Świętastyka

Deep Church 9

strona główna



fantastyka na wesoło

Deep Church 9


Deep Church 9

Wprowadzenie

Sezon I

Trailer

P : Korytarz Wormholy

1 : Manewr Balka

2 : Pierwsze Spotkanie

3 : Święta Prawda

4 : Pan Tymoteusz

5 : Wrzechświat Heretyczny

6 : Szkółka Niedzielna

7 : Śmierć szybka jest

Sezon II

Trailer



powrót do Świętastyki
powrót do Saint Trek














Tomasz Kucza

Deep Church 9 - odcinek pilotażowy


Scenariusz, reżyseria, efekty specjalne, muzyka, kostiumy i choreografia: Tomasz Kucza
W rolach głównych: ci co zwykle
W rolach mniej głównych: aktorzy
Konsultacja naukowa: Józek


UWAGA! Wszystkie osoby w tym odcinku serialu są fikcyjne i tak naprawdę nie istnieją. Wam się tylko wydaje, że istnieją. Wytwórnia Red Dinosaurs PicturesTM nie zwraca pieniędzy za kurację psychiczną ani nawet za operacje plastyczne dokonane przez miłośników serialu w celu upodobnienia się do aktorów (patrz: duuuże uszy). Wytwórnia Red Dinosaurs Films w ogóle za nic nie zwraca pięniędzy. Wytwórnia Red Dinosaurs chętnie przyjmie pieniądze.
Podczas produkcji tego odcinka serialu nie ucierpiało żadne zwierzę, nawet Zmienny. Delfiny i krokodyle też zostawiliśmy w spokoju. Nie odpowiadamy za żadne zmiany w psychice, osobowości, czy wyglądzie oglądających (ew. czytających) ten (i każdy następny) odcinek serialu Deep Church 9.




Biskup znudzonym wzrokiem wpatrywał się w rozciągające się za oknem pola gwiazd. Wiedział, że wszystkie te gwiazdy zostały stworzone przez Jedynego Boga, jednak widok ten wprawiał go w melancholię. Od kiedy został zmuszony opuścić swą ukochaną (gdyż o ich związku dowiedział się papież), Benjy Fiasko nie czuł się całkiem sobą.
- Wielebny Fiasko - odezwał się basowy głos za jego plecami. - Jesteśmy na miejscu.
- Hę? - zapytał Benjy wpatrując się w wysoką postać nawróconego na Jedyną Wiarę Klangona Woofa. Ten wyszczerzył zęby.
- Już jesteśmy na miejscu - powtórzył.
- Rozumiem - Benjy skrzywił się. Znów dał się nabrać. Zamiast przed oknem widokowym na przód statku Angelprise, stał przed oknem pokazującym widok na gwiazdy, które pozostawiali za sobą.
Biskup zamiatając długą szatą posadzkę statku ruszył w kierunku kabin teleportacyjnych. W dłoni zaciskał swój skarb - piłkę baseballową. Przy kabinach teleportacyjnych czekali już na niego Biskup Jean Look Paycard i pierwszy arcykapłan Reeker. Android Kościelny DAJTA pomógł biskupowi wnieść do transportera bagaż, po czym podszedł do konsoli.
- Dzięki za podwiezienie - mruknął biskup, gdy objął go promień transportera. Na szczęście nikt nie zauważył piłki baseballowej w jego dłoni.


Po zniknięciu Benjy Fiasko DAJTA odwrócił się w stronę swego biskupa.
- Biskupie Paycard! Biskup Fiasko trzymał w dłoni piłkę baseballową, a...
- Wiem, DAJTA - rzekł Paycard poprawiając sutannę.
- Dlaczego więc nie kazał mi pan zabrać mu tego?
- Bo miałem dobry humor - powiedział biskup uśmiechając się do Reekera.
- Nie rozumiem - twarz DAJTY przybrała bezrozumny wyraz, czyli nic się na niej nie zmieniło.
- Wiem. Bo jesteś tylko prostym androidem kościelnym stworzonym jako organista, a później przekwalifikowanym na Inkwizytora. Dlatego nie rozumiesz.
- Aha.


Biskup Benjy Fiasko zmaterializował się w transporterze stacji kosmicznej należącej od niedawna do Kościoła Zjednoczonych Planet. Stacja ta nosiła dumną nazwę Deep Church 9 (Głęboki Kościół 9) i leżała na peryferiach parafii Alfa. No tak. Papieżowi nie spodobał się romans biskupa Fiasko z ulubioną konkubiną.
Transporter był pusty. Nawet nie było komitetu powitalnego. Samotny krzyż wisiał na ścianie nad kokpitem sterowniczym i to było wszystko. Biskup westchnął.
- Halo? Jest tu kto?
Nagle krzyż zmienił się mniej więcej w humanoida. Fiasko wzdrygnął się widząc tak pogańską istotę.
- Witaj na pokładzie biskupie Benjy Fiasko.
- A kimże ty jesteś u dia... tfu... Kim jesteś? - zapytał Benjy.
- Ja jestem OTTO. Ja się tu zajmuję porządkiem. Sprawdzam, czy Kartazjanie nie przysłali zamiast pana swojego szpiega.
- Aha. Ale jak mogli przysłać swojego szpiega z pokładu V.S.S. Angelprise, dowodzonego przez słynnego biskupa Paycarda?
- Kartazjanie mają swoje sposoby. Poker, Tarot i te sprawy. Wie pan.
biskup właściwie nie wiedział, ale nie chciał się spierać z tą pogańską istotą. Do tego z istotą potrafiącą zmieniać kształty.
- Zaprować mnie, ODO, do dowódcy.
- Nazywam się OTTO, ojcze biskupie.
- Rzecz jasna. Zaprowadź mnie do dowódcy.
- Tutaj dowodzi matka wielebna Kora.
- Więc mnie do niej zaprowadź!
- Jest wielebny pewien? - zapytał niepewnie Otto.
- Tak!!! - biskup zaczynał tracić cierpliwość.
- Więc prosię za mną. Tfu. Rzec miałem: proszę za mną.


W mrocznych czeluściach gwiezdnej parafii Gamma, na planecie w Miejscu O Którym Nikt Nie Słyszał, Gilvan fruwał sobie właśnie nad morzem swoich ziomków, gdy powiadomiono go o zebraniu Wspólnoty. Nie namyślając się zbyt długo, gdyż przodował zasadzie, że myślenie boli, sfrunął prosto do morza łącząc się ze Zmiennymi.
A gdy stał się już częścią Wspólnoty dowiedział się, że Dżem Hadar są gotowi. Dowiedział się też, że rasa Varkotów dostarczać im będzie uzależniającego narkotyku Tentamcelu Białego, który zapewni Wspólnocie stałą lojalność wojowniczej rasy.
Dżem Hadar będą głosicielami Wiary i Prawdy (WiP). Dzięki nim Zmienni będą mogli nawracać całe światy! Gwiezdna parafia Gamma stanie się ich lennem. Hura!
Ale był problem. Wspólnota zadrżała, a Gilvan wraz z nią. To był duży problem. Odkryto właśnie Święty Korytarz - Wormholy, pozostałość po Kosmicznych Robalach (zwanych przez niektórych Prorokami). Droga przez ten korytarz wiodła prawdopodobnie do innej parafii. Kto wie jakie istoty mogły tam mieszkać?
Wpólnota podjęła decyzję. Trzeba podbić parafię po drugiej stronie Wormholy. W końcu Zmienni muszą zostać uznani za najwyższych panów wszechświata. Zasługują na to. No nie?


Otto zaprowadził biskupa Fiasko do sterówki kościoła, gdzie zebrała się prawie cała załoga stacji. Benjy w zamyśleniu podrzucił piłkę baseballową zapominając o jej ważnej zawartości. Wszystkie oczy zwróciły się w jego stronę.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus - pozdrowił ich Benjy Fiasko. - Jestem biskup Benjy Fiasko. Święta Flota wyznaczyła mnie na dowódcę tej stacji. Wiecie. Na dowódcę po tym jak wygnaliśmy stąd tych pogan Kartazjan i uwolniliśmy Bajoran spod ich reżimu. Wiecie.
- Wiemy - odparła kiwając poważnie głową ubrana w czerwone szaty wielebna matka Kora. - A teraz zamknij się i słuchaj! - warknęła nagle. - To że uwolniliście Bajoran nie oznacza, że narzucicie nam swoją [ocenzurowano] religię. Zrozumiano? My tu nie będziemy się kajać przed jakimś Jedynym Bogiem. My słuchamy tylko PROROKÓW. No. Zrozumiano?!
- T...Tak - odparł cichym szeptem Benjy.
- Dobra. Teraz ty tu rządzisz. Zrozumiano?! - zapytała zupełnie niepotrzebnie. Benjy zrozumiał. - Ładna piłka - zauważyła nagle matka Kora.
- A... Tak - Benjy zaczerwienił się. - To taka pamiątka.
- Tak? - zauważyła złośliwie Kora. - A ja słyszałam, że w Kościele Zjednoczonych Planet baseball jest zabroniony...
- No... tego. Ja nie gram, wiesz. Ja tylko tak.
- No dobra. Ja się zmywam. Mam spotkanie na planecie Bajoro.
- Z kim? - zapytał uprzejmie Benjy.
- Nie twoja sprawa! - Kora spojrzała na niego zimnym wzrokiem i pogroziła mu palcem. - Ja też cię nie wypytuję o tę twoją piłkę.
- Jasne.
- No to, niech Prorocy będą z wami.
Gdy Kora wyszła, wszystkie piersi w sterówce odetchnęły z ulgą. Benjy wszedł na ambonę, Otto oddalił się przez szparę w drzwiach.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus - pozdrowił ich ponownie.
- Na wieki, wieków - odparli.
- No. Widzę, że kościół ma pełną załogę.
Dwie głowy przytaknęły.
- Jak się zwiecie?
- Bioenergoterapeutyk Julek Baszar. Mów mi Julek.
- Technik Kościelny Smiles A'Brian - przedstawił się nieśmiało niższy z nich dwóch.
- Mówią do niego Ty Szefie - dodał Julek uśmiechając się.
- Aha - zauważył inteligentnie Benjy. - Jest was tu dwóch. A gdzie reszta?
- Jaka reszta? - zapytał Julek.
- Reszta załogi. Przecież ten kościół nie działa chyba automatycznie?
- Automatycznie? Jasne że nie. Reszta załogi przybędzie w poniedziałek.
- To znaczy, że jesteście tylko wy dwaj?
- No... tego. Tak. I jeszcze Konstabl Otto i matka Kora. No i cała reszta.
- Jaka reszta? - tym razem zapytał Benjy.
- No ci NIEDUCHOWNI. Wiesz. Wierni i Niewierni. Oni są na promenadzie. Lub w barze.
- Jakim barze!? - załamał się Benjy. - To tu jest bar?
- Jasne. Bar u Skwarka. Tego Tereferengi.
- To jakiś Poganin?
- Skwarek? Chyba nie. On widzi tylko kasę. Spoko z niego gość. Ma uszy do interesów.
- Gość?
- No, Skwarek.
- Aha - jak zwykle inteligentnie zauważył Benjy. Jeśli tu jest bar. I jeśli tego baru nie prowadzi poganin, to to miejsce zesłania może być całkiem miłe. - To tyle na razie. Rozejść się.
- Ale - Ty Szefie podniósł palec wskazujący do góry. Benjy spojrzał na sufit.
- Co, ale? - zapytał.
- Czy mogę zostać?
- A po co?
- Bo... Widzi ojciec, ja nie śmiem prosić, ale ja tu mam dużo pracy nie mogę się rozchodzić i tego...
- Dobra. Ty zostajesz, Julek się rozchodzi.
- Jezu, dzięki ojcze biskupie.
- Nie ma za co. Z panem Bogiem! - Benjy już w nieco lepszym humorze skierował swe kroki do miejsca gdzie spodziewał się znaleźć bar u Skwarka.


U Skwarka było całkiem miło i Benjy spędził tam cały wieczór. Postanowił, że pierwszą mszę odprawi dopiero jutro albo przekaże to zadanie komuś innemu. W końcu to nie takie pilne. Bóg poczeka.
- Ty jesteś ten nowy szef? - do jego stolika dosiadł się nie kto inny, ale sam Skwarek. Wielkouchy Tereferengi, wyznawca Wielkiej Kasy. Benjy skrzywił się. Może Skwarek był spoko i nie był poganinem, ale katolikiem to raczej też nie.
- Aha - przytaknął Benjy.
- To pewnie jesteś biskupem?
- Aha.
- Ja cię chłopie nie znam, ale od razu widzę, że wpadłeś w niezłe gó... znaczy się bagno.
- Tak?
- Ta stacja to pewnie nie nagroda za dobre sprawowanie?
- Szczerze mówiąc...
- Tak myślałem. Na długo cię tu zesłali?
- Właściwie to...
- Biedaczku! - Tereferengi podrapał się w ucho. Miał w co. - Więc jesteś tu na dożywocie!? Szczerze ci współczuję i dałbym ci kolację za darmo, ale wiesz... "Interes to interes" (to piąte przykazanie Zaboru) i "Nie wtrącaj wiary do spraw kasy" (to pierwsze przykazanie Zaboru). Więc, wiesz chłopie. Chciałbym, ale nie mogę.
- Rozumiem.
- Ale fajna piłka - Skwarek zauważył trzymaną przez Benjy piłkę. Ku przerażeniu tego ostatniego. - To pewnie do tej waszej głupiej gry... Baseballu?
- Skądże - speszył się Benjy.
- No to chłopie rzeczywiście masz problem. Słyszałem, że ta gra jest u was zabroniona.
- Ale ja...
- Nie tłumacz się, wiem jak to jest. "Gdy coś jest zabronione, to znaczy że w tym jest interes" (to 215 przykazanie Zaboru).
- Rozumiem.
- No to na razie. Interes czeka. Pieniądz z tobą.
- I z duchem twoim - odpowiedział odruchowo Benjy.
Natychmiast postanowił zapytać o swoją kajutę i schować gdzieś tę przeklętą piłkę, zanim napyta sobie biedy. Po długich poszukiwaniach omal nie wpadł na stojące na korytarzu krzesło i nie myśląc długo usiadł na nim westchnąwszy przeciągle.
- Boże, ja tej kajuty chyba do apokalipsy nie znajdę - rzekł głośno i nagle ciapnął na ziemię, gdy krzesło pod nim zamieniło się w Otto.
- Szukasz swojej kwatery, wielebny? - zapytał zmienny. - To trzecie drzwi na prawo.
- Bóg zapłać - mruknął Benjy rozcierając obolałą tylną część tylnej części krzyża .


Krawiec Barak nachylił się nad tajnym monitorem ukrytym pod podłogą pokoju, by lepiej słyszeć głos Ghoul Dukata.
- Co mówisz, panie?
- Pytam, czy widziałeś już tego nowego biskupa.
- Tak, panie. Widziałem i stwierdzam, że jest bezsprzecznie biskupem i do tego jest czarnoskóry.
- Czarnoskóry?
- Jest czarny jak moje serce.
- Co jeszcze, Barak?
- Nazywa się Benjy Fiasko. Zesłano go tu na przymusową służbę, bo wdał się w romans z kochanką papieża.
- O! To wpadł w niezłe gó... w niezłe bagno.
- Też tak uważam, panie.
- Czy uważasz, że może sprawiać problemy? - spytał Ghoul.
- Wygląda na raczej, jeśli mogę wyrazić własne zdanie, nieszkodliwego.
- To na razie nie musisz go zabijać. Przejmiemy naszą świątynię w odpowiednim czasie. Zresztą! Po co nam taka rudera.
- Tak, panie - zgodził się Barak.
- I pamiętaj Barak, że jesteś na wygnaniu, ale jeśli nam pomożesz, to jest jeszcze dla ciebie szansa.
- Jasne, Ghoulu Dukacie - Barak rozłączył się i zakrył kratką ściekową ekran w podłodze. Nie zauważył małej myszki, która przypatrywała mu się bystrymi oczkami.
Myszka nazywała się Otto.


Benjy Fiasko znalazł się wreszcie w swojej kwaterze. Natychmiast rozpakował bagaż, a piłkę baseballową po długim namyśle postawił na biurku w przylegającym do pokoju biurze. Tak. To idealne stanowisko pracy dla biskupa Kościoła Zjednoczonych Planet. Tylko dlaczego na takim zadu... znaczy się, w takim odległym od ośrodków religii, cywilizacji i kultury miejscu?
Benjy rozejrzał się dokładnie w poszukiwaniu ewentualnych szpiegów, po czym zasiadł za biurkiem i delikatnie otworzył piłkę baseballową. Gdyby jego zwierzchnicy się dowiedzieli... A szczególnie papież... Benjy wolał nie myśleć co by się stało. W piłce bowiem kryło się trójwymiarowe zdjęcie Esmeraldy, ukochanej Fiaska, a konkubiny papieża. Biskup ze łzami w oczach wpatrywał się w śliczną twarz swej kochanki.
Nagle drzwi biura rozsunęły się z sykiem. Benjy z trzaskiem zamknął baseballową piłkę i przybrał (swoim zdaniem) kamienny wyraz twarzy.
- Czego chcesz Otto? - zapytał konstabla.
- Hm. Yhm. Przychodzę zameldować, że Kartazjański krawiec Barak rozmawiał przez tajny nadajnik w podłodze z Ghoul Dukatem i przekazał mu dane o tobie.
- To znaczy, że? - nie bardzo rozumiał biskup.
- To oznacza, że jest szpiegiem. Ghoul Dukat to bardzo wpływowa osoba w rządzie Kartazjan. Słynie jako Wielki Pokerzysta. I gra tylko za dukaty!
- I co ten krawiec mu o mnie mówił?
- Mówił, że wygląda pan na całkiem nieszkodliwego.
- Aha.
- Co z nim zrobić, panie?
- Bóg jest miłosierny. Ja jako jego sługa miłosierny być nie muszę, ale będę. Zostaw go na wolności. Potrzebuję przecież nowych sutann, a to zapewne jedyny krawiec na stacji.
- Zgadza się - Zmienny skinął głową.
- Więc tylko zniszcz ten jego tajny ekran.
- Według rozkazu. Bóg z tobą.
- I z duchem twoim. Jesteś katolikiem?
- Nie, ale nauczyłem się tej formułki, aby bardziej przypominać ludzi - rzekł Otto wyfrunąwszy pod postacią jastrzębia z biura biskupa.


Następnego dnia był poniedziałek. To się dobrze składało, gdyż mieli wtedy przybyć nowi członkowie załogi oraz sam Jak Fiasko, nieślubny syn Benjy i Esmeraldy (gdyby papież się dowiedział...). Cała czwórka załogi Deep Church 9 czekała przy kabinach transportera na przybycie gości. Benjy jednym uchem wpuścił, a drugim natychmiast wypuścił wiadomość o odlocie statku Vatican Saint Ship (V.S.S.) Angelprise, którym został tu przywieziony. Kapitan Jean-Look Paycard przesyłał mu pozdrowienia, ale to także Benjy zignorował. Łysy kapitan nie za bardzo przypadł mu do gustu.
W kabinie transportera pojawiły się zaledwie dwie osoby, Benjy zmarszczył brwi. Coś mało jak na załogę Dziewiątego Głębokiego Kościoła.
Pierwszą był ubrany w strój baseballisty (gdyby papież się dowiedział...) Jak Fiasko, który natychmiast podbiegł do ojca i spojrzał wymownie na matkę wielebną Korę.
- Tato, znów zaczynasz? - zapytał szeptem.
Drugą osobą z transportera była kobieta Tryl. Trylowie byli opanowani przez dziwne pasożyty, które zostawiały na ich ciałach śmieszne plamki i ogólnie były wredne. (Tylko spróbuj to jakiemuś Trylowi wytłumaczyć...) Kobieta Tryl przedstawiła się jako siostra Jasija Tax na co Benjy aż podskoczył. Tax był jego dawnym kumplem, z którym grał w baseball (gdyby papież się dowiedział...).
- Jesteś córką proboszcza Ezri Taxa? - zapytał z niedowierzaniem.
- Nie - odparła siostra Jasija. - Ja jestem Ezri-Jasija-Ijeszczekilkaosób TAX. Niech Bóg będzie z tobą, Benjy. Dawno się nie widzieliśmy.
- Aha - powiedział biskup.


Po dniu pełnym wrażeń Benjy Fiasko postanowił się odprężyć i połączyć przyjemne z pożytecznym. Wsiadł do szalupy z ciężkim postanowieniem dokładnego jej przetestowania. Szalupa była nowo zaprojektowanym modelem, jeszcze właściwie prototypem i nazywała się Wisła (cokolwiek to miało znaczyć). Benjy rozsiadł się na miękkim fotelu i przez chwilę w skupieniu wpatrywał się w migoczące na kokpicie światełka przypominające lampki na choince.
- Komputer, startujemy - wydał rozkaz.
- Czy może pan powtórzyć, bo nie dosłyszałem?
- Hę?
- Ty Szefie właśnie naprawia moje systemy odbiorcze - wytłumaczył komputer.
- Aha. Mówiłem: startujemy.
- Co? Dlaczego mamy wartować? Czyżby groziło nam jakieś niebezpieczeństwo?
- Komputer! - ryknął biskup. - Mówiłem STARTUJCIE!!!
- A! Trzeba tak było od razu. Niech się księżulek trzyma.
Benjy chciał właśnie wytłumaczyć komputerowi, że nie jest księdzem a biskupem, ale ciążenie wbiło go w fotel i wepchnęło mu słowa z powrotem do gardła.
- Przepraszam - odezwał się komputer. - Ale Ty Szefie jeszcze nie zdążył zsynchronizować osłon grawitacyjnych. Dlatego mogą być małe przeciążenia.
Benjy nie odpowiedział, bo nie potrafił. Wciśnięty w fotel modlił się do Jedynego Boga, aby tortura wreszcie się zakończyła i obiecywał sobie długą rozmowę z Ty Szefie A'Brienem.
Wreszcie szalupa opuściła stację i znalazła się w przestrzeni kosmicznej.
- Dokąd teraz? - zapytał beztrosko komputer. Benjy nagle poczuł się dziwnie lekki.
- Przed siebie - mruknął cicho.
- Niech pan powie dokąd mam lecieć! - powtórzył komputer. - Co pan tak zamilkł? Gwiazd pan nigdy nie widział?
- Leć do piekła! - zaklął Benjy i natychmiast pożałował tego czynu (gdyby papież się dowiedział...).
- Nie mam tego na gwiezdnej mapie, sir. Musi pan wybrać inny cel.
- Jasne - rzekł Benjy. - Leć przed siebie! - warknął głośno.
- Trzeba tak było od razu. Niech się pan trzyma.
Ciążenie znowu wbiło Benjy w fotel a szalupa wyrwała się do przodu w kierunku białych punkcików gwiazd. Stacja Deep Church 9 z wielkim krzyżem na szczycie i bagnista planeta Bajoro zostały za nimi.
Nagle tuż przed szalupą otworzyło się wejście do ogromnego tunelu. Jakby otworu w drewnie po śniadaniu kornika, tylko, że ten kornik musiałby być kilka razy większy od szalupy.
- Co jest? - zapytał nieco zdezorientowany biskup.
- E... Wyczuwam jakieś anomalie kwantowe, sir. To pewnie korytarz nadprzestrzenny. Chciałem zauważyć, że w mitologii tutejszych...
- Nie musisz mi wykładać prymitywnej religii Bajoran.
- Ależ, sir. Nie wysłuchał mnie sir do końca - powiedział z wyrzutem komputer. Tymczasem szalupa mknęła w głąb tunelu. - Otóż, jak już wcześniej raczyłem zauważyć, w mitologii tubylców Bajorańskich, którzy jak wiedzą wszyscy byli przez 333 lata okupowani przez tych hazardzistów Kartazjan, istnieje legenda o Prorokach...
- Pogańskie wierzenia - mruknął Benjy. Zaczynał się zastanawiać, jak ręcznie zawrócić szalupę. Tunel był coraz bliżej.
- Nie słyszę pana, sir. Znów coś szwankuje mi z odbiorem. Ale wróćmy do legendy. Jest to legenda o Prorokach zamieszkujących tunel Wormholy i...
- Komputer, może byś zawrócił? - zapytał uprzejmie biskup.
- Co mówiłeś, sir?
- ZAWRÓĆ!!!
- Za późno, sir. Tunel pochwycił nas już w swoje sidła grawitacyjne. Trzeba to było powiedzieć jedną setną sekundy wcześniej. Ale może się pan pocieszyć - jest pan pierwszym człowiekiem, który odkrył Wormholy. Nawet Kartazjanie o nim nie wiedzieli. Chociaż z kolei, Kartazjanie to nie ludzie, ale...
- To znaczy, że nie dasz rady zawrócić?
- No... Nie.
- A dokąd ten tunel prowadzi?
- Pewnie do innej gwiezdnej parafii, sir - zauważył spokojnie komputer.
- To są inne parafie oprócz Alfa? - zdziwił się Benjy.
- No jasne! Przecież gdyby nie było, to ta nasza nie nazywałby się Alfa, no nie?
- Aha - stwierdził biskup.


Jak Fiasko szwędał się po stacji zastanawiając się, gdzie wywiało ojca, gdy nagle omal nie potknął się o niskiego, pokracznego stworka z duuużymi uszami.
- Cześć - pozdrowił go.
- Cześć - odpowiedział stworek. Jak rozpoznał w nim istotę rasy TEREFERENGI.
- Jestem Jak Fiasko.
- A - stworek klepnął się w czoło szczerząc kły. - Że też cię nie poznałem. Ty jesteś tym nieślubnym synem konkubiny Esmeraldy i biskupa?
Jak Fiasko rozejrzał się nerwowo wokół siebie.
- Myślałem, że to tajemnica... - wyszeptał. - Gdyby papież się dowiedział...
- Dla mnie nie ma tajemnic. Jestem NOGA.
- Noga?
- Tak, Noga syn Rany.
- Rany?
- Tak, Noga, syn Rany, chrześniak Skwarka.
- Skwarka znam - zauważył Fiasko. - Widziałem go na promenadzie.
- Taaak. Jest właścicielem jedynego na stacji baru. Pójdziemy tam?
- No, nie wiem. Gdyby ojciec się dowiedział...
- E... tam! Twój ojciec poleciał gdzieś szalupą i pewnie nie wróci do wieczora. Więc co? Idziemy?
- Idziemy.


Było biało. Taaak. Było baaardzo biało. I słychać było głosy. O takie:
- On jest Benjy Fiasko.
- Istota czasowa.
- Śmiertelnik.
- Ten tam, ze stacji.
- Tak, tak. Tentamzestacji. Benjy Fiasko.
- Kim jesteście? - zapytał Benjy Fiasko.
- On nie wie?
- Więc musimy mu powiedzieć.
- Kim jesteśmy?
- No... tego... Prorokami.
- Aha. Jesteśmy Prorokami - powiedział perlisty głos.
- Ojejku - mruknął Benjy Fiasko.
- Myślimy tak samo. I wiesz co? Mamy dwie opcje. Po pierwsze: zniszczymy cię od razu. Po drugie: zniszczymy cię później. Wiesz, wlatując do korytarza wpadłeś w niezłe gó... znaczy się bagno.
- Ojejku - powtórzył Benjy Fiasko.
- Nie powinniście go zabijać - zauważył inteligentnie kolejny głos.
- Hę? A ten to kto?
- Za kogo on się ma, że nam przerywa?
- Co to za cymbał?
- Jestem KOMPUTER - przedstawił się dumnie komputer. - Nie powinniście go zabijać - powtórzył.
- E? A niby dlaczego? Ukrócimy jego cierpienia.
- Ulżymy jego egzystencji, liniowej i do tego czasowej. Błeee...
Komputer jednak był uparty.
- Nie powinniście go zabijać ponieważ: zabijając go przerwiecie linię czasową na której się znajduje on, wy i oczywiście ja. Przerwanie linii czasowej, na której się znajdujecie, doprowadzi do anomalii grawitacyjno-ennergetyczno-kwantowych a wywołany tym zorganizowany ruch cząsteczek delta spowoduje ogólnogalaktyczną falę uderzeniową, która z kolei zetrze w proch według kolejności: korytarz, stację Deep Church 9, Bajoro, i całą resztę. W wyniku tej...
- Ojejku - przerwał mu głos.
- Ale wpadliśmy - odezwał się inny.
- I co my teraz zrobimy?
Komputer jednak nie lubił, gdy mu przerywano.
- Nie daliście mi skończyć! Słuchajcie! W wyniku fali uderzeniowej zniszczone zostaną kolejne słońca w parafii Alfa i Gamma. W efekcie - zniszczony zostanie wszechświat.
- Ojejku - szepnął Fiasko.
- No więc. Macie tylko jedno wyjście - kontynuował komputer. - Musicie przywrócić Fiasko w punkt czasu z którego przybył.
- Damy radę?
- Chyba tak.
- No to do dzieła.
- Cześć Fiasko, jeszcze pogadamy.
- A następnych wędrowców to już przepuścimy bez problemów. Wiesz?
- No to pa...


Gdy szalupa wyłoniła się z tunelu i przed oczami Fiasko pojawił się Głęboki Kościół 9, biskup odetchnął z ulgą.
- Wiesz co, komputer? Uratowałeś świat przed zagładą.
- Nieprawda - zaprzeczył komputer. - Uratowałem ciebie i szalupę przed zagłądą.
- Ale jak to?
- W korytarzu Wormholy, gdzie spotkaliśmy Proroków, blefowałem.
- Co?
- Kłamałem.
- Ojej - zauważył Fiasko. - Pierwszy raz widzę komputer, który kłamie.
- Ach! To proste. Kartazjanie wyposażyli mnie w specjalne oprogramowanie umożliwiające oszukiwanie przy grze w karty, a Ty Szefie tylko je nieco, z moją rzecz jasna pomocą, udoskonalił. Gdzie lecimy teraz? Może na planetę...
- Lecimy na stację - warknął Fiasko.
- Już wracamy? A nawet jeszcze nie zaczęliśmy podróży - zmartwił się komputer, ale posłusznie skierował szalupę w stronę Deep Church 9.


KONIEC ODCINKA PILOTAŻOWANEGO

W następnym odcinku:

Benjy Fiasko wpadł do swego gabinetu.
- Komputer! Zablokuj drzwi - krzyknął szybko.
- Co biskup mówi?
- Zablokuj drzwi!
- Już się robi. Nie musi pan tak krzyczeć, przecież słyszę.


>> odcinek 1




Góra Strony

www.sfiction.of.pl
fantastyka na wesoło

hotel warsaw hotel krakau hotel cracow warszawa hotel hotele kraków noclegi pomorskie
Caracas hotels reservations Asuncion hotels reservations