszmość pod nogami - warknęła na zaskoczonego Szefa. - Ustąp drogi szlachcie! Oczu we łbie waść nie masz?
Zbaraniały Szef mruknął coś pod nosem. Julek próbował stanąć w jego obronie.
- Matko Koro, on niechcący... - ale Kora już go nie słuchała - odeszła korytarzem w stronę sterówki.
- Co jej się stało? - zapytał Szef gdy zostali sami.
- Pewnie zbytnio wczuła się w hoolo-program. Swoją drogą ciekawe jaki to był?
Julek podszedł do panelu hoolokabiny numer 7 i zawołał Szefa.
- Możesz sprawdzić?
Szef mruknął w odpowiedzi, zawinął rękawy i w pół sekundy i jedną minutę uwinął się z zadaniem. - Brały udział w hoolo-programie "Pan Tymoteusz".
- Ciekawe co to za program. Może zapytamy Skwarka? Moglibyśmy z godzinkę się tym programem pobawić.
Szef mruknął przecząco.


Jest miękki i przytulny jak żelazo
Copan Barby-żeńca.



Woof siedział naprzeciw sektoidalnego Księdza Robaka. Fiasko polecił mu wyciągnąć z obcego wszelkie możliwe informacje w możliwie ostrożny i uprzejmy sposób.
- Jak nazywa się ta wasza... stacja?
- Deep Church 9. To w języku angelskim znaczy Głęboki Kościół 9.
- Och! Jakże się cieszę, że gdzieś we wrzechświecie znalazłem świątynię Wielkiej Kulistości! - ksiądz poruszył szczękoczułkami. - Długa była moja pielgrzymka, ale wreszcie znalazłem!
- Wielka Kulistość? - zapytał niespokojnie klangonin Woof.
- Tak! - zakrzyknął z zapałem obcy. - Wielka Kulistość, która toczy świat. Bo świat to kulka gnoju.
- Hę?
- A swoją drogą, gdzie znajdę na tej waszej stacji gnój?
- Gnój? Po co ci gnój?
- Jak to po co? Wielka Kulistość musi się toczyć. Ja, Mniejsza Kulistość, jako kapłan muszę toczyć kule z gnoju, by świat mógł się toczyć wraz z nimi.
- A! - mruknął Woof. - Tak waść prawisz. Zaiste muszę to rozważyć. Ale gnoju na naszej stacji nie znajdziesz. Musiałbyś zajrzeć do zaścianka, do Kartazjan.
- Kartazjan?
- Tak, to niedaleko. Ci hazardziści mają pewnie całe stosy gnoju.
- Świetnie! To ja już lecę. Nie mogę przerywać toczenia, bo świat zatrzyma swój bieg.
- Oczywiście.
Ledwo Ksiądz Robak wybiegł, by udać się do swojego statku i Woof miał trochę czasu, by posłuchać klangońskich oper ("Tylko dlaczego ja szukam Koncertu Jankiela, Wojciecha Kilara?" - pomyślał), gdy do jego kwatery wpadł Julek.
- Hej, Woof?
- Słucham waszmości.
- Czy masz chwilę czasu? Moglibyśmy trochę się rozerwać w hoolokabinie.
- Zaiste - odparł mu Woof.


Benjy wpadł do sterówki akurat na czas, by dostrzec Tax, która z długą rusznicą wygląła na korytarz.
- Co się stało? - zapytał.
- Nic - stropiła się Tax i szybko schowała broń za siebie. - Wypatrywałam Horeszków.
- Hm - wzruszył ramionami Fiasko. Zauważył na ekranie otwierający się korytarz.
- Chyba mamy gościa - zauważył.
- Moskale? - zapytała Tax podnosząc rusznicę. Widząc statek wynurzający się z korytarza odwiodła kurek. - Bić Moskali! - krzyknęła.
Fiasko przez chwilę namyślał się po czym zwrócił się do komputera.
- Wezwij służby medyczne.
- Jest pan chory, biskupie? - zapytał uprzejmie komputer.
- Nie - odparł Fiasko.
- Więc po co wzywać służby medyczne, niech biskup nie żartuje.
- Tax jest chora.
- Trzeba było tak od razu. Już wzywam. Kogo?
- Służby medyczne.
- Znaczy Julka, tak?
- TAK!!!
Tax wybiegła ze sterówki. Z korytarza tymczasem wynurzył się ciekawy statek przypominający... Fiasko przetarł oczy. Musiało mu się wydawać. Złudzenie nie zniknęło. Statek wyglądał jak sanie zaprzeżone w cztery... renifery. Na panelu zaświeciła lampka interkomu. Fiasko z otwartymi ze zdumienia ustami wcisnął odbiór.
- How, how, how. Wesołych świąt! - zagrzmiał Święty Mikołaj. To musiał być Święty Mikołaj. Miał białą brodę, czerwoną czapkę i mówił "how, how, how".


Gdy Fiasko szedł korytarzem w stronę pylonu gdzie zadokował statek... e.... sanie Świętego Mikołaja zauważył przebiegającą z ostrą szablą w dłoni Matkę Korę. Barak i tere-fere-ngi Rana walczyli na promenadzie na szpady okładając się razami i przekleństwami. Fiasko zaniepokoił się. Zaniepokoił się jeszcze bardziej gdy dostrzegł Woofa strzelającego z rusznicy do walczących (na szczęście była to hoola-rusznica na ślepe naboje) i Julka, który tańczył z Tax poloneza przed kościołem.
Gdy mijał bar u Skwarka usłyszał szept.
- P... Panie biskupie.
- Tak, Skwarek?
Tere-fere-ngi zatrzepotał uszami. Miał bardzo ponurą minę i winę wypisaną na twarzy. - Na stacji dzieje sie coś niedobrego - zauważył.
- Tak? - Benjy rozejrzal się.
- I chyba wiem dlaczego.
- Tak?
- To przez mój program z hoolokabiny. Coś się z nim stało i wszyscy zaczęli zachowywać się... dziwnie.
- Tak - potwierdził Fiasko. - Zajmę się tym gdy wrócę, ale teraz muszę się spotkać ze Świętym Mikołajem.
- Aha - powiedział Skwarek i posmutniał. Miał nadzieję, że przynajmniej biskupa nie dosięgło ogólne szaleństwo, sale teraz owa nadzieja rozprysnęła się jak mydlana bańka.


Święty Mikołaj, gdy wszedł na pokład stacji kosmicznej, przeciągnął się.
- Zesztywniały mi z zimna kości. Ach, ten Biegun Północny - jęknął. Gdy dostrzegł roztargnionego Fiasko wyprostował się i przywołał na usta uśmiech.
- How, how, how. Wesołych Świąt!
- Tak - powiedział Fiasko. - Ale... Świętego Mikołaja już minął - zauważył.
- How, how... CO?
- Dzień Świętego Mikołaja już minął, święta też...
- Spóźniłem się?
- Obawiam się, że...
- A niech to chole/ ocenzurowano / - krzyknął Święty Mikołaj. - Znowu się spóźniłem. To przez te zamiecie śnieżne koło Mgławicy Oriona. I co ja teraz zrobię?
- Może...
- E... Mało ważne. Pogadam z Bogiem i cofnę się w czasie. Małe piwo, ale chole/ ocenzurowano / , głupio się tak kiwnąć. To trzeba być świętym. A propos, znasz Simona Templera?
- Kogo?
- Mniejsza o to - Mikołaj odwrócił się na pięcie i wyszedł przez śluzę powietrzną do swych sań. Fiasko odwrócił się powoli i ze spuszczoną głową ruszył w stronę sterówki. Podjął decyzję.


Szef A'Brian nic z tego nie rozumiał. Czuł tylko, że doszło do jakiejś awarii i unikając strzałów z licznych rusznic i niespodziewanych ciosów szablą szukał usterki w hoolokabinach. Na korytarzu dołączył do niego Barak, który wydawał się być rozbawiony zaistniałą sytuacją.
- Ale numer - mruknął kartazjanin. - Wszystcy tylko: Soplica, Horeszko, Bić Moskali, Bić Sopliców. Ale numer - powtórzył.
Szef mruknął. Znalazł na jednym z światłowodów hoolokabiny nr 7 mały sześcianik.
- Co to może być? - zapytał Barak oglądając to dokładniej. - Przypomina... Przypomina... Już wiem! To przypomina tajne-urządzenie-kartazjańskie-służące-do-dywersyjnego-rozbrajania-wroga-poprzez-urealnianie-wizji-hoolokabinowych. Ciekawe do czego służy?
Szef wzruszył ramionami, wyjął młotek i zamierzył się w pudełko.


Dziennik biskupski.
Data 2000 koma 11 koma 08

Mówi Benjy Fiasko, biskup stacji kosmicznej Deep Church 9. Niestety. Ta placówka Kościoła opanowana została przez dziwną chorobę. Włączyłem program autodestrukcji. Nie możemy pozwolić, by epidemia przeniosła się w inne miejsca parafii... Czego chcesz Szefie? ... Tak? ... Naprawdę? Udało się? ... Jak to młotkiem? ... Aha. I wszyscy wyzdrowieli? ...
Jeszcze raz. Tu biskup Benjy Fiasko, biskup stacji kosmicznej Deep Church 9. Dzięki połączonemu wysiłkowi całej załogi kościoła zdołaliśmy opanować epidemię... Szefie, nie przerywaj mi. Co za cyferki? Te? To tylko licznik autodestrukcji. ...

(tutaj następuje niewiadomej przyczyny przerwa, podczas której słychać dobitne słowa i odgłosy uderzania pięścią w klawiaturę)

Uff! Udało się. Omal nie zapomniałem wyłączyć autodestrukcji. No dobra. Mówi biskup Benjy Fiasko...


KONIEC ODCINKA CZWARTEGO
A co? Myślałeś, że będzie nieskończony?


W następnym odcinku:

Kto tu, cholera, lustro postawił - krzyknął Szef.
- Kim jesteś? - zapytało lustro.
- Hę? Lusto mówi? Pierwszy raz słyszę.
- Nie jestem lustrem. Jestem Chief O'Brian ze stacji Deep Space 9 należącej do Federacji Zjednoczonych Planet.




Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations