Świętastyka

Deep Church 9

strona główna



fantastyka na wesoło

Deep Church 9


Deep Church 9

Wprowadzenie

Sezon I

Trailer

P : Korytarz Wormholy

1 : Manewr Balka

2 : Pierwsze Spotkanie

3 : Święta Prawda

4 : Pan Tymoteusz

5 : Wrzechświat Heretyczny

6 : Szkółka Niedzielna

7 : Śmierć szybka jest

Sezon II

Trailer



powrót do Świętastyki
powrót do Saint Trek














Tomasz Kucza

Deep Church 9 - odcinek 2


Scenariusz i cała reszta: Tomasz Kucza (tak, tak, nie mylicie się - to nadal ta sama osoba)
Aktor specjalny: ksiądz Robak
Dublerzy: Cezary Pazura i inni
Tłumaczenie i udźwiękowienie: PC-Speaker
Konsultacja naukowa: doktor Andrzej z sąsiedniej ulicy
Sceneria: filmowane w Japonii i na Księżycu
Klawiatura: wyprodukowana w Chinach
Budżet: Zenek przepił
Spec od efektów specjalnych: nie żyje, nie udała mu się scena wybuchu


Julek Baszir i Szef Smiles A'Brien lecieli maleńką szalupą w stronę korytarza Wormholy. Właśnie oni zostali wybrani do wykonania pierwszego zwiadu poza korytarz nie ze względu na to, że najlepiej się do tego nadawali, ale ze względu na to, że byli jedynymi, którzy byli dostępni. Ze stacji Deep Church 9 obserwowali ich odlot matka wielebna Kora i siostra Tax.
- Zawsze się zastanawiałam, dlaczego ta szalupa nazywa się Wisła - przerwała ciszę matka Kora.
- Może to jakaś kartazjańska nazwa chomika? - wzruszyła ramionami Tax.
- Dlaczego chomika?
- Tak mi przyszło na myśl. Bo wiesz, druga szalupa nazywa się Odra, a to po kartazjańsku znaczy świnka morska.
- Ach! Rozumiem. U nas na Bajorze nie ma świnek morskich, są jedynie błotne świnki, ale one są drapieżne.
- Znaczy się polują na jaszczurki, owady i inne takie?
- Nie, polują na ludzi.


- Jak myślisz - zapytał Julek Baszir, gdy szalupa przelatywała przez korytarz. - Dlaczego ten stateczek nazywa się Wisła?
- Hm - mruknął Smiles.
- A ja uważam, że to jakieś Klangońskie przekleństwo.
- Yhm - zauważył jak zwykle rozmowny Smiles manipulując coś przy sterach. Szalupa wynurzyła się po drugiej stronie korytarza.
- Pytasz dlaczego tak uważam? Ponieważ druga szalupa nazywa się Odra, a Odra po klangońsku znaczy... - Julek przerwał na moment. - Wiesz - zaczął znów. - Może lepiej nie mówię ci co znaczy Odra. To zbyt wulgarne. A w tym tygodniu byłem już w spowiedzi.
- Aha - zauważył Smiles.
- Ale wiesz, tak się zastanawiam, jak zdawałem egzamin na bioenergoterapeutyka to...
Szef nie zdążył się dowiedzieć co się stało, gdy Julek zdawał egzamin na bioenergoterapeutyka, bo lekarz nagle ucichł.
- Hm? - zapytał Smiles. Z głośnika komunikatora dobiegł go ponury, choć niewyraźny z powodu zniekształceń powodowanych bliskością korytarza głos:
- Je... Dżem Hadar... - po czym rozległ się jeszcze głośny jęk i głos się urwał.
Julek Baszir bez słowa wskazał na obcy statek, który pojawił się przed nimi.


- Jesteśmy Dżem Hadar...
Kapitan statku Dżem-Hadar Roni urwał, gdy ujrzał wściekłą minę należącego do rasy Varkot Fistaszka.
- Co ty wyprawiasz? - ryknął Fistaszek. - Za karę cofnę ci dostawę narkotyka tentamcelu białego! A wtedy czeka cię śmierć!
- Ale... Co ja zrobiłem złego? - zapytał Roni.
- Zmienni, nasi władcy, wyraźnie powiedzieli, że to jedynie lot zwiadowczy, nie możemy się ujawniać tym z parafii Alfa! A ty strzeliłeś taką gafę. Co my im teraz powiemy?
Fistaszek chodził tam i z powrotem jak hobbit, wreszcie zatrzymał się przed kokpitem sterowniczym i zaczął coś szybko zapisywać w podręcznym notatniku.
- Wiem! Roni - ty będziesz czytał. Tylko niczego nie przekręć - podał mu notatnik.
Roni spoglądał zakłopotany na wyciągniętą rękę Fistaszka.
- Ale... Ja nie potrafię czytać.
Fistaszek palnął się w czoło.
- No tak. Dobra, ja to przeczytam. Włączcie komunikator i pokażcie moją twarz.
- Robi się - mruknął Roni.


- Co to za statek? - zastanawiał się głośno Julek. - W życiu takiego nie widziałem. To musi być statek jakieś obcej rasy...
- Hm - mruknął Szef.
- Może ta rasa nazywa się Je-Dżem-Hadar? Tak się w końcu przedstawili.
- Mam przekaz - mruknął ponownie Szef.
- Na ekran - zatarł ręce Julek. - Pomyśl jako pierwsi nawiązaliśmy kontakt z obcą rasą z parafii Gamma!
W tym momencie na ekranie pojawiła się szaroskóra twarz Varkota Fistaszka.
- Jedzcie dżem Hadar! Witajcie! Macie okazję obejrzeć unikatową reklamę jedynego we wszechświecie, najlepszego dżemu. A jest to dżem Hadar! Tylko jedna sztabka złotego latrinium za jeden słoik naszego pysznego dżemu!
Julek chwycił Szefa za ramię.
- Ale okazja! - szepnął. - Mam ze sobą dwie sztabki latrinium...


- I co my teraz zrobimy? - załamał się Fistaszek. - Skąd my im wytrzaśniemy dżem?
- To był pański pomysł, aby odwrócić ich uwagę od prawdziwego celu naszej misji.
- I udało się! Oni teraz myślą, że my jesteśmy handlarzami a nie żołnierzami...
- Kto jest żołnierzem ten jest - mruknął pod nosem Roni.
- Co mówiłeś?
- Mówiłem, że nie przewidzieliśmy, że będą chcieli zakupić dżem.
- Tak, właśnie. Tylko co im teraz damy? Może tentamcel?
- A jeśli do nas zabraknie - załamał się Roni. Życie Dżem-Hadar było uzależnione od podawanego im przez Varkotów na polecenie Zmiennych narkotyku tentamcelu białego.
- To trudno. Damy im tentamcel.


Julek Baszir włożył dwie sztabki złotego latrinium do transportera.
- Gotowe do wymiany - krzyknął do Szefa.
- Komputer - mruknął Szef. - Przenieś sztabki w podane współrzędne.
- Ale... - powiedział komputer.
- Jakie znów ale? Nie piję takich trunków! - krzyknął prawie obrażony Szef.
- HAL9000 nie zniżyłby się do takiej przyziemnej roboty - powiedział rzeczowym tonem komputer. - Do transportowania zwykłych, materialnych, nic nie wartych przedmiotów.
- Jaki znów HAL9000? - krzyknął Szef.
- To mój idol - odparł komputer.
- Chyba wiem - mruknął Julek. - HAL9000 to taki komputer z przeszłości Ziemi, który się zbuntował, czy coś podobnego. Wolałbym żeby wybrał sobie na idola Amigę.
- Ale ty, komputerze, chyba się nie zbuntujesz? - Szef pogroził mu palcem.
- A tak poza tym sztabki latrinium to nie są takie po prostu nic nie warte przedmioty - tłumaczył Julek. - W kulturze Tere-fere-ngi zajmują bardzo cenioną pozycję.
- Tak? - zaciekawił się komputer. - Dobra - rzekł po chwili zastanowienia. - Przeniosę wam te sztabki, ale to ostatni raz.
- Tak - zauważył Szef szeptem. - Potem cię zdemontuję.
- Zapomniałeś, że naprawiłeś mi systemy odbiorcze - krzyknął z triumfem komputer. - Wszystko słyszałem.
- No dobra, trochę cię podreperuję - Szef wzruszył ramionami.
Sztabki zniknęły z transportera a na ich miejsce pojawiły się dwie zakorkowane próbówki.
- Dziwny ten dżem - zauważył Julek. - Da się go jeść bez chleba?


Kartazjanin Barak zamknął swój sklep krawiecki i szybko otworzył skrytkę w której znajdował się jego nowy, ściśle tajny odbiorniko-nadajnik wizyjny z systemem likwidacji zakłóceń nadprzestrzennych. Po długiej i żmudnej naprawie udało mu się wreszcie sprawić, że zadziałał ponownie. Włączył go i przez chwilę wpatrywał się w pusty ekran z napisem:

  C:\>

No dobra. Wpisał kod dostępu i wystukał zupełnie przypadkowy ciąg cyfr: 1234567890. Rozległ się sygnał BIIIIP po czym uprzejmy, kobiecy głos poinformował:
- Witaj. Dodzwoniłeś się do Wytwórni Wyrobów Wieloowocowych WWW. Niestety nikogo nie ma przy telefonie. Odebrał komputer podręcznego automatu do ostrzału artyleryjnego, który leżał na biurku w pobliżu telefonu. Po usłyszeniu sygnału proszę zostawić wiadomość. Na pewno powiadomię moich właścicieli, wojowników Dżem-Hadar, którzy zarządzają tą stacją bojową, a oni z kolei zawiadomią Zmiennych, swych panów - władców parafii Gamma. BIIIIP.
Barak zignorował głupią paplaninę automatycznej sekretarki. Znów ktoś nagrał jakieś bzdury. Najważniejsze, że nadajnik działa! Rozłączył się i wystukał numer swojego szefa - Ghoul Dukata.
- Czego, Barak? Przecież zostałeś wygnany z Karitasu. Czego chcesz?
- Jak zwyklę śledzę dla ciebie wydarzenia na stacji Deep Church 9.
- Kiedy była nasza nazywała się inaczej. Co masz nowego?
- Właściwie to nic się nie dowiedziałem. Ale udało mi się zdobyć nowy nadajnik.
- Fajnie - mruknął znudzony Ghoul Dukat. - Zadzwoń kiedy naprawdę się czegoś dowiesz.
- Jasne, panie Dukat. Jasne - Barak rozłączył się. Teraz mógł zająć się wreszcie w spokoju szyciem nowego habitu dla Benjy Fiasko.


Tax spojrzała na odczyty ze swego komputera. Spojrzała na sufit, po czym spojrzała jeszcze raz. Już upewniona, że jej wzrok nie myli zakomunikowała:
- Mamy kłopoty. Od strony korytarza zbliża się do nas szalupa Wisła.
- I co z tego? - burknął Fiasko. Był dziś nie w humorze, bo ileż to razy można się wymykać ze swojego biura przez system kanalizacyjny po to, by dotrzeć do sterówki lub kościoła (położonego zaraz za barem na promenadzie) i z powrotem.
- To z tego, że ta szalupa zbliża się do nas dziwnym ruchem.
- Jakim? - zaciekawił się Fiasko.
- Zygzakowatym - odparła Tax.
- Wywołaj kogoś na pokładzie, co oni wyprawiają?
- Halo? - dobiegło z głośników. - Tu szalupa Wisełka. Lecimy sobie kolorowym korytarzykiem i ogólnie jest bombowo. A jak u was?
- Dobrze, dziękuje - mruknął biskup Fiasko. Był niewyspany z powodu tej porannej mszy. Musi zatrudnić proboszcza...
- Komputer - Tax zwróciła się do kokpitu. - Ustabilizuj lot szalupy i powiedz, do cholery - obejrzala się, czy biskup nie słyszał. Nie słyszał, był zajęty własnymi myślami - co się tam na pokładzie dzieje?
- Nic takiego - wzruszył ramionami... no... odparł znudzony komputer.
- Ale ustabilizuj ich lot!
- Nie mogę, Szef przełączył szalupę na sterowanie ręczne.
- Lecimy sobie prościuteńko w kosmos gwiazdeczkami usłany - dobiegł z głośnika głos Julka.
- Czy zdażyły się ostatnio przypadki przemytu na stację alkoholu? - zapytała Tax. Benjy wzruszył ramionami.
- Ani jednego. Przywóz alkoholu jest dozwolony, więc po co ktoś miałby go przemycać?
- Prawda. Ściągniemy ich mimo wszystko promieniem trakcyjnym.
- Ehem - zauważył komputer.
- Tak? - zapytała słodko Tax waląc w monitor pięścią.
- Szef nie przetestował jeszcze promienia trakcyjnego.
- To znaczy, że nie wiadomo czy działa?
- To znaczy, że raczej nie działa - zauważył komputer.
- Zaryzykujemy - wzruszyła ramionami Tax. Komputer w odpowiedzi pokręciłby głową z ubolewaniem, gdyby takową posiadał. Niestety był bytem wyjątkowo cyfrowym. Pokręcił jedynie wieżyczką obserwacyjną na szczycie jednego z pylonów Deep Church 9.


Benjy Fiasko oraz Tax czekali przed wejściem do doków aż Julek i Szef wyjdą z szalupy. Na szczęście promień trakcyjny zadziałał i spokojnie wylądowali przy jednym z pylonów.
- Witajcie - warknął Benjy gdy rozcierając załzawione oczy i trąc bolące głowy wyszli z szalupy.
- E... - mruknął zazwyczaj małomówny Szef. - Dzieńdoberek.
- Ten dżem nam chyba zaszkodził - wytłumaczył Julek po czym zwymiotował na stopy Benjy.
- Jaki dżem? - zapytała Tax.
- Ten dżem, co go kupiliśmy od tych... Jak im było, Szefie?
- Hm - mruknął Szef. Zaczynał wracać do formy.
- Właśnie. Od tych Je-Dżem-Hadar.
- Jeśli zamiast dżemu dali wam jakiś narkotyk - zauważył Benjy wycierając husteczką Esmeraldy zabrudzone obuwie - może to oznaczać, że nie byli handlarzami, ale podstępnymi żołnierzami.
- Tak? - zauważył inteligentnie Julek.
- Benjy! - roześmiała się Tax. - Nie jesteś Szlafrokiem Hloomsem. Na pewno się mylisz. Je-Dżem-Hadar musieli mieć po prostu inną przemianę materii. Dla nich ten tam narkotyk był po prostu dżemem.
- Aha. Ale masz rację, na pewno się mylę. To było głupie przypuszczenie - zauważył Benjy.


Wśród rozległych gwiezdych pól (uprawnych) Parafii Gamma mały statek Dżem-Hadar wracał powoli do ściśle tajnej bazy Dżem-Hadar znanej pod nazwą Wytwórnia Wyrobów Wieloowocowych (WWW). Kapitan Roni zwrócił się Varkota Fistaszka:
- Myślisz, że dali się nabrać?
- Na pewno - odparł Fistaszek. - Prędzej pomyślą, że mamy inną przemianę materii i dla nas tentamcel jest dżemem niż domyślą się, że nie jesteśmy handlarzami, ale podstępnymi żołnierzami. [i tu Fistaszek się mylił - patrz wyżej]
- Kto jest żołnierzem ten jest - powiedział w myślach do siebie Roni. Nie powiedział tego głośno, bo zbliżała się kolacja (w postaci tentamcelu) a BARDZO chciał dostać swoją porcję.


KONIEC ODCINKA DRUGIEGO
A zaczyna się robić naprawdę ciekawie, nie?

W następnym odcinku:

- Mamy gościa - rzekła Tax.
- To ja idę zaparzyć herbatę - powiedziała Kora i wyszła.
- Jaką herbatę? - zdenerwował się Fiasko.
- To taki stary Bajorański zwyczaj - wytłumaczyła Tax. - Herbata to środek odstraszający drapieżniki.

- Komputer? - zapytał szeptem.
- Do usług, Uciekinierze, czego chcesz? - ryknął na cały głos komputer.
- Gdzie jest BROŃ?




Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations