Świętastyka

Deep Church 9

strona główna



fantastyka na wesoło

Deep Church 9


Deep Church 9

Wprowadzenie

Sezon I

Trailer

P : Korytarz Wormholy

1 : Manewr Balka

2 : Pierwsze Spotkanie

3 : Święta Prawda

4 : Pan Tymoteusz

5 : Wrzechświat Heretyczny

6 : Szkółka Niedzielna

7 : Śmierć szybka jest

Sezon II

Trailer



powrót do Świętastyki
powrót do Saint Trek














Tomasz Kucza

Deep Church 9 - odcinek 1


Scenariusz, udźwiękowienie, casting, makiety statków kosmicznych: Tomasz Kucza
Obsługa kamery i klawiatury: też ja
Statyści: zaprzyjaźnione słonie (sztuk 1000)
Kamera do ujęć w prędkości nadświetlnej: ex-eksperci od Matrixa
W rolach głównych: te same osoby co w poprzednim odcinku.


Przy produkcji tego odcinka serialu ucierpiały dwa milusieńkie, pluszowe króliczki. Niniejszym ogłaszamy, że nie ponosimy za to odpowiedzialności. Wszelkie uwagi prosimy kierować do naszego adwokata.


Benjy Fiasko z impetem wtargnął do baru Skwarka. Mijając siedzących przy stoliku Nogę i swego syna Jaka kiwnął im głową i poszedł dalej kierując się do swej kwatery. Jak wpatrywał się z otwartymi oczami w oddalającego się ojca.
- Co mu się stało? - zapytał Nogę. - Nawet nie spostrzegł, że piję bajorańskie piwo...
- Może śpieszył się na ważne zebranie rady kościoła? - zaproponował Tereferengi. - Albo poznał jakąś fajną...
Noga nie zdążył dokończyć kogo też mógł poznać biskup Fiasko, gdyż ciężka dłoń spoczęła na jego ramieniu i sprawiła, że podskoczył zaskoczony.
- Kogo ja tu widzę? - zapytał Otto.
- Jestem Jak Fiasko, syn biskupa Fiasko i... No... Syn biskupa - przedstawił się Jak podając rękę zmiennokształtnemu.
- A... A ja jestem Noga.
- Czy wiecie, że do tego baru dzieciom wstęp wzbroniony? - na czole Otto pojawiły się cztery proste linie, co oznaczało, że marszczy czoło. - Uciekajcie do swoich pokoi!
- Ale... - zaczął Noga.
- ! - odpowiedział Otto.
Pokornie schylając głowy Benjy i Noga poszli w stronę wyjścia z baru. Otto odprowadzał ich wzrokiem, a za jego plecami Skwarek zawierał właśnie niecałkiem legalny interes z pewnym podejrzanym Klangonem.
- A więc mówisz trzy sztabki złotego latrinium za ten towar? - Skwarek podrapał się w zamyśleniu w ucho. Miał się w co podrapać.
- Mówiłem pięć sztabek! - warknął Klangonin. Rynsztunek zagrzechotał, gdy poganin zatrząsł się ze złości. - Mówiłem pięć sztabek!
- Słyszałem cztery - Skwarek w zamyśleniu bawił się małą skrzyneczką, którą Klangonin postawił przed nim na stole. - Chyba nie zaprzeczysz, że mam dobry słuch.
- Tak, ale... - Klangonin spojrzał powątpiewająco na ogromne uszy Terefengi.
- Więc?
- Zgoda.
- Ja biorę towar - Skwarek skwapliwie zgarnął skrzyneczkę pod ladę - a ty dajesz pięć sztabek.
Klangonin podrapał się po głowie nie bardzo rozumiejąc.
- Pięć? - zapytał.
- Jeśli cena ci nie odpowiada, to może być sześć.
- Dlaczego tak drogo?
- Sam mówiłeś, że załatwiłeś dobry towar.
Klangonin z ociąganiem położył na ladzie sześć sztabek latrinium, które tereferengi też schował pod ladą.
- Miło się z tobą robi interesy, Gizmo - mruknął.
Klangonin nie odpowiedział. Stał w bezruchu usiłując zrozumieć dlaczego Skwarek kazał mu zapłacić za towar, który Klangonin przyniósł. Nie zrozumiawszy tego wzruszył ramionami (grzechot rynsztunku) i poszedł na swój statek (grzechot rynsztunku).
- Gizmo! - pozdrowił go kapitan przy śluzie. - Huddun guffun tuffin diddin (co znaczy: I co, sprzedałeś ten towar?) - zapytał grzmotnąwszy Gizmo w ramię (grzechot rynsztunku).
- Bubudum mimba, Balka - powiedział Gizmo zadowolony z siebie. Nie był najbystrzejszym z Klangonów, a Klangoni nie są najbystrzejszą z ras.
- Co!? - krzyknął kapitan Balka. Z przejęcia zaczął mówić ludzką mową. - Dostałeś aż sześć sztabek latrinium?!
- Wimbubum - zaprzeczył Gizmo. - Bubudum femba.
- Ribur. Gur! Fur!! - ryknął Balka. - Jak mogłeś być tak głupi?!
Gizmo wzruszył ramionami i podał Belce rytualny nóż. Ten, zamiast zabić Gizmo, odrzucił go daleko, co było najgorszą zniewagą.
- Idioto! Nie dość, że dałeś Skwarkowi towar za darmo, to jeszcze dałeś mu SZEŚĆ sztabek latrinium?!
Gizmo spuścił głowę. Balka odepchnął go na bok i ruszył w stronę baru Skwarka.


Benjy Fiasko wpadł do swego gabinetu.
- Komputer! Zablokuj drzwi - krzyknął szybko.
- Co biskup mówi?
- Zablokuj drzwi!
- Już się robi. Nie musi pan tak krzyczeć, przecież słyszę.
Drzwi zasunęły się na chwilę przed tym, jak przed biuro Benjy dotarł tłum Bajoran. Wszyscy skandowali jego nazwisko i wychwalali pod niebiosa jako tego, który rozmawiał z prorokami. Otto nawet z pomocą czterech dodatkowych rąk (wykształcił je kosztem głowy i sporej części tułowia) nie potrafił powstrzymać tłumu wielbicieli. Wreszcie, prawie zmiażdżony przecisnął się przez niewidoczną gołym okiem szparę w drzwiach i przybrał na powrót ludzką postać.
- Otto! Co ich opętało? - zapytał Benjy wpatrując się bezradnie w Bajoran od których oddzielała go tylko nikła materia drzwi.
Konstabl pokręcił niepewnie głową.
- Chyba dowiedzieli się, że rozmawiał pan z prorokami.
- Kto mógł im powiedzieć!? Z nikim jeszcze o tym nie rozmawiałem!
- Hmm. Przepraszam - odezwał się nagle komputer.
- Tak?
- No... Hmmm. Jakby to ująć... Ty Szefie pytał mnie...
- Tak?!
- ... co też odkryliśmy po drugiej stronie tego Wormholy...
- Tak?!!
- No i...
- Tak?!!!
- Mu powiedziałem - wyszeptał komputer.
- Co?????!!!!!
- Nie mówił nic biskup, że to tajemnica... A poza tym to wielkie odkrycie, nawet większe niż odkrycie stabilnego korytarza, wie biskup.
Nagle na biurku odezwał się cichy dzwonek.
- Telefon do pana - zauważył Otto.
Benjy spojrzał niepewnie na interkom. Wreszcie wdusił odpowiedni przycisk. Na ekranie ukazała się reklama czekoladek firmy Microsnack. Benjy odczekał dwie minuty i ponownie spojrzał na ekran.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus - pozdrowił go z ekranu papież Ian Pavel XX.
- Na wieki, wieków, amen - wyszeptał Benjy. W myślach przypominał sobie wszystkie swoje złe uczynki od czasu postawienia nogi na pokładzie kościoła. Czy to możliwe, żeby papież dowiedział się o zdjęciu Esmeraldy?
- Doszły mnie pewne słuchy, że... - papież przerwał na chwilę.
- Tak? - chciał powiedzieć Benjy, ale nie pozwoliło mu na to wyschnięte gardło. Chrząknął. - Ja to mogę wytłumaczyć. Ja nic o tym zdjęciu nie wiedziałem, ktoś mi je podłożył...
- O jakim zdjęciu ty do dia... To znaczy, o jakim ty zdjęciu mówisz? Ja ci tylko chciałem pogratulować z odkrycia Pierwszego Stabilnego Korytarza. Deep Church 9 jest teraz ważnym strategicznie miejscem. Nie ustawaj w wysiłkach szerzenia tu wiary i tępienia innowierców! Wiesz, tych Bajodan...
- Bajoran - poprawił odruchowo Benjy patrząc ponad ekranem na tłum wiwatujący za drzwiami.
- Tak. Właśnie. Jeszcze się z tobą skontaktuję. Bóg z tobą.
- I duchem twoim.


Barak zamocował nowy tajny ekran, który za 10 sztabek latrinium kupił od Skwarka, pod podłogą w miejscu, gdzie trzymał poprzedni. Uważnie rozejrzał się, czy nikt nie podpatruje, zamknął swój sklep krawiecki i włączył na próbę nadajnik. Wybrał pierwszy numer, jaki przyszedł mu do głowy - 666.
- Halo? Tu rozgłośnia Radia Kosmiczna Maryja. Z kim mamy przyjemność?
Kartazjanin chciał dokładnie wypróbować możliwości nowego nadajnika, więc nie przerywał połączenia.
- Mam dwa słowa do księdza prowadzącego - zaczął.
- Tak, słucham?
Niestety w tym momencie w nadajniku coś zaiskrzyło i ekran zgasł. Barak sięgnął po zestaw młodego cyberelektroinformatyka. Jak znajdzie wolny czas, to sobie porozmawia z tym Tereferengi, który sprzedał mu taki złom. Tak! Porozmawia sobie z nim na osobności. W cztery oczy... I w cztery uszy.


Skwarek wycierał właśnie szklankę brudną szmatką gdy do baru wpadł rozwścieczony kapitan Balka z kotletem... tfu... batletem w ręku.
- Ty parszywy Tereferengi! Oszukałeś mojego człowieka! To było ostatnie oszustwo w twoim marnym życiu.
- Słucham? - zapytał Skwarek. - Nie wiem o czym mówisz - dodał tak w razie czego.
- Już ty wiesz, ty... ty... Ty Tereferengi!
- Ja naprawdę nie oszukałem jeszcze dzisiaj żadnego Klangona.
- Wszyscy tak mówią, ale wy nas zawsze oszukujecie. My was znamy. Nie damy się tak oszukiwać. My jesteśmy Klangoni!
- Hm.. Bar już zamknięty.
- Zamknięty?!! Ja ci dam zamknięty. Wyrwę ci uszy z czaszki i do du... No. I do ściany poprzybijam jako ostrzeżenie dla innych.
Na wzmiankę wyrywaniu uszu Skwarek dostał niezłego pietra. Ręka wycierająca szklankę zatrzymała się w pół ruchu. Nagle jednak szklanka rozpłynęła mu się w dłoni i uformowała w Otto.
- Otto! - zakrzyknął Skwarek. - Jak miło cię widzieć.
- Słyszę to po raz pierwszy z twoich ust - zauważył Otto. - A ty, kapitanie Balka będziesz jednak musiał zaniechać wyrywania uszu temu Tereferengi. Nie wolno dokonywać czynów brutalnych na innych istotach - tak głosi przykazanie.
Kapitan Balka założył batlet na plecy (grzechot rynsztunku).
- Zmówiliście się przeciwko nam, Klangonom, ale to jeszcze nie koniec!
To mówiąc wyszedł z baru i pomaszerował do swego statku stojącego w doku. Omal nie staranował stojącego w drzwiach Gizmo.
- Gizmo, dutubbukum Deep Church 9 - rozkazał.
- Ale... To chyba zabronione?
- Dutubbukum, Gizmo. Fififdurum guradurum. Bam!


Biskup Benjy Fiasko otwierał właśnie cichutko klapę otworu wentylacyjnego gdy odezwał się komunikator. Biskup dotknął lekko znaczka Świętej Floty na swej piersi.
- Tu siostra Tax. Mamy pewne kłopoty. Może byś się zjawił na mostku?
- Już idę - szepnął Benjy. Obejrzał się trwożliwie na drzwi biura, gdzie stał nadal tłum Bajoran i skandował jego imię. Na szczęście w tym ciemnym kącie go nie widzieli, bo gdyby dojrzeli, że wymyka się kanałem wentylacyjno-naprawczym...
Kanał był na szczęście przystosowany nawet dla dosyć grubych osób, dlatego Benjy bez kłopotu, choć na czworakach, kierował się w stronę mostka. Gdy skręcił w przejście prowadzące prosto do sterówki, omal nie zderzył się z Ty Szefem.
- Dzień dobry, biskupie - mruknął tylko szef ekipy naprawczej i na czworakach ruszyl dalej.
Benjy podważył zabranym z podręcznej szafki śrubokrętem kratkę zamykającą wyjście do sterówki. Początkowo nie chciała puścić, ale w końcu odskoczyła i upadła na podłogę sterówki z głośnym brzęknięciem. Benjy wygramolił się z kanału.
- Dzień dobry, biskupie - powitał go wesoło jeden z nowoprzybyłych na stację specjalistów. Biskup zgromił go wzrokiem i odszukał Tax.
- Co się stało? - zapytał.
- Nic wielkiego. Balka, kapitan Klangońskiego statku prosił o pozwolenie na start.
- I po to mnie wzywałeś... E... Wzywałaś?
- Mówiłeś, że chcesz wiedzieć o wszystkim co dzieje się na stacji.
- Tak, ale...
- Nie ma czasu na żadne ale. Wypijemy później. Wezwałam cię, bo Klangoński statek zawrócił, wzniósł pole siłowe i uzbroił torpedy. Leci prosto na nas.
- Aha.


- Gizmo!
- Tak, kapitanie?
- Jak widzisz nasze szanse zniszczenia w odwecie za doznane krzywdy stacji Deep Church 9.
- Kompiter wskazuje, że mamy aż... - Gizmo przerwał na chwilę, by odczytać odpowiedź komputera. - Zero zero zero koma zero szans, kapitanie. Czy to dużo?
- Komputer na pewno się myli. Zastosujemy manewr Paycarda.
- Manewr Paykarda? A co to takiego?
- Wymyślił go ludzki biskup Paycard, kapitan tego złomu Angelprise'a.
- A... Ten Paycard. Ale wydawało mi się, że Angelprise to całkiem sprawny statek...
- Sluchaj jak do ciebie mówię! Chciałeś wiedzieć co to manewr Paycarda, więc ci tłumaczę. Statek przyspiesza do prędkości warp. Leci szybciej od światła i wtedy nagle hamuje i gdy osiąga szybkość podświetlną strzela. Przez moment statku nie widać, bo wyprzedził swój obraz lecąc szybciej od światła.
- Nie rozumiem.
- Chodzi o to, że jeden statek strzela do drugiego tak dobrze, że ten drugi nie wie co się stało.
- A! To rozumiem.
- Ale ja, kapitan Balka, nie będę powtarzał marnych sztuczek ludzkich biskupów. Opracowałem własny manewr - Manewr Balka! Słuchaj - ustawimy się dziobem w stronę stacji, potem rozpędzimy się do podświetlnej i od razu strzelimy - wtedy jeszcze bardziej zaskoczymy wroga. Wtedy rozpędzimy się do nadświetlnej i uciekniemy.
- Ale, kapitanie...
- Żadnego ale, Gizmo. Wypijemy gdy odniesiemy sukces.


- Co się dzieje? - mruknął Fiasko. - Obraz na monitor!
Na wielkim ekranie pojawił się obraz wycelowanego prosto w nich statku Klangońskiego - Ptak Błagań (czy coś takiego, Fiasko nie znał się na Klangońskim języku). Nagle statek zaczął lecieć w ich stronę.
- Rozpędza się - zakomunikowała Tax.
- Włączyć osłony! - krzyknął Benjy.
- Osłony jeszcze nie gotowe - z kanału naprawczego wychyliła się głowa Szefa.
- Aha.
- Uzbroił torpedy. Strzela - Tax spojrzala pytająco na Benjy. W tym jednak momencie wydarzyło się kilka rzeczy na raz - statek Klangonów zniknął, by po chwili pojawić się trochę bliżej w rozbłysku światła.
- Co się stało - zapytał nieco oszołomiony Benjy.
Tax odczytała coś z ekranu.
- Wygląda na to, że po wystrzeleniu torped Klangończycy przyspieszyli ponad prędkość światła, dogonili je (znaczy torpedy) i zderzyli się z nimi. Zastosowali zapewne zmodyfikowany Manewr Paycarda. Klangończycy są z tego znani.
- Rozumiem - mruknął Benjy. Chociaż ni w ząb nie rozumiał.


KONIEC ODCINKA PIERWSZEGO

W następnym odcinku:

Julek Baszir włożył dwie sztabki złotego latrinium do transportera.
- Gotowe do wymiany - krzyknął do Szefa.
- Komputer - mruknął Szef. - Przenieś sztabki w podane współrzędne.
- Ale... - powiedział komputer.
- Jakie znów ale? Nie piję takich trunków! - krzyknął prawie obrażony Szef.




Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations