|
|

|
ENTER CHAOS "Aura Sense" Metal Mind Prod
Pamiętam, jak dość burzliwe reakcje towarzyszyły wydaniu debiutanckiej płyty ENTER CHAOS. Burzliwe, ale zarazem, raczej jak najbardziej pozytywne przyjęcie zgotowano zespołowi na naszej scenie. W chwili obecnej wszyscy solidarnie, mogą zweryfikować swoje za i przeciw, bo na półkach sklepowych, zalega cieplutki jeszcze krążek kapeli, będący drugim pełnym albumem. Po pierwszym przesłuchaniu, "Aura Sense" sprawiał mi wrażenie albumu bardzo chimerycznego, zgoła trochę dziwnego. Dopiero kolejne katowanie się muzyką z tego krążka, pozwoliło wyzbyć się pierwotnych spostrzeżeń. Zespół na co dzień trzymany w "kajdanach" kobiecość, okazał się być ekipą naprawdę dojrzałych muzyków i bardzo dobrych instrumentalistów. Myślę, że ta sama ręka przyłożyła się do tego, iż muza zawarta w 12 utworach wydaje się być trochę nader poprawnie ułożoną, czy mówiąc oględnie, trochę wysprzątaną, bez większego spontanu. Znowu jest melodyjnie, co pewnie ponownie wielu słuchaczom skojarzy się ze szwedzkimi, muzycznymi włościami, ale dla mnie, tym razem owe szwedzkie odczucie nie jest aż nazbyt wyraźne. Wyraźnie, w tym temacie ENTER CHAOS ewoluował. Nie wiem, czy nie zgrzeszę w tym momencie, ale w kilku fragmentach słyszę późny CARCASS. Zresztą, nie ważne, bo podobno skojarzenia to przekleństwo he he. Na "Aura Sense" znalazło się również miejsce na eksperymenty, czy miejsce do dość technicznych prób. Techniczny - ten album na pewno jest albumem technicznym, i zaaranżowanym z pomysłem. Na pewno to nie to samo, co ostatnie dokonania HATE ETERNAL, ale też i stylistyka nie ta sama. Trochę chwytliwych riffów, skocznych temp, i odpowiednich łamańców, tworzy ze sporej części utworów nadzieję na koncertowe hiciory. No i wokal Marty, w miarę możliwości, jest dość urozmaicany różnymi barwami. Można nie darzyć wielką estymą kobiet w death metalowych zespołach, ale szacuneczek się jak najbardziej należy. Całości natomiast, przydałoby się większego pazura, i....... jak dla mnie, większej hmmm oryginalności? Co by jednak nie powiedzieć, czy nie napisać o tym materiale, muszę przyznać, że ostatnio mielę go na okrągło, bo to całkiem interesującym kawał metalowej muzy, i raczej nietuzinkowy stuff. "Aura Sense" z całą pewnością niepokoi! Sprawdzić warto własną reakcję na takie dźwięki!
-
Skowron
|
|
THE MONOLITH DEATHCULT "The Apotheosis" Cold Blood Industries
Jeszcze jedna nowa twarz na brutalnej scenie rodem z Holandii. I choć nazwa to nieznana, to sami ludzie tworzący w szeregach zespołu, szlifowali swoje mordercze zapędy, w powszechnie szanowanych ekipach - ALTAR oraz DEAD HEAD. Nie ma co jednak zatrzymywać się na dłużej przy macierzystych formacjach owych "grajków", bo raczej podobieństw próżno szukać na "The Apotheosis". Zresztą, o to przecież chodzi. THE MONOLITH DEATHCULT to rasowe brutal death metalowe comando, z zapalczywością, przysparzające wiele cierpienia i boleści fanatykom rzeźni, którzy z miłą chęcią, służą swoimi ciałami, jako ofiary dla mistrza ceremonii. Do Holendrów chwilowo dość mocno przylgnęła etykietka europejskiego NILE, co z jednej strony wydaje się być trafionym określeniem, z drugiej zaś, może powodować odmienne w s skutkach konkluzje. Owszem, na "The Apotheosis" wyczuwa się podobieństwa w brzmieniu, jak i zbieżność pracy gitar, ale niekoniecznie idzie za tym ten sam schemat i klimat, tak mocno wyróżniający przecież fascynatów Egiptem. Od siebie dorzuciłbym jeszcze fluidy pochodne MORBID ANGEL, a nawet, co pewnie nie wszystkim podpasi, naszego rodzimego VADER'a. Zresztą, każdy z osobna pewnie dorzuciłby coś jeszcze, lub też ujął na korzyść kreatywności zespołu. Nie ważne. Ważne natomiast jest to, że THE MONOLITH DEATHCULT karmi nas świetnym i cholernie masywnym death metalem, ubarwiając go czasem, jakimiś krótkimi samplami. Od czasu do czasu, nawałnicę dźwięków rozdziera przedniej jakości solóweczka, dodając reszcie odpowiedniego kolorytu. Jest technicznie, na odpowiednim poziomie, i brutalnie jak się patrzy. Już pierwsze riffy kruszą czaszkę, a rozkosz słuchania, przyprawia o niekontrolowane zgrzytanie zębów. Aż głupio któryś raz z rzędu powtarzać te same słowa, jednocześnie upewniać Was o klasie któregoś krążka z kolei, ale takie są realia he he. Jeszcze jedna płytka do kolekcji moi mili!
-
Skowron
|
|
THRONED ".... There Where The Moon Rises" B.T.O.D. Prod
Od razu mówię, pomińcie fakt, iż nazwa zespołu jest zbyt oklepana i jakoś tak mało komunikatywna względem oczekiwań współczesnej metalowej braci. Niezbitym faktem jest jednak, że właśnie taki szyld najczęściej na starcie kojarzy się głównie z czarną sztuką. I tu ma to niejako swoje zasadnicze przełożenie. Otóż THRONED gra właśnie black metal. I bynajmniej nie jest to najczęściej słyszalne maksymalne młócenie, lecz kombinowanie w bardziej starym stylu. Nie powiem, czy jest to norweska, szwedzka czy inna szkoła. Skojarzenia jak zwykle jakieś tam się pojawiają, ale są dla mnie dość ulotne, więc nie przysłaniają zawartości płytki. Tytuł krążka jak widać oscyluje w kręgach specyficznego mistycyzmu, lub też kultu nocy, i wycia dzieci nocy, i w rzeczy samej, takie właśnie jest materiał tego mini. Mrok, mgły, i wszystko to, co można skojarzyć z pierwotnym złem. Zresztą, nie małą rolę odgrywają tu odpowiednie pomysły, aranże. Trochę akustyki, przestrzennego grania, mono deklamacje, zabawa głosem wokalisty, i częsta zmiana temp, daje efekt różnorodności, zwinnie umykając monotonii. Określenie pure black metal prawdopodobnie można interpretować w sposób co najmniej dwojaki, ale pewne odnośniki dla tego gatunku, zawsze pozostają niezmienne. Instrumentalna introdukcja, a potem już tylko piekielne modły. Dzikie skrzeki, grobowa cisza przerywana co chwila trzepotem skrzydeł spłoszonego nocnego ptactwa, i wszech obecny demon. To tak trochę lirycznie na zakończenie. A, i dodam, że nagrań dokonano w Twilight studio, co powinno mówić samo za siebie.
-
Skowron
|
|
HUMAN MINCER "Embryonized" Xtreem Music
Ten akurat album, jest materiałem, przeznaczonym dla zapalczywych poszukiwaczy brutalnej jazdy, Każdy, kto choćby przez chwilę łudzi się, że odkryje kolejny zespół, który z pasją oddaje się kombinatoryce, nieustannemu poszukiwaniu coraz to nowszych patentów, nie wykorzystanych nigdzie indziej rozwiązań, może się poczuć zawiedziony i pocznie opluwać niesławą ten hiszpański twór. Mnie osobiście najmniej to obchodzi, bo przede wszystkim, zawsze szukam dobrej muzy, zaś chirurgiczne metody uszczęśliwiania znudzonego narodu, pozostawiam znudzonym brutalnym łojeniem oficjalnym pismakom. HUMAN MINCER to generalnie utarty schemat, ścisłe ramy gatunku, odgrzane według dzisiejszych przepisów, i z zapalczywością właściwą tylko członkom tego zespołu. Brutal death metal jak się patrzy, muza, która sama bierze się za kudłate łepetyny, potrząsając nimi w tak własnych emocji. Generalnie, jest tu wszystko, czego ten specyficzny gatunek potrzebuję, by uszczęśliwić maniakalnych mięsożerców. Szybkie tempa, wgniatające w podłogę riffy, mozolnie przeciągające się po najczulszych punktach ludzkiej jaźni zwolnienia, i dzicz, której na porządnych albumach nigdy za wiele. Sporo tu muzycznych łamańców, zmiany biegu akcji, czy wręcz zwierzęcej siły, i zaskakującej acz schematycznej przebiegłości. Wokalista to też raczej mało komunikatywny koleś, bo nieustannie ryczy, wyrzucając wszelkie brudy i patologie tego świata na zewnątrz, plując przy tym ropą, z jednoczesnym smrodem zgnilizny. "Embryonized" sam w sobie brzmi dość potężnie, i choć nie wyłożono na jego produkcję bajońskich sum, to jest dość klarowny, ale nie sterylnie czysty. Hiszpanie przede wszystkim chcą być zespołem energetycznym, morderczym w swoim żywiole, i niszczącym wszystko dookoła, zarzynając przy tym własne narzędzia tortur. I pewnie nie jest to odkrycie na miarę kolejnej dekady, ale firma jak najbardziej rzetelna, nie opierdalająca się w swoim rzemiośle. Dla zagorzałych kibiców kostuchy, pozycja konieczna!
C/o Miguel A. Ontivero; Alemania #1, 3a; 28943 Fuenlabrada; Madrid; Spain
-
www.humanmincer.com
Skowron
|
|
DETRIMENTUM "A Monument To The Suffering" Grindethic Rec
..... i jakże krwawy musi to być monument? Dziki, niczym nie pohamowany, wściekły i miażdżący niejednokrotnie brutalny death metal. Ale ile by tych aspektów dokonań zespołu się nie doszukać, to oprócz niezbędnego chaosu, muzycznego inferno, nie można się oprzeć stwierdzeniu, iż materiał Angoli, jest tak samo stonowany i poukładany, jak najlepsze łamigłówki nie związana z dziedziną muzy metalowej. Zespół operuje bardzo dobrą techniką, co bez wątpienia, jest kluczem d tak znakomitego przekładu własnych pomysłów na dźwięki. I nawet nie chce mi się zastanawiać nad zbędnymi porównaniami tej ekipy do jakichkolwiek innych hord. To, co spłodzili na tym krążku, jest na tyle świeże i oryginalne, że nie potrzebne są jakiekolwiek autokratywne głosowania nad niezbitym faktem, iż w zupełności wystarczy tu dumnie widniejące na d całością logo DETRIMENTUM. Pięć utworów przynosi nam sporą dawkę przeróżnej maści mroku, momentami delikatnie oblanego czarną lawą, by w końcowym rezultacie, objąć Was nierozerwalnymi kleszczami śmierci. Brutalne blasty, i obskurny ciężar i brud, wręcz doprowadza do obłąkania. I nie mam mowy o łupaniu na jedno kopyto, bo choćby w jednym z utworów, DETRIMENTUM zapuszcza się daleko we wpływy firmujące najlepsze krążki doom metalowe. Pochody gitar - jakby budowały własny "mur berliński", tyle że o wiele bardziej masywny, niemal nie zniszczalny. Koneksje z grind'owym łojeniem zdradza krzykacz - mało czytelny, wydobywający się gdzieś spod jelit bulgot - dodając tym więcej drapieżności, i typowego młota, uderzającego z impetem w tył czaszki. No i na koniec w żaden sposób nie idzie pominąć solosów, zasługujących na nieliche miano fantastycznych i przy tym na całej linii współpracujących z resztą materiału. Weźcie na tapetę choćby pierwszy z brzegu "The First Three Circles Of Hell" - bez komentarza! "A Monument To The Suffering" wwierca się z rykiem w wiertarki pneumatycznej w słuchacza, by na finiszu, wyssać całą życiową energię. Warte każdych pieniędzy!
F.A.O.; Detrimentum; 33 Hillcrest Avenue; Spinney Hill; Northampton; NN3 2AB; UK
-
www.detrimentum.co.uk
Skowron
|
|
FLESHART "Art. Brut" Grindethic Rec
W Grecji może nie dzieje się zbyt wiele, jeżeli brać pod uwagę ekstremalne wyziewy, ale jak już coś się pojawi, to krew się leje strumieniami, i z łatwością można oberwać nadlatującym z każdej strony, jeszcze ciepłym jelitem, czy też inną częścią organów wewnętrznych człowieka. Taki też jest z założenia, a może nawet z upodobań muzyków FLESHART. Na wskroś przegniły, i zimny niczym cienie panujące w zaciszu kostnicy. Z upodobaniem oddają się swojej muzycznej perwersji, uprawiając przy tym, sztukę ludobójstwa w jeden z brutalniejszych sposobów. No ale jak się bierze na tapetę wszystkie społeczne menty, jednostki żyjące na marginesie, więźniów, czy szpitale psychiatryczne, to nie należy się spodziewać nader słodkich melodyjek, lub sielankowych klimatów. To jest Cuntblasting Brutal Death Metal moi drodzy, wchodzący miejscami w reakcję z całą grind'ową zgnilizną, i gore'owymi fekaliami. Grecy raczej nie silą się na zbytnią oryginalność, ale w tym co robią są nader rzetelni, i bez większego problemu, można uwierzyć w ich autentyczność i zaangażowanie. Sam materiał, nie jest zmontowany na jedno kopyto. Są blasty, nagłe wybuchy furii, lecz w sukurs idą im przetaczające się mozolnie zwolnienia, z mega ciężkimi riffami. Jakieś zwierze będące skrzyżowaniem tura z niedźwiedziem, ryczy za mikrofonem ile pary w płucach, a pera zwinnie ubija grobową ziemie. Czasem pojawi się ciekawy zawijas, uskok, niczym niekontrolowane ześliźnięcie palców z gitarowego gryfu. A całość, opakowana jest w brudne brzmienie, i tak samo chore, jak wizje opisywane w lirykach zespołu. Trzy autorskie pozycje, i przeróbka BANISHED, to mało i czasem sporo zarazem. W tym przypadku, zapowiedź mam nadzieję, całkiem interesującego dużego albumu.
FLESHART; S.Krithinakis; 212 K.Matapa; 185 46 Piraeus; Greece
fleshartbrutal@mail.com -
www.fleshart.cjb.net
Skowron
|
|
DAMNATION "Resurrection Of Azarath" Conquer Rec
Niestety, ale na razie dane Wam będzie wydawnictwo typowo kolekcjonerskie. To jeszcze nie pora na spekulacje, czy DAMNATION powraca na dobre i czy piekło, ponownie otwiera swe zaklęte wrota. Ta składanka, to przekrój poprzez najlepsze lata zespołu, a utwory które znalazły się na tym krążku, to w przeważającej większości, na dzień dzisiejszy już są unikatami, niemal nie do zdobycia w żadnym innym miejscu, czasie, czy wydawnictwie. Nie trzeba się długo zastanawiać, aby wywnioskować, że muzyki tej piekielnej hordy, ciągle nie za wiele, i w dalszym ciągu, znajduje ona swoich wiernych wyznawców. Wiecznie pełna jadu, bluźnierstwa, i antychrześcijańskiego przekazu. I choć większość z numerów zawartych na "Resurrection Of Azarath" ma już ładny parę latek na karku, to ani na moment nie tracą ze swojej pierwotnej świeżości i mocy. To ciągle ta sama bestia, ku chwale której, wiernie wznosiliście dwa skrajne palce ku górze. Ta kolekcja, to wskaźnik rozwoju, ewolucji i największej aktywności kapeli. Być może te chwile znowu powrócą, lecz chwilowo, musicie karmić swe dusze historią. "Rebel Souls", "Coronation", czy "Promo 98" mówią same za siebie, i nie wymagają większego, i zbytecznego raczej komentarza. Na deserek jeszcze dwa covery, czyli KING DIAMOND w utworze "A Mansion In Darkness" oraz morderczy MORBID ANGEL i ich "Bleed For The Devil". Czysta prowokacja. A więc wznoście modły do rogatego, a może znowu pozwoli myśliwemu rozpocząć rzeź na ziemi.
Conquer Records; ul. Śląska 39a; 80-379 Gdańsk; Poland
browar@conquerec.com -
http://www.conquerec.com
Skowron
|
|
FACE YOUR UNDERGROUND vol 1 Deathmetal.be sampler '03
Zawsze dość mocno ceniłem sobie formę działalności, w postaci wydawania składaka. I nie mam tu na myśli, tych wszystkich samplerów dodawanych do kolorowych pisemek, prezentujących najczęściej tylko i wyłącznie topowe wydawnictwa i znanych powszechnie wykonawców. To przeszukiwanie właśnie takich pozycji jak ta opisywana przeze mnie, daje najwięcej frajdy i satysfakcji, kiedy w pewnym momencie zetkniemy się z czymś, o czego istnieniu nie mieliśmy do tej pory najmniejszego pojęcia, a co jednocześnie powoduje potężny głód dobrej muzyki. FACE YOUR UNDERGROUND, to przede wszystkim inicjatywa twórców portalu belgijskiego, i mająca za główny cel, supportowanie tamtejszych ekip metalowych. Szczytny to cel, bo zdziwić się lekko można, ile potencjału jest na tej mało znanej powszechnie scenie. I jak nakazuje nazwa DeathMetal.be, to głównie przejawy wszelkiej maści muzycznej śmierci, znalazły swe ujście na tym srebrniku. Death metal w czystej formie, urozmaicony black'iem, niekiedy klimatami, melodią - najczęściej znośną, czasami trochę thrash'em, technicznym graniem, brutalnością, jest tego sporo. 20 załóg i 21 utworów. Wiadomo, są tu te mocne pozycje, dobre, jak i miejscami całkiem przeciętne. Ale zawsze trzeba samemu usłyszeć, aby zweryfikować według własnych gustów. Najbardziej znanym wymiataczem na tym składaku jest bez wątpienia chory ABORTED, a potem jest już tylko mniej lub bardziej znanie, w zależności od Waszego uporu w drążeniu podziemia. A więc oto reszta uczestników: ILL FARES THE LAND, ORCHRIST, DISOWN, SOLIPSIST, ENDOR, WELKIN, CULPABLE HOMICIDE, SERIAL BUTCHER, IN QUEST, FLESHMOULD, DEMONIZER, LENG TCH E razy dwa, SUHRIM, AEONS OF OLD, SHADOWS VEIL, AXAMENTA, MORTIFER - dla mnie mało ciekawy, GORATH i URZAMOTH. Cóż dodać? Drukowana wkładeczka, i masterowana całość. Chcecie to sprawdźcie.
info@deathmetal.be -
www.deathmetal.be
Skowron
|
|
BLACK CANDLE "The Faceless Angel" PW - Productions
Jak się okazuje, w Luksemburgu też diabłów nie braknie. Mizantropijne dusze, i czarne umysły, znajdują upust swym piekielnym fantazjom w black metalowej muzie. BLACK CANDLE to przedstawiciel jak najbardziej czarnej sztuki. Dźwięki pełne bólu, goryczy, i odnoszę wrażenie, że również życiowego przemęczenia. Wystarczy zerknąć na teksty, czy wczuć się w specyficzny klimat albumu, by zakumać główny wątek z tych piekielnych wersetów. Zespół w swoim muzycznym dorobku, inspiruje się bardziej dokonaniami mistrzów z przeszłości, aniżeli goni za współczesnym dorobkiem największych w gatunku. Chyba jedyną rzeczą jaka by wskazywała na czasy nam obecne, to brzmienie, które jest dość czyste i klarowne, ale, podkreślam ale, jednocześnie nie traci ono zbyt wiele na szorstkości, i surowym przekazie. Każdy pojedynczy instrument jest tu bardzo dobrze słyszalny, a nawet można bez większego wysiłku zrozumieć, o czym śpiewa wokalista. Natomiast same struktury utworów, można by określić mianem prostych, miejscami może nawet lekko prymitywnych. Ale jak wspomniałem wyżej, BLACK CANDLE raczej zależy bardziej na stworzeniu odpowiedniego klimatu, niż na siłę upychać ultra ekstremalne motywy. Jest miejsce na nie przesterowaną gitarke, wolniejsze partie jak i rytmikę, będącą sprawcą tego, iż zawartość tego krążka przyswaja się bardzo szybko. Mrok, piekielny swąd i wszech obecny grzech z lodowatym powiewem grozy. Niby żadna rewelacja, a jednak dość wciągające nagranie.
EveS666@msn.com -
http://listen.to/blackcandle
PW- Productions; Am Ludwigsberg 46 - 66113 Saarbrucken
Skowron
|
|
LUNA AD NOCTUM "Dimness' Profound" Pagan rec.
Czy to jest miłość czy tylko kochanie? Zawsze tak jakoś głupio
się zastanawiam, gdy wpada mi w łapska horda, która już od pierwszych chwil sprawia,
iż włosy stają dęba pod pachą. Pamiętam czasy, gdy przez krótką chwilę kochałem DARK
FUNERAL a tutaj jest tak jakoś podobnie. Pamiętam również, gdy wielkim uczuciem darzyłem
DISSECTION a jakże mam nie odmówić sobie tej przyjemności porównania twórczości LUNA AD
NOCTUM do nich. Nawet niech będą to pierwiastki w znikomych ilościach zaczerpnięte od
obu formacji to raczej nie jest to powód do zmartwień. Żałuję, że kazałem chłopakom
przeleżeć tyle na półce zanim wziąłem się za pisanie tej recki aczkolwiek niech nikt
nie myśli, że nie słuchałem "Dimness' Profound". Ten krążek nie został zrealizowany po
to, aby pokryć się kurzem! Systematycznie czyściłem płytkę w swoim odtwarzaczu i za
każdym razem miałem ogromną radochę - ja, ale nie moi sąsiedzi (obłąkańczy śmiech).
Nie będę się rozpisywał nad tym, czy zespół szlifuje ścieżki wydeptane przez innych
czy też nie, bo to akurat najmniej mnie obchodzi. Wiem jedno, że cholernie pasi mi
ten symfoniczny black metal, obojętnie czy ktoś będzie mi mówił, że to tylko powtórka z
DIMMU BORGIR... Ja chcę więcej tej opętanej muzyki niż półgodziny! Myślę, że jednak jest to tylko
kochanie, bo do miłości brakuje nam dłuższej znajomości.
noctum@metal.pl -
www.lunaadnoctum.metal.pl
Pagan rec.; P.O. Box 12; 86-105 Świecie; Poland
info@paganrecords.com.pl -
www.paganrecords.com.pl
Artur
|
|
KRABATHOR "Dissuade Truth" System Shock / Pagan Rec
Właśnie takiego KRABATHOR'a chciałem słyszeć! No, oczywiście mogłoby być jeszcze brutalniej, ale to już nie ta sama przeciętność, którą zespół serwował nam na poprzednim swoim wydawnictwie. Jeżeli mieliście styczność z "Unfortunately Dead", to dobrze wiecie, iż można było wyróżnić zaledwie kilka tracków, nadających się do prawdziwej degustacji. Na szczęście, nie był to żaden upadek zakończony bolesną kontynuacją, eliminującą zespół po wsze czasy, i po solidnym treningu w sali prób, potwór powraca w pełni sił. Dziś Spackman to tylko basista - i chwała ekipie za to posunięcie - a Christopher i Skull, wdrażają w życie swoje mordercze wizje. Pewnie nie jest to jeszcze materiał na miarę sukcesu "Orthodox", ale z całą pewnością, jest to album, który potrafi spoliczkować każdego twardziela. Znowu możemy tu uświadczyć mordercze wiosła, przyciskające do podłogi brzmienie, oraz urozmaicone tempa, we właściwym dla KRABATHOR stylu. Miejscami błyśnie jakiś bardziej melodyjny fragment, jednak w żaden sposób nie psujący ogólnego i brutalnego konceptu płyty. "Dissuade Truth" pluje w każdą stronę gniewem, buntem, przeciwko temu całemu skurwieniu tego świata. Głos Christopher'a stał się bardziej czysty, i jeszcze pewniejszy w opozycji do niedowiarków. Znalazło się tu również miejsce dla opętania, jakie od zarania towarzyszy pewnemu choremu aniołowi z Florydy. Być może to zupełny przypadek, ale riffy otwierające "Burnning Bridges", to typowa dzikość dla MORBID ANGEL. I jeszcze ten wieńczący całość "Saving Of Mind"! Ten utwór niszczy niesamowicie. Nie trzeba koniecznie grać ultra szybko, aby miażdżyć, łamać kości, i pozostawić po sobie pustynię zniszczenia. A swoją drogą, to już powoli staje się wizytówką Czechów - prawie zawsze mają w zanadrzu takie powolny, i jednocześnie zabijający song w swoim repertuarze. Nie ma co, KRABATHOR wrócił w znakomitym stylu, i podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękami.
-
Skowron
|
|
IMPERIAL FOETICIDE "Promo 2001"
Bez ogródek powiem, że mają ci kolesie u mnie osobiście, cholernie dużego plusa. Po pierwsze, ten materiał otwiera bardzo ciekawe intro, a zamyka równie intrygujące outro - a sami przyznacie, iż znakomita większość zespołów, bez względu na osiągnięty już status, zrezygnowała z takiego schematu, co mnie niezmiernie mierzi, bo czy jesteście w stanie wyobrazić sobie dajmy na to "Cross The Styx" SINISTER'a, bez takiego układu na krążku? Szkoda, szkoda, bo takie introdukcje, zawsze wprawiały mnie w adekwatny do muzyki klimat. Ale przejdźmy do punktu drugiego. Otóż Czesi bardzo dobrze spisują się jako kompozytorzy i kontynuatorzy sonicznej ekstremy. Jak to oni nazywają? - Virtual Death Grind! Pierwszy człon może wydać się co najmniej dziwny lub zaskakujący, ale reszta, pasuje tu jak ulał. Masywne przyjebanie, z jednoczesnym wybijaniem zębów młotem 10 kilowym. O ciężarze nie ma co wspominać zbyt rozwiąźle, bo tego tu nie braknie, jak dobrego koksu w murzyńskim getcie. Zmasowany atak, często połamanych riffów, przy wtórowaniu, równie morderczej perki - mimo, iż to automat, to uwierzyłem w autentyczność tego siermiężnego łopotania. Sprawne unikanie jednostajności, wpływa korzystnie na cały materiał. Bez jednostajnych temp, z częstymi zmianami prędkości muza IMPERIAL FOETICIDE potrafi przyprawić o autentyczność wrażeń. Czasami pojawi się kąśliwa solóweczka, rwane, piskliwe ukąszenia wioseł, i pomysły, które wraz z bardzo dobrym odegraniem, dają efekt w postaci intensywnego bólu karku. Od czego? Chyba nie trzeba tłumaczyć?! No, no, no, apetycik na pełnego srebrnika jest na pewno.
Radim Dvorak; Skolni 863; 409 79 Mikulasovice; Czech Republic
Imperial_foeticide@centrum.cz -
Skowron
|
|
DESPISE "Confinement In Decrepitude" Promo '01
DESPISE i IMPERIAL FOETICIDE, to niejako bratnie dusze, choćby ze względu, na dzielony wzajemnie skład, jak również podobna do siebie interpretacja muzycznego holokaustu. Ale żeby zaraz nie zaczęły się Wam ślimaczyć w mózgu zgryźliwe myśli odnośnie obu ekip, to wiedzcie, iż dźwiękowo, jak i w zakresach twórczych, nie są to bynajmniej bracia syjamscy, których rozdzielenie, może spowodować zgon któregoś z nich, lub oby jednocześnie. Brutalny death grind, to chyba jedyny współczynnik, który po zbadaniu ich DNA, mógłby świadczyć o zbieżności tych ekip. Jednak samo wykonanie, pomysły, jak i wizja własnych dokonań, jest inna zarówno dla DESPISE, jak i IMPERIAL FOETICIDE. Ten promos jest bardziej bezpośredni, powiedziałbym, mniej skomplikowany w strukturach utworów, i jakby mniej zajadły, ale za to bardziej przytłaczający. Dwóch basistów w zespole, chyba swoje robi, uzewnętrzniając w jeszcze większym stopniu, ciężar spięty w pięciu songach. DESPISE stara się sponiewierać w możliwie najokrutniejszy sposób wyznawców rzeźni, przejechać się po wątłych ludzkich powłokach buldożerem, powodując gwałtowne rozpryśnięcie się zmiażdżonych ludzkich wnętrzności. Zgniły, niemal grobowy miejscami klimat. Zresztą, cover PYREXIA, chyba w najlepszy sposób z możliwych, nakreśli dążenia tych sześciu dyletantów. A co by nie było pragmatycznie, to i miejsce na eksperymentalny miksik się znalazło, w bonusowym "Despiseremix". Ech, gdyby to człowiek miał dar patrzenia w przyszłość, wiedziałby wtedy, co takiego planują na przyszłość, choćby tacy "zboczeńcy" jak muzycy DESPISE.
Dejvy Kredl; Na Mekovine 471; 280 00 Kolin V.; Czech Republic
dejvy666@volny.cz -
despise.webpark.cz
Skowron
|
|
NeWBReeD "Lost" Dimension69 prod.
Siedzę sobie i tak usiłuje podrapać się pod gipsem, a tutaj Tomasz
le maile, co z ich recenzją! Podły ze mnie człek, który przekłada swoje własne
potrzeby nad powinnością względem nowego oblicza, NEWBREED w zasadzie jestem w
błędzie pisząc te słowa. To nie jest powinność to jest przyjemność móc obcować z
chłopakami. Kiedyś sporo się naczytałem o tej formacji, ale jakoś nigdy nie dane
mi było zapoznać się z ich twórczością, czego straszelnie żałuje. Muszę to szybko
nadrobić, co czynię w tym momencie. Ostatnio zauważyłem, że niewymowną radość,
sprawiają mi kapele, które do swojej twórczości przemycają elementy progresji,
dekadenckiego jazzu czy też bluesa. NEWBRREED zebrał te wszystkie czynniki i
dokooptował, do death metalu w skutek, czego mogę dzisiaj słuchać "Lost". Nie polecam
tej płyty wszystkim gdyż nie jest ONA dla wszystkich, aby w pełni docenić jej
wdzięk osobisty należy być otwartym na różne łączenia stylistyczne... Może to jest
za słabo powiedziane, ale powiadam Wam, iż nie zawsze łomot pery i naparzanie wioseł
wiadczy o odpowiednio wybranej drodze, hehehe. Bracia Wołonciej & Czul obrali słuszny
kierunek swej edukacji i mówię Wam ponownie, że będziemy tego świadkami za każdym
razem i z każdym nowym materiałem. Edukacja robi swoje, bo czy bez niej można scalić
delikatną finezję dźwięków z growlem? Paraidalne przeżycia senne złączone z brutalnością
deathu zamknięte w ponad półgodzinnym seansie? Zanim sięgniecie po ten materiał dobrze się
zastanówcie, co chcecie uczynić... Nie każdy dostrzega to co niewidoczne...
Tomasz Wołonciej Jr.; Wadowicka 68; 43-308 Bielsko-Biała; Poland
newbreed@poczta.onet.pl -
www.newbreed.metal.pl
Artur
|
|
ORCUSTUS demo CD'02
Nie ma to jak stary dobry black metal w norweskim stylu! Prosto
z nad fiordów Norweskich... zresztą już sprawdzam gdzie mieszkają panowie z ORCUSTUS...
rzeczywiście mieszkają nad samymi fiordami niedaleko Tromso i trochę dalej od Narviku.
My Polacy znamy Narvik jeszcze z 1940... kupę naszych tam leży! Dobra odrobinę
geografii i historii mamy za sobą pora na Telesfora, lub, jak kto woli ze śpiewnika
heretyka. Wszak tam w Norwegii innowiercy mieszkają dla dajmy na to mojego proboszcza
z parafii Jana Kszczyciela! A może inna nazwa jest tej fary?! Aby każdy z Was był
w temacie nadmienię, iż jest to stwór stworzony przez muzyków GORGOROTH i GEHENNA w
wolnej chwili. Krótkie to demo ino trzy utwory, ale to i dobrze, bo po cóż upychać
na siłę. Nie mam tu na myśli to, iż muzycy z ORCUSTUS znani bardziej ze swoich pierwotnych
kapel więcej novum tworzą w macierzystych hordach a tutaj mamy po prostu czysty,
zagrany na odpowiednim poziomie balck metal. Aczkolwiek dobry dla wszelkiej maści
czcicieli Szatana!!!! Na pewno nie jest źle, ale czy jest dobrze? W końcu kolesie
musieliby zrezygnować z bytności w formacjach GWIAZD, a tak zafundowali nam poprawny
materiał, jakich wiele. Jednakże polecam ORCUSTUS czarnej braci wszak tam nie grają amatorzy!
Orcustus; P.O. Box 10; Bergen; Norway
orcustus@satan.zzn.com
Artur
|
|
NONE "Blackstar" Metal Mind prod.
Taki NONE pojawił się w moim życiu ni stąd ni zowąd! Nigdy wcześniej
o nich nie słyszałem ani nie słuchałem. Nie jest źle jak na pierwszy raz, przyzwoity
nu-metalowy band. Chociaż wróżyłby im przyszłość gdyby bardziej zaczęli mieszać swoje
granie z hardcorem, albo ten gatunek obrali jako podstawowy. To by dopiero była jazda!
Bliski temu jest kawałek "Closed System", gdyby wywalić chórek, hehehe. Ogólnie rzecz
biorąc i nie zapędzając się nadmiernie w zbyteczne niuanse, przyjemnie się słucha "Blackstar",
lecz za mało tutaj odpowiedniej dawki kopa! Może za bardzo się rozpędziłem z tym brakiem
kopa, bo jest tutaj niezły pokład energii. Tylko, że niezbyt odpowiednio wyeksponowany.
W pewnym sensie ich muzyka jest za słodka, za bardzo lukrowana, ot dobra na każdą prywatkę...
Jest masywne brzmienie jakże przyjemne dla ucha, które rozpierdala ponownie chórek, całe
szczęście, iż nie ma go w nadmiarze! Zespół przyzwoity na odpowiednim poziomie, ale czy coś
lepszego będzie wstanie zrobić niż to, co słychać. Myślałem, że mam zły dzień a to oni na niego
trafili i dla tego taka recka. Kończę niema, co przedłużać! NONE jest dobry na jedno
posłuchanie a do następnego zdąży wrócić wiosna.
procreation@o2.pl -
www.none.vi.pl
Artur
|
|
CRYFEMAL "Escucha
La Muerte Persique!!!" CD-R'02
Hiszpańskie Diabełki w natarciu!!! To, co słyszę najszybciej można
zaszufladkować jako brutalny black metal do tego przeraźliwie chorobliwy. Ostatnio
mam dziwne szczęście do takich eksperymentów... Miałem nie pić, ale chyba złamię
zakaz! Sądząc po dźwiękach, jakie produkuje pera jest to raczej wybryk programowania
niż nożno-ramionowe możliwości niejednego Iberyjczyka. Za bardzo skomplikowane są
te przejścia. Dobrze, że Torqemada gryzie piach miałby mały problem z CRYFEMAL. Fajnie,
że ja go nie posiadam... Madryt idealnie trafił w moje porąbane gusta. Sfuzowany wokal
+ średnie tempo materiału przeradzające się w nawałę chaotycznego grania. Idealnie
współgra z przesterowanymi gitarami. Hiszpanów można w pewnym sensie nazwać uboższymi
braćmi UNHOLY lub SETHERIAL, ale to już inna para kaloszy. Niegłupi materiał w
odtwarzaczu niegłupiego kolesia - nic dodać nic ująć!
C. Camarena; N#222; 5#B; 28047 Madrid; Espania
alaud253@hotmail.com -
www.cryfemal.cjb.net
Artur
|
|
CLIMATE "Evil Comes From
" promo CD-R'03
Po dwunastu miechach przerwy Chełm po raz kolejny usiłuję podbić
nasze serca! Ta sama ilość utworów jest na krążku, który tym razem jest zapowiedzią
większego wydawnictwa. Materiał jest już utrwalony czeka tylko aż znajdzie się label
skłonny to wydać. No, ale to dopiero w niedalekiej przyszłości zajmijmy się może "Evil
Comes From..."! Już na poprzednim wypalańcu Sebastian wraz z ekipą zaczął powoli podbijać
me skamieniałe serce. czyni to i teraz gdyż panowie nadal kroczą to samą drogą i oby tak
dalej. Najkrócej pisząc mogą śmiało powiedzieć ot znaleźliśmy swoje miejsce! Melodyjne
połączenie thrash/death metalu z very good solóweczkami, bardziej wyrazistą perkusją.
Co tu dużo kombinować rośnie nam kolejny drapieżnik na wschodnich ziemiach naszego
pięknego kraju!
Sebastian Bardzała; Szymanowskiego 2/52; 22-100 Chełm; Poland
climate@tenbit.pl -
www.climate.republika.pl
Artur
|
|
MEATSHITS "Sniper At The Fag Parade" Moribund Rec
Chyba dobrze wiecie, za co tak bardzo kochacie, szanujecie, czy co niektórzy nienawidzicie takich załóg jak MORTICIAN lub HAEMORRHAGE i im podobnych. MEATSHITS to ucieleśnienie całego obrzydlistwa, chorego przekazu, wszelkiej maści plugastwa, i całych setek obrzydliwych oblicz, zrodzonych w zboczonych umysłach, i powykrzywianych w szyderczych grymasach. Opowieści gore, wypełnione po brzegi seksualną perwersją, i miejscami lejąca się rzeką jeszcze ciepła krew. Twórczości MEATSHITS jest jak operacja na otwartym mózgu każdego współcześnie istniejącego społeczeństwa. Mordercze choroby, zakaźne i niosące zmasowaną śmierć zarazki, powstałe po to, by sprawiać ból, wzmagać pragnienie cielesnej degradacji, czy ulokowane w zwichrowanych komórkach mózgowych, przynosić ciągoty do sadomasochistycznych zabiegów. Wszystko, w połączeniu z równie popieprzoną muzą, i brutalna w pełnym swoim wydaniu, jest jak bomba zrzucona na Hiroszimę. W kilka sekund niszczy oznaki wszelkiego rodzaju bytu. Grind jaki serwuje na ta załoga, modyfikuje jego treść jak dziecko plastelinowego ludzika, tworząc zupełnie nową, ale nie mniej zgniłą definicję. Zeschizowane dźwięki, pokręcone na maxa klimaty, fragmenty powycinane z filmów, których prawdopodobnie, nie dokończyłaby oglądać nawet dorosła część widowni, oraz przepowiedziany przez "proroków" zniszczenia, furia, zrodzona we wściekłym łonie, wyzwolonych kobiet. "Want That Fudge Packer Eliminated!!!" - takie oto zdanie można odnaleźć we wkładce zdobiącej ten krążek. Coś na miarę muzycznego holokaustu. Na zakończenie dodam tylko, że utwory wchodzące w skład płytki, nie należą do ostatnich osiągnięć zespołu, bo powstały na przełomie 1994 -1996 a podane w nowej oprawie brzmieniowej, lecz nic nie tracą na swojej patologicznej świeżości.
moribund@waypt.com
www.moribundcult.com
Moribund Cult; P.O.Box 77314 - Seattle; WA 98177 - 0314; USA
Skowron
|
|
MEATSHITS "Violence Against Feminist Cunts" Moribund Rec
Po zetknięciu z tym albumem, umysł żadnej cmentarnej, wyzwolonej kurwy, już nie będzie więcej taki sam. Ogarnie dzika żądza analnej penetracji, lub też psychiczna zapaść. Dla wielu młodych i nieokrzesanych siks, wyznacznikiem rozkoszy cielesnej będzie gwałt, a kierunkiem ku dominacji, masowy gwałt sado-maso. I chyba słusznie ktoś umieścił na okładce zdobiącej krążek nalepkę z napisem: "... dozwolone od lat 21...". W głowie Deathrage'a zrodziły się takie historie, że użycie w tym miejscu określenia - patologiczny, perwersyjny zboczeniec - może okazać się być epitetem dla ich autora he he. "Violence Against..." jest zapisem dewiacji, i seksualnych dążeń, wszelkiej maści dewotkach, jak również obrazem siłą wydartym z mózgowia 30 letnich, nałogowo masturbujących się dziewic. Przemoc i wyuzdanie, to dziękowe spełnienie najbardziej chorych pragnień. Gore'owo, grind'owa masakra zawarta w 25 trackach, jest jak przedłużenie orgazmu przy jednoczesnym wkładaniu do odbytu ostrego narzędzia. Kopulacja w kostnicy, nie będzie już tak odległym i nie spełnionym marzeniem.
moribund@waypt.com
www.moribundcult.com
Moribund Cult; P.O.Box 77314 - Seattle; WA 98177 - 0314; USA
Skowron
|
|
SUMMON "And The Blood Runs Black" Moribund Rec
To już trzecia pozycja tego zespołu, jaką mam przyjemność opisywać. Nie podważalnym staje się fakt, iż ta ekipa, właśnie zarejestrowała swój najlepszy jak dotychczas materiał. Do tej pory, na starym kontynencie, zbierali raczej różne opinie na temat tworzonego przez siebie jazgotu, ale płytką jaką jest "And The...." powinna stać się narzędziem, które odwróci dotychczasową złą kartę dla tej hordy. SUMMON nie poczynił drastycznych zmian w swoim stylu, wręcz jest kontynuatorem własnej ścieżki lewej ręki. Owszem, po wysłuchaniu całego krążka, i znają wcześniejsze wydawnictwa Amerykanów, nie mogę nie dodać, że ewolucji muzycznej również nie zabrakło. Ciągle sprawnie zacieśniają więzy pomiędzy siarczystym black metalem, a mroźnym oddechem śmierci, choć tym razem, główny nacisk położono na ten pierwszy odłam jakby nie patrzeć metalowej ekstremy. Kotły ze smołą bulgoczą, gorąc piekielnej lawy uderza zaraz po odpaleniu płytki, a gdyby tego było mało, autorzy "And The..." co chwila dolewają oliwy, by w momencie kulminacyjnym, ze stoickim spokojem i szyderczą premedytacją, włożyć do ognia rękę z dynamitem w postaci przeróbki jadowitego VENOM. Zresztą, ten kawałek pasuje tu jak ulał, bo cały album nosi w sobie ducha klasycznego grania. No może nie jest to zupełny powrót do lat dalece minionych, czy trędziarskie smucenie, ale bez wątpienia, jest to próba przywołania niejednokrotnie zapomnianych demonów. SUMMON potrafi bardzo dobrze wyważać poszczególne elementy składające się na cały materiał, bo oprócz szybkich partii są też bardziej stonowane prędkości. Tnące riffy splatają się momentami z miażdżącymi łamaczami kości - wizytówka death metalowych kolosów - czy nie pomijając przy tym nie wyłamującej się z ogólnych ram melodyki, by w "Necromantic Lust" pozwolić sobie na kilkunastosekundową partię klawiszy. No i wreszcie, zespół dopracował się solidnej produkcji i brzmienia, a paluchy w tymże temacie maczał sam James Murphy. Piekielne inferno, spowodowane obsesją śmierci.
moribund@waypt.com
www.moribundcult.com
Moribund Cult; P.O.Box 77314 - Seattle; WA 98177 - 0314; USA
Skowron
|
|
RAVISHED FLESH "Psychic Enema" Demo CD '03
Zdrowo mieszają w metalowych łbach ci kolesie. A że brutal death metalowcy z nich, to nie zabraknie ostrego przyjebania, dla każdego, co to nie boi się sięgać po śmiertelne soundy. Cztery utwory, które zostały zarejestrowane w sanockim Manek Studio, to na maxa pokręcone dźwięki, często połamane, powyginane w każdy z możliwych sposobów, a i w pewien sposób przerażające, w całej swojej gmatwaninie, nie należą do łatwo przyswajalnych, i bez problemu akceptowanych przez organizm ludzki. Trzeba co najmniej kilku przesłuchań tego demosa, aby załapać o co biega chłopakom na tym całym "Psychic Enema". Mimo swoje złożoności, nie odnoszę wrażenia, iż zależy tu komukolwiek, na stworzeniu jak najbardziej technicznego materiału, świecącego bardziej jak najlepszym odgrywaniem poszczególnych partii, z jednoczesnym kładzeniem lachy na odpowiednim uczuciu. Na pierwszy rzut oka, muza RAVISHED FLESH sprawia wrażenie bardzo chaotycznej, momentami może lekko "nieprzemyślanej", ale kolejne minuty z tym stuffem, to pogłębiające się przekonanie, że to spójna całość, z morderczym przeznaczeniem. Nie zapomniano również o odpowiednim przypiżdżeniu centralnie w nos, co prościej mówiąc, jest konieczną brutalnością, aby brutal death metal, można było z czystym sumieniem, ochrzcić jego imieniem. Krwisto-maniakalne obłąkanie, i mięsiste brzmienie, to absolutna pikanteria. Psychodeliczna migracja w bardzo odważne rejony. A co najważniejsze, nie można tego nazwać gównem. Bardzo dobry debiut, i tylko czekać na kolejne nagrania!
buurdi@poczta.onet.pl
www.ravished-flesh.prv.pl
Burnat Dariusz; ul. Wiejska 2/10; 33-100 Tarnów; Poland
Skowron
|
|
PARRICIDE "Kingdom Of Downfall" Mad Lion Rec
Powiem szczerze, iż zawsze, kiedy obcuję z dokonaniami tego chełmskiego mordercy, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ten zespół zasługuje na o wiele większe uznanie, aniżeli te, jakiego przez wszystkie lata swojej muzycznej egzystencji się dopracował. Nie wiem, czy to pech, czy jakiś tajemniczy dopust boży he he, ale oni ciągle pozostają w cieniu głębokiego podziemia. I śmiem twierdzić, że i na naszym podwórku, znajdą się tacy, co to tylko wiedzą tyle, iż PARRICIDE gra brutalny death metal, lecz nic ponadto. Jedyna nadzieja w Przemku i jego wytwórni, że przynajmniej nasza rodzima metalowa brać, zacznie chwalić swoje hordy, zamiast notorycznie onanizować się przy zagramanicznych wypiekach. PARRICIDE po raz kolejny udowadnia, że jest zespołem nietuzinkowym, stroniącym od nagminnego kalkowania, a co bardzo ważne, prącym do przodu, dążąc przy tym, do tworzenia muzyki, cholernie wysokich lotów. Jak dla mnie, ta ekipa nie zdublowała jeszcze ani razu swoich dokonań, a kolejne ich wydawnictwa, to absolutne kontinuum zapoczątkowanej lata temu historii. Tym razem, zespół postanowił przypieprzyć z grubej rury. Jeszcze ani razu nie grali tak brutalnie i z taką osobliwą finezją. Na "Kingdom Of Downfall" ta czwórka rzeźników, uwidoczniła, w sposób bardzo wyraźny swoje ciągoty do grind'owej jazdy. Mimo, że te elementy były wyczuwalne już wcześniej, to czasami ludziska pomijały ten fakt, uściślając dokonania ekipy w obrębie brutal death metalu. Tym razem, te grind'owe partie, to żadna igła w gęstwinie chorych dźwięków, i tylko głuchy od urodzenia, nie będzie w stanie potwierdzić tego faktu. Te nowe schematy, techniczne odjazdy, to jak najbardziej efekt powalający, a co za tym idzie, odcinający zespół, od typowego death'owego grania. Trochę tu paraliżującej psychodeli, imponująca extrema, i wyraźna dojrzałość, a może po prostu zawodowstwo, bo nawet o poprzednim krążku "Ill Treat", nie można było powiedzieć, jako o stawiającym pierwsze kroki w dziedzinie zabijania dźwiękiem, małym zboczeńcu! Dla mnie osobiście, to "Kingdom Of Downfall" jest albumem znakomitym, których w swojej dyskografii, chciałbym mieć niejeden band, już dziś okrzyknięty mistrzem gatunku. Rok 2003 jest rokiem, kiedy PARRICIDE w sposób dobitny pokazują swoją oryginalność, i prawdziwość zarazem. Ta płyta, po prostu sprowadziła mnie do parteru!!!!!!!!!!
parricide@wp.pl
www.parricide.prv.pl
Parricide; P.O.Box 28; 22-104 Chełm 5; Poland
Skowron
|
|
TODESBLEI "Splittergranatendauerbombardement" CD '03
Chyba oto jesteśmy świadkami, nowej ery w metalowym świadku szwajcarskiej sceny podziemnej. Co chwilę, da się zauważyć, że naród ten już otrząsnął się z przytłaczającej dominacji SAMAEL'owych lub też ALASTIS'owych dźwięków. Dziś swoją supremację zaznacza brutalne granie. Śmiertelna epidemia, zbiera swoje coraz owocniejsze żniwo. Być może to efekt, powracającego trendu na tego typu granie, ale nieważne są ilości, najważniejsza zawsze pozostanie jakość. "Splittergranatendauerbombardement" to debiutancki album TODESBLEI, i nie mogę powiedzieć, iż po prawie półgodzinnej napierdalance, jakoś konkretnie jestem zawiedziony efektem końcowym męczarni, jakie musieli przejść ci panowie w swojej sali prób. Ohydny, i intensywny jak sraka po mieszance z zielonych gruszek z krowim mlekiem, pieprzony, brutalny death metal. Zresztą, wokalista okrasza całość kwaśnymi wymiocinami, które obryzgują wszystko dookoła, pozostawiając po sobie cofający śniadanie odór. Trochę to może stylizowane na dzisiejsze dokonania kapel z kraju tulipanów - pewnie dzisiaj hodują tam tylko krwisto-czerwone odmiany - ale sami, że to żaden powód, by komuś robić koło dupy, bo tamtejsi brutale, notorycznie dostarczają zagorzałym wyznawcom muzycznej przemocy, znakomitych dźwięków. Jest szybko, z przytłaczającego ciężaru bynajmniej nie rezygnują, a i odpowiednia porcja wściekłości i agresji, to pigułka, momentami ciężka do przełknięcia he he. Szwajcarzy, to nacja znana z dokładności, i chyba ta przywara sprawdza się wobec TODESBLEI. Odpowiednia technika, i przemyślane patenty, uświadamiają, że nikt nie odpierdala żadnej fuszerki. Pewnie wiele rzeczy można by jeszcze poprawić, ale na to jeszcze będzie czas, choćby na następnym długograju. Na razie TODASBLEI udowadnia, iż wie jak łamać kości szybko i skutecznie.
todesblei@gmx.ch
www.todesblei.ch
Skowron
|
|
O.M.E.N. "Kingdom Of Darkness" - CD'03
O.M.E.N. to coś dla miłośników dark-ambientu. Projekt tworzy Ningal
(co niektórym znana ze swoich grafik m.in. w Born To Die'zine) zajmująca się tutaj
złowieszczymi szeptami, zawodzeniami i śpiewem. Natomiast Mirus zajął się partiami
klawiszy, których aranżacje raczej podchodzą pod minimalizm, a konkretnie ich rolą
jest stworzenie odpowiedniego klimatu bez zbędnych zagrywek... Głęboki mrok, melancholia,
pesymizm, tęsknota i wszechobecny strach przed czymś co ukrywa się i czyha na
duszę... Złowieszcze szepty i operowe zawodzenia wzmagają emocje podtrzymywane
przez spokojne pasaże klawiszy wzbogacone o pogłębiające nastrój dźwięki niczym
szum fal, grzmoty, jęki... Całość bez wątpienia wpływa na wyobraźnię... a
wtedy... budzą się demony ukryte w najgłębszych zakamarkach duszy... Czasami
wyczuwam wpływy DEAD CAN DANCE i ARCANY (ale w minimalnym stopniu). Kompozycja
składa się z 12 utworów przepełnionych mrokiem, smutkiem i jakby wiecznością...
słuchając... czas staje w miejscu... to czas na rozmyślania o tym co nieznane,
niepojęte i ukryte... o tym co przeraża... Myślę, że byłby to dobry podkład
pod film fantasy... ten świat zamieszkują nie tylko ludzie i zwierzęta,
i nie tylko rośliny i martwe rzeczy...
ningal@o2.pl
mirus666@o2.pl
wyrmrecord@interia.pl
www.wyrmrecords.prv.pl
Wyrm Rec. C/o Radoslaw Murawski Czyżewskiego 25/50 80-336 Gdańsk
Gnom
|
|
BISCLAVERET "in Hortis..." - MCD'03
Oto kolejny krążek BISCRAVELET jaki mam okazję posłuchać. Materiał
zawiera 4 utwory ale uważam, że to w zupełności wystarczy by nieodwracalnie pogrążyć
się w chaosie i mroku jaki panuje na "in Hortis...". Psychodeliczne dźwięki fortepianu
i sampli zlewające się z jękami, szeptami i modlitewnymi recytacjami stwarzają
iście obłąkany klimat... muzyka prosto z piekła gdzie nieskończenie wtórują jęki
cierpiętników i odgłosy demonów... wrota, dzięki którym odbędziesz podróż do
nieskończonego labiryntu piekieł... czeka cię tam cierpienie i strach, obłąkanie
i przeraźliwy mrok... Zgaś światło... wprowadź w wirowy ruch srebrny krążek
i przekrocz bramę ciemności... Jeśli się nie boisz oczywiście... czy wrócisz?
Tego nie wie nikt!
bisclaveret@poczta.pl
www.bisclaveret.prv.pl
wyrmrecord@interia.pl
www.wyrmrecords.prv.pl
Wyrm Rec. C/o Radoslaw Murawski Czyżewskiego 25/50 80-336 Gdańsk
Gnom
|
|
EVELYN "Instrumental Demo" - CD'03
Dziwna sprawa z EVELYN, gdyż zespół zaprezentował instrumentalne
demo. No cóż miejmy nadzieję, że to tylko kwestia czasu... od strony muzycznej EVELYN
prezentuje się całkiem nieźle. Troszkę wyobraźni - dodaje wokal - i "słyszę" miły
dla ucha gotycki rock/metal wspomagany przez rytmizer perkusyjny, który - muszę
przyznać - jest zaaranżowany z wyobraźnią i w pełni pasuje do rockowo-metalowych
gitar oraz delikatnych klawiszy (gdyż na tym opiera się dotychczasowa twórczość
EVELYN). Muzyka jest spokojna, choć nie pozbawiona mocniejszych, gitarowych
uderzeń i delikatnych solówek. "Cyklotymia", "Anastezja Uczuć", "Odrzucenie"
- dość charakterystyczne tytuły niosą ze sobą delikatny mroczno-melancholijny
klimat. Często przejawiają się czyste, gitarowe pasaże i akordy, pomiędzy
którymi wplecione są rytmiczne metalowe riffy co nadaje trochę ciężkości
muzyce. Charakterystyczne partie basu i klawiszy przybliżają cały klimat
w stronę gotyku. Ogólnie całość jest dobfrze zaaranżowana, lecz mimo wszystko
brakuje tutaj wokalu. Mam nadzieję, że niebawem szeregi EVELYN zasili
wokalist(k)a, gdyż szkoda byłoby zmarnować takich aranżacji.
asterian@wp.pl
przemjerm@poczta.onet.pl
www.evelyn.prv.pl
Gnom
|
|
DARZAMAT "Oniriad" Metal Mind prod.
Nie tego spodziewałem się po DARZAMAT! Przyzwyczajony do dźwięków
choćby z "In The Opium Of Black Veil" sądziłem, że nadal będzie to kontynuacja
raz rozpoczętej drogi. Niestety nic w życiu nie trwa wiecznie i trzeba liczyć się
ze zmianami. W tym momencie nasuwa się szereg pytań, czy zespół trafił w dziesiątkę?
Czy zainteresuje ludzi swoim materiałem do tego stopnia, iż następca będzie w podobnym
klimacie? Czy nie jest to zapowiedź nadchodzącego końca? Mniejsza oto gdyż nie ja
powinienem się tym martwić. Kapela kojarzona od zarania dziejów ze scena black metalowa
zaczyna wplatać w swoja twórczość elementy gotyku. Elektronikę, sample (słuchaj "Time")
częściej wykorzystywane w innych rodzajach muzyki. Aczkolwiek przez te programowane
zabawki słyszymy ekipę wytrawnych smyczków, która nadaje pewien posmak dojrzałości.
Jakby tego było mało momentami odnoszę wrażenie obcowania (słuchaj "Beauty") ze
cieżką dźwiękową do "Twin Peaks". Echem pobrzmiewa ARTROSIS (słuchaj "Into the
Abyss of Forgotten Woods"), DECEMBER FIRE (słuchaj "Nameless"), lecz to wszystko
w znikomych ilościach. W "Elegy" pobrzmiewa stary HAGGARD... Z utworu na utwór DARZAMAT zmienia swoją opowieść, co utrudnia
odpowiedni odbiór całości. Nie rzucę krążek w kąt, aby pokrył się kurzem, ale również
nie poświecę mu tyle samo czasu, co innym płytom. W moim odczuciu brakuje tutaj
spójności tak jakby kawałki gryzły się między sobą. Z pewnością nie brakuje im pomysłów,
co słychać. Można powiedzieć, że mają ich nadmiar, ale przez to wszystko coraz bardziej
oddalają się swoich korzeni!
darzamat@pik-net.pl -
www.darzamat.art.pl
distribution1@metalmind.com.pl -
www.metalopolis.pl
Artur
|
|
BYATIS "In Dark Abysses Of Memory" Skull Fucked Prod
Ten, kto myśli, że Francuzi tylko zielone ropuchy wpieprzają i czasem zrobią sobie loda w zakamarkach swoich mieścin, niech pobiegnie pręciutk0o do swoich rodzicieli, by wytłumaczyli mu prędziutko, skąd to on się wziął i czy oby na pewno nie był to efekt aktu kazirodczego. Dlaczego? Bo jeżeli weźmiemy pod uwagę kwestie czysto muzyczne, to chyba dość już tego bicia się z temu podobnymi sloganami. Panowie zamieszkujący na dość rozległym terenie okolice Luwru, już nie raz i nie dwa udowodnili, że ich metalowe serducha wiedzą znakomicie, jak przysłużyć się brutalnej potędze dźwiękom trupiej główki. BYATIS to żaden ewenement na takie oto, powyższe wnioski, to jeszcze jeden dowód na słuszność tezy, którego nie da się obalić. Brutalny death metal jak jasna cholera, że człowiek czuje ekstazę nosorożca w porze godowej! Niby nikomu wcześniej nie znana ekipy, wyskakuje nagle z długograjem, i to przypierdalają tak ostro, iż chciałoby się powiedzieć, że to starzy wyjadacze, co to zęby pogubili na swoich gryfach i reszcie muzycznego rynsztunku, a o chwilach uniesienia zakrapianych odpowiednimi napojami w fazie twórczego uniesienia to już nie wspomnę. Znakomita technika, mało bezpośrednia myśl przewodnia, czyli materiał stosunkowo wymagający, no i co bardzo ważne, idąca w parze z całą resztą pomysłowość stworzonych ośmiu numerów składających się na ten album. Nie zełgam, jak powiem, że często członkowie BYATIS zapędzają się w rejony swoistej progresji, tereny, gdzie mogą swobodnie dać upust swoim skomplikowanym naturom. Oczywiście, nie ma tu najmniejszego elementu, któremu nie byłoby na imię brutal death metal. Zresztą, bardzo dobrze się dzieje, iż właśnie w taki a nie inny sposób widzą przyszłość swojego zespołu, bo Dzięki temu, zręcznie unikają konkretnych porównań, czy kontrowersyjnych usytuować w dziedzinie tej specyficznej sztuki. I chciałbym wiedzieć już dzisiaj, co będzie zawierał kolejny album BYATIS!
Fred Anton: 19 rue des Paturages; 67310 Zeinheim; France
-
Skowron
|
|
7th NEMESIS / PUNISHMENT "Chronicles Of Sickness" split CD '03 Skull Fucked Prod
To już drugi splicik wypuszczony pod skrzydłami tej francuskiej podziemnej jak cholera wytwórni. Bo to i bardziej uczciwa forma wydawnicza wobec kupujących, ajk i większa sznasa by dotrzeć ze swoją sztuką, do jak największej liczby metalowej gawiedzi. Raczej powszechnie wiadomo, że labels Freda ze znakomitego INHUMATE, bierze się tylko za brutalne granie, więc o jakiejś konkretnej odskoczni w temacie i tym razem nie będzie! Tym razem na forum śmiertelnego przykazania okaleczania dźwiękiem, stanęły po przeciwnych stronach hordy kolejno z Francji oraz Austrii. Choć to nie pieprzona batalia, na której ktoś ma odnieść zwycięstwo, a ktoś polec zdeptany przez argumenty lepszego, to jak czarne gryzmoły na białym papierze, tak różnice w stylach obu tych załóg, są widoczne nawet dla kogoś z kataraktą, tym bardziej jak narządy słuchu nie odmawiają wam jeszcze posłuszeństwa od nadmiernego używania przenośnych sprzętów grających he he, to bez najmniejszego problemu, które songi są czyje. Mnie osobiście, taki kontraścik pasi, a i dobrze świadczy o "dyrektorach" z Skull Fucked! Najpierw 7th NEMESIS pokazuje pazury, jakby już na starcie chciał rozedrzeć połacie skóry, pozostawiają niezmywalny ślad swojej drapieżnej obecności. Mocne, bardzo rozbudowane utwory, nie pozbawione miejscami wpływów z gatunków odrębnych czystemu death metalowemu łojeniu. Siarczyste, mielące zdrowo niekiedy gitary, często zastawiają aranżacyjne pułapki. Niby budują misternie ścianę brutalnego mięcha, by za chwilę spleść kilka motywów z rejonów thrash'owego grania. Agresywny voice, dorzuca drew do palącego już ognia. Znalazło się i miejsce na eksperymenty - motywy z klimatycznym, mydlącym oczy wątkiem za sprawą "Blood Drops In Heaven". Tu faktycznie, krew rzeką spłynąć potrafi, po krainie "dobra" wszelkiego! Zaraz potem, rzeź rozpoczyna PUNISHMENT. Myślę, że dłużni nikomu nie pozostają, no chyba, że nie trawicie death metalu starej daty. Grobowe dźwięki niczym na debiucie GRAVE. Brzmienie osnute brudem, wszystko się lepi od wilgotnego kurzu.... No i wkurwiony zwierzak za mikrofonem - ciekawe, czym przepłukuje on gardło, by uzyskać takie efekty finalne he he?! Muza wyprodukowana w umysłach, a potem przełożona na instrumenta tych ludojadów, wcale do najszybszych nie należy, lecz dominuje ciężarem. PUNISHMENT wręcz pastwi się miażdżąc kości. Jak w przypadku pierwszego na płytce 7th NEMESIS, tak i tu widać ciągotki do innych stylistyk. Nie będę tych moich spostrzeżeń wypisywał, gdyż wolę abyście sami przebadali te materiały. Ta sama dekada, a dwa różne feelingi. Warto sprawdzić!
Fred Anton: 19 rue des Paturages; 67310 Zeinheim; France
skull.fucked.prod@ifrance.com -
Skowron
|
|
PUTRIDITY "Putrid Second Blasting Sickness" demonstration 2003
To mi się podoba! Całkiem nie tak dawno - a może tak mi się tylko wydaje he he?! - mogłem sobie posłuchać pierwszego uderzenia zespołu, a tu PUTRIDITY serwują drugie uderzenie. I jak w przypadku pierwszego wydawnictwa, już od pierwszych sekund stawiają jasno o co im tak naprawdę chodzi w tym całym metalowym pitoleniu. W możliwie najekstremalniejszy sposób przytłoczyć uszy słuchacza ciężarem, okaleczyć wściekłością, spowodować trwałe kalectwo od brutalności, jaką ta ekipa emanuje - mówiąc najprościej, nakopać wszystkim ostro do dupy! I myślę, że nie siląc się na zbytnie pochlebstwa, można powiedzieć, iż zdają test pewnej dojrzałości po raz drugi. Przybyło mądrości muzycznej, czyli panowie notorycznie "pieszczą" swoje instrumenta, wyciskając z nich coraz dojrzalsze treści. Nie krzyżują siebie samych, nie gubią się we własnych zapędach, a fakt braku monotonii, można skwitować posiadaniem intuicji kompozytorskiej. Blasty, urywające łeb szybkości, zamieniają się miejscami z bardziej "wyważonymi" tempami, uzupełniającymi braki w miejscami potężnej ścianie dźwięków. Poprawiło się brzmienie, które w przypadku pierwszego demo PUTRIDITY, mogło uniemożliwiać dotarcie do wszystkich elementów twórczości zespołu. Z drugiej jednak strony, mimo nieco gorszej jakości poprzednich nagrań, wyczuwalny był pewien specyficzny feeling, którego niestety brakuje na "Putrid Second...". Brak mi tu pewnego brudu, i chaosu, co nie zawsze idzie w parze z maksymalną brutalnością. Materiał stał się bardziej tłusty, niejako zbrylony. Często w takim momencie używa się stwierdzenia, braku przebojowości, czego nie należy mylić z listami przebojów! I jeszcze coś - czasami mam nieodparte wrażenie, że perka gra nierówno. Podoba mi się kombinowane uderzenie Piotrka, ale nie zawsze pokrywa się to z partiami gitar. Być może to zgubna, muzyczna fatamorgana, lecz.... 2003 powoli zdycha w agonii przemijania, trochę czasu minęło od rejestracji tego stuffu, a w niecnych zamysłach Gliwiczan, tli się pewnie plugawa myśl, czy też cały koncept nowych nagrań. Poprzeczka ciągle wisi dość wysoko, ale tym razem chyba obejdę się lekko smakiem. Jest naprawdę dobrze, lecz na te "BARDZO" trzeba jeszcze popracować!
putrid666@poczta.fm -
Skowron
|
|
DEEDS OF FLESH "Reduced To Ashes" Unique Leader
Zauważyliście już jaki tytuł nosi nowe dzieło Amerykańców? To rozważcie intensywnie ewentualność, że po zetknięciu z tym materiałem, faktycznie zostaną z Was śmierdzące, brudne popioły! Taka szaruga zapomnienia, którą co niektórzy zwykli trzymać w rzeźbionych puszkach na kominku obok pomarszczonego zdjęcia. Te album niszczy, i bez cienia najmniejszego zwątpienia, jest to najlepsze jak dotąd dzieło zespołu. Wiem, iż w tym smutnym kraju są już wariaci, co to dadzą się pokroić za chwilę obcowania z tym albumem, i chwała im za to, bo jest się kurwa w co wsłuchiwać. Znakomity krążek, bardzo techniczny, intensywny, cholernie urozmaicony, nawet przez moment nie wywołujący chorego znużenia, a na dodatek, świetnie słyszalny, co przy tego typu produkcjach, wcale nie jest czymś łatwym do osiągnięcia. Ludzie słabi na ciele, umyśle i nade wszystko serduchu, niejednokrotnie poczują zniewalającą duszność, odbierającą im coraz łapczywiej łapane hausty powietrza. Niemal niemożliwym jest wciśnięcie tu chociaż jeszcze jednego riffu, jakiegoś wolnego akordu, ale z drugiej strony, jest to muza z osobliwą przestrzenią, nie mającą nic wspólnego z klimatem. Nie ma momentu, aby zauważyć jakieś znudzenie materiałem, żadnych pokrętnych cudaków, zapychaczy miejsca, tylko uczciwa napierdalanka, jakiej chce się słuchać nawet kosztem braku czasu, by się rzetelnie móc wysrać w we własnym kiblu. Z niesamowitym impetem, potężną siłą uderzenia, utwory wwiercają się w uszy, by rozpocząć bolesną podróż do mózgu i ośrodków nerwowych każdego, pojedynczego delikwenta. I nie wiem, czy użycie słowa "perfekcyjne" w opisie aranżacji będzie w jakiś sposób konkretnie przesadzone. Ja bynajmniej nie odczuwać ciśnienia smarowania czegoś lakiem, by świeciło się jeszcze bardziej. Z małej burzy powstał ogromy huragan, a taka siła zawsze niesie ze sobą śmierć. Niektórzy już zaczynają się modlić do tego muzycznego monolitu, święcąc triumfy gatunku. Bez dwóch zdań, album nie do przegapienia!!!!!!!!!!!!!!!
-
Skowron
|
|
THE CRANIUM "Murder Panic" Demo CD '03
"Enjoy Pure Swiss Fuckin' Death Metal" - to zdanie głównie przyświecało krótkiemu listowi, jaki został dołączony do przesyłeczki pod mój skromny adresik. I tak naprawdę, dodawanie byle czego, byłoby co najmniej nie potrzebne, i spowodować spore opóźnienie w czasie, zanim zacząłbym rozkoszować się tym materiałem. Często się człowiek delikatnie wkurwia, kiedy otrzymuje materiał reprezentowany tylko przez trzy utwory, bo przecież nie rzadko, są one nijak reprezentatywne dla ogólnej twórczości danej ekipy, a już na pewno dla nadchodzącego, kolejnego, większego materiału. Tym razem jednak, o zgrozo, jestem delikatnie wkurwiony na tę czwórkę brutali, bo tylko rozbudzili we mnie potężne pragnienie, i złośliwy głód, który pewnie minie dopiero wtedy, kiedy w łapach będę trzymał ich dużego "cedeka"! Dlaczego? Z prościutkiej przyczyny. Ci kolesie potrafią konkretnie przyjebać, celując od razu w krocze lub inne równie czułe i unerwione miejsce, że człowieka krew zalewa, kiedy widzi się swoją bezradność wobec ludzi stawiających na konkrety, i brak możliwości złożenia im "wotum zaufania" he he! A kiedy ciałem rzucają spazmy po precyzyjnie zadanych ciosach..... No i jak tu się nie solidaryzować ze zdaniem, którym rozpocząłem tę rece? Ano wciskam "play" i co słyszę? Pokręcony, połamany, brutalny jak jasna cholera, i świetnie zorganizowany death metal. Łamanie kości, ryki wkurwionego zwierzęcia, i rasowe testowanie sprzętu grającego. Zero klimaciarskiego łechtania, ściemniania przyjemnymi solóweczkami, czy szukania ekstremy w powtarzających się kwadratowych riffach. To nie pieprzony rock'n'roll gdzie się kołysze biodrami dla zebranych pod sceną dziwek o blond włosach i nie tylko, tu trzeba trzepać łbem ile wlezienie, nawet wtedy, kiedy grozi to przedwcześnie świecącą gołą glacą! Nikt nie goni własnego ogona, bazując tylko i wyłącznie na mega szybkościach, bo czasem jest ciut wolniej, i bardziej miażdżąco. Mieszanie w aranżach, dobre struktury. Po prostu Pure Swiss Fuckin' Death Metal. Tylko zabrzmieć mogłoby to trochę lepiej w przyszłości. Tymczasem piszcie masowo pod poniższy adres, a może dane Wam będzie poznać kolejną fazę ziemskiej Apokalipsy!
-
www.thecranium.com
Skowron
|
|
HOUR OF PENANCE "Disturbance" Xtreem Music
Ekspansja i siła przebicia takich zespołów jak NILE, HATE ETERNAL czy coraz bardziej zauważalny MISERY INDEX, zbiera swoje obfite żniwo. I nie mam tu na myśli, tylko i wyłącznie powiększającej się z dnia na dzień armii wyznawców nowych "bogów" śmiertelnej trucizny, ale samą istotę, przybywającej liczby naśladowców znakomitych, muzycznych morderców. HOUR OF PENANCE to bez wątpienia, jeden z ambitniejszych kontynuatorów ciężkiego marszu, nakreślonego przez amerykańskie hordy. I faktem jest to, że 10 utworów na debiucie Włochów, to nie naciągana wypadkowa wspomnianych powyżej, a co za tym idzie, zaszczepiania fluidów wściekłości, w szeregach europejskich wojowników ciężką stalą! Jednych w tym momencie zapewne zacznie mierzić w okolicach żołądka, z szybko przesuwającym się ogniskiem zapalny i rozlewającym się kwasem po całych trzewiach, natomiast po przeciwnej stronie znajdzie się pokaźne grono zwolenników operacji na otwartym mózgu i techniki leczenia metodą po-urazową. Jedno jest pewne, dopóki twórczość HOUR OF PENANCE nie będzie zahaczać i kicz przypadkowo wypracowany, i to małym nakładem sił, warto się szybko przegrupować, na stronę tej drugiej formacji metalowej gawiedzi! Ja spróbowałem całej włoskiej pikanterii, jaką przygotowała czwórka brutali, wynikiem której stał się "Disturbance", i zacząłbym przelewać z próżnego w próżne, gdybym nie stwierdził stanowczo, iż makaroniarze, wysmażyli bardzo dobry krążek. Dominacja ciężarku, siły i niczym alkoholowej mocy, zwala miejscami z nóg, łamiąc golenie, by uniemożliwić ucieczkę przed kolejnym ciosami zaślepionego wizją masakry zespołu. Od nienawiści, po skrajne cierpienie, ze świadomą mistyfikacją Konwencji Genewskiej, czy pieprzonej konstytucji praw człowieka. I tylko bluźnierczy, wykrzywiony grymas na twarzach starożytnych utwierdza w przekonaniu, że to nie przypadek, tak ma wyglądać Brutal Death Metalowa machina, w żywiole zniszczenia. Wy jak chcecie, ale ja im kibicuje! No salvation!
hvplsc@tin.it -
www.hourofpenance.com
Skowron
|
|
FAECES "Umur/Hybrid" Demo CD '03/'02
Ostatnimi czasy, nie da się przejść obojętnie nad pewnym zauważalnym zjawiskiem na naszym podwórku, czyli braniem się przez młodzików za granie łomotu, a i coraz częściej muzy obligującej do określenia mianem death/grind'owego szaleństwa. Wiem, że to ciągle kropla w morzu, ale od czegoś trzeba zacząć, byleby własnego ogona nie zeżreć na prędce, ani też za bardzo za cipkami nie ganiać, a prawdopodobnie cos z tego wyjdzie. FAECES, to taka namiastka tego, o czym wspomniałem powyżej. Tyle, że w przypadku tej ekipy, jeszcze za wcześnie na górnolotne peany. Owszem, brutalności im nie brakuje, pojawiają się przyzwoite pomysły, i pewnie chęci też od cholery, lecz nie ma tu osobliwej przebojowości, takiego katalizatora, bez którego tak specyficzny gatunek chorych dźwięków nie może egzystować. Dziś nie wystarczy poznać swoje instrumenta, dobrze zaprogramować automat, czy podgrzać swój voice do temperatury ostrego wrzenia. Tu trzeba tchnąć dynamit, który oberwie jaja po pierwszych taktach, a ze sracza zrobi mauzoleum. Po zetknięciu z buldożerem, nie może zostać nic więcej, niż tylko, brunatno krwawa, parszywa plama. Niestety, ja dobrnąłem do końca płytki, i ciągle mocno trzymam się na nogach. Nie mogę na siłę odmówić im racji bytu, bo nie taka jest ma rola skryby, bo mimo lekkiego znużenia podczas słuchania tego stuffu, co jest chyba największym minusem tego materiału, są też plusy i zalety. Bo choćby idealny kontrast, kiedy w głośnikach leci przeróbka DEATH w postaci ich jednego z największych hiciorów, czyli "Lack Of Comprehension" - chyba wredne syfy zsypałyby mi jęzor, gdybym stwierdził, iż FAECES nie potrafi zrobić czegoś po swojemu, i to w sposób naprawdę interesujący. Kombinowanie z brzmieniem gitar, czy jakieś dziwne zapędy w konstruowaniu samych utworów, to też stawia tę ekipę w coraz jaśniejszym świetle. Brakuje lepszego ogrania, co może stanowić klucz, do otwarcia bram wiedzy, i dobrej produkcji. No cóż, jeszcze nie śpię, ale trochę mnie zmęczył ten podwójny demos!
kamizela@wp.pl -
faeces@wp.pl
www.faeces.prv.pl
Skowron
|
|
HYPNOSIS "Evilution" Demo '03
Jak sam zespół to zgrabnie określa - grają Modern & Hybrid Death Metal. Wiem, wiem, dziwnie to brzmi, i niejako odpycha, a sam tego doświadczyłem na własnej skórze. Otóż, w rzeczy samej, dźwięki wyprodukowane hie hie przez Francuzów, to zapomnienie o tradycyjnym śmiertelnym katharsis, a bardziej poszukiwanie czegoś nowego, innego, a ciągle mocnego środka ekspresji. Oczywiście ja osobiście preferuję te bardziej death metalowe fragmenty zapędów zespołu, bo już jakaś taka nić tradycjonalisty siedzi mi pod skórą, i niejako po pierwszym przesłuchaniu chciałem wyciągnąć tę płytkę z odtwarzacza, ale potem zdałem sobie sprawę, iż nie byłby to najlepszy pomysł, więc trzeba było się zmierzyć z tym materiałem co najmniej raz jeszcze. Tym razem nie był to zwykły odsłuch, a bardziej próba zrozumienia idei zespołu, czy wręcz poszukiwanie sensu takiej muzycznej kombinatoryki. I przyznam, że w jakimś stopniu załapałem bakcyla, ale nie na tyle, by móc poklepać przyjacielsko po plecach Pierr'a, zacieśniając więzi, wkrótce zjednoczonych Europejczyków, popijając napój chmielowy. Owszem, nie jestem w stanie jednoznacznie powiedzieć, że to totalny shit, ale uniesień zachwytu też raczej nie będzie. Przede wszystkim odnaleźć tu można specyficzną atmosferę, niejako zmiksowaną z feelingiem naszego stulecia. Uściślając zagadnienie, jest tu trochę futurystyki, i innowacyjnego eksperymentowania. Z drugiej strony, HYPNOSIS nie wyrzeka się chlubnych tradycji metalowych grajków, bo oprócz wszech obecnego death metalu, bez problemu można wyłapać bardziej thrash'owe wstawki. I nawet w temacie wokaliz, ścierają się tu dwie przeciwstawne sobie strony - męski growl z kobiecym może nie śpiewem, ale dobitnym zawodzeniem, co w kontekście całości, nie wychodzi tragicznie, niejako broniąc swojej racji. Wszystkie te elementy, mimo różnorakich wytycznych, konsolidują się z każdym wątkiem, riffem, nutą, czy czymkolwiek, tworząc naprawdę dziwny muzyczny krajobraz. Ogień i woda, gorąc z lodowatym chłodem. I choć na swój sposób, jest to dzika muza, to momentami potrafiąca przyciągnąć. Widać, że zespół ma motywację, i chyba ciągle jeszcze czegoś szuka. Zanim kurtyna zapadnie na dobre, wstrzymam się z konkretną oceną do wydania dużego albumu.
hypnosis-metal@wanadoo.fr -
www.hypnosismetal.fr.st
Skowron
|
|
DARK LEGION "Eternity Of Nothing" Dead Sun Rec
Jeśli dobrze śledzicie moje gryzmoły, to wiecie, że za tym zespołem i jego dokonaniami, zawsze twardo stałem twierdząc, iż jest w nich coś, co dopiero może jeszcze nie jednego zaskoczyć. Już poprzedni krążek "Bloodshed" pokazał, że nie na darmo członkowie DARK LEGION spędzają swój wolny czas w salach prób, katują okoliczne sąsiedztwo, jak i swoje własne narządy słuchu. Nowy album, to nie bagatelny krok na przód, mocny cios, którego nie sposób odeprzeć. Przede wszystkim, zespół pokazuje się nieco z innej strony. Tym razem kompozycje są o wiele bardziej rozbudowane, więcej tu interesujących zagrań, co najmniej podwoiła się siła rażenia kapeli, jak i całości dopieszcza potężniejsze brzmienie. Ani przez chwilę nie przestali grać tego, z czego słynęła debiutancka płyta, ciągle jest to brutalny death metal, pieprzący wszystkie słodkości, i mający daleko w poważaniu czyjeś uczulenie na rasowy łomot, lecz tym razem, dźwięki i generalnie cały krążek, został podany jakby w trochę innym opakowaniu, z większą ilością przypraw, co tylko świadczy o jego wyjątkowości w smaku. Tu ciągle leje się krew, płoną grzeszne dusze, co chwila chłostane drapieżnym jęzorem bestii. Zresztą nie może być inaczej, skoro twórcy "Eternity Of Nothing" w swoim DNA mają zakodowane szaleństwo, ze zwyrodnieniem międzyludzkich odruchów. Zetknięcie z ich twórczością, jest samobójczą próbą powstrzymania lawiny, tyle że tym razem jest to masa dźwięków pędząca z dużą szybkością. I wcale nie mam na myśli łojenia bez opamiętania, zrywania strun, pękania naciągów czy nerwowego łamania pałeczek. DARK LEGION potrafi zwolnić, nic nie tracąc na sile. I co z tego, iż czasem mam nieodparte uczucie obecności pewnego Anioła z Florydy, skoro i tak nie możliwym jest odnalezienie sprytnych możliwości kalki! I nie ma w tym żadnej kurtuazji, czy jakiejś obślizgłej formy poplecznictwa, bo ten materiał tego nie potrzebuje. Być może nudnym już Wam się wyda zdanie, iż wstyd tego nie mieć, lecz cóż począć, skoro takie są wyroki losu każdego szanującego się maniaka śmiertelnego przekazu!
marasdeath@wp.pl -
vulgus@wp.pl
http://darklegion.rockmetal.art.pl
Skowron
|
|
VEDONIST "The First Scream" CD'03
Ostatnio często powtarzam w recenzjach, że już przestałem namiętnie
słuchać death metalu (wracam jedynie do starych kapel spod tego gatunku) a tu jak na
złość dostaję kolejny materiał do zrecenzjowania (hehehe...). No cóż, nie ja to Skowron
(nasz death-master) chętnie zajmie się tym materiałem, ale najpierw oczywiście sobie
tego posłucham... No nieee... znowu zostałem mile zaskoczony! Akurat VEDONIST proponuje
taki rodzaj death metalu jaki lubię!!! Z jednej strony brutalny, energiczny a z drugiej
strony techniczny, ze sporą ilością gitarowych melodii, dynamicznych riffów i oczywiście
podbarwiony innymi naleciałościami (w tym przypadku thrash metalowymi). Gitarowo trochę
kojarzą mi się z DEATH'em wzbogaconym o thrashowe, gitarowe patenty. Każdy utwór jest
dość bogato zaaranżowany, w których przeplatają się dynamiczne, tłumione riffy ze
sporą ilością gitarowych partii solowych (bądź to szybkich zagrywek lub melancholijnych
melodii) i ze zmiennymi tempami (chociaż króluje tutaj dość szybka rytmika, nakręcana
przez dobrze zaaranżowaną perkusję, bogatą w akcenty, przejścia i łupanki na "dwóch
stopach"), które z rzadka mają tendencje do zwalniania. Gdzieniegdzie daje się słyszeć
akcentującą gitarę basową, podkreślającą pewne frazy. Dodatkowym atutem jest zmienny
wokal, o różnych zabarwieniach. Oczywiście rządzi growling płynnie przechodzący w totalny
"bulgot" (a'la stary DEICIDE) lub blackowy scream. Dla podkreślenia klimatu pojawiają
się złowieszcze szepty, melodeklamacje czy nawet czysty śpiew. Mam wrażenie, że w
VEDOVIST każdy muzyk ma coś do powiedzenia, nikt nie jest bezczynny (w sensie twórczym).
Oczywiście mogę się mylić. Żresztą same aranżacje mówią za siebie - profesjonalne
połączenie różnych tematów muzycznych z pogranicza death i thrash metalu, w których
death metal jest silniejszą stroną. Materiał jest wydany w 100% profesjonalnie (muzycznie
jak i graficznie). Myślę, że coś z tego będzie!...
gerhalt@wp.pl -
vulgus@wp.pl
Artur
|
|
K.A. "Close-Up" K prod.
Klangującym basikiem po łbie na początek
póżniej odrobinę cora
i oto przed sobą mam kolejny band z Francji. Tym razem jest to KICKERS ASS, który z
bliżej nieznanych mi powodów skrócił nazwę. Gdzieś już słyszałem taką muzę? Trochę
podchodzą pod CHARNEL HOUSE z tym, że amerykanie mniej stawiali na extreme. Żabojady
graja w 100% brutalny metal chciałoby się dopisać, że jest to death, ale byłbym
nieuczciwy wobec siebie i nich. Fakt niezaprzeczalny, iż dosyć często słychać jest w
ich utworach śmierć i na pewno wiedzie ona prym, ale również tak samo często wplatają
grind. Jakby tego było mało uprawiają wariacje na strunach, które notabene idealnie
podchodzą pod moje gusta dotyczące solówek. Umiarkowane wyważenie stylów daje dobry
materiał, który nie powinien mieć jakichkolwiek problemów ze znalezieniem odbiorców.
Jednakże to nie wszystko "Close-Up" posiada w swoim repertuarze pewne pokłady thrash
metalu jak i "odrobinę" progresji. Jak przystało na osobników, którzy wiedzą czego
chcą pokusili się również o wmontowanie odrobiny orientalnego brzmienia. Dla miłośników
extremy jest już zapewne dobrze, a i ja nie żałuję kontaktu z K.A. Materiał zawiera w
sumie osiem kawałków, z czego cztery ostatnie pochodzą z demówki, więc można w skrócie
prześledzić ich rozwój. Swoją drogą jak to jest, że kapela owa ma w swoim dorobku już
parę płytek, a u nas zespoły o tym samym stażu wciąż mają pod górkę?! Jako ciekawostkę
dodam, iż zespół w swoim dorobku koncertowym wymienia tylko dwie hordy, z którymi miał
przyjemność pochałturzyć. Na pierwszym miejscu jest VADER!!!!
K prod.; 9, Rue de Villiers; 91310 Longpont-sur-Orge; France
bud@brutalka.com -
www.brutalka.com
Artur
|
|
SAGITTARIUS "Shadow Of The Past" CD-R'02
Jak w takim mieście, jakim jest Rzeszów może istnieć tyleż formacji?!
Nawet nie bierzmy pod uwagę liczebności osady weźmy pod uwagę tylko i wyłącznie to,
jakiego formatu i jakiego stażu są owe kapele?! SAGITTARIUS do młodzieży, nienależy,
ale również i do weteranów. Plasuje się gdzieś po środku, czyli mleczaki już dawno
połamali. Chociaż jeśli ktoś zaczyna swą wielką przygodę z metalem od "dzisiaj" to
zespół jest dla niego bardzo wiekowy. W sumie nie to jest ważne, od kiedy grają!
Ważniejszą sprawą jest ta, iż sporo wody, upłyneło w Wisłoku od ostatniego materiału.
Czy trzeba było czekać kilka lat, aby pojawił się następca "Betrayal Immorality?!
Zresztą od zarania dziejów tak było jest i będzie... na palcach ręki można policzyć
kapele, które niby są a jednak ich niema! Kapele, które po dobrym starcie natrafiają
na przeciwności losu. Tylko wytrwałość i dążenie do celu pozwala im przetrwać. Niestety
nie dane mi było obcować z początkami SAGITTARIUS, więc muszę się opierać tylko na tym,
co teraz słyszę. Nie wiem, dlaczego coraz więcej formacji coraz częściej wybiera drogę
odlotów lub sentymentalnych podróż. Rzeszów postawił na melancholijną wersje agresji i
to mi się podoba. Fajnie jest, gdy słyszę te łkające gitary, zmieniającą się barwę Blayzera,
rytmiczną perkusję, zaakcentowany bas. Może są momenty, kiedy nie rozumie pewnych zagrań,
poczynań ekipy, ale jeśli mam być szczery pozostawiłbym wszystko jak jest. Może to, czego
nie pojmuję ukazuje całe oblicze obecnego stanu SAGITTARIUS, który z drapieżności przeradza
się w łagodność! Umiarkowane wymieszanie stylów dało nietuzinkowy materiał "Shadow Of The
Past", a nazwą ta jest adekwatna do zawartości muzycznej.
Maciej Stanisławczyk; J. Malczewskiego 3/79; 35-114 Rzeszów; Poland
sagittarius@wp.pl
www.sagitarius.metal.prv.pl
Artur
|
|
SPAWN OF POSSESSION "Cabinet" Unique Leader Rec.
Przecież nie może być inaczej, jak tylko zacząć tą recenzję od superlatyw pod adresem autorów "Cabinet". Ten album jest potężny, i aby zrozumieć istotę tego krążka, trzeba z nim stanąć oko w oko. Bez wątpienia, SPAWN OF POSSESSION, to nadzieja szwedzkiego zabijania dźwiękiem, a przecież kraj ten, może się poszczycić niebagatelnym dorobkiem, i zasobami wręcz genialnych dzieł tego gatunku muzycznego, jakim jest Death Metal. Świeża krew, jaką pompuje ta ekipa, daje możliwość, ponownego dotknięcia ciężkiego oręża śmierci. W dobie, kiedy wielcy piewcy brutalnych dźwięków z tamtych landów, albo grają dziwne melodie, albo coraz częściej niedołężnie modyfikują swoje historyczne dziś dokonania, przyjebanie, jakie funduje nam SPAWN OF POSSESSION, jest niczym dawka adrenaliny, początek niejako pewnego, nowego etapu. A przecież ten zespół to żaden odosobniony wyjątek w tym całym zamieszaniu. Oni wiedzą jak grać brutalnie, przy tym demonstrując swoją sprawność techniczną. Wyginają riffy w każdy możliwy sposób, niczym hutnik gorącą jeszcze stal. Jednak w tym swoim zaawansowaniu, nie zapominają o bezpośredniości, i porządnej masakrze dźwiękowej. Często zmieniają tempa - raz blasty urywają tradycyjnie łeb, a raz pochody w średnich tonacjach przetaczają się przez ośrodki nerwowo słuchowe ludzkiego organizmu. Czasem, przy dobrych wiatrach uda się wyłapać bardziej melodyjne zagranie - tfu, przecież to w żaden sposób nie ma przełożenia na ten muzyczny huragan - które i tak w żaden sposób, nie potrafi mocniej zahaczyć się przy organizmie swojego "żywiciela". Znika tak szybko, jak szybko się pojawiła na muzycznym horyzoncie! Bez cienia wątpliwości, ten zespół, ten krążek jest jaśniejszym punktem na firmamencie agresywnej wizji i przejawem kompozytorskiego talentu swoich twórców. Jak na debiut, to "Cabinet" potrafi zmusić do pokory, nawet zagorzałych oportunistów, i przeciwników współczesnych kontynuatorów przedwiecznej krucjaty. A dzień zagłady, z całą pewnością, nie miał jeszcze swojego pełnego początka!
P.O.Box 6544 - Los Osos, CA 93412 - USA
info@uniqueleader.com
http://strandhogg.metal.pl
Skowron
|
|
STRANDHOGG "In Eternal Fire" Demo '03
Mimo odejścia czarnej sztuki do głębokiego podziemia, co i rusz można się przekonać, że głupotą byłoby całkowite skreślenie osiągnięć tego gatunku na przestrzeni kilku ostatnich i najbliższych miesięcy. Co chwila nowe hordy uzewnętrzniają swoje mordercze instynkty, i potrzebę uzewnętrznienia skumulowanego w ich cielskach bluźnierstwa, i nienawiści do pewnej religii. I choć pola bitew, na co dzień zlane krwią niewiernych niejako chwilowo opustoszały, to ciągle, da się słyszeć porykiwania bestii. Piekło nie wygasło, demony nie dały za wygraną, wyczekując teraz dogodnej sytuacji, by ponownie uderzyć. Polski STRANDHOGG może być tego pewnym przykładem, bo nie brak im smoły i odory siary. Co prawda, jest to dopiero debiutanckiego demo, i to przyszłość dopiero pokaże, czy warto pokładać muzyczne nadzieje w twórczości tej załogi. Na razie, myślę, że nie można się zawieść na tym, czego już udało się im dokonać, a gdy kruki nocy ponownie czarnymi skrzydłami pokryją nieboskłon, może rozpętać się mała burza. Black metal - to raczej jednoznaczne i pełne określenie twórczości STRANDHOGG. Chociaż, gdybym nie wspomniał, iż miejscami czuć woń śmierci, to łgałbym jak pies. Ale, bez tych kilku wyjątków, raczej starają się te czarcie pomioty zachować czystość stylistyczną. Jest szybko, wściekle z całą masą innych atutów morderczego kąsania, ale autorzy "In Eternal Fire" stawiają wyraźnie na budowanie klimatu, i co najważniejsze, robią to przy wykorzystaniu tylko i wyłącznie tradycyjnego instrumentarium, nie bawiąc się w mnogie i słodkie jak cholera linie melodyczne z wykorzystaniem parapetu. Już otwierające to demo intro zasługuje w moich oczach na uznanie, bo oto od długiego już czasu, dane mi wreszcie było, usłyszenie czegoś innego niż coraz bardziej oklepane sample, i wyrwane z filmów fragmenty. Ponuro, i z wyczuwalnym bólem, który dopiero potem uderza w pełni. Nawet samo brzmienie, mimo iż uzyskane dość małym nakładem finansowym, nie traci na swojej wulgarności, co chwila zanurzając się w umysłowych nieczystościach. Nie prymitywnie, ani przesadnie technicznie. Na razie dobrze, bez mentalnych eksplozji, ale do przodu.
Strandhogg; Pl. Parkowy 1; Skrzynki; 62-060 Stęszew; Poland
strandhogg@poczta.fm
Skowron
|
|
FARBEN LEHRE "Bez Pokory/My Maszyny" Dywizja KOT
Papapa... papapa... Jak tak dalej pójdzie to zacznę słuchać tylko
i wyłącznie punka! Znowu dostałem od Tomasza taka muzę, chociaż nie płaczę nad tym
faktem, bo zdarzyłem się już przyzwyczaić. Szkoda tylko, że należycie nie docenię,
FARBEN LEHRE wszak ja w ogóle nie znam się na oj-u! Oczywiście mógłbym poprosić jakiegoś
kumpla, ale oni maja mózgi przepalone i żyją PSYCHOBILLEM czy czymś takim??? Kiedyś
się ich zapytam, co sądzą o płockiej załodze, wiecznie z ich ust padają nazwy BRYGADA
KRYZYS, DEZERTER, KOLABORANCI, MOSKWA i nic więcej... Odrobinę za spokojny to sound,
za bardzo relaksuje. Brakuje mi kopa... chociaż przyjemnie czytało mi się książkę przed
chwilą! Są momenty, kiedy wkradają się dźwięki zbliżony do reggae. Trudna sprawa,
naprawdę jestem w przysłowiowej kropce! Czuję, że porwałem się z motyką na księżyc!
Nie wiem, co mam napisać, a to dopiero pierwszy krążek leci... Strach pomyśleć, jaką
pustkę będę miał w głowie przy następnym sidi! Jedno, co przychodzi mi na myśl w czasie
owego zapoznania z FARBEN LEHRE jest to, że straszny bezmózgowiec ze mnie, hehehe. Czyżbym
tolerował tylko to, co posiada nalepkę "METAL"? Więc jeśli jesteście zagorzałymi fanami
ekstremy nie sięgajcie po "Bez Pokory/My Maszyny" będzie to strata czasu! Zaczął się druga
płytka jak na razie znacznie żywsza od swojej poprzedniczki. Czuję w kościach, że będzie
lepiej, a może to przez tą dzisiejszą wyprawę do lasu?! Chociaż jak na razie jest to od
początku te same tempo to jednak wchodzi lepiej do łba. Niby jest to ten sam zespół, co
wcześniej, a jednak jakby inny! Trochę leciutkich zakrętasów na strunach i już jest fajniej.
Posłuchajcie "Epidemia" z butów was wyrwie! Gitarki nabierają ciężkości, pera fajnie wybija,
basik zaczyna, klangować... Jeśli chcecie posłuchać czegoś odmiennego, nieskażonego komercją,
czegoś, co ma za sobą 20-dziesto letnią historię warto spróbować... Właściwie sięgnijcie po
całość zawsze którąś "część" możecie komuś oddać!!!
flehre@interia.pl
www.farbenlehre.plocman.pl
Tomasz "Ryłkołak" Ryłko; Skr. Pocz. Nr 28; 00-953 Warszawa 37; Poland
dywizjakot@prm.pl
http://dywizjakot.pl
Artur
|
|
VERMINOUS "Impious Genocide" Xtreem Music
Nie jednokrotnie, są momenty, że żal mi dupę ściska, iż takie kapele jak właśnie VERMINOUS, nie są supportowane przez polskich wydawców czy też ogólnie dostępne muzyczne media w naszym zapyziałym kraju. Często karmi się metalową brać, zwykłą popeliną, oklepanymi akcentami z brutalnego światka wziętymi, zapominając o tym, czym powinna się charakteryzować, prawdziwa metalowa produkcja. Jad, i wszechobecna wściekłość, to w dalszym ciągu przeważający bodziec, by uznać, iż dany wykonawca to faktycznie godny reprezentant śmiertelnej sztuki. To niemal jak pierwotny instynkt, który nakazuje przeć do przodu, niczym machina wojenna, po to tylko, aby utorować drogę wartościowym krzewicielom tej dzikiej twórczości. VERMINOUS to ekipa w najmniejszym procencie nie pozwalająca sobie na obłudne pieszczoty, cukierkowate wykończenia, produkcje, czy nowomodne akcenty. To horda zrodzona w piekle, nurzająca się w brudzie powstałym z perwersji gadającej małpy. Co z tego, że grają death metal, skoro jest to forma ekspresji niemal zapomniana przez zwolenników dobrodziejstw współczesnych osiągnięć techniki, jak i pozbawiona psującej smak cybernetycznej mimozji. To zatruty owoc, i cierń w oku każdego pedantycznego grajka. Owszem, ja sam pochłaniam często brutalne ekipy powiedzmy oględnie z dzisiejszym feelingiem, ale przecież w dobie nowego milenium, coraz trudniej odnaleźć właściwe, napędzające ten cały motor bieguny. Szwedzi w swoim wyuzdaniu i chorej wizji, wracają do korzeni gatunku, próbując niejako od nowa zasiać zepsute, zwyrodniałe ziarno. Old School Swedish Fucking Death Metal, lecz nie taki, jaki codziennie kojarzony jest z pionierami z ENTOMBED czy niezmordowanym po dziś dzień DISMEMBER. To zaraza, przed którą chylono czoła słysząc morderczy GROTESQUE. Bluźnierstwo, plucie na wszelkie świętości tego łez padoła, to chleb powszedni, i idealny podkład, by powstała znakomita ekstrema! VERMINOUS niczym ognisty ptak zradza się z popiołów, i niechybnie spłonie ogniem piekielnym, ale najpierw poczyni ogromne zniszczenia, spustoszy ziemie, zniszczy radość głupców, by w rytm gorszących hymnów zanurzyć się w morzu lawy. Szybko, intensywnie, i z wszech obecnym złem. Sprawdźcie ten album, a posiądzie Was sam diabeł!
C/o Andreas Johansson; Avagen 14; 296 38 Ahus; Sweden
info@verminous.com
Skowron
|
|
MYOPIA "Subconciously Unconscious" CD'02
AAAAARRRRRGGGGGHHHHH!!!!!! VOIVOD NADCIĄGA!!!!! Wróć baranie to
tylko MYOPIA!!!! A dałbym sobie rączęta uciąć... Czy ktoś jeszcze pamięta jak grali
Kanadyjczycy niech podniesie rękę do góry... jedna, druga, o tam jeszcze dwie a i
tutaj widać kilka. Niestety i tak jest to kropla w morzu. Twórczość kapeli z
bielsko-białej można nazwać idealnym odbiciem Snake'a i jego kolegów. Może ktoś
w tym momencie obrazi się na mnie za kalanie dobrego imienia (jednych albo drugich),
ale ja odbieram muzykę myopijczyków poprzez pryzmat technologicznych Bogów. Jednakże
nie ma co ukrywać, że "Subconciously Unconscious" jest zajebistym materiałem i moja
naklejka "VOIVOD" ujmy im nie czyni. Zresztą w tym naklejaniu z pewnością nie jestem
odosobniony. Jakby nie patrzyć chłopaki zarejestrowali kawał dobrego technicznego
thrashu, pełnego połamanych riffów, pokręconej pery i tych przepięknych wstawek w
każdym kawałków. Kurwa aż się chce żyć na samą myśl, że ktoś nadal podąża tą ścieżką!
Rrroooaaarrr!!!!
Bogdan Kubica; Siemiradzkiego 21/53; 43-300 Bielsko-Biała; Poland
myopia_bo@poczta.onet.pl
www.myopia.bielsko.pl
Artur
|
|
MISTERIA "Universe Funeral" Pagan rec.
Ja dobrze wiedziałem, żeby nie zaczepiać tej przebrzydłej MISTERI,
ale gdzie tam przecież kolesie fajowo grają, będziemy mieli ucztę duchową! No i mam tyle,
że histerie!!!! Kapeli teoretycznie nie ma a "Universe Funeral" pozostało!!!! Co można
napisać o zespole, który wymieszał wszystko, co jest mi znane (może) dokładnie... ekstra
muza, zajebisty sound, rewelacja pod każdym względem. To tylko slogany. Czy on wystarczą,
aby ktoś się do nich przekonał? Głupie pytanie, biorąc pod uwagę fakt, że każdy śmiertelnik
lubujący się w metalu zna doskonale ich twórczość! Najlepszym sposobem na opisanie płyty
byłoby wrzucenie Mańka i jego funfli do jakiejś szufladki i sprawa załatwiona. Jednakże
tego nie da się zrobić. Oni po każdej próbie zręcznie wymykają się na powierzchnie szczeliną...
zresztą nawet nie wiedziałbym do jakiej ich wcisnąć zbyt duża kumulacja stylów. Pewne jest to,
że obojętnie, w jakich tempach są ich utwory za każdym razem odnoszę dziwne uczucie. Może nawet
nie uczucie, ale stan bardziej pasujący do tego, w którym najczęściej znajdują się ludzie na
rozdrożach. Nie wiesz, którą wybrać drogę. Całe szczęście, że jest ta przedziwna atmosfera
emanuje z "Universe Funeral" ni to euforia ni to idylla! Po raz kolejny daje ciała na całej
linii frontu jestem nawet pewny, że przegrałem batalię! Tego nie da się opisać w prosty sposób
to trzeba słuchać i delektować się możnością samego obcowania z tym materiałem!
Mariusz Zawadzki; Kwiatkowskiego 43; 35-311 Rzeszów; Poland
info@paganrecords.com.pl
www.paganrecords.com.pl
Artur
|
|
BLOODTHIRST "Forgotten Years Of Killing" CD-R'03
Witamy w kraju ziemniaka! Gdzie pamięć o starych dobrych czasach
wciąż jest żywa! Jako stary śmietnik wyrażam swoje głębokie uznanie dla chłopaków,
którzy dalej brną w to bagno zwane thrash metalem. Wszak profitów z tego nie będzie,
a może, kto to wie, co czas przyniesie? Ciągle myślę, chociaż akurat ta rzecz sprawia
mi nieopisany problem, dlaczego lubię BLOODTHIRST? Tak na pierwszy słuch wiadomo, że
SLAYER wypowiadają na dzień dobry (zresztą na zakończenie demówki znajdziecie "Evil
Has No Boundaries"), a ja jakoś nigdy nie darzyłem tej kapeli należytą czcią! Realizacja
pozostawia wiele do życzenia... chyba, że jest to patent BLOODTHIRST na dzień dzisiejszy,
który w ich wypadku ciągnie się od poprzedniego materiału. W sumie każdy szuka jakichś
alternatywnych rozwiązań i miejsc gdzie jeszcze nikogo nie było. A może po prostu zapragnęli
osiągnąć te brudne garażowe brzmienie... a może były to inne względy? Dalej obdarowują
słuchacza świdrującymi solówkami (panie Rambo toż to pana sprawka!) do których jakoś nie
mogę się przyzwyczaić. Owe, sola jakoś mi nie współgrają z chropowaty wokalem, ale to
przecież szkopuł. Wszak, co mi nie pasi komuś może gładko podchodzić... Zwracam honor!!!!
Jest moment w "Broken Hopes", w którym nie przechodzą dreszcze lęku po plerach! Reasumując
jest fajnie a z czasem powinno być jeszcze lepiej.
Piotr Szymański; Oś. Wł. Jagiełły 3/3; 60-694 Poznań; Poland
bloodthirst@poczta.fm
bloodthirst.metal.pl
Artur
|
|
MOONLIGHT "Moonlight" Metal Mind prod.
Ździebko zawaliło mnie materiałami i muszę teraz skakać po gatunkach.
Los chciał a może mam dzisiaj taki dzień, że zapragnąłem posłuchać MOONLIGHT. Z tyłu
płytki można przeczytać, że jest to nowa realizacja utworów stworzonych równo 10 lat
temu. Należy to potraktować jako twórczą wariację na tematy dawne, czy aby na pewno?
Fakt nie ja jestem odpowiedzialny za całokształt i wizje muzyczne kapeli. Jednak coś
mi się wydaje, że nie widać, a raczej nie słychać tutaj aż takiej wielkiej różnicy
od tego, co zespół prezentuje, na co dzień. Może zbyt mało słucham ostatnio, Maji i
jej ekipy wszak moja znajomość kończy się na "Inermis". Jednakże wydaje się, że niema
tutaj znaczącej różnicy. MOONLIGHT wypracował przez tą dekadę swój styl i obojętnie
jak będą kombinowali zawsze pozostanie słyszalny. W zasadzie wszystkie kapele do tego
dążą... Ja żadnej znaczącej wariacji tutaj nie widzę i nie zobaczę, a że płyta jest
dobra to już inna para kaloszy! No cóż zespół dla tego wydawnictwa odrzucił swoją
ekspresję, dorzucił większe pokłady mono-melancholii, pozbył się orientalności i właśnie
ten retrospektywny materiał. Dobry na tyle na ile może być dobry krążek formacji z ponad
dziesięcioletnim stażem. Formacji, która nie składa się z laików (chociaż skład uległ
pewnej zmianie) i pamięta jak kiedyś grała.
Artur
|
|
FORCES@WORK "Coldheart Canyon" demoCD'03
Długo trwało zanim zdecydowałem się na batalię z Niemcami. A to
człek pił, a to układał pasjanse... A ktoś czeka na opinie, ale to u mnie już standard.
W sumie każda wymówka jest dobra, jeśli chodzi o braki muzyczne. Nie myślcie, że mówię
tu, o FORCES@WORK, bo tak nie jest! Bardziej chodziło o mnie!!! Trudno jest wziąć na
warsztat ambitną i inteligentną muzykę, którą niewiadomo jak ugryźć. No, bo "Coldheart
Canyon" według takiego półgłówka, jakim jestem jest zlepkiem technicznego thrasha,
progresywnego rocku i odrobiny bluesa. Z death metalowym zacięciem w "Pre-mortem Autopsy"!
Zresztą już sama nazwa kapeli a raczej jej pisownia mówi wiele, na temat ekipy za Odry.
Może nie wszystko jest złotem, co się świeci! Jak w przypadku pewnej kwestii w utworze
"Forces@Work", która jest odrobinę za banalna, ale znajdźcie kapelę, która takiego
banału nie posiada? Chcecie posłuchać solówek znajdziecie je tutaj! Chcecie posłuchać
połamanych riffów także tutaj! Macie ochotę na targanego uczuciami wokalistę zapraszam!
Interesuje was duża liczba przejść na perkusji... tacy są właśnie Niemcy! I w ten piękny
sposób uporałem się ze wszystkim w ciągu minut, czyli zrobiłem to w krótszym czasie niż
trwały przygotowania. Nie będę przeciągał struny, bo i tak już wyszedł bełkot a nie daj
dobry boże odciągnę kogoś od zapoznania się z twórczością formacji.
Adrian Weiss; Erkratherstr. 314; 40231 Düsseldorf; Germany
andreas@forcesatwork.de
www.forcesatwork.de
Artur
|
|
MUTILATION "Possessed By Reality" Empire rec.
No i co wy na to rzesze niedowiarków i wy stawiający krzyżyki!
Wstyd przyznać, ale i ja do was należę... Kto by pomyślał, że MUTILATION po "Invisible
Turn" powróci do swoich korzeni, przypomni sobie co grało kiedyś! Czyż trzeba jeszcze
czegoś więcej, aby upewnić się w 100 proceńciakach, że to jest ten sam stary zespół,
co kiedyś, że jest to ta sama gwardia śmiertelnego starego poczciwego metalu! Zakręciła
się łezka w oku... i pewnie za każdym razem coś kapnie... Szkoda, że tak niewiele kapel
potrafi tak zagrać! Szkoda, że tak niewiele kapel pamięta o swoich korzeniach i dniach
CHWAŁY! Nie będę wymieniał plusów MUTILATION, bo nie widzę żadnego sensu. Ja ich tutaj
nie widzę... no może jeden wymienię... DLACZEGO NIE MA tego kawałka z PROMO!!!! Dobrze
wiedziałem, ale już zapomniałem. Jeśli chcecie czegoś więcej przeczytać o muzyce z
"Possessed By Reality" idźcie szukać gdzie indziej! Dla mnie jest to uno bomba w kraju!
Bez dwóch zdań i zbędnego komentarzy! SŁAWA im za to, że potrafili się w końcu odnaleźć,
że zrozumieli, iż tylko retro jest ich drogą na przyszłość. Dałbym sobie coś uciąć (tylko
nie ptaszka!), iż ich powrót, którego nie było (kapela egzystowała) jest o wiele lepszy
niż formacji w które kiedyś byli zapatrzeni... chociaż idę ciernistą doliną zła się nie
ulęknę gdyż MUTILATION jest ze mną...
Tomasz Chwastek; Szewska 37; 32-200 Miechów; Poland
mutilation@poczta.fm
Artur
|
|
7th NEMESIS promo CD'02
Zespół, chociaż wiekowo młody tworzy iście szatańskie dźwięki -
powód tego jest banalnie prosty, otóż Francuzi stworzyli swoje monstrum na gruzach
INWARD MIND oraz SARGANAS a to świadczy, że grać potrafią. Może ktoś miał okazję
zetknąć się z powyższymi hordami, więc nie będzie żadnego "ale" aby zapoznać się
bliżej z 7th NEMESIS. Zresztą od jakiegoś czasu kraj żabojadów zaczyna zalewać nas
dobrymi kapelami, czego dowodem jest ta krótka promówka. Krótka jednakże oddająca w
pełni to, czego możemy spodziewać się na następnych wydawnictwach. Agresywny death
z naleciałościami black metalu daje niesamowitą ucztę słuchową! Nie ma tutaj czasu
na nudę wszystko jest przemyślane, ustawione w odpowiedniej kolejności. 7th NEMISIS
wdziera się bez pardonu do naszego wnętrz a my zaczynamy budzić się do życia, które
notabene ze względu na porę roku zaczyna robić się szare. Pora się pokalać z całego
serca, iż wcześniej nie zainteresowałem się owo kapelą tylko spokojnie czekałem aż
sami się odezwą! A teraz pozostaje biczować dupsko w wielkiej skrusze przy takim
extremum... może to chwilowo wystarczy? Owa przygoda z francuzikami jest sto razy
lepsza niż wizyta u pani Dominy! Niema co ukrywać, że gnat wpleciony w logo kapeli
adekwatnie oddaje ich wizje muzyczne. Jest to po prostu strzał z bliskiej odległości
prosto w maskę, po której zostają tylko jakieś marne ochłapy oraz coś, co niektórzy
nazywają mózgiem!!!!
Alex Sauze; 150 Avenue Pierre Brossolette; 94170 Le Perreux; France
seventhnemesis@wanadoo.fr
www.7thnemesis.fr.st
Artur
|
|
DISGORGE "Necrholocaust" Xtreem Music
Oho! No i się kurwa stało! I jak z "grzeczności" powiem, że macie przejebane, to i tak prywatnie uznam, iż to zbytek łaski, przemawiać tak delikatnie w tym momencie do zbrutalizowanego ludu. Już możecie sobie zacząć kopać grób, bo Meksykanie wydając swój trzeci album, na pewno nie mieli w swoich daleko idących planach, oszczędzania komukolwiek jego marnego żywota. To nie o SARS telewizje całego świata powinny ostrzegać, lecz o tych necro-popaprańcach, którzy zaraz po narodzeniu, a może nawet w łonach swoich matek, wykazywali anormalne zachowania, prowadzące do głębokiej dewiacji, będącej jednocześnie wypadkową skrzywienia emocjonalnego, po zetknięciu z wilgotną, cmentarną ziemią. "Necrholocaust" jest duszny, opatrzony w genialnie brudne brzmienie, i nasiąknięty zgnilizną, ropotokiem, i słodkim fetorem rozkładającego się ludzkiego ścierwa. Ten krążek to powrót do czasów, kiedy najwięksi mordercy, maniakalni zbrodniarze gatunku stawiali swoje pierwsze, i często nieporadne kroki, prowadzące w późniejszym czasie, do masowych egzekucji, i wywoływanego z panicznym grymasem na niejednej grzecznej facjacie strachu. Już możecie ocierać spocone czoła i dłonie. A co gorliwsi, niechaj piszą zapytania o pracę w miejscowych kostnicach, tudzież cmentarnych kaplicach. Może i Wam będzie dane zasmakować tej padliny. Azali zaiste powiadam Wam, iż pierwej staniecie się ofiarami, aniżeli konsumentami w pełnym tego słowa znaczeniu. Wiosła rozerwą Wam trzewia, bębny rozłupią czaszki poniewierając całe mózgowie do konsystencji "pire", a odgłosy, które zwykło się nazywać wokalizami w metalowych hordach, przyprawią Was o spazmatyczne torsje, i niekończące się wyrzucanie, często nie przetrawionego pokarmu w każdym miejscu Waszego przebywania. I jak myślicie, że po wyrwaniu kabla z sieci to uczucie minie jak zły sen, to powiem, że to gówno prawda, bo smak fekali będziecie odczuwać już zawsze w swych wyschniętych z przerażenia gardłach. Masakra w określeniu towarzyszących temu krążkowi prędkości, jak i wcieranie w glebę poczynionej niedawno zbrodni. Zero dowodów, zero świadków, a Meksykańcy ciągle na wolności. Perfekcyjne szaleństwo!
info@xtreemmusic.com
www.xtreemmusic.com
Skowron
|
|
MISANTHROPIC "Soulreaver" Xtreem Music
Po przemianowaniu nazwy, ta hiszpańska wytwórnia, nie szczędzi sił w poszukiwaniu młodego, i godnego uwagi narybku. Jednym z takich zespołów ma być niemiecki MISANTHROPIC, którego główną domeną jest zarzynanie ludzkiego ucha, death metalowymi songami. I owszem, jest tu brutalnie, całkiem ciężko, ale sporo tu melodyjnych naleciałości, co dla niektórych, może okazać się barierą nie do przeskoczenia. Żeby ktoś mnie źle nie zrozumiał, to dodam, iż owa melodia, jest tu w formie bardziej klasycznej aniżeli mającej za główny cel, przyciąganie młodocianych umysłów, bez względu na to, czy te dźwięki faktycznie sprawiają, że im się robi mokro w kroczu. Styl tego zespołu, można określić mianem miksu współczesnego spojrzenia na ekstremalne granie, jak i klasycznego łojenia. MISANTHROPIC nie za bardzo sili się na odgrzewanie starych patentów, wręcz naprzeciw ludzkiemu malkontenctwu, usiłują rzeźbić w muzycznej bryle po swojemu, nierzadko własnymi zdolnościami dając znaki autentyczności. Próbując uciec przed monotonnością, niekiedy da się słyszeć ducha thrash metalu, czy dobrego, rasowego heavy odzwierciedlonego w partiach gitar. Są też momenty, kiedy w oczy szczypie lekko siarczany odór, lecz to raczej żaden priorytet, bardziej matczyne naleciałości, niektórych muzyków ekipy. Trochę technicznego chłostania, idzie w parze ze swoistą prostotą. Wystarczy wsłuchać się w solówki, a szybko załapiecie, że tu nikt za bardzo sobie paluchów na gryfie nie łamie. Efekt ma być taki, by podczas stosunku z tym albumem, począć coś, co stanie się integralną częścią Waszej pamięci. Niski, i naprawdę mocny wokal, a z drugiej strony wyartykułowany, choć nie przesadnie czysty. Reszta składowej, wchodzącej w skład MISANTHROPIC, jak dla mnie nie nasuwa większych zastrzeżeń, więc bez sensu byłoby czepianie się, przy jednoczesnym tak zwanym mydleniu oczu. Same tempa też dla członków zespołu, nie są powodem, by spinać się w czasie, bo choć miejscami jest dość szybko, to twórcy "Soulreaver" nie brzydzą się zwolnieniami. Generalizując, po przesłuchaniu materiału, ma Wam zostać w głowach coś więcej, i starczącego na dłużej, niż na podróż do kibla i z powrotem.
info@xtreemmusic.com
www.xtreemmusic.com
Skowron
|
|
VINTERRIKET "... und die Nacht kam schweren Schrittes" Parasite rec.
Z tymi Niemcami to wyszła taka zabawna sprawa. Mianowicie kiedyś
podczas mojej nieobecności małżonka pozwoliła sobie na zmianę płytki w odtwarzaczu.
Niby nic nadzwyczajnego, ale wiedząc o tym, iż przyszła kolej słuchania "... und die
Nacht...". zapuściłem owo cudeńko, bo ileż można odkładać tą przyjemność na później.
Nie podejrzewając jej niecnego postępku zacząłem rozkoszować się dźwiękami VINTERRIKET.
Nawet zaczęło mi się to podobać... i w tym właśnie momencie złapałem się na tym,
iż coś jest nie tak... chcąc, nie chcąc zwlokłem się z wozu i odkryłem, że w środku
obracał się krążek "MUZYKA DLA DUSZY/KOMETY"! Czyli wcale nie to, co zostawiłem
dwa dni temu w sprzęcie! I jaki jest morał z tej przygody? Ano taki, że Germanie
grają właśnie taką "muzykę dla duszy" i moja lepsza połowa, która notabene jest
bardzo uduchowiona na pewno odkryłaby wielkie pokłady energii w tej formacji, ale
nie ja!!!! Jam jest prostak i gbur i za cholerę nie jarzę takiej muzy. Oczywiście
niejednokrotnie słuchało się dark ambient, ale od czego ma się brata, który lubi
takie pitolenie na klawiszach. Podobno według niego (czyt. brat) ma to coś wspólnego
z ostatnim BURZUM ino VINTERRIKET włożył więcej pracy w swój materiał niż przebrzydły
Ork! Wracając do mnie to o ile mnie pamięć nie myli bardziej trawiłem demo'00 "....Gjennom
Takete Skogen", ale to już zamierzchłe czasy...
www.parasite.org
Artur
|
|
VEDIOG SVAOR "In The Distance" Paragon intl.
Uwielbiam takie kapele, kiedy mogę poczuć się jak pensjonariusz
domu dla obłąkanych. Niby taki VEDIOG SVAOR jako jednoosobowy zespół rodem z Francji
nic nadzwyczajnego nie prezentuje. Surowy black metal, jakich wiele można spotkać
na swojej drodze, ale gdy dodamy do tego progresywne bicie otrzymujemy już coś, co
nas zainteresuje. Biorąc pod uwagę fakt, iż w całość wdziera się psychodeliczna
atmosfera zaczynamy powoli uzmysławiać sobie, że żabojad potrafi przyciągnąć nas
na dłużej swoją muzyką. Może niektórym z was wydać się, iż człowiek ten zbłądzi,
że skręcił nie tu gdzie powinien, ale ja wam mówię on po prostu szuka swego "ego",
które gdzieś tam zagubił. "In The Distance" jest muzycznym eksperymentem obrazującym
człowieka (czyt. twórcę) i jego podróż z pogranicza paraidalno sennych marzeń. Jest
przemianą doznań pozazmysłowych w świat dźwięków. Ja pensjonariusz domu dla obłąkanych
będąc zdrowy na ciele a przede wszystkim na umyśle oświadczam, że pragnę, aby VEDIOG
SVAOR zaprosił mnie do swojej następnej podróży na nowym wydawnictwie! Wtedy będę mógł
osobiście stwierdzić czy French-men odnalazł swoje "ego"!
Paragon International; P.O. Box 354; Commack NY 11725; USA
Paragonsnuff@aol.com
www.paragonintl.cjb.net
Artur
|
|
2TON PREDATOR "Demon Dealer" Diehard music
Kolesie z kapeli stwierdzili, że grają po prostu METAL! Przyznaję
im rację wszak tak jest w rzeczywistości! Z jednej strony ma to namiastkę szwedzkiego
defiora, gdy z drugiej trąca to trochę muzą za oceanu. Aby nie być goło słownym i
nie narażać was na przegrzanie szarych komórek owe zaoceaniczne granie przypomina
dokonania PANTERY. Gdzie niegdzie w całości przemknie jeszcze stary dobry thrash
i zaczyna się wyłaniać z ciemności oblicze Drapieżnika. Wiecie już, jakie pokłady
energii posiadają panowie z pod znaku trzech koron!!! Ciężki masywne brzmienie w
połączeniu ze skoczną perkusją staje się adekwatne do nazwy kapeli, jeśli chodzi
w niej o to, że Drapieżca miażdży swoje ofiary z siłą nacisku 2000 kilogramów!
Pora najwyższa, aby świat usłyszał o 2TON PREDATOR tylko czy w zalewie wszelkiej
maści kapel im się to uda? Jeśli nadal będą wypuszczać takie cacka nie widzę żadnych
przeszkód, aby dołączyli do czołówki swego kraju jak i naszego globu tym bardziej,
że poprzednia płyta nosiła namiastkę ich możliwości będąc zarazem przedsmakiem czegoś,
co mamy na "Demon Dealer"... Coraz trudniej jest mi opisać doznania, jakie odczuwam
podczas słuchania tego cudeńka! Być może ja się wypalam a oni rozkręcają na dobre
do tego stopnia, że ktoś będzie wkrótce musiał złożyć broń!
2ton@2tonpredator.com
www.2TONPREDATOR.com
Artur
|
|
GREEDY INVALID "Lost Letter" Avalanche prod.
Nie będę ukrywał, że jestem romantyczny facet, chociaż wolę
pozować na brutala! Nie będę ukrywał, że lubię w samotni posłuchać nastrojowej
muzy, chociaż publicznie słucham agresywnego uderzenia! Reasumując powyższe zdania
miło słuchałem HIM i dalej słucham. Pewnie tak samo zapuszczałbym w ruch krążek
GREEDY INVALID gdyby nie to, iż od pierwszego przesłuchania do dzisiaj ustawicznie
nasuwa się myśl, że "Lost Letter" to taka kopia HIM! Wokal prawie identyczny,
gatunek muzyczny tak samo tylko tempo wykonania o wiele wolniejsze! Czy to jest
przekleństwo czy zaleta kapeli? Trudno jest powiedzieć... momentami wydaje się,
że płyta powstała z myślą o wszystkich nieszczęśliwych na tym globie. Obojętnie
od ich rodzaju bólu. Może to jest patent na przyszłość? Trochę nieznacznego ożywienia
wnosi "Werewolf" tylko i wyłącznie z tego powodu, iż mamy inna konstrukcja utworu.
Myślałem, że tak samo będzie w przypadku "Useless Killing" jednakże i tutaj pojawił
się duch Finów! Najlepszą kompozycją z całości biorąc pod uwagę moją romantyczną
dusze jest bezapelacyjnie "Resurrection Of Mine". Nie stawiam na nich krzyżyka i
nie pieję peanów z prostej przyczyny tym razem nie udało im się przeciągnąć moją
osobę na ich stronę... chociaż byli blisko... początek zapowiadał się całkiem
apetycznie... może następnym razem o ile takowy będzie komuś się uda.
Avalanche prod.; P.O. Box 37; Přibor 742 58; Czech rep.
avalancheprod@sezam.cz
Artur
|
|
EVOLUTION "Dark Dreams Of Light" Commusication
Germanie z EVOLUTION polubili mnie do tego stopnia, iż posiadam
już w swojej kolekcji aż trzy krążki! Całe szczęście, że od poprzedniego trzymają
się tej samej nazwy, bo kolejnej zmiany bym nie zniósł, hehehe. W sumie to jest mały
pryszcz o wiele większy jest ten, że chłopaki uczepili się myśli, iż będą niemiecką
METALLICA po "czarnym albumie"! I pchają ten wózek uparcie do przodu grając po drodze
jak ekipa Larsa, chociaż mi to wcale nie przeszkadza. Jeśli chcą tak grać to ich
sprawa nic mi do tego... dobrze, że nie chcą wyglądać jak ich idole. Gdy włączyłem
płytę usłyszałem coś a'la IRON MAIDEN już miałem cichą nadzieję, że może tym razem
będzie inaczej, ale to tylko wstęp. I tak w dalszym ciągu pozostają udaną kopią
wiadomo kogo! Właściwie nie rozumiem mojego podejścia do EVOLUTION grać potrafią,
bo przecież to słychać, ładnie im to wychodzi, bo również to słychać, ale nudzi
mnie już ta ich muzyka. Tym razem nie przyznam Niemcom żelaznego krossa ino masz
krzyż walecznych za uparte dążenie do celu! Naprawdę nie mogę inaczej podejść do was
chłopaki... sorry... zbyt dużo tutaj METALLIKI. Chociaż i tak lepiej słuchać EVOLUTION
niż bliżej nieokreślone bulgoty z Bogoty!
Evolution; Damaschkestr. 36; 67065 Ludwigshafen; Germany
INFO@evolution-metal.de
www.evolution-metal.de
Artur
|
|
URKRAFT "Primordial" Promo 2003
Ten materiał, to jak na razie ostatnia, i najświeższa odsłona Duńczyków. I choć specjalnej rewolucji w porównaniu z Promo 2002 tu nie odnajdziecie, to ciekawostek muzycznych i rozwinięć obranego stylu, jest co najmniej kilka. Zmiana składu, nowe twarze w szeregach zespołu, kolejnych kilka ładnych miesięcy na karku, i być może właśnie tu należy się dopatrywać większej dojrzałości tworzonej muzyki. Zgodnie z zapowiedziami Mikaela, cztery utwory z tego krążka, to jeszcze bardziej intensywna wizja metalowych przeobrażeń. Ale to, iż bardziej mięsista miejscami ta nuta, to w parze za tym idzie zwiększenie dzikiej brutalności, zwiększenie koni mechanicznych w motorze napędzającym to całe przedsięwzięcie zwane URKRAFT. Oczywiście, nie dane jest nam karmić swoich uszu krwistym mięchem, bo choć zwiększony tonaż czuć na wstępie, to zespół nie zamierza w najbliższym czasie wyzbywać się linii melodycznych, które wyostrzają klimat, jak również są ręką, która będzie Was prowadzić nad przepaścią w cholernie ciemną noc. Klawisze znalazły tu więcej pola do manewru, co jednych przybliży to tej ekipy, drugich przyprawi o zdegustowany grymas na twarzy. I żeby wypośrodkować te zbieżne kalkulacje, to dodam, iż tak jak poprzednio, ten instrument służy bardziej do wytworzenia większej głębi, i okrycia całości płaszczem mroku, niż do wabienia dziwnych stworzeń słodką wonią. Dalej granie URKRAFT przypomina o dokonaniach ziomali ze Skandynawii, lecz tym razem, niejednokrotnie kapela wyrywa się mocnym klamrom, w jakie zakuto ich odnośnie wcześniejszych nagrań. Dziś to bardziej obywatele Europy, aniżeli jednego konkretnego regionu na starym kontynencie. Ot, dość brutalny i ciężki miejscami, ale ciągle melodyjny death metal. Zmieniło się również brzmienie na tym materiale. Teraz jest ono jakby pełniejsze, i mniej brudne. Czy to dobrze? Pewnie jak dla kogo, choć mi to nie przeszkadza w pełniejszym pojmowaniu twórczości z Danii. Być może to efekt swoistej alienacji, i próba stworzenia kosmosu, ale o to trzeba by było się pytać u źródła. Tymczasem, spróbujcie zgłębić naturę "Cannibal Melancholy", "Eternal Cosmic Slaughter", "Soulless" oraz "The Scarlet Burning".
Skowron
|
|
RESURRECTED "Blood Spilled" Perverted Taste
Znam ten zespół od ładnych kilku lat, a za każdym razem kiedy sięgam po ich nowy materiał, po moich plecach przechodzą dreszcze i oblewają mnie zimne poty, jak podczas oglądania dobrego obrazka z serii horroru. Od lat grzeją niezmordowanie w death metalowym rzemiośle, i z coraz lepszym skutkiem. Co prawda zawsze byłem entuzjastą twórczości kapeli, ale zawsze cieszę się jak małe dziecko z odpustowego "jojo", bo niby ciągle podobne do poprzedniego, lecz za każdym razem zupełnie nowe. RESURRECTED mają już swój indywidualny tor muzycznej ekstremy, i ja życzyłbym sobie, aby tylko starczyło im sił, na kontynuowanie tej śmiertelnej tułaczki, i oby ich perwersyjna siła, dotykała coraz to większe grono ofiar, odbiorców. Wraz z "Blood Spilled", zespół uzewnętrznia swoje najlepsze atuty, atuty, które jednocześnie są tępym narzędziem w ręku nocnego łowcy, bronią masowej zagłady, która raz aktywowana, jest niemożliwa do rozbrojenia. Litość, to archaik w słowniku tych brutali, wyrażenie nie mające racji bytu przed końcowym przeznaczeniem - EGZEKUCJĄ! I choć w połowie trwania albumu natkniecie się na instrumentalny, i stosunkowo klimatyczny kawałek - wiem, wiem, okropnie to brzmi - to i tak nie starczy Wam sił, by ponownie stanąć do walki z potworem. Tu ginie się od jednorazowego uderzenia potężnego ciężaru, przy którym buldożery, to tylko imponująco wyglądające maszyny. Szybkości rozwijane przez Niemców, tną ciało na strzępy, by zaoszczędzić czasu ludziom z kryminalnej dochodzeniówki - pozbądźcie się złudzeń, te szczątki są nie do zidentyfikowania, zmielone i przemieszane z brudem cmentarnej ziemi. Od pierwszego, aż po ostatni, dziesiąty track na tym krążku, człowiek dostaje porządny wpierdol, efektem którego, jest lekcja i wnioski na resztę marnego żywota - o ile możliwe jest oderwanie się od tej muzy, nie wyzionąwszy wcześniej wymęczonej duszy. Brak zasad w tym morderczym starciu, podsyca tylko chęć osiągnięcia celu, zbrodni niemal doskonałej. Przyznajcie się, jak często spoglądaliście w stronę odległej Holandii? Teraz świetnie prosperującą rzeźnię, macie niemal pod nosem. "Repeat" i kaźnia zaczyna się od nowa!
RESURRECTED; P.O. Box 12 04 14; D-47124 Duisburg; Germany
blood@resurrected.net
Skowron
|
|
REDEMPTOR "And Fracture In Human Art." - Demo CD'2003
Ostatnio rzadko słucham death metalu ale death w wykonaniu REDEMPTOR
odświeżył mi pamięć o świetności death metalu na przełomie lat 80/90. Co prawda młody
to zespół i młodzi muzycy ale swym klasycznym, death metalowym brzmieniem i charakterystyczną
barwą growlingu dokonał retrospekcji do tamtych czasów. Już pierwszy utwór "The
Violent Advance" prezentuje dynamikę i agresję riffów na podbudowie energicznej
sekcji rytmicznej. Oczywiście pojawiają się akcentujące muzykę gitarowe piski,
jak bardzo charakterystyczne dla tamtych death metalowych bandów, czego obecnie
często mi brakuje. Częste zmiany tempa podkreślane przez perkusję oraz szybkie,
tłumione riffy wraz z akcentującymi partiami szesnastek tworzy jakby trzon
muzyki REDEMPTOR. Bogate, dynamiczne aranżacje pierwszych, dwóch utworów
splatające się w agresywną całość nasuwają mi na myśl skojarzenia z VADEREM.
Ale to nie koniec twórczości zespołu - dość częstym atrybutem są nostalgiczne,
gitarowe solówki, które tutaj nasuwają mi skojarzenia z DEATH'em. Poza
tym gdzieś z daleka dały się słyszeć minimalne partie klawiszy oraz wyłoniły
się melancholijne pasaże czystych gitar prowadzące gitarową solówkę...
niczym z "Cosmic Sea" (???)... "Kermes" - trzeci utwór - to instrumentalno
thrash/deathowy kawałek bogaty w częste zmiany tempa i aranżacje...
szybkie, tłumione riffy, zwolnienia i melodyjne gitarowe solówki...
rzekłbym - REDEMPTOR w pigułce. Natomiast "Treasure" przedstawia
nam nieco inne oblicze zespołu - zabarwione o black metalowe patenty
- w postaci gitarowych szesnastek wplecionych w death metalowe
kompozycje oparte o ciężkie, tłumione riffy i melodyjne solówki.
"Redemption (fade out)" to jakby kolejny instrumentalny ukłon
w stronę nieśmiertelnego DEATH'u... mrok, melancholia, odlot
w strone "kosmicznego morza". Ostatni, bonusowy kawałek "Die
In Pain" na nowo rozbudza nasze zmysły proponując stare,
death metalowe patenty... agresywne szesnastki przeplatające
się z ciężkimi, tłumionymi zwolnieniami i nieco głębszym
growlingiem - utwór prowadzony jest przez dosyć zróżnicowaną
pracę perkusji - natomiast tym razem i w tym utworze
moje skojarzenie padło na miksturę MORBID ANGEL z VADEREM
oraz oczywiście z DEATH'em za sprawą charakterystycznych
partii solowych. Całość jest bogato zaaranżowana -
ukazuje to co dla mnie jest w death metalu najważniejsze,
czyli brutalność, agresja i dynamika wzbogacona
melodyjnymi, gitarowymi motywami (co w death metalu
jest rzadkością). Jedynym minusem jest jakby niespójność
brzmienia niektórych utworów ale cóż pozostaje
im życzyć wejścia do prawdziwego studia...Daniel
Kesler; ul. Niemcewicza 6/27; 18-400 Łomża
tel.: (086) 2-18-63-41; Łukasz Sputowski; ul. B. Prusa 19/6;
18-400 Łomża; tel.: (086) 2-19-83-47
r_crusher@poczta.onet.pl
rzezniklukasz@poczta.onet.pl
Gnom
|
|
KLOAK "A True Bohemian Revolutionary" Drug[s]
Po miesiącach stagnacji, odrętwienia wręcz totalnego wyjałowienia do
normalnego żywotu powrócił mój umysł! Niby nic nadzwyczajnego w tym nie jest wszak każdy
ma lepsze lub gorsze okresy... wystarczy jeden impuls aby diametralnie odmienić swoje
zachowanie. Takim właśnie bodźcem jest duński KLOAK zespół u nas mało znany lub raczej
w ogóle! Dziwne wydawać by się mogło, że za sprawą "A True Bohemian Revolutionary"
jestem w stanie cokolwiek zrobić wszak ich muza to mikstura brutalności, hałasu potocznie
zwanego indierock w połączeniu z core grindującym metalem. Rytmicznie zaczyna pulsować
krew w żyłach, włosy zaczynają rosnąć w nosie a ja wiem, że żyję!!! Domeną Duńczyków
jest klimat, którym potrafią wytworzyć opętanymi dźwiękami, schizującym wokalem...
jeszcze, więcej, szybciej... zachwianie równowagi jest bliskie, nieodwracalne, nieuniknione!
KLOAK wdziera się w mój umysł i tam pozostanie na długo choćbym miał podać się wprawnej
ręce chirurga ON tam pozostanie!!! Jest to naprawdę niesamowite doznanie wiedząc, że nikt
przy zdrowych zmysłach nie pokusiłby się o wytrwanie półgodzinnej ingerencji w strefę
własnej jaźni! Taka muzyka i kreskówki typu "Kotopies" bądź "Bobry w akcji" są tym
wszystkim, co może spotkać człowieka w życiu najlepszego. Człowieka, który nie ogranicza
się do prostej banalnej muzyki stworzonej dla pospólstwa!
www.kloakcasa.dk
Mighty Music/Drug[s]; Skelmosen 1; 2670 Greve; Denmark
info@mightymusic.dk
wwwmightymusic.dk
Artur
|
|
EPITOME "supeROTic performance" Conquer Rec.
Muzykę EPITOME powinni puszczać przez megafon na wojnie w Iraku. Już dawno by się skończyła ta przepychanką o kasę i wpływy łatwopalnego kruszcu. A i samemu wodzowi narodu amerykańskiego, przydałaby się terapia silnie wstrząsowa. Bufon jebany zacząłby się może liczyć z narodami, gdzie nie stoją szklane wieżowce przy każdej ulicy. Pytanie czy znacie, pamiętacie ten zespół na pewno byłoby nie na miejscu, i co najmniej przez niektórych, mogłoby zostać odczytane jako bardzo obraźliwy gest, czy wręcz atak na ich persony he he. Nie będę więc tym nikogo zniesmaczał, i tylko dodam, że EPITOME powraca z bardzo brutalnym mięchem. Zresztą, czego można się było innego po nich spodziewać?! Przecież od dawna rzucali na lewo i prawo krwistymi ochłapami mięcha, i niech tak już zostanie po wsze czasy. Jak zawsze perwersyjni, cholernie miażdżący i urywający jaja z perfekcją naćpanego chirurga plastycznego. A i co cnotliwsze panienki nie powinny się zbliżać do tego srebrnego talerza, bo wasz przyszły boy na pewno na pewno nie uwierzy, że to od jazdy na rowerku! I choć po okładce nie widać tej muzycznej grindowej obleśności, to samo odpalenie albumu powoduje silne wstrząsy padaczkowe, i u niektórych krwotok z nosa he he. To jednocześnie bardzo dobry wyznacznik dla naszej podupadłej służby zdrowia, bo zabiegów wymagających ingerencji w ciało ludzkie, można od teraz dokonywać bez znieczulenia - warto przemyśleć sprawę, bo budżecik cieniutki! A co do samej muzy, to przyznam, iż stała się jeszcze większym atutem tej załogi. Bardziej techniczna, mocniej zaaranżowana. Wystarczy zarzucić taki towar jak "Adrenalin Vitamine.Grind'n'bass Version", "Libido Canal" lub "gj8603" i powinniście skumać, że ograniczenia to przeżytek, choć chlubna tradycja masturbacji hałasem, została znakomicie zachowana. Myśleliście, że Ci brutale dali sobie spokój z tworzeniem muzycznej adrenaliny? To błąd, duży błąd! Oni wrócili, i nie pozwolą Ci na zbytnią pychę. Zacznij się rozglądać za bolesnym ciosem.
Skowron
|
|
NEUROPATHIA "Graveyard Cowboys" Selfmadegod Rec.
Wow! Czasami takie jedno słowo zastępuje tysiące innych, potok wyrażeń zmierzający do jednego konkretnego celu - nakreślenia supremacji danego współczynnika nad naszym ogólnie przyjętym poglądzie na coś uderzająco nieznajomego, a jednocześnie bardzo ciekawego, i w pewien sposób, nie do końca odkrytego. Wow! I chyba mógłbym tak jeszcze przez chwilę, ale co bardziej nerwowi, mogliby się poczuć jeszcze bardziej zagubieni we własnym świecie nieświadomej frustracji, próbując odczytać treści pisane między wierszami. Cóż począć? Mus chyba skrobnąć kilka zdań więcej, na temat tego "cmentarnego dzikiego, trupiego, czy po prostu zimnego jak truposz zachodu". Otóż NEUROPATHIA to żadne novum na naszym rodzimym metalowym podwóreczku, co bardziej wytrwalsi szperacze w tunelach podziemia, nawet już w taki czy inny sposób zetknęli się na pewno z tym szyldem ba, często nawet nie szczędząc pochlebstw i uznania pod adresem białostockich brutali. Pytanie tylko, czy pomimo swojej aprobaty dla chorej twórczości tej ekipy, spodziewali się usłyszeć co jeszcze lepszego, czegoś, co ciągle pozostając w kręgu gore grind metalu, nie pohamowanie odstaje od całej masy zespołów nurzających się w tych gatunkowych wybroczynach?! Odpowiem we własnym imieniu: Byłem i jestem ciągle pod cholernie dużym wrażeniem zawartości "Graveyard Cowboys". Moja żuchwa, bezwiednie opadła w kierunku dołu, pozostawiając sporych rozmiarów otwór między zębami. Ten krążek, to perełka w swojej klasie! To bezapelacyjnie, jeden z najlepszych krążków polskich ekstremistów ostatnich lat, a myślę, że gdyby chcieć się cofnąć w przeszłość w poszukiwaniu ostatnich westchnień do dzieł ambitnych, musielibyśmy przewertować grube stronice historii. To ciągle jest ten pieprzony i niszczący gore/grind, ale jakże bardziej zaskakujący, i jakże poniewierający ludzkim jestestwem. Być może nie jest to album przesadnie skomplikowany, ani też pasujący do ogólnych zasad brutalności, ale ciągle jest to materiał ciężki i niemal wzorowy w bezlitosnym zabijaniu dźwiękiem. Bardzo dobre pomysły, mocna produkcja, jaką zapewniło kapeli studio braci Wiesławskich i jeszcze lepsze wykonanie, według mnie stawiają NEUROPATHIA w panteonie zwycięzców. 17 utworów podanych w odrażający, i zarazem przyciągający sposób, plus kilka przeróbek by godnie zakończyć masakrujący dzionek. Cmentarne hieny nie mają sumienia. Dla nich nie ma żadnych świętości. Zanurz się w tą bulwersującą podróż!
Skowron
|
|
SACRIVERSUM "Mozartia" Metal Mind
Mnie nowa płyta SACRIVERSUM nie przekonała. Być może dlatego, że spodziewałem się więcej, być może dlatego, iż dla mnie osobiście, jest to materiał dość przeciętny. Owszem, da się na tym albumie zauważyć kilka ciekawych momentów, czymś się zainteresować, ale nie są to elementy, które trzymały by przy sobie słuchacza. Po którymś już przesłuchaniu z rzędu, ciągle "Mozartia" się po prostu kończy i tyle. Nie pozostawia po sobie pewnego niedosytu, narkotyku, który zmuszałby do ponownego wciśnięcia przycisku "play". Brak jej przebojowości, wbijającego się głęboko w podświadomość słuchacza rozgrzanego haka, mającego na celu zatrzymanie potencjalnej ofiary - fana przy swoich dźwiękach w nieskończoność. Być może w odczuciu innych tylko się czepiam, lecz w rzeczywistości, nie jestem w stanie związać się z tym krążkiem na dłużej. I nie ratuje fakt, że na "Mozartia" jest więcej death metalowej drapieżności. Ten album jest bardziej zadziorny od swojego poprzednika, i miejscami potrafi pokazać ostry pazur. Ale dla mnie to ciągle za mało... A tak na marginesie, to najnowsze dziecko Łodzian, jest kontynuacją stylu, znanego z "Soteria", czy w większym stopniu z "Beckettia". Duże porcji melodyjnego grania, i tym samym dość rytmicznych riffów. Gra głosów, przypominająca teatralny spektakl - niski ryk Rema, oraz słodki śpiew kobiecy. Do tego klawisze podsycają klimat, potęgując powagę i nastrój grozy. Swoją drogą, to parapet robi dobrą robotę, tworząc odpowiednią głębię, a zarazem mistyczną przestrzeń otaczającą pozostałe dźwięki. Jedyne co powoduje u mnie szybsze bicie serca, to solówki. Bardzo przemyślane, nie będące efektem zwykłej improwizacji. Na pewno nie jest to materiał do jednego przesłuchania, i mam nadzieję, że Wy akurat wyciągniecie inne wnioski, aniżeli moja skromna, niżej podpisana osoba. Tak czy siak, sprawdźcie ten stuff!
Skowron
|
|
TOMORROW'S EVE "Mirror Of Creation" - CD'2001. Source Of Deluge Rec.
Z pośród tysięcy zespołów na całym świecie co jakiś czas wyłania
się twór, który poprzez muzyczne eksperymenty wybiega swoją muzyką poza konwencjonalne
ramy szeroko pojętego metalu. Między innymi chodzi mi o progresywny metal, którego
przedstawicielem również jest TOMORROW'S EVE. Tym razem zespół pochodzi z Niemiec,
co mnie wcale nie dziwi, gdyż moim zdaniem Niemcy obok Francji czy Włoch lubują
się w niesklasyfikowanych dźwiękach i eksperymentach muzycznych. Progresywny
metal jaki tworzy TOMORROW'S EVE najbardziej zbliżony jest do heavy metalu,
aczkolwiek wybiega poza jego kanony... Różnorodność przeplatających się tematów
muzycznych tworzy bardzo specyficzny nastrój - nasycony delikatnym mrokiem,
melancholią, melodią i kosmiczną energią - co trochę kojarzy mi się z ENS
COGITANS lub trochę z BLACK SABBATH (bez Ozzy'iego), np. z "Tyr" a jeśli
chodzi o coś z poza metalu to może MARILLION lub KING CRIMSON. Owych 13
utworów przepełnionych jest różnorodnością aranżacji, nieoczekiwanych
zmian tempa (od wolnych, bardzo klimatycznych motywów po dość szybkie
i agresywne typowo heavy/thrashowe zagrywki). Bogatość kompozycji nie
pozwala ani na chwilę oderwać słuchu od muzyki, gdyż w przeciwnym razie
słuchacz "ominie" niektóre często zmieniające się tematy muzyczne.
Nie znajdziecie tu za wiele przerw między utworami - 70 minut muzyki
- kolejne utwory zgrabnie przenikają w siebie. Nawet pokusił bym
się o stwierdzenie, że "Mirror Of Creation" to jeden długi utwór.
Rozbudowane tematycznie i brzmieniowo partie klawiszy idealnie
współgrają z bardzo bogatymi aranżacjami gitar i sekcji rytmicznej.
Klawiszowe bądź gitarowe solówki nie walczą ze sobą a uzupełniają
się nawzajem, tworząc ogromną dawkę melancholijnej melodii.
Natomiast niewielkiej agresji dodają techniczne i rytmiczne
bądź tłumione riffy gitarowe wspomagane przez energię rozbudowanych
rytmów perkusyjnych. Całości dopełnia czysty i melodyjny
śpiew wokalisty o heavy metalowych wpływach, który miejscami
przechodzi w melodeklamacje. Na pewno nie jest to muzyka
dla ludzi lubiących proste, chwytliwe melodie... Inteligentna
muzyka dla inteligentnych ludzi!!! Tomorrow's Eve; Marienstr. 9;
D-66424 Homburg/Saar; Germany
tomorrows-eve@tomorrows-eve.de
www.tomorrows-eve.de
Gnom
|
|
LILITH "Live One" - CD'2003
To już moje kolejne spotkanie z LILITH. Tym razem jest to materiał
z koncertu w D.K. Gołębiów/Radom (14.03.2003). Przypominam, że LILITH to wcześniejszy
REGNUM IRAE. Materiał zawiera 3 utwory oraz cover SLAYERA "Seasons In The Abbyss"...
ale może po kolei... Muszę przyznać, że jak na warunki koncertowe - podejrzewam
- dom kultury - to dźwięk jest dobrze zarejestrowany... i jeśli chodzi o wykonanie
muzyczne jest równie dobrze... "Zemsta" - to pierwszy song po niewinnym początku
opartym o krótki pasażyk gitary przeradza się w dość ciężkie i szybkie partie
gitar oraz perkusji (jak na LILITH - oczywiście), wzbogacone o psychodeliczne
klawisze. Całość przechodzi w melodyjny akcent wokalistki, która nadaje muzyce
barwy gotyckiego smaku i specyficznego mrocznego nastroju... W utworze pojawiają
się ciężkie i ostre motywy jak i delikatne klawisze z akcentującymi bądź
melodyjnymi partiami gitar oraz klawiszowo-"hamondowskie" solówki... "The
End Of The Great Romance" - to melodyjno-melancholijny akcent LILITH.
Tempo już spokojniejsze, bardziej zrównoważone. Całość delikatnie prowadzona
jest przez śpiew Lorien, nadając niewielką dozę mroku tworząc nostalgiczno
-mroczny nastrój... "Tęsknota" - ten polskojęzyczny utwór, który wprowadza
nas w spokojny melancholijny klimacik (przy użyciu akcentujących partii
basu, melodyjnej gitary, delikatnych klawiszy oraz śpiewu Lorien...
Nadszedł czas na "Season In The Abbyss" - co było dla mnie totalnym
zaskoczeniem! Klimat jaki stworzyli muzycy na czele z Lorien (akcentujące
klawisze i bardzo specyficzny sposób odegrania SLAYERA) nieziemsko
zmienił oblicze tego agresywnego thrash metalu. Utwór nabrał zupełnie
innego wymiaru!!! Mniej agresji ale za to więcej mroku i obłąkania,
co w ustach Lorien zabrzmiało naprawdę odlotowo. Do tego zamiast
gitarowej solówki - solo na klawiszach w stylu psychodeliczno
-progresywno-jazzowych kapel (ale wymyśliłem, hihihi). Nawet
się nie spodziewałem jak można tak diametralnie zmienić charakter
utworu. Ale zapewniam fanów SLAYERA, że wciąż słychać, że
jest to utwór SLAYERA pod warunkiem, że ktoś słyszał go
w oryginalnej wersji, hehehe. Ogólnie charakter muzyki
LILITH prócz gotyckiego klimatu jest mocno nasycony progresją
oraz delikatnymi wpływami rocka, czy nawet cięższych
gatunków metalu. Szkoda tylko, że wokal był lekko za
głośno nagrany w trzech pierwszych utworach, co niestety
sprawiło, że gitary były nieco w tyle. Ale cóż, to
nagranie z koncertu i mimo wszystko warto posłuchać.
W studiu na pewno będzie lepiej.LILITH - Grenadierów
8/1; 26-611 Radom; Poland
lilithband@poczta.onet.pl
www.lilithband.republika.pl
Gnom
|
|
GUTTER SIRENS "Memory Analysis" - CD'2001. Metal Mind Prod.
"Memory Analisis" - to muzyka dla fascynatorów HELLOWEEN, HAMMERFALL,
czy STRATOVARIUS!!! Jestem pełen podziwu dla moich sąsiadów (pewnie kiedyś nie raz
mijaliśmy się na SHARK ATTACK'u - hehehe)!!! Najczystszy heavy metal jaki można
sobie wymarzyć. Owy materiał jest naprawdę świetny... Szybkość, energia, melancholia
i melodia... to już mówi samo za siebie... W pełni profesjonalnie zaaranżowane
kompozycje i wykonanie... Bogactwo wirtuozerii i wpływów muzyki klasycznej...
Urozmaicone partie gitar oraz klawiszy... Szybkie, rytmiczne tempa... Melodyjny
wysoki śpiew Domana (na bardzo wysokim poziomie)... Miejscowe, ciężkie bądź
melancholijne zwolnienia... Melodyka połączona z dynamiką... Przeplatające
się tempa i cudowny mroczno-melancholijny klimat... Całość jest idealnie
dopięta na ostatni guzik. Bez najmniejszego potknięcia, czy zawahania. Po
prosty totalny heavy metal - dodać można wiele ale na pewno nie ująć!!!
guttersirens@guttersirens.pl
Gnom
|
|
NAAMAH "Ultima" - CD'2002. Metal Mind Productions
Jak zwykle MMP złapał do swojej stajni kolejny obiecujący zespół.
PO chociażby ARTROSIS, MOONLIGHT, BATALION D'AMOUR przyszedł czas na NAAMAH. Nietrudno
się teraz domyśleć, jaką muzykę proponuje nam zespół - wiadomo gothic metal z kobiecym
wokalem w wykonaniu Anny Panasz - głosik czyściutki, melancholijny z niewielką
dozą akcentującej agresji. W zasadzie ich muzyka to nic nowego, ale mimo wszystko
jest wypełniona delikatnym posmakiem mroku i potężną nostalgią. Muzyka przede
wszystkim opiera się na dość ostrych riffach gitarowych przeplatanych melodyjnymi
solówkami, wzbogacanymi o rozbudowane partie basu oraz bardzo klimatyczne klawiszowe
motywy. Często używane są czyste gitarowe bądź klawiszowe pasaże na tle sekcji
rytmicznej. Dodatkowym atutem są sporadyczne partie skrzypiec (co miejscami
przypomina ANKH). Na płycie prócz 7 utworów (w tym intro i outro) umieszczono
cover NIGHTWISZ "She Is My Sin" (w perfekcyjnym wykonaniu) oraz 3 bonusy
(którymi są polskojęzyczne utwory). Materiał bez wątpienia jest godny
uwagi i myślę, że z powodzeniem wynurzy się ponad przeciętną toń oceanu
gotyckiego metalu.
kalisz@rockmetal.pl
www.naamah.rockmetal.art.pl
Gnom
|
|
ASHES YOU LEAVE "The Inheritance Of Sin And Shame" - CD'2000. Morbid Rec.
Chorwaci mnie zaskoczyli!!! Pamiętacie jeszcze jakieś doom metalowe
kapele, które grały tak ciężko i wolno, że brzmienie gitar i growling miażdżyły was
niczym walec, a dodatkowy piękny, anielski głos sprawiał, że wasza dusza unosiła
się nad zmiażdżonym ciałem? Właśnie tak gra ASHES YOU LEAVE!!! Ciężkie, wolne,
tłumione gitary. Potężny growling oraz cudowny anielski, kobiecy śpiew. Całości
dopełniają partie klawiszy w stylu starego MY DYING BRIDE, partie odegrane na
flecie w stylu, np. HAGGARD (co przynosi skojarzenia z dawną muzyką dworską)
oraz wolne, melodyjne solówki gitarowe. Nic dodać, nic ująć!!! Ponad 42 minuty
miażdżącego doom metalu!!!
ashesyouleave@mail.com
www.morbidrecords.de
Gnom
|
|
AENIMA "Never Fragile" - Ep CD'2002. Equilibrium Music
Osobiście trudno jest mi zaszufladkować tą muzykę. Na pewno głównym
kanonem jest gothic, lecz słychać tu wpływy metalu i rocka, czy dark wave. Myślę,
że można ich określić jako mieszankę polskiego ARTROSIS, czy też MOONLIGHT z wpływami
DEAD CAN DANCE lub THE 3rd AND THE MORTAL. Całość jest bardzo spokojna, melodyjna
i totalnie klimatyczna a to za sprawą między innymi pięknego głosu wokalistki
oraz sampli, klawiszy jak też spokojnych basowo-gitarowych sekwencji. Niektóre
motywy kojarzą mi się też z THE GATHERING (z czasów "Mandyloin" i "Nighttime
Birds"). Cóż mógłbym więcej napisać? Jest to muzyka z duszą dla ludzi kochających
delikatny mrok i melancholię.
aenima@aetherial.org
Gnom
|
|
VLE "Book Of Illusions: Chapter III" - CD'2003
Oto kolejny krążek tajemniczego Mr. Vle. Oprawa graficzna części
III stylistycznie jest zbliżona do poprzednich części. Pierwszy utwór "Kano" pochodzi
z "... Chapter II". Jest to tak cudowny utwór, że od razu wprowadza mnie w stan
głębokiej melancholii i zadumy nad dalszym sensem istnienia na Ziemi. Ci, którzy
nie znają tego kawałka, przypomnę, że jest to połączenie VANGELISA z delikatnymi,
melodyjnymi - oczywiście "metalowymi" gitarami. Kolejny utwór "The Arnival" to
połączenie akordowych dźwięków gitary akustycznej, delikatnej melancholijno-psychodelicznej
solówki z cichymi śpiewami, a raczej zawodzeniami. I właśnie ten utwór zapowiada
już, że "... Chapter III" będzie bardziej metalowa. Już od następnego utworu
pojawia się szybki aczkolwiek melodyjny black metal. Podążając dalej napotykamy
na utwory, w których królują melodyjne gotycko-black'owe gitary ze sporą
ilością melodyjnych partii solowych i akustycznych, wzbogacone o delikatne
partie wokalne, chóralne, jaki i partie growlingu, czy black'owego skrzeczenia.
Utwory wzbogacone są o klawiszowe intra lub outra. Całość nacechowana
jest potężnym mrokiem, melancholią i miejscami psychodelią. Tempo utworów
jest dość urozmaicone. Jedynymi minusami są zbyt ciche wokale oraz
"suche" brzmienie gitar. Jednak mimo wszystko VLE jest przepełniony
emocjonalnością utworów (od opętańczej agresji po błogość i nostalgię)
vle25@hotmail.com
www.mp3.com/vle
Gnom
|
|
RZEŹNIA "Mathematic Grind" Selfmadegod Rec.
Chyba nie wiedzą Ci co plują na własne podwórko, jak w wielkim są błędzie odnośnie wartości rodzimych ekstremistów! Bo uparte czasami są z nich jołopy, którym co by nie mówić, i próbować wytłumaczyć, to i tak oportunistycznie będą podchodzić do rzeczonego tematu. A źle się wtedy dzieje, oj źle. Bo weźmy choćby taką RZEŹNIĘ. Zespół niby kilka ładnych lat ma już na karku, powoli siwe owłosienie w pewnych miejscach zaczyna się pojawiać, a na naszym poletku, tak naprawdę mało kto zna ich dokonania, i stawia ich w szeregach ligi światowej. No bo właściwie, to jak ta pierdzielona liga wygląda?! Po jaką cholerę komu koszulki z napisem - jestem liderem?! Chcielibyście, aby Wasz ulubiony napierdalacz miał ksywkę - Dolarek?! Pieprzyć stereotypy, jest tylko dobra, lub mniej oryginalna muza. A RZEŹNIA zalicza się bezsprzecznie do tych pierwszych. Tytuł ich albumu "Mathematic Grind", można by potraktować dość dosłownie, bo ich sztuka jest faktycznie odzwierciedleniem tego wszystkiego, co powinien posiadać w sobie każdy grind'owy wymiatacz. Od oprawy graficznej, aż na samej muzie skończywszy, to co zamyka się na tym srebrnym talerzu, jest niejako definicją odpowiedniego i gatunkowego naparzania. Lekko ponad 30 minut, a zespół zdołał upchnąć tu 23 kawałki. Przy czym od razu tłumaczę, że tylko 11 to właściwa zawartość "Mathematic Grind", a reszta, to wspomnienie dni minionych. Taki bonus w postaci demosa zespołu z jakiegoś 1996 rocznika. Widać jak na dłoni, że nikt się przez lata nie opieprzał i ciągle się pchało zespół do przodu. Tempo mordercze he he, krótkie killery, mięsiste, masywne brzmienie, i naprawdę dużo treści jak na takie granie. Wokalistów doliczyłem się z pięciu, co najmniej trzy wyraźne linie wokalne, czyli żadnej monotonii. No i co jeszcze. Ano jak dopiero co zjadłeś dobry, mięsny obiadek, to raczej nie zbliżaj się do tego wydawnictwa. Myślę, że może Ci się cofnąć to, co z takim uporem mieliłeś swoją szczęką. A, i jeszcze jedno - nie drażnijcie swoich pupili he he! No i cała otaczająca nas patologiczna geneza zachowań odnośnie życia w stadzie ludzkim. Dla mnie esencja ścieków z kostnicy. Uwaga! RZEŹNIA molestuje, gwałci, i nie pozwala płakać!
Selfmadegod recs; P.O.Box 46; 21-500 Biała podlaska; Poland
http://www.selfmadegod.com
Skowron
|
|
STILLBORN "Die In Torment 666" Demo CD '01
Oto, jeszcze jedno dziecię "nienarodzonego", które rzyga rakotwórczą mazią, pełną nienawiści oraz bluźnierstwa przemieszanego z jadem najgrzeszniejszych myśli. Dziecię to o tyle ciekawe, że niebezpieczna jak jasna cholera, i pozostawiające po swojej wizycie, trwałe uszkodzenia ośrodków nerwowych. Nie sprawdzałem rdzenia kręgowego, więc nie powiem, jakich uszkodzeń tam dokonało zaledwie muśnięcie złowrogiego spojrzenia "wynaturzeńców" ze STILLBORN. Po raz drugi, ta ekipa nęka zmordowanych już wielbicieli geniuszu, śmiertelnego geniuszu kościstej pani. Drugi, ale za to o ile mocniejszy, i jakże potężny w swoim destrukcyjnym zachowaniu. Znaleźć się z ich twórczością sam na sam w owianym chłodem nocy pomieszczeniu, to jak spojrzeń opętaniu prosto w twarz. Brutalny jak jasna cholera death metal, i do tego dość wyraźnie intensywny. STILLBORN nie należy do zespołów, które silą się na techniczne popisy, ukrywają na swoich albumach tysiące smaczków. Oni walą prosto w ryj, nie próbując nikomu wyjaśniać przyczyny swojej agresywnej postawy. Nikt nikomu nie będzie udowadniał że jest wyrafinowany, "Die In Torment 666", to potężna dawka nieokiełznanej energii. To marsz dumy, niosący śmierć i zniszczenie. Uważacie się za społecznych banitów? Lubicie jazdę z góry na ciężarówce pełnej nitrogliceryny i to po największych wertepach? To jest to muza jak najbardziej pożądana w Waszych odtwarzaczach! A co jeszcze ciekawe, to kolesie postarali się oto, aby pamięć o niesławnym pierwszym demo zatytułowanym "Mirrormaze" nie zaginęła, i w najlepszy z możliwych sposobów, dorzucili oliwy do ognia umieszczając jedynkę na wspólnym krążku z "Die In Torment 666". Ale to i tak nie wszystko, jest jeszcze kilka pikantnych elementów na tej płytce. Masakra w bardzo dobrym wydaniu. Kolejne ohydne i przebrzydłe komnaty podziemnego królestwa otwierają się raz za razem. Jesteś ciekawy, co znajdziesz w środku?!
Tomasz Zięba; ul. Drzewieckiego 27/19; 39-300 Mielec; Poland
Tancerzkardynala666@wp.pl
www.stillborn.prv.pl
Skowron
|
|
URKRAFT "2002 Version 2" Promo CD '02
URKRAFT to Duńczycy, co to wiedzą, do czego służy instrumentarium metalowego wojownika. Oni ze śmiercią bark w bark idą, i przyznam, że dobrze uprawiają czarną, zmurszałą ziemię. Bo i czas, jaki już spędzili wśród owoców morderczej tułaczki, niejako mobilizuje, do wytężonej pracy, i doskonalenia technik zabijania. Oczywiście, URKRAFT to zespół grający brutalnie, ale nie zapominający, do czego służą linie melodyczne. Jednak to, co wielu uznaje za melodyjną przyswajalność, może w kilku aspektach okazać się zgubnym dla grona niedowiarków. Przede wszystkim, twórcy tego promo, inspirowani są przez według mnie, bardzo dobre wzorce szwedzkiej, czy jak kto woli skandynawskiej dość starej szkoły grania. To jest wyraźne, i nie można mieć co do tego najmniejszych wątpliwości. Natomiast, tylko człowiek przygłuchy, albo ledwie raczkujący w morderczej dziedzinie, nie będzie w stanie zauważyć, że zespół dąży do swego rodzaju przedłożenia europejskich kanonów nad to, co tworzy i w przeszłości robiła większa część ludzi, co to w kaskach z rogami się urodziła. Cztery utwory, jakie można zweryfikować na srebrnym talerzu opatrzonym wezwaniem "2002 Version 2" ma w sobie moc, która łamie kości, lecz w trochę bardziej niewinny he he sposób. Ta kapelka, bardziej stawia na efekt finalny, niż na przyjebanie już od pierwszego momentu. Więcej tu łamanych zawijasów struktur samych utworów, niż bezpośredniego stawiania słuchacza przed faktem, iż za chwilę łeb mu eksploduje. Można pokusić się o stwierdzenie, że to taki cichy, nie pozostawiający po sobie śladu seryjny morderca. Niby zwyczajny, a jednak swoje robi, i czerpie z tego ohydną satysfakcję. Nikt tutaj się nie rozbija szybkimi tempami, zapędzając się w bardziej umiarkowane rejony, i preferując bardziej zróżnicowane aranże. Większa selektywność, płynniejsze brzmienie, i mocny charakter. Myślę, że spokojnie w przyszłości, mogą oni niejednemu dać się we znaki, bo potencjał w ich główka nie mały. Prawdopodobnie, nie na darmo postronni słuchacze mówią o nich jako o duńskiej nadziei ekstremy. Zapamiętajcie - URKRAFT!
urkraft@gritt.dk
www.gritt.dk/urkraft
Skowron
|
|
CHAMBER OF SHRED "Epitome" Infinity Rec
Noooo, jak tak dłużej będzie, to jeszcze się przeniosę do tej słonecznej Hiszpanii he he. Scena rośnie tam w potęgę. Zespołu napieprzających ekstremę tam coraz więcej, i co najważniejsze, są to ekipy wysokiej klasy, i dla maniax brutalistów, jak najbardziej wartościowe. Podejrzewam, że z muzyką CHAMBER OF SHRED raczej nie jesteście za pan brat, więc tym bardziej śpieszę wyjaśnić, iż zaległość jak najbardziej przymusowa do nadrobienia. Brutal death metalowe rzemiosło aż się japa sama śmieje. Choć tak naprawdę nikomu nie do śmiechu, kiedy tylko poczuje mocne uderzenie pierwszego utoru na tym mini. Z łepetyny, kolesie robią sobie piłeczkę do tenisa stołowego. Ledwo się ockniesz, a tu znów obrywasz. CHAMBER OF SHRED w swoich podwalinach, ma zakodowane nawyki z lat 90-tych. Widocznie, bardzo intensywnie molestowali się w zaciszu swoich pokoi albumami takich molestatorów jak niesławne CANNIBAL CORPSE, IMMOLATION, czy zgniły na wskroś INCANTATION. I żeby wszystko było jasne, to wcale nie chcę przez to powiedzieć, że Hiszpanie powielają czyjąś pracę. Mowy nie ma! Trzy utwory na tym krążku, to bardzo intensywna jazda, dobrze zagęszczone pole muzycznej przestrzeni, dość połamana rytmika, i jakby na to nie patrzeć, kombinowana robota. Czasem można wyczuć swąd europejskiego ducha, choć samo brzmienie, to dla mnie osobiście lekka mikstura wpływów. Zresztą, jak się człowiek odpowiednio wczuje, to i nie omieszka wspomnieć sobie, starych, thrash'owych wymiataczy. Jest tu taka osobliwa zgryźliwość tego gatunku. Mocna motoryka, no i wszech obecny ogień. A jak już czasem zapiszczy sobie wiosełko, to krwotok z uszu murowany. Bardzo mocna pozycja, i jeszcze lepszy podsycacz w oczekiwaniu pełnego albumu!
J. Caamagno; C/Cristobal Colon; blq. B, 2 C 24300; Bembibre (Leon); Spain
Chamber_of_shred@hotmail.com
Skowron
|
|
EBOLA "Suffering And Pain" Demo '03
Zgodnie z szyldem jaki obrał sobie ten zespół, ich muzyka niesie śmierć, i to w brutalny sposób. Brutal Death Metal w wykonaniu kolesi z Krosna Odrzańskiego, to przyznam, iż całkiem solidna dawka łamiącej kości muzy. Zresztą, sami widzicie, jaki tytuł nadali swojemu demosowi. Cierpcie dzieci, nie ma lekko! EBOLA, a właściwie to co prezentują sobą dzisiaj, to jeszcze żadne novum, ale bardzo solidne podwaliny pod przyszłe utwory, czy późniejsze nagrania. "Suffering And Pain" to osiem numerów w tym intro opatrzone iście znanym cytatem: "Ojcze nasz, któryś jest....". Ale potem, to już tylko piekło. Zresztą, nie można nie zauważyć, iż zespół hołduje starym tradycjom bluźnierczego łomotu. Takim samym odorem rozkładających się ludzkich szczątków zbezczeszczonych brutalnie, zalatywały niegdyś płyty ekipy Bentona - DEICIDE. I nie mam na myśli samej muzyki, czy bezczelnego zrzynania riffów, lecz bardziej samą otoczkę czy antychrześcijański klimat, panoszący się w każdym fragmencie tej płytki. Popatrzcie tylko na te tytuły: "Vomit On Crucifix", czy "Holy Whore". No i co? Słodko nie he he? Samą muzykę, twórcy materiału opatrzyli naprawdę dobrymi pomysłami, no i samo wykonanie nie nastręcza problemów w późniejszym odsłuchu całości. Jak trzeba jest szybko, w innym momencie trochę wolniej. Czyli nikt na jedno kopyto nie zamierza ściemniać. Brakuje mi tylko dobrego opakowania brzmieniowego. Powinno być z charakterem, dodatkową charyzmą, a w zamian, czasem ma się wrażenie, że słucha się czegoś przez ścianę, ale z głębi studni. Myślę jednak, iż to temat do nadrobienia, byle by się zbyt dużej kasy na browary i inne używki wyskokowe nie wydawało he he. No cóż, do wyboru macie dwie opcje. Albo lecicie do aptek po szczepionki przeciwko tej zarazie, albo próbujecie sami się uodparniać. Powodzenia he he!
Tomasz Jasiówka; Ul. Widok 1/1; 66-600 Krosno Odrzańskie; Poland
ebolahorde@wp.pl
ebolaslaughter@wp.pl
www.ebola.metal.pl
Skowron
|
|
DRASTIQUE "Pleasureligion" Beyond Prod / Masterpiece Distr
Być może, wszyscy z Was, co znają moją brutalną stronę, uznają mnie w tym momencie za banitę, za kolesie który wapnieje, ale do cholery, takiej płycie nie mogłem odpuścić. Kiedy ją dostałem, nie byłem nawet przekonany, czy uda mi się dobrnąć do końca, jednak niedługo potem, byłem pewny, że ta płyta mnie przy sobie mocno, wręcz kurczowo trzyma. Niemal zaczarowała mnie, jak za pomocą magicznej różdżki. Naprawdę, nie spodziewałem się usłyszeć takiej klasy muzyki po tym zespole. W ich dźwiękach jest wszystko, od mocnych, jadowitych uderzeń, poprzez teatralność, czy wręcz aktorskie odegranie swoich partii tak, by ludzie po skończonym widowisku, mieli jeszcze długo japy otwarte z wrażenia. Bardzo mocny i zaangażowany klimat - groza miesza się z bardziej podniosłym, poważnym nastrojem - aż po wściekłe, piekielne sonaty. Kosmiczna melancholia, i niemal romantyczne pierwiastki wyłuskane dzięki klawiszom. Programowana perka, uderza zdecydowanie i nie pieści się z wtórującymi jej melodiami. No i wokal. Ten człowiek operuje tak różnymi liniami, że trudno w to uwierzyć, by wszystko to mogło jednocześnie wydobywać się z jednego gardła. Skrzek, czyste wokale, i praktycznie operetkowy aranż. Czasami nie możliwym jest oprzeć się wrażeniu, iż w danym momencie słyszy się KINGa, czy Daniego z CRADLE OF FILTH. Bravo! Wytwórnia mocno krzywdzi ten band reklamując ich sztukę jako gothic metal. To bardzo małostkowe, a zawartość "Pleasureligion" jest o wiele bardziej bogata, i rozwinięta bardziej, niż ludzka, ziemska cywilizacja. I nawet te kobiece żeńskie partie nie przyprawiają mnie o skurcz żołądka, wręcz twierdzę, iż są stworzone, by idealnie wpasować się w nastrój tego krążka. Żeby przybliżyć Wam całość, to rzucę dwoma nazwami uznanych i szanowanych grup - LIMBONIC ART oraz ARCTURUS. Bo nawet nie patrząc na muzykę DRASTIQUE poprzez piętno wyżej wymienionych, i tak "wszystkie drogi prowadzą do Rzymu". Polecam!
Masterpiece Distribution s.r.1; C.P.5057 - 16154 Genova; Italy
ifo@masterpiecedistribution.com
Skowron
|
|
AGATHOCLES "Mince Core History 1985-1990" Selfmadegod Rec
Druga już część tej zacnej składanki legendy gatunku z Belgii. Co by nie myśleć o takich zbiorczych albumach, to i tak wypada pochwalić Karola za świetny pomysł i inicjatywę. Otóż każdy kolekcjoner i zagorzały fan zespołu, ma tu praktycznie wszystkie późniejsze, i raczej nieosiągalne nigdzie wydawnictwa AGATHOCLES'a. A żeby narobić wszystkim smaku, to powiem, iż są tu jedne z najbrutalniejszych utworów tej ekipy. Zresztą, skład w jakim większość z nich została sklecona do kupy, był raczej najsilniejszy, jaki kiedykolwiek AGATHOCLES miał. Jeżeli ktoś kuma ten szyld, to chyba wystarczy, że rzucę tutaj "Cabbalic Gnosticism". Czy potrzebujecie lepszej rekomendacji? Każdy, kto uważa siebie za grindcorowego pomyleńca, powinien mieć to w swoich zbiorach. Chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego?!
Skowron
|
|
CATHETER "Preamble To Oblivion" Selfmadegod Rec
Oj potrafią przyłoić Ci kolesie, oj potrafią! Zresztą, gdy tylko bierze się płytkę do łapy, nie można nie zauważyć panoszącego się po całej wkładce słowa GRIND. A skoro grind, to musi być młóca. No i jest, ale nie zabrakło też niespodzianek, które nawet w pierwszych minutach trwania albumu, mogą odstraszyć niedowiarków. Zaraz po odpaleniu srebrnego talerza, przez mieszkania przetacza się walec krusząc betonowe ściany. Musiałem dla pewności udać się o piętro niżej, by sprawdzić, czy mojej sąsiadce starowince nic się nie stało, przez spadające obficie, sporych rozmiarów odłamków ciężkich, blokowych murów he he. Spoko, ona przeżyła, lecz ja byłem zdrowo wyczerpany he he, a to dopiero początek. Potem to już istna masakra. Mega szybkie przyśpieszenia, poplątane z wolniejszymi fragmentami pewnie po to, by dać możliwość złapania porządnego zipa miejskiego powietrza, przed kolejnym uderzeniem. Tak naprawdę, to muzyka CATHETER jest dość zróżnicowana. Oczywiście dominację i prym wiedzie tu jeden, ale za to konkretny nurt ekstremalnych dźwięków, który wspominam już od samego początku tej spuścizny. Czasem, zdarza się zespołowi odskoczyć trochę od konkretów, w bardziej hardcorowe jak dla mnie rejony. Być może nie było to zamierzeniem twórców "Preamble To Oblivion", "but" ja osobiście nie mogę zinterpretować inaczej tego, co wlatuje w moje ośrodki słuchowe. Sporego plusa ma u mnie krzykacz ekipy, bo jego masochistyczny wrzask, krzyk, czy jak to inaczej określić, przyprawia mnie niekiedy o gęsią skórkę, a chyba wszyscy lubimy mocne wrażenia. Co najważniejsze, to jego barwa głosowa, nie jest monotonną ani jednostajną. Da się wyodrębnić kilka tonacji choroby umysłowej, lub genetycznych braków ich autora. Żaby dać wszystkim dowód na jakich dźwiękach się kolesie wychowali, prezentują nam przeróbkę, jakby nie patrzeć bogów grind, czyli Brytoli z NAPALM DEATH. Yeah! Męcząca płyta, ale za cholerę nie nuży. Maniacy - warto tą pozycję wydawniczą Wam polecić!!!!
SELFMADEGOD; Karol Pienko; POB 46; 21500 Biala Podl; Poland
karol@selfmadegod.com
www.selfmadegod.com
Skowron
|
|
VIA MISTICA "Testamentum (In Hora Mortis Nostre)" Metal Mind prod.
Ile można czekać na oficjalne wydanie? Chyba sporo czasu o ile
jest się mało znaczącym zespołem na naszej scenie! Tylko, czy w przypadku VIA MISTICA
można pisać "mało znaczący"? Trudna sprawa... Kapela zarejestrowała materiał aż w '99
narobiła sporo hałasu... Załapała się na kontrakt z Morbid Noizz i co? I nic z tego
nie wyszło później było jakieś promo czy coś takiego i znowu cisza. Teraz po prawie
czterech latach doczekała się owej dawno zapomnianej realizacji tylko, że w barwach
Metal Mind! I tutaj nasuwa się pytanie czy kapela jeszcze istnieje, bo chodzą plotki,
że ma się reaktywować?! Podobno wszystko zależy od ilości sprzedanych krążków, frekwencji
i reakcji publiki na "nową" VIA MISTICA! Pożyjemy zobaczymy, co z tego wyniknie. Porzućmy
te wszystkie gdybania i przejdźmy do konkretów, które nadal wyglądają tak samo jak tych
kilka lat temu... może skłamałem w tym momencie, bo jednak teraz ta muzyka wydaje mi się
jeszcze bardziej dojrzalsza niż wtedy! Z pewnością jest to zasługa kilku nowych aranżacji
a może to zasługa innego składu... sam już nie wiem! Prawdę powiedziawszy gówno mnie to
obchodzi, bo liczy się to, że nadal mogę słuchać VIA MISTICA nie czując znużenia z upływem
lat. Nadal jest to melancholijno-majestatyczne połączenie dźwięków z anielskim śpiewem
wokalistki. Jeśli miałbym określić muzykę białostoczan w paru wyrazach wyglądałoby to w
ten sposób "perła polskiej sceny metalowej dla fanów THEATRE OF TRAGEDY"... nic dodać nic
ująć! Na koniec tej recki wyrażę swoje pobożne życzenie: oby tytuł płytki "Testamentum..."
nie był proroczy! Czego sobie i Wam życzę.
Marcin Sidz; Antoniukowska 52/42; 15-845 Białystok; Poland
viamistica@o2.pl
viamistica.rockmetal.art.pl
Artur
|
|
IN SPITE OF "Fists Of Fury" Black Bottle rec.
Opierdolił mnie listonosz (mój kumpel) w sobotę! Powiedział grobowym
tonem, żebym nigdy w życiu nie zamawiał niczego na ten dzień, bo jemu nie chce się włazić
na ostatnie piętro. A czy to moja wina, że kurierzy mają wolne? W ten to piękny sposób
stałem się posiadaczem bliżej mi nieznanej formacji z Bydgoszczy o nazwie IN SPITE OF,
która grała w moim odtwarzaczu w tamto sobotnie przedpołudnie bliżej mi nieznaną muzykę!
Dzisiaj już wiem, co lubią chłopaki... ano lubią New York hard core i Bruca Lee. Niby na
fotce to oni są tacy przyjemni, ułożeni... wróć! Ułożony to może być czworonożny przyjaciel
człowieka... grzeczni, ale wystarczy posłuchać tych dźwięków i od razu wiadomo z czym mamy
do czynienia! Zgnieść! Zmiażdżyć! Wdeptać w glebę, a jak się podniesiesz to poprawić! Oj
poskakałby se człowiek, pomachał dynią... ostatni raz słucham "Fists Of Fury", bo nie zdzierżę!
Oni tam gdzieś koncertują, a ja siedzę w chacie i ukradkiem tupię nóżką! Jeśli myślicie,
że kłamie ściągnijcie sobie clipa z ich strony zresztą krążek został zaopatrzony w wersję
wideo "Far Away Land". Półgodzinna dawka hard core może być miłą odmianą dla opanowanych,
przez defy, bleki i inne metale głowy. Masywnie pracują gitary coś jakby ktoś je odrobinkę
obniżył. Perkusja daje rytmicznie bez zbędnych upiększeń... czuję piękną woń dla starego
"śmietnika"! Jeszcze tylko na zakończenie cover "Kung-Fu Fighting" i można iść spać
spompowany... oj będą bolały jutro gnaty przecież nie mogłem sobie tak spokojnie posiedzieć!
MFK s.c.; Skłodowskiej 41; 87-100 Toruń; Poland
greg@mfk.torun.pl
www.mfk.torun.pl/scena
laczo@ibq.pl
www.iso.hard-core.pl
Artur
|
|
SEVERED SAVIOR "Brutality Is Law" Unique Leader
No wreszcie! Jest długograj tego zespołu. Dlaczego tak się jaram?! Otóż miałem okazję słyszeć ich wcześniejszy materiał, i już wtedy zrobili nam nie duże wrażenie. Ale teraz.... Teraz panteon seryjnych morderców przybiera na sile. Wcześniej, SEVERED SAVIOR byli tylko morderczymi brutalami, teraz to maszyna czyniąca dookoła masową zagładę. Ot, plugawa ziemia Ameryki, na której leży kraj pełen wszelkiego co chore, jeszcze raz postanowiła wypluć na resztę świata zarazę, która będzie się panoszyć, zbierając swoje mordercze żniwo. Spotkanie z muzyką zespołu, to jak stanąć na drodze czołgu, następnie wstając otrząsnąwszy się, i udając przed gapiącą się gawiedzią, iż nic się nie stało. Oj, będzie bolało! Lepiej już dzisiaj pomalujcie ściany swoich pokoi na purpurowo, by twardziele z dochodzeniówki, nie musieli rzygać jak koty widząc okrucieństwo mordu. Ten album, to jak granat bez zawleczki wsadzony prosto w Wasze usta. Rajcuje Was widok masakry?! Dostąpcie zatem bezlitosnej przyjemności słuchania tego kawałka rozpierduchy. Tu rządzi jedynie brutalność, i nie liczcie, że ktokolwiek będzie się nad Wami litował. Jedna, skonsolidowana i twarda bryła. Gęste ściany gitar, i te miażdżące pochody. Czujecie wewnętrzny krwotok, ale mimo wszystko, chcecie dobrnąć do końca. I jeszcze te dzikie piski gitar. To nazywa się amok, torsje, które w krótki czasie biorą we władanie ludzkie ciało. Tu jest wszystko, czym od zarania karmi się death metalowa furia. Bluźnierstwo, intensywność, o agresji wstyd wspominać, opętane solówki, wgniatające brzmienie i uginający kolana ciężar. Już dziś zacznijcie intensywnie oglądać Wiadomości wieczorne, by ze strachem przyglądać się ogromowi zniszczeń tej machiny wojennej. Zatem, niszczyciel opuścił na dobre swoją kryjówkę. Teraz decyzja należy już tylko do Ciebie osobno, po której stronie chcesz być?!
www.uniqueleader.com/font<>
Skowron
|
|
SERPENTIA "Dark Fields Of Pain" Metal Mind
Gdybym nie siedział w tym podziemiu w ogóle, to pewnie bym już ocipiał z wrażenia, jakiej jakości materiały wydają zespoły z krakowskiej sceny metalowej. Zresztą, spójrzcie na samą ilość kapel, jakie ostatnimi czasy wypłynęły na powierzchnię, a na co dzień, rezydują właśnie w krakowskim wężowym gnieździe. Tak naprawdę, to SERPENTIA nie należy do zupełnych debiutantów, ponieważ już jakiś czas temu pokazali na co ich stać dzięki "...and the Angels Descended to Earth". Jednak to co zespół prezentuje sobą dzisiaj, to spojrzenie na muzykę trochę z innej strony. Innej, ale jeszcze brutalniejszej, i o wiele ciekawszej. Teraz, widać wyraźniej duży potencjał talentu drzemiący w ich krogulczych paluchach, i jeszcze bardziej powykręcanych ośrodkach mózgowych. Determinacja i wytrwałość przez lata sprawiła, iż spokojnie możemy ich postawić wśród najbardziej obiecujących kapela naszej ojczystej pustyni bezmyślności. W muzyce SERPENTIA nie mam mowy na chwile wahania, czy dzieła przypadku. Są w tym co robi zespół pewne schematy, lecz to nie daje nam w żadnym wypadku pozwolenia, na stwierdzenie, iż "Dark Fields Of Pain" jest tanim xero któregoś z dzieł gatunku, jakimi zwykliśmy się katować ze sporą intensywnością. Death metal - tak najczęściej określa się twórczość tej hordy. Prawda, i zbytnie uproszczenie za razem. Przecież nie da się nie zauważyć miejscami szczypiącej w nos siarki, czy powrotów do zupełnych korzeni ekstremy, czyli starego dobrego heavy łojenia. Nie braknie klimatu, przyozdabiającego album większym mrokiem, a jednocześnie przydającego krążkowi wzmożonej powagi. Melodia, sprytne żonglowanie tempami, techniczne i zróżnicowane partie instrumentów oraz niemal matematyczny sens całości na "Dark Fields Of Pain". To co znajdziecie na tym CD, w jakiś chory i obrzydliwie perfidny sposób, próbuje wedrzeć się w głąb duszy, niszcząc ustalone już dawno kanony brutalnego grania. Nikt nie powinien nawet próbować okiełznać agresji, która grubym i tłustym drukiem, daje znać o swojej obecności. Wymieniające się wzajemnie wokale - niski growl i piekielny skrzek - a żeby lepiej smakowało, niemal filmowa dramaturgia dzięki użytym, recytowanym introdukcjom. No i nie potrzebujące udawanej akceptacji brzmienie tego wydawnictwa. A tak na marginesie, siedem strun potrafi kruszyć nawet najtwardsze kości he he. I na koniec mała przestroga dla Was. Jak będziecie już w dawnej stolicy Polski, to uważajcie gdzie stawiacie swe kroki. Węże z pola bólu są bardzo jadowite, a śmierć od ich trucizny, to niekończące się godziny cierpienia!
Skowron
|
|
STROMMOUSSHELD "Behind The Curtain" Avantgarde/Metal Mind Prod
LIMBONIC ART, SAMAEL i jeszcze kilka innych nazw, które dość często padają przy okazji płyty tego zespołu. Jest to poniekąd prawda, ale po przesłuchaniu całego albumu, wydaje się być bardziej iluzoryczna, aniżeli osadzona w realnym świecie. Owszem, jakieś porównania czasami są niemal konieczne, zwłaszcza wtedy, kiedy ma się do czynienia z dźwiękami takimi, jakie zalegają na "Behind The Curtain". Patrząc na to z poziomów BHP, rzucając konkretnymi wyznacznikami, można ostro przypieprzyć z dyniaka w grubą ścianę, czyli mówiąc oględnie, potknąć się na własnych skojarzeniach. Toć wiadomo nie od dziś, że skojarzenia to przekleństwo, a przeklinanie na wspak, wydaje się być niezrozumiałym wydawaniem dziwnych odgłosów. Sam tytuł krążka, to już metafora sama w sobie. To przejście do ukrytego wymiaru, w którym ciągle czujemy się zagubieni, wyobcowani. Im głębiej penetrujemy obszar pustyni czasu, tym bardziej wiemy, że zawieszeni jesteśmy w próżni karmiącej się naszą niepewnością. Miejsce bez ścian, granic, namacalnych elementów trwałego jestestwa, bytu, mogącego być oparciem w dalszym trwaniu na posterunku czegokolwiek. Próbując dotknąć czegoś, posmakować dziwnej obfitości stołu niczyjego, dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę nie znamy tej materii. Często zdarza się smakować coś dwa razy, lecz za każdym kolejnym, jest nieodparte wrażenie, jakoby nasze zmysły osiadły na sklerotycznej mieliźnie. Kosmos, a nawet próba ujarzmienia przestrzeni. Kicz, będący realną wizją nieznanego. Odsłoń kurtynę, a poznasz obraz własnego wstydu.
Skowron
|
|
SUPREME LORD "Death Metal Beast" promo '03
No wreszcie! Po stokroć, no wreszcie!!!!! Feniks podniósł się z popiołów. Już miałem delikatnie tego dość, że Reyash ma czas na inne zespoły, a nie na SUPREME LORD. Z drugiej strony wiem, że ostatnio nie działo się w szeregach tej bluźnierczej hordy za ciekawie, więc jestem skłonny wszystko puścić w niepamięć he he. Ale oto bestia ponownie obwieszcza swój czas. Co prawda, to tylko trzy-utworowe promo, ale aż się boję pomyśleć, co Ci gońcy piekieł są w stanie zrobić, na nadchodzącym dużymi krokami albumie "X99,9". Lekko ponad osiem minut brutalnego napierdu, że aż żal mi dupę boleśnie ściska, iż trzeba jeszcze nerwowo obgryzać pazury, czekając na objawienie SUPREME LORD. Jest to materiał rzekłbym dość klasyczny w swoich podwalinach. Siara, piekło, bluźnierstwa i szyderstwo. Dla jednych może to być takie old schoolowe łojenie, ale dla mnie, to znakomite brutal death metalowe katusze dla ciała i obolałej duszy. I ta wgniatająca, wbijająca czy wręcz łopocząca perkusja. Fuck! Gdyby jej zabrakło w drugim "Dark Heresies", dla mnie osobiście, ten utwór stracił by totalnie na swojej wartości. A tak, zabija! No i na dokładkę, Reyash zafundował Wam powtóreczkę z historii. Mianowicie, znalazło się miejsce dla "Isolated" z legendarnego w naszym podziemiu demo zespołu datowanego na 1995 rok. Uff. Już wtedy zespół wiedział jak kąsać. Czekajcie bo warto. A tak na marginesie, to długograj będzie miał dołączone bonusy w postaci drugiego krążka. Więc chyba tym bardziej warto!
http://www.supremelord.com
Skowron
|
|
MISANTHROPE "Sadistic Sex Daemon" Holy Rec
Ten zespół, to taki sentyment dla mnie, ponieważ szmat czasu temu, tołkowałem ich płyty z dużą częstotliwością. Lata mijają, czas napierdala gdzieś na złamanie karku, a MISANTHROPE, to już nie ten sam przygnębiający i zgodnie z nazwą swoim nastawieniem i filozofią wbijający w ziemię band. Metamorfozy w muzie metalowej, znane są już powszechnie i nie od dziś. Dla jednych to dobrze, innym się to zupełnie nie podoba. Z różnymi opiniami spotkałem się już odnośnie tej płyty. Nie wiem! Być może Francuzi mieli najwyraźniej dość grania dołujących dźwięków, bo w "Sadistic Sex Daemons" jest więcej mocy, niż n a wszystkich dotychczasowych krążkach tej ekipy. Fakt faktem, że skład dzisiejszy MISANTHROPEa przerzedzony został dość znacznie, a takie roszady, też często są rzeczą mało banalną. Gdym chciał tak naprawdę opisać to CD w każdym szczególiku, próbując pobieżnie chociaż oddać klimat, i zawartość poszczególnych utworów, ta reca mogłaby spokojnie zawrzeć się na kilku stronicach dajmy na to formatu A5. Wybaczcie mi, ale ja odpadam w tym maratonie, bo forma już nie ta he he. Dlatego, z pełną odpowiedzialnością oddaję się konkretom. Przede wszystkim, zawartość "Sadistic Sex Daemon", to naleciałość całego spadku muzyki ekstremalnej, jaki ta dziedzina "sportowa" była na w stanie przez te wszystkie lata dać. Z minuty na minutę, jestem bogatszy o odszukane kolejne nurty hutniczego odlewu. Może to dość śmiesznie zabrzmi, ale w kilku fragmentach znalazło się dla mnie miejsce na wpływy jakby wylewu zaraz zza wielkiej wody. Oczywiście, biorąc całokształt tego albumu, nie byłbym w stanie wykrztusić takich słów. Ale, idąc dalej tym tropem, grania na death metalową nutę tu nie braknie. Jest tak jak wspomniałem trochę rzeźniczego mielenia, jest granie na bardziej śmiercionośną, europejską nutę - biorąc przede wszystkim melodyjne łojenie - są momenty, kiedy straszy nas dla wielu raczej zapomniany thrash metal, a i momentami Philippe i spółka, potrafią prosto w oczy rzucić czarną i cuchnącą smołą. Szybkie partie przeplatają się z wolniejszymi. Nie brak też ostrych przyśpieszeń. Głęboka atmosfera, podniosłe klimaty..... A wszystko to osadzone głęboko na starym dobrym heavy metalowym graniu. Myślę, iż gdyby ta płyta ukazała się kilka lat wstecz, to dzisiaj wszyscy klękali by przed MISANTHROPE, nie patrząc na dokonania Norwegów z DIMMU BORGIR. "Sadistic Sex Daemon", to znakomite, tak znakomite wariacje muzyczne. Choć znacie mnie najczęściej z brutalnych opisów, to za cholerę nie brzydzę się tego powiedzieć - muzyka Francuzów robi na mnie wrażenie! A na dokładkę do całości, jest jeszcze bardzo dobre brzmienie. Anssi Kippo - mówi coś Wam to nazwisko? Jak chcecie! Ja tą płytę mam i nie żałuję!!!!
Holy Records; BP 59-77263 La Ferte S/S Jouarre CDX; France
holyrecords@wanadoo.fr
Skowron
|
|
DOOMSTONE "Disharmonic" Source Of Deluge
To już druga odsłona niemiecki brutali. I jakby nie patrzeć, jest to pewna kontynuacja debiutanckiego CD za tytułowanego "Obsidian". Oczywiście, zespół stara się ciągnąć swój wózek dodając do niego co jakiś czas nowe elementy, obciążając wartość jego egzystencji. Styl ekipy zza zachodniej granicy Polski, to dość intensywny death/thrash metal. Do tego chłopaki dorzucać czasem elementy z dorobku innych styli metalowego łojenia, jak choćby uzupełnianie mocnego ryczenia, darciem ryja na black metalową modłę. Na "Disharmonic" prym wiodą gitary, które narzucają niejako kierunek w jakim ma podążyć dany utwór, lub też album w końcowym rozrachunku. Gdy tak siedzę i słucham tego krążka, mam nieodparte wrażenie, iż muzycy z DOOMSTONE czerpią garściami z przeszłości, z tego co już zostało powiedziane, przeobrażając to delikatnie we włąsne ego. Są momenty, kiedy mam nieodparte wrażenie, że w swoich domach ostro mielili legendę niemieckich landów KREATOR. Choć życzyłbym sobie, abyście nie zrozumieli mojego spostrzeżenia zbyt opacznie, ponieważ po wciśnięciu przycisku odpalającego płytę w waszym odtwarzaczu, nie otrzymacie wcale jednoznacznego równania, które zawsze będzie prowadziło tylko do jednego rezultatu. Generalnie, nie ma jednego wyznacznika, który mógłby przechylić szalę na korzyść jednego z wyżej wspomnianych gatunków. Czasami więcej w muzyce zespołu śmiertelnego przekazu, a za chwilę może być całkiem odmiennie na korzyć zardzewiałego thrash'u. Oprócz odpowiedniej porcji jadu, agresji i mocnego kopnięcia, czwórka tworząca ten band, nie omieszkała dorzucić fragmentarycznej co prawda, ale zawsze melodii i odpowiedniej sobie mizantropijnej cierniowej zasłony. Właściwie, dzieje się to dzięki solosom, bo to właśnie one miejscami wysuwają się do przodu, zmi8eniając tor doznań słuchacza. Jednak w ogólnym rozrachunku, nie brak temu tworowi mocy i łamiącego uderzenia. Mimo, iż czasem uwagę przykuwają zagrania jakby wyrwane z konceptu, to chyba da się powiedzieć o "Disharmonic", jako o albumie stosunkowo świeżym, a przynajmniej dobrze odkurzonym.
Source Of Deluge OHG; (Jürgen Stuhr / Thorsten Ehrhardt); Rotdornweg 14a; D-27751 Delmenhorst; Germany
info@tws-music.com
Skowron
|
|
ELYSIUM "Feedback" Metal Mind Prod
Śledząc recenzje ostatniej płyty ELYSIUM, wielokrotnie spotkałem się ze stawierdzeniem, ajkoby muza tworzona dzisiaj przez ten zespół miała nie trafić w gusta rodzimego odbiorcy. Hmmm, być może jest w tym odrobina prawdy, choć ja byłbym raczej odwrotnego zdania, ponieważ z moich prywatnych obserwacji, mimo powrotu brutalnego łojenia do łask w mediach i u fanów, to raczej w naszym kraju ciągle trwa lekka recesja na granie bardziej nazwijmy to "przystępne". Oczywiście, każdy może się z tym nie zgodzić, bo takie prawo każdego konsumenta, nawet tego, co para się trawieniem ciężkich metali. Zresztą, jeżeli chodzi o samą brutalność, to na "Feedback" jej nie braknie. I tu można usłyszeć lekki jęk zawodu ze strony starych fanów ekipy, tych, którzy znali wcześniejsze materiały ELYSIUM. To już nie ten sam doom metal, i z goła odmienne klimaty aniżeli na takim "Sunset" czy "Dreamlands". Dziś w utworach zespołu więcej wściekłości, agresji i pasji zabijania dźwiękiem. To co sączy się z głośników podczas odsłuchu tego albumu, można określić jako death metal z wyraźnymi wpływami sceny goeteborskiej i pewną progresywną pikanterią niektórym kojarzącą się z OPETH. Jest tu sporo elementów podobnych właśnie do tej ekipy. Wiele połamanych przejść, pokrętnych mostków muzycznej wyobraźni. ELYSIUM nie stroni też od partii melodyjnych co może być pewnym ukłonem w stronę wyznawców takich tuzów jak legendarny i nieodżałowany AT THE GATES, lub nie trawiony przeze mnie IN FLAMES. Drapieżność, którą chłopaki właśnie poczuli w swoich żyłach, przeplatana jest bardzo dobrymi solami, mogącymi wprawić niekiedy w lekkie zafrapowanie, bo co by nie mówić, to zasługują one na szczególne miejsce w mózgownicy każdego szanującego się polskiego czy też nie hutnika. Znalazło się też miejsce na muzyczne eksperymenty. Posłuchajcie "Venus Project" i dodatku do ostatniego numeru na płycie, czyli "Generation 666". Chociaż będąc akurat przy tych eksperymentach, to ja życzyłbym sobie, aby w przyszłości z nimi nie przesadzić. Wiem, że jest to ciekawe, i niekiedy przyciąga niedowiarków, ale na dłuższą metę może okazać się zgubne. Kończąc mogę jedynie dodać, iż ELYSIUM faktycznie przeszedł metamorfozę, i wygląda na to, że na lepsze. Oby tylko na kolejnych płytach zespołu nie było lukru, to da się na pewno strawić!
Skowron
|
|
KOLDBORN "First Enslavement" Diehard Music
Umarł król, niech żyje król! A czemu tak? A to dla tego, iż przez 40 minut napierdalania KOLDBORN ciągle przypomina mi coś, co nie powinno było zgnić w rynsztoku muzycznej niepamięci a mowa o holenderskim GOREFEST. I nie zrozumcie mnie źle, bo nie chcę od razu na początku skreślić Duńczyków, i przykleić im duży szyld "xero". Nic bardzie mylnego, bo im dłużej wsłuchuję się w zawartość tego krążka, tym bardziej jestem przekonany, że KOLDBORN intensywnie szuka własnego style, i w tym momencie, jest jak najbardziej na właściwej drodze, by w niedalekiej przyszłości, odnaleźć receptę na własny sukces. Decior, jaki serwują na ci kolesie, jest bez dwóch zdań rasowym grzańskiem, co powinno zmobilitować Was do niedopuszczenia, by ta pozycja, uszła Waszej uwadze poprzez słabą dystrybucję Diehard w naszym pięknym bezrybiu. Dziesięć pieśni ku chwale śmierci, to nie żadne łupu cupu na trzy riffy, ale jak najbardziej muzyka złożona, czy mówiąc prościej dość kombinowana. Oczywiście, nie jest to również to samo co dajmy na to potężny HATE ETERNAL, ale i tak nikt nie powinien poczuć przygnębiającej nudy, czy potwornego sfrustrowania. KOLDBORN znakomicie bawi się zmianami temp. Raz przypieprzą potężnie, aż dupsko ląduje na twardej podłodze, by za chwil kilka, zgnieść słuchacza masywnymi gitarami, w powoli przetaczającym się przez czaszkę walcu. Jak się dobrze wsłuchać, można między wierszami odczytać thrash'owe zapędy, czy jak kto woli, bardziej korzenne granie. Niesamowicie mocny głos wokalisty zespołu, wręcz wbija w beton, a co dopiero by się dzaiło, gdyby stanąć na jakimś miększym podłożu. Ktoś by powiedział - żryj własne gówno - i niewiele się kolo pomylił biorąc pod lupę dokonania tych brutali. Faktycznie, łeb czasami odruchowo wciska się między kolana he he. Na "First Enslavement", autorzy całości pozwolili sobie na lekkie rozluźnienie, bardzie klimatyczne fragmenty, za sprawą słodkiego kobiecego zawodzenia. Dla pocieszenia dodam, że są to tylko dwa utwory, i lament he he niewiasty, nie trwa w nieskończoność. Da się znieść! A żeby to trochę przybliżyć, to przypomina mi to trochę wczesne dokonania "Teatru Tragicznego". Nie bójcie się, nikt Wam mydła w oczy wkładał nie będzie. Przy tym, co już dzisiaj jest nam dane usłyszeć na krążku sygnowanym logiem KOLDBORN, i ufając ich dużemu zaangażowaniu w płodzeniu muzycznych bękartów, człowiek może być raczej pewnym tego, iż faktycznie, dla death maniaków nadchodzą tłuste lata. Oby tylko po drodze nie spadła nam na głowy jakaś czarcia kometa, wywołując reakcję odwrotną. Tfu!!!!!!!
Diehard Music; Vindegate 101; 5000 Odense C; Denmark
diehard@diehardmusic.com
Skowron
|
|
MORTAL INTENTION "Sic Luceat Lux" Christhunt Prod
Teraz, kiedy granie czarnej sztuki zeszło na drugi plan, człowiek może się czasem zastanawiać, czy pozostawiony lekki przesyt tym łojeniem, jest jeszcze w stanie nas czymś zaskoczyć, a przynajmniej sprawić, że zechce nam się czegoś posłuchać z nieskrywaną przyjemnością? Otóż w black metalu, tak jak i w innych gatunkach brutalnych dźwięków, czasem świtało dnia ujrzy brzydki jak jasna cholera potwór, ale za to przyciągający tą swoją brzydotą. MORTAL INTENTION to niemiecka horda grzeszników, wyzutych z ludzkiej moralności i uczuć, które wzbudzają litość na widok zadawanych męk. To co prezentuje na swoim albumie ten zespół, krótko można skwitować jako death/black metal - tak zresztą wyraźnie jest zapisane na czarnym papirusie, zawierającym notkę biograficzną ekipy. Ja osobiście zmieniłbym kolejność z death/black na black/death, bo to właśnie czarna sztuka wiedzie prym w muzyce MORTAL INTENTION. Solidaryzując się z szyldem zespołu, faktycznie są partie, kiedy Niemcy jakby starają się szerzyć własną okupację, mordując niewinnych nikomu he he słuchaczy. Mikstura gatunkowa, wychodzi im tylko na dobre, bo gdyby oddzielić śmiertelne przesłanie od czarnej sadzy, można by mieć mieszane uczucia odnośnie "Sic Luceat Lux". A tak, jest całkiem przyzwoity krążek. Jest trochę podniosłych pasaży, gdyż MORTAL INTENTION nie boi się sięgnąć po klawiaturę, przemienne używanie barw wokalnych przez Tobiasa - opętane black'owe wyziewy i niskie tonacje, iście zwyrodniałych i zgniłych śmiertelnych inkantacji - uwidacznia tylko pewne kontrasty, i przydaje całości swoistego pieprzyka. Bardzo dobra praca gitarzystów, wycinających mocne patenty, i czasami chciałoby się powiedzieć, oryginalne riffy, rzuca się dość wyraźnie w uszy. Co do reszty muzyków zespołu też jakichś specjalnych zarzutów nie znajduję, ale akurat ich rola jest nazwijmy to trochę opryskliwie "drugoplanowa i jakby normalna". Dobre brzmienie, ale nie obrzydliwie czyste. Jedyne co mnie trochę denerwuje, to niemiecko-jezyczne teksty. Owszem, niemiecki jest mocno brzmiącym języki, i dobrze wpasowuje się w dźwięki produkowane prze tę hordę, ale ja czasami lubię wiedzieć, co w trawie piszczy i przestudiować sobie liryki danej ekipy, a tu się mogę jedynie domyślać szczegółów. No nic. Może to akurat ulegnie zmianie w przyszłości?! Zobaczymy. "Sic Luceat Lux", można ocenia naprawdę pozytywnie. Chcecie to sprawdźcie!
Christhunt Production; Postfach 1217; 33814 Leopoldshohe; Germany
christcunt@t-online.de
Skowron
|
|
ATHROPIA RED SUN demo'02
Nie ma to jak zdrowo powalone pod kopułą! Jest parę minut po czwartej
nad ranem a ja siedzę nad kompem i słucham ATHROPI! Właściwie przy obecnym stanie mojego
umysłu wybrałem odpowiedni zespół do zrecenzowania... O kurde obudziła się moja lepsza
połówka i tak jakoś dziwnie się patrzy... Zakręciło się chłopakom w głowach zaczęli
tworzyć muzę poronioną a zarazem bardzo ambitną. Zresztą można się było o tym przekonać
już na promo'01, które jest dołączone na końcu demówki. To nie jest już ta sama kapela,
co kiedyś... Trochę niewygodnie z tym słuchawkami na głowie, ale przecież nie mogę budzić
domowników... Odrobinę momentami przypomina mi to inną formację z grodu Kraka i jeśli się
nie mylę będzie to HELLIAS najprawdopodobniej za sprawą wokalu, innym razem słyszę gdzieś
VOI VOD. Z miłą chęcią przykleiłbym Atrophistom etykietkę progresywny death metal z
poschizowanymi klawiszami, ale skoro kapela określa swoją muzykę jako twisted/death
metal to czy moja łatka będzie adekwatna do tego co tworzą? Chyba tak, bo jest kolosalna
różnica miedzy jednym a drugim materiałem. Chociaż klawisze są nadal w tym samym duchu,
co na promo to jednak reszta jest bardziej stabilna... W końcu rzuciłem jarzmo słuchawek z
głowy! Teraz mogę delektować się ATHROPI RED SUN na całego!!! Cofam swoje zdanie na temat
muzyki, którą w tym momencie słyszę nie jest poroniona po prostu ma swój dziwny klimat.
A swoją drogą coś nieźle pieprzy się w tym naszym kraju skoro oto mamy kolejny wartościowy
zespół szukając wydawcy... Niby nic nadzwyczajnego w tym nie jest, ale przecież nie chodzi
tutaj o debiutantów!
Rafał Kastory; Osiedlle Dywizjonu 303 27/29; 31-873 Kraków; Poland
office@intech.com.pl
http://ars.rockmetal.art.pl
Artur
|
|
STURM "Fragmente" Source Of Deluge rec.
Czy Skowron robi to specjalnie wiedząc, że mam coś nie tak z głową,
iż bez problemu łykam popieprzone kapele? Po pierwszym przesłuchaniu płyty odraz
zacząłem się zastanawiać czy cała twórczość STURM była utrzymana w tym samym klimacie?
Z Niemcami jest coś takiego, że ich muzyka nie jest rewelacyjna ona nawet nie jest dobra
ona po prostu jest mierna, ale przez tą właśnie mierność coś mnie ciągnie w jej kierunku.
Zresztą koledzy za Odry z pewnością do normalnych nie należą tworząc taki genialny materiał.
Przecież tutaj wszystko jest oparte na tych samych riffach, chórkach. Praktycznie i
teoretycznie nic się nie dzieje ciekawego w kółko ta sama monotonia. Dosłownie wieje
nudą! Nie wiem czy to jakiś klon RAMMSTEINA? Ktoś czegoś się nażarł i spłodził paskudę!
Chociaż patrząc na to z drugiej strony "Fragmente" jest piękne na swój sposób... mam
ochotę przypierdolić łbem w ścianę! Nie z bólu, jaki zadaje mi ta muzyka, ale ze względu
na aurę, jaką wytwarza. Właściwie to ja ubóstwiam takie niewiadomo co?! O w mordę "Egophil"
ze swoim "nanana" jest THE BEST!!!! Słuchając STURM nurtuje mnie pytanie, czy lepiej żyć
normalnie, czy też na lekkim schizolu? Sam już nie wiem, co mam sądzić o tym krążku...
Wagner z pewnością przewraca się w grobie słysząc, w jaki obłęd można wprowadzić
potencjalnego słuchacza za sprawą mowy niemieckiej! O podczas "Bestie" germanie przyśpieszyli
na krótko, ale jednak podgonili to wszystko... znowu łapię świra! Muszę zabić te MONSTRUM,
bo nic z tego dobrego nie wyjdzie. Reasumując minimalne wykorzystanie możliwości
instrumentów, walcowate tempo + jednolite wokale dały płytę dla myślących inaczej...
o Jezus jestem jednym z nich!!!! Pomimo wszystkiego co napisałem wcześniej czekam na
następną dawkę muzyki w wykonaniu STURM gdyż owładnęła mną paranoją!!!!
Source Of Deluge rec.; Rotdornweg 14a; D-27751 Delmenhorst; Germany
www.sod-rec.de
Sturm; Tomas Tretow; Schaluppenweg 2; 23558 Lubeck; Germany
tretow@foni.net
www.sturm-jdfb.de
Artur
|
|
DIMENTIANON promo?
Nie wiem, z którego to jest roku wypiszę tytułu utworów może
ktoś z was będzie wiedział to niech z łaski swojej mnie o tym powiadomi! Oto tracklist:
"Self Inflicted Abuse", "Soulless Extinction", "Dead And Forgotten". Jeśli dobrze
kalkuluję to amerykanie oferują nam staruśki jak świat black metal w najprostszej
jego formie... ups, cofka... niema tutaj charakterystycznego naparzania non stop.
Aby być obiektywnym dodam, że i defior się znalazł, czyli mamy oldschoolowo na maksa!!!
Krótko pisząc Qult się sączy z tej "produkcji" jak należy, da się słuchać owej promóweczki,
więc chyba jest dobrze. Powalające na kolana to to nie jest i raczej nie będzie, ale nie
od razu Rzym zbudowano, a że kapela gra od 1995 roku to już inna para kaloszy! Jednak
może być ten DIMENTIANON zawsze fajnie jest odreagować stres przy czymś niezbyt skomplikowanym.
Niż głowić się, dlaczego zagrali tak a nie inaczej! Jeśli lubicie posłuchać muzyki w
duchu minionej dekady to muza dla was jeśli nie to strata czasu.
Dimentianon; P.O. Box 354; Commack NY; 11725 USA
DIMENTIANON@Aol.com
Artur
|
|
ANTIGAMA "Siekiera"/JAN AG "Destination Death" Dywizja KOT
Dwuzespół trafił pod mój dach... ups... sorry... mieszkam u mojej kochanej
mamusi więc to pod jej strzechę! Dostałem spliciaka od Ryłkołaka, który chyba testuje biednego
Arturka - Szpeciulka pod względem jego upodobań muzycznych, lub jak daleko sięgnie jego
pazerność na srebrne krążki, hehehe. Pierwsza formacja to nasza krajowa ANTIGAMA w repertuarze
SIEKIERY z płyty "Fala"... Skłamałbym gdybym stwierdził, że w życiu nie słyszałem owego
zacnego kwartetu z Puław. Natomiast z innej strony ktoś w końcu stwierdzi, że za każdym
razem, jeśli chodzi o LEGENDY blefuje! Zaprawdę powiadam wam, że nigdy nie kłamie gdyż brzydzę
się to formą przekazu słownego! Trudno jest mi powiedzieć czy stolica wywiązała się z
przedsięwzięcia, jakiego się podjęła gdyż w chwili obecnej nie dysponuję archiwalnymi nagraniami
SIEKIERY! Jednakże mogę nadmienić, że to, co w tej chwili wydobywa się z głośników mojej wieży
zasługuje na szerszą uwagę! Z prostej przyczyny! Młodszy słuchacz może po raz kolejny dostąpić
zaszczytu poznania kawałka historii, natomiast starszy przypomnieć sobie jak to było, gdy się
było szczonem!!!! Dalszą cześć płyty zajmuje JAN AG solowy projekt lidera AGATHOCLES. Muza, jaką
słyszę ktoś określił mianem chaos noise punk nie będę wnikał, czy tak jest naprawdę, bo w ogóle
się na tym nie znam!!! Mój szacowny braciszek po wysłuchaniu "Destination Death" rzekłby, że coś
z tą muzyka jest nie tak. I miałby chłopak rację, bo fakt faktem coś z nią jest nie tak! Pewne
jest, że wielokrotne odsłuchiwanie materiału może niezbyt ciekawie wpłynąć na psychikę młodego
człowieka, ale czyż wszyscy młodzi ludzie nie szukają takich doznań? Opętane wizje muszą krążyć
po głowie pana Frederickx'a i takież dźwięki nam serwuje... Czyżby chodziło tutaj o swego rodzaju
ostrzeżenie przed nadchodzącą przyszłością... ja nie wiem! I prawdę powiedziawszy nie chcę
wiedzieć, a że słucham czasami "Destination Death" to już inna bajka. Bajka, która nosi nazwę
"Poroniona psychika małego Arturka"!!!!
Sebastian Rokicki; Awionetki RWD 3/78; 03-982 Warszawa; Poland
antigama@poczta.onet.pl
www.antigama.cjb.net
Jan AG; Asberg 8; 2400 Mol; Belgium
Dywizja KOT; Tomasz Ryłko; Skrytka pocztowa nr 28; 00-953 Warszawa 37; Poland
dywizjakot@prm.pl
www.dywizjakot.prm.pl
Artur
|
|
BLACK ALTAR "Wrath Ov The Gods"/VESANIA "Moonastray" Odium rec.
Ile to czasu upłynęło zanim Shadow doprowadził marzenie swego życia do
realizacji? Ile kapel miało pojawić się na tym splicie? W sumie teraz jest to nieważne,
kto to pamięta! Podobno wszystkie kopie tego splitu są numerowane krwią! Ja otrzymałem
płytę z numerem, 275 na 666, czyli coś to może mówić?! Cieszę się, że BLACK ALTAR nie
skończył na kasecie "Na uroczysku". Szkoda byłoby, aby wiara nie przekonała się, jaką
drogę pokonał Shadow od tego czasu, a zaszedł daleko, bo aż na swoją prywatną Golgotę!
To nie jest już ta sama formacja i muza nie ta! Każdy z nas dorasta i on dorósł do swoje
roli. To już nie jest "łubu dubu niech nam żyje prezes klubu", chociaż nadal jest to szybki
black metal. Oj zajechało siareczką i na pewno nie tą, którą można było kupić jeszcze
niedawno w monopolowych, hehehe... Ostatnimi czasy słucham dosyć dużo black muzy, więc pewnie
jako takie pojęcie mam o ich twórcach jak i ich opusach! "Wrath Ov The Gods" jest kwintesencją
czarnej polewki! Takiego napierdalania już dawno nie słyszałem i pewnie długo nie usłyszę!
Jeśli dołączymy do tego dźwięki klawiszy skomponowane przez her Nazgrima otrzymujemy
kilkunastominutową podróż do krainy najgorszych koszmarów... nie tylko tych ze snów. Pora na
VESANIA z ich materiału "Moonastray"... o wiele ciekawiej słucha się tych dwóch kawałków niż
ich pełnego krążka wydanego w barwach Empire rec. Może przyczyny należy szukać w wymiarze?
Szybki momentami zadziorny black metal wręcz bluźnierczy z ogromną ilością klawiszy! I to pewnie
jest atut "Moonastray"... Epki, która nie nudzi swoją długością jak ma to miejsce w przypadku
"Firefrost Arcanum". Odkąd natknąłem się na wzmiankę o tej formacji interesowała mnie tylko
jedna rzecz jak grają? Teraz mogę powiedzieć, iż warto było trochę poczekać, aby móc nasycić
swą duszę dźwiękami chłopaków z Legionowa! Jeśli nie zaprzepaszczą swojej szansy będzie o nich
głośno i nie chodzi mi tutaj o kontrakt z Empire!!!!
Odium rec/Black Altar; P.O. Box 66; 10-001 Olsztyn 1; Poland
Artur
|
|
DEVILYN "The Past Against The Future" Metal Mind Prod.
Z poziomu kolekcjonerskiego, jest to jak najbardziej wartościowa pozycja. I choć większość tego typu wydawnictw czasami wprawia w lekkie zakłopotanie i niechęć, to do zakupu tego krążka mogę Was jak najbardziej namawiać. Zagorzali fani gatunku i samego DEVILYN na pewno takiej rekomendacji nie potrzebują, ale gdzieś tam są jacyś niedobitkowie, którzy się wahają przed krokiem ostatecznym he he. Przede wszystkim, jest to materiał bardziej retrospektywny i niejako historyczny. Lecz sama forma i treść, nie pozostawia wiele do życzenia. Część z utworów na tej płytce już dawno słyszeliście, ale z całą pewnością, są one z goła odmienne niż te co znalazły swoje miejsce choćby na debiutanckim albumie "Anger". Posiadanie demosa DEVILYN - jeszcze wtedy zarejestrowanego pod zupełnie inną nazwą - aż z 1994 roku, czyli mowa o "The Rule", i to jeszcze na srebrnym talerzu, samo w sobie jest kuszące. Ten zespół od dawien dawna łupie brutalną odmianę death metalu, ale już w tamtych latach potrafił zafrasować swoją odwagą. Mowa oczywiście o instrumentalnym "Illusions". Powstrzymam się od konkretnego opisu tego numeru, bo mam nadzieję zagrać Wam lekko na nerwach, i tym samym przybliżyć w znacznym sopniu do poszukania tej pozycji w sklepach, lub katalogach dystrybucyjnych! Oczywiście, oprócz nazwijmy to "zamierzchłych czasów", swoje miejsce znalazły tu również kompozycje z przed sesji "Artefact". Mowa oczywiście o Promo 2000, które było przeznaczone do szukania nowego wydawcy zaraz po opuszczeniu Listenable. Do tego jeszcze cover CARCASS odegrany w wersji live. A mowa o niesamowitym "Heartwork". I żeby tylko Wam się nie zdawało, iż słuchacie autorów tejże kompozycji. Całkowicie inne oblicze DEVILYN, i jednocześnie jeszcze raz udowadniają, iż potrafią zaskoczyć nieoczekiwanym. Ci co nie mieli okazji ani razu w swoim życiu zobaczyć Tarnowian w akcji na deskach sceny, mogą sobie odpalić na "pececie" multimedia w postaci video do "Reborn In Pain" z płyty o tym samym tytule. Dzicz, i brak jakichkolwiek pohamować. Szkoda, że w zespole chujowo się dzieje ostatnimi czasy, ale przynajmniej pozostaje głupia nadzieja, że kolejny, przecież już dość długo oczekiwany nowy album zespołu, po prostu skopie nam dupy. Eeeh! Chciejcie mieć "The Past Against The Future" w swojej przepastnej kolekcji!
Skowron
|
|
ANAL STENCH "Stench Like Six Demons" Metal Mind
Przyznam szczerze, iż po muzykach takich załóg jak THY DISEASE, CRIONICS, SERPENTIA czy DECAPITATED, raczej należałoby się spodziewać czegoś więcej, niż to, co prezentuje nam ANAL STENCH na swoim debiucie. A jak wiadomo, szeregi tej ekipy, zasilają muzycy na co dzień produkujący swoje pomysły właśnie w wyżej wymienionych zespołach. Oczywiście, daleki jestem od stwierdzenia, że "Stench Like Six Demons" jest zwykłą miernotą, nie wartą prezentacji szerszemu audytorium. Co to, to nie, bo choć jest to dość schematyczny brutalny death metal, to w moim skromnym przekonaniu, ma on sporą dawkę, solidnie brzmiącej zgnilizny do zaoferowania. Muzyka tej kapeli, ma wiele wspólnego z stylistyką CANNIBAL CORPSE, jaką prezentowali oni na swoich pierwszych krążkach. Podobny fetor, zwyrodniałe i zrodzone w bólu ludzkiego życia idee, czy miejscami przyozdobione ludzkimi wnętrznościami ramy samych utworów. Odegrany przez ANAL STENCH cover tychże rzeźników - "Stripped, Raped And Strangled" - to niejako potwierdzenie takiej właśnie tezy. A tak na marginesie, to żeby się Wam nie chciało już na stracie węszyć jakichś brudnych spisków przeciwko autorom "Stench Like Six Demons". To tylko niezbędne skojarzenia, i choć te same skojarzenia często bywają przekleństwem, to przynajmniej dają pewną jasność poszukiwaczom solidnego łomotu. Jednak z drugiej strony, to styl zabijania krakowian nie jest tak bardzo w sposób oczywisty osadzony w minionej dekadzie. Być może ma na to wpływ wiek samych muzyków, jak i realia współczesnej sceny metalowej. Czuć tu bowiem również koneksje z dzisiejszą sceną grindu. A to za sprawą dość luźnego podejścia do warstwy lirycznej, jak i użycia elementów, które są w większości przypadków swoistym wyznacznikiem dla współcześnie tworzących w tej dziedzinie. Pewną odskocznią od tematu może okazać się przeróbka SEPULTURY, czyli "Territory". Spotkałem się już z przeróżnymi zdaniami o tym posunięciu, ale w moim przekonaniu wyszło to naprawdę ciekawie, a już na pewno inaczej niż w oryginale. Sam album został zarejestrowany w dość szybkim tempie, co mogło mieć swoje przełożenie na efekt finalny całości. Ja jednak jestem dobrej myśli, i mam cichą nadzieję, że wspólne libacje na próbach, przy okazji następcy "Stench Like Six Demons", przyniosą lepsze efekty, i przestanie to być zwykłą, dobrą zabawą w granie death metalu. I choć nie można się było spodziewać super hiciora już na starcie, to wydaje się nieuniknionym wydalenie większej ilości fetoru z odbytnicy przy okazji komponowania dwójki. A tak swoją drogą, pot z wysiłku też potrafi capić całkiem przyjemnie. No nic. Na początek bardzo solidna płytka i wujaszek Butch może być co najmniej zadowolony. Ja jednak przyczaję się gdzieś z boku, i poczekam na drugą odsłonę!
m
Skowron
|
|
HELL-BORN "The Call Of Megiddo" Conquer Rec.
"Legion Is Our Name"!!!!!!!!!!!! To nie jest już tylko i wyłącznie ekipa zmontowana z czterech piekielnych pomazańców. To nie jest już tylko i wyłącznie armia niebiańskich wygnańców w liczbie 666. Ta zaraza pleni się w zastraszającym tempie. "Czarna śmierć", będzie niebawem tylko podręcznikowym przykładem, jakie żniwo zbiera nieposkromiona "Biała Pani". Każdy, kto stanie do konfrontacji z tym materiałem, musi wręcz da się ponieść śmiertelnemu wirowi, który wciąga bezpowrotnie. "The Call Of Megiddo", to niemal encyklopedyczna definicja wszystkiego co plugawe, co paraliżuje, co wzbudza strach i szacunek zarazem. Piekielny death metal, z konotacjami czarnej sztuki. To co zespół prezentuje tym krążkiem, jest jak rozgrzana lawa, wyrzygiwana z serca podziemnego królestwa. Tylko 35 minut znakomitej muzy, i aż żal dupę ściska, że jest to właśnie tylko 35 minut, którym i tak trudno dotrzymać kroku. Nie ma czasu na dekoncentrację, tu liczy się każdy detal, choć to właśnie prostota, jest w przypadku HELL-BORN kluczem do sukcesu. Tu nikt nie ściemnia, nikt nie sili się na maniakalne popisy i wirtuozerskie peany. A mimo wszystko, album wali po ryju, ku uciesze dentystycznej profesji. Potępieni jęczą w bólach, trawieni przez skwierczący ogień piekielny. Ślepcy błagają o litość, by pomorska bestia, oszczędziła mu cierpienia. Less i Jeff wtórują szerzącemu się kataklizmowi, wycinając mordercze riffy, przeplatając je zgubną melodią. Brzmienie albumu, jest jak sól sypnięta prosto w oczy. Brudne, pełne rozgrzanego piachu. Litość?! Czy ten zespół zna pojęcie litości?! Sami odpowiedzcie sobie na to frapujące pytanie. Niebywała charyzma, i siła przebicia równa tytanom. To już nie jest czcze gadanie. To jedna z przełamanych pieczęci, zwiastująca rychłe nadejście ARMAGEDONU!!!!!!!
Skowron
|
|
THORN "Whenever..." Loch prod.
I co ja biedny żuczek mam napisać o nowym materiale THORN? Całkowicie
czegoś innego spodziewałem się po "Whenever", a tutaj Peter podsyła do bólu techniczne
granie. Po dwóch ostatnich wydawnictwach przyzwyczajony zostałem do czegoś żywszego,
bardziej melodyjnego, a otrzymałem to, co otrzymałem! Chociaż nadal pozostała im nutka
orientalnego grania i to już jest pierwszy plus... sorry pierwszy mają za technikę! Suma
sumarum odrobinę napawa mnie lękiem myśl o dalszej drodze THORN... bo jeśli kapela nadal
będzie wypuszczała materiały z technicznym death metalem to czy przypadkiem w Płocku nie
powstanie nowy podgatunek? Podgatunek zwany, techno death metalem! Mieliśmy już techno thrash
to, czemu nie możemy mieć tej muzy, która zrodziła się z thrashu, ale jeśli mnie pamięć nie myli
to już coś takiego istnieje?! Plotę coś bez ładu i składu... Chociaż z innej strony ich muzyka
staje się coraz bardziej progresywna, mroczna, schizofredalna?! Co by nie mówić THORN zawsze
był CZARNYM KONIEM naszej sceny!!!!! Tylko, że koniem mniej lub bardziej docenianym!!!! Wcale
bym się nie pogniewał gdyby przyszła moda na twórczość THORN! Należy im się za te wszystkie lata
poniewierki tym bardziej skoro na "Whenever" zamieścili kawałek "Red" (z przedostatniego
materiału), że już o "Black Clouds" nie wspomnę!!!! O takie stare sentymentalstwo, hehehehe...
Chora to muzyka, czego dowodem jest cover art.! Na mój gust będzie to któryś ze średniowiecznych
artystów, którym można zarzucić tworzenie pod wpływem halucypków?! Chociaż niektóre patenty mają
strasznie znajome mi to wcale, a wcale nie przeszkadza... aby do przodu!!! Oj nie jest to materiał
dla zapierdalaczy, dla których nie ma nic lepszego niż bulgoteria! W przypadku THORN należy
najpierw wypocząć pozostać wyluzowanym, aby docenić piękno wynikające z "Whenever..."! Za
każdym razem gdy puszczam w obrót krążek odkrywam coś nowego, dzisiaj jest to muzyka ludzi
opętanych przez Demony, jutro może być to już sound wyrafinowanych perfekcjonistów!
Peter; Armii Krajowej 3/36; 09-410 Płock 12; Poland
lochprod@wp.pl
Artur
|
|
HELLFIRE "Recoffination" CD'02
Ostatnimi czasami zastanawiam się czy dożyję czasów, kiedy nikt nie
będzie klął pod moim adresem? Nawet już nie pamiętam, który to już zespół czekający na
opinię o swojej muzyce?! Widocznie tak już musi być, że trzeba czekać aż szanowny pan Artur
raczy zasiąść do komputera, aby coś skrobnąć na temat danej kapeli... brzydko postępuje, oj
brzydko ale nie jestem w stanie tego zmienić! Co najwyżej w tej chwili przepraszam wszystkich
za moje karygodne postępowanie!!! Dobra skoro już siedzę przy kompie postaram się wywiązać z
powierzonej mi misji!? I cóż my tutaj mamy na warsztacie ano mamy bliżej nikomu nieznany zespół
o nazwie HELLFIRE obracający się w kręgu heavy metalu. I to by było na tyle odnośnie ekipy z
Warszawy, ale czy w takim razie kapela nie poczuje się urażona? Chyba tak, bo heavy może grać
każdy, ale nie każdy potrafi grać tak jak chłopaki ze stolicy! Nie jestem miłośnikiem tego
gatunku, ale ich zostawiłem z paru powodów. Jakich już wymieniam: pierwszy to taki iż całość
kojarzy mi się z filmem "Poltergeist", kolejny iż na samym początku poczułem się tak jakbym
słyszał MONASTERY, a to inna para kaloszy. Następny jest taki, że za cholerę nie mogę zczaić
kto jest ich mistrzem i wzorem, czyli krótko pisząc za mało słucham heavy metalu! Każdy odbiera
muzykę na swój sposób i według własnego widzimisie i ja również tak robię! Na dzień dzisiejszy
lubię sobie posłuchać "Recoffination"... niestety nie jestem w stanie napisać co też tak przyciąga
mnie do tego materiału! Po prostu coś drzemie w tej kapeli, co utwierdza mnie w przekonaniu,
że nie tracę niepotrzebnie czasu na słuchaniu tego krążka. Nie wiem czy to jest agresywne
brzmienie gitar, czy też wokal pana Twardowskiego? Równocześnie może to być wyraźna perkusja
her Stańczyka lub bas mr Węglewskiego. Na pewno będzie to całokształt "Recoffination"!!!
Kurwa w kawałku "Hellfire" mają takie znajome riffy... kurwa gdzie ja je słyszałem???
Lecę po brachola on na pewno będzie wiedział... Zastanawia mnie jeszcze jedna błaha
sprawa związana z HELLFIRE otóż jednym z muzyków kapeli jest Artur Grabowski, czyli
człowiek, który ma tak samo na imię i nazwisko, co ja. Natomiast jedną z osób,
która pomagała przy realizacji materiału jest Paweł Grabowski, czyli osobnik,
który tym razem nosi to samo imię i nazwisko, co mój rodzony brat. Czyżby
panowie byli w tym samym stopniu spokrewnieni, co ja i młody, czy też jest
to tylko zbieg okoliczności? Niema to jak zastanawiać się nad błahostkami!
www.hellfireband.com
Artur
|
|
GURD "Encounter" Diehard music
Dostałem ten materiał od kolegi Skowrona a on od wydawcy! Niby nic
nadzwyczajnego, ale mój szacowny zastępca i domniemany spadkobierca (gdybym się wycofał
z podziemia) rzekł wręczając mi tą płytkę: "od czego TY tutaj jesteś? Nic nie robisz
pożytecznego! Więc weź się do pracy i skrobnij reckę GURDA!". Jakby nie patrzyć to ma
chłopak rację, bo cóż innego robię oprócz opierdalania się całymi dniami!!!! No i słucham
sobie teraz "Encounter" i tak myślę, że niegłupia to kapela! Chociaż nastawiłem się na
wykurwisty thrash z wykopem a tu takowego niema! Nie powiem, że nie podoba mi się muzyka
GURD, bo jest wręcz odwrotnie... rajcuje mnie ich twórczość z lekka, ale imć Skowron
zapomniał dodać, iż jest to muza momentami podchodząca pod BIOHAZARD, FEAR FACTORY...
już zdjęcie, które przedstawia kolesi z ekipy mówi samo za siebie co też takiego grają...
chociaż V.O. wygląda jak swego czasu Grzegorz Skawiński, hehehe. Skupię się może na muzyce,
która jest momentami ciężka a zarazem rytmiczna. Bywają chwile, kiedy to wszystko przywodzi
mi na myśl FAITHFUL BREATH, METALLICA po czarnym albumie... chociaż bogowie z Florydy po
owym krążku byli znacznie łagodniejsi i monotonii niż Szwajcarzy! Zapewne polubiłem ten
krążek za tą chwile drapieżność, którą z nimi przeżyłem... wszak nie polega ona na tym
aby kapela łoiła niemiłosiernie a wokal wydobywał z siebie jakieś bliżej nieokreślone
bulgoty! Cieszy mnie to, że chłopaki zanim stworzyli ten materiał zgłębili arkana
sztuki muzycznej, każdy dźwięk jest głęboko przemyślany. Niema tutaj miejsca na
fuszerkę, głupie wręcz banalne potknięcie! Może dla kogoś wyda się, iż GURD jest
kolejną formacją, która postawiła na zmodyfikowany thrash metal, bo teraz łatwiej
wybić się z taką muzyką. Dla mnie kapela gra to, co czuje i tak pozostanie...
niewykluczone, że moja wypowiedz podyktowana jest tym, iż nigdy nie słyszałem
wcześniejszych dokonań zespołu. I wcale mnie to nie obchodzi! Grają tak a nie
inaczej, bo to lubią, więc niech tak pozostanie! Płyta zawiera rzecz, z którą
spotkałem się po raz pierwszy w świecie metalu! Otóż wydawca zamieścił KARAOKE!
Czyżby GRUD miał swoich wielbicieli w Japonii? Nigdy się o tym nie przekonam...
za drogi bilet do samurajów!
Diehard Music A/S; Vindegade 101; 5000 Odense C; Denmark
diehard@diehardmusic.com
www.diehardmusic.com
www.gurd.net
Artur
|
|
NEOLITH "Broken Immortality" Promo'02
Niby wiosna zaczęła się na dobre, a dzisiaj taka kiepska pogoda!
Coś mi się widzi, że i dla NEOLITH również nie jest najlepiej?! Skoro kapela zaczęła
rozsyłać materiał bez masteringu... W sumie, po co zawracać sobie tym głowę wszak dzisiaj
jest ważne, że NEOLITH nadal jest wśród żywych, czego dowodem jest "Broken Immortality".
Przyznam szczerze, że znając poprzednie dokonania zespołu, baaa słuchając ostatnio
"Igne Natura Renovabitur Integra" spodziewałem się całkiem czegoś innego, baaa nawet
przez myśl mi nie przeszło, że ludzie, którym kiedyś bliżej było do smucenia (w pozytywnym
tego słowa znaczeniu) potrafią stworzyć materiał momentami tak zakręcony, a zarazem z
odpowiednimi pokładami agresji, że za cholerę nie wiem jak i z której strony to ugryść!!!
Podaję się! Wywieszam białą flagę! Po raz kolejny natrafiłem na dzieło, które przerasta
moje doznania poza zmysłowe! "Broken Immortality" jest w całej swojej formie i treści
esencją życia, proteiną, która odbudowuję nadwątlony organizm... wiecie takie bezpieczne
sterydy... Ale o tym powinniście się już sami przekonać, czy nowy NEOLITH podziała na was
tak samo jak na mnie. W sumie co tu dużo pisać ambitni ludzie stworzyli ambitną muzykę,
która zostawia trwały ślad w mózgu, która nie pozwoli tak łatwo usunąć się z kieszeni decka!
Grzegorz Łukowski; Czaszyn 191 (szkoła); 38-516 Tarnawa; Poland
neolith@interia.pl
www.neolith.pl
Artur
|
|
QUO VADIS "Król" Conquer rec.
Jestem człowiekiem małej wiary! Nie wierzyłem, że QUO VADIS powróci w
blasku chwały! Chociaż dla niektórych może wydawać się inaczej... Nieprawdaż Lutek? Ale
on jest ortodoksem dla niego po "Politics" niema już nic, hehehe... W moim przypadku jest
odwrotnie i niech tak pozostanie do końca. "Król" jest właśnie tym, czego w życiu nie
spodziewałbym się po Skayi, chociaż obcując od czasu do czasu z płytami "Test Draizea" i
"Uran" wnikliwy słuchacz mógłby co nie co wywąchać, niestety nie jestem tego taki pewien
do końca!? Pomyliłem się względem Lutka! Dzisiaj powiedział mi, że za cicho puszczałem
płytę! Przez co dał mi do zrozumienia, że jednak nie jest aż taki stary i "Król" robi
na nim wrażenie. Fakt faktem jest to, że płyta jest w całości powalająca na kolana,
chociaż bywają fragmenty, które uważam za "cienie". Jednakże "blasków" jest znacznie
więcej i biorąc po uwagę całość QUO VADIS stworzył coś, co długo pozostanie w mojej
pamięci! Słucham już tej płyty parę miesięcy i coraz bardziej uzmysławiam sobie, że
oto nastąpił nowy rozdział w moim życiu! Rozdział, który nosi nazwę "Król"... Sączą
się dźwięki z głośników a ja popadam w pewny stan odrętwienia i coraz bardziej żałuję,
że nie dane mi było zobaczyć QUO VADIS z nowym repertuarem na koncercie... O ile teraz
doznaję niesamowitego uczucia, co mogłoby się stać podczas ich setu... Wielu moich kolegów
po "fachu" jest odmiennego zdania, ale w końcu to ja piszę tą recenzję i to w moim szmatławcu
ona się pojawi. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zakończyć owe wypociny... "Wiwat nowy
król, a kat niech topór ostrzy...".
Conquer rec.; Śląska 39a; 80-379 Gdańsk; Poland
browar@conquerec.com
www.conquerec.com
quovadis@metal.pl
www.quovadis.metal.pl
skaya@metal.pl
skaya@wp.pl
Artur
|
|
ABRASIVE "Desire" CD '02
A to zboczusie he he. Ale, powolutku, bo nie załapiecie o co chodzi. Brutal Death Metal! Niemcy, to kraj który sprawia czasem wrażenie uśpionego pod kątem właśnie takiego stylu gry muzy metalowej, ale od czasu, do czasu, i tu zrodzi się myśl, by skopać kilka tłustych dupsk malkontentów, przeciwnych prawdziwemu napierdalaniu. A ABRASIVE przyznać muszę, że z zobowiązań wobec maniax, i prawdziwych fanów śmiertelnych dźwięków, wywiązuje się bardzo dobrze. Co najważniejsze, to zespół ten, nie jedzie na typowo amerykańską modłę, co w przypadku wielu zespołów, stało się swoistym wyznacznikiem - oczywiście, i tu są pewne wyjątki! A muzyce Niemców, bardziej przeważa tu europejski duch, jedynie okraszony zaoceaniczną młócą. Przede wszystkim brzmienie "Desire", nie pozostawia zbytnio pola, do innych dywagacji, a i sam styl gry zespołu, nie byłbym w stanie określić jako typowym dla tamtych rejonów. Co do samego brzmienia, to są momenty, kiedy chciałoby się powiedzieć, iż to szwedzka zaraz opanowała sprośne myśli czwórki zbrodniarzy z ABRASIVE. Lecz dzięki specyficznym dla siebie strukturom utworów, słuchacz nie ma wrażenia, że nagle przeniósł się do dajmy na to Sztokholmu. Każdy numer na krążku, jest w zasadzie inny od poprzedniego. Znajdziecie to miażdżące i rzucające na kolana riffy, jak i bardzo szybkie momenty. Czasami zespół dojebie Wam takiego gniota, że z uszu krew słodziutko tryska, a Wy zamiast biec po apteczkę pierwszej pomocy, łapczywie zlizujecie ją ze swoich policzków. Głęboki growl przeplata się z dzikimi krzykami. Gitarki pracują że miło posłuchać, bass dobija cierpiących, a gary - eh, nie ma co pisać, trzeba posłuchać. Generalnie, materiał jest ciężki i chory jak na taką muzę przystało, ale cechuje go specyficzna rozmaitość, której brakuje często nawet najbardziej uznanym rzeźnikom. No i na koniec coś o tych zboczusiach. Otóż, chłopaki lubują się w perwersji seksualnej. Spójrzcie na okładkę zdobiącą płytkę, i zanurzcie się w teksty. A jak usłyszycie panienkę krztuszącą się przełykaną spermą, miami.... No dobra, starczy tego dobrego. Trzeba sobie zapuścić ten krążek jeszcze raz!
Ralf Köhler, Neue Strasse 54, 70186 Stuttgart, Germany
ralf@semendemon.de,
http://www.semendemon.de
Skowron
|
|
DEMONICATION "Damage Sound Formula" Demo CD '03
Ktoś nam kiedy drugą Japonię obiecał, a tym czasem, Stany stają
się bardzie realne. Niestety, albo na szczęście dla niektórych, tylko na niwie muzycznej.
Jak Stany, to raczej powszechnie wiadomo, czego można się po danej ekipie spodziewać.
Ale, żeby sprecyzować dla mniej zorientowanych, to DEMONICATION grzeją brutalny death
metal, taki jakim częstują nas ekipy z raju emigrantów. I żeby być do końca uczciwym
dodam, że nie zdzierają zelówek chodząc na próby niepotrzebnie! To co sobą reprezentują
już dzisiaj, bardzo dobrze rokuje im czas realizacji kolejnych, mam nadzieję materiałów.
MORBID ANGEL, CANNIBAL CORPSE, SUFFOCATION - te nazwy, to już kult sam w sobie, a
właśnie to twórczości takich buldożerów, można próbować porównać twórczość czwórki
brutali z Mikołowa. Tym razem to tylko - a szkoda - cztery numery, ale to wystarczy,
aby wzbudzić w Was apetyt na więcej. Być może, dla wielu nie będzie to muza odkrywcza,
na masę oryginalna, lecz z całą pewnością, nikt nie powinien odmówić im rzetelności
w tym co robią. Dookoła można bez problemu wskazać co najmniej kilka zespołów, które
przy obrane w lekki posmak popeliny, i z odpowiednim zapachem siana, robią swoją
często przy nudnawą muzą zbyt dużo zamieszania, tym samym torując drogę bardziej
wartościowym kapelom. Ale to już chyba nie mnie sądzić, kto jest kto, i gdzie być
powinien. Miażdżące struktury utworów, które miejscami wbijają w ziemie, i tony death
metalowej furii, wylewanej w jednym czasie na raz na głowę potencjalnego słuchacza.
rednio szybkie tempa, niekontrolowane zwolnienia, i ciężar, jaki towarzyszy tej
muzyce przez cały czas trwania "Damage Sound Formula". Nikt tutaj się nie forsuje,
każdy robi swoje, nie może być mowy, o brakach w jakimkolwiek elemencie, jak w dobrze
naoliwionej maszynie wojennej. Kombinowane wiosła, nie powinny wzbudzić u nikogo
uczucia nudy, czy jakiejkolwiek formy elementaryzmu. Słyszalny bas stanowi jeszcze
jeden punkt, wzbogacający wartość tej płytki. Całość podana z bardzo dobrym brzmieniem
na przystawkę, będącym efektem pracy w Selani Studio. Chociaż zdaje sobie sprawę,
że zwrot "bardzo dobre" może mieć różne dla każdego odcienie. Na zakończenie dodam,
iż jest to stuff bezsolówkowy, i chwała im za to, bo inaczej twórczość DEMONICATION
straciłaby na masywności. Sprawdźcie sami!
A.Raulinowski; ul. Żwirki i Wigury 37b/22; 43-190 Mikołów; Poland;
Darkmind@interia.pl.
www.demonication.metal.pl;
Skowron
|
|
VILGEFORTZ "Killing One By One, When The Night Becomes The Battlefield" Demo CD '02
Oto jeszcze jeden, zupełnie nowy twór, próbujący zasiać śmiertelne
ziarno wśród metalowej braci. Tym razem kłania się VILGEFORTZ z Lubina, ze swoim
cztero-utworowym demo, zapisanym na srebrnym krążku. Skoro o śmiertelnej truciźnie
była mowa, to raczej wiadomo, w obrębie jakiego stylu porusza się ten zespół. Death
metalowe łojenie, aż miło posłuchać. Co mnie jeszcze bardziej cieszy, to fakt, iż
nie jest to granie, jakie stało się ostatnio dość popularne wśród amatorów gatunku,
aby nie powiedzieć "modne". VILGEFORTZ, a właściwie muzycy tworzący w szeregach tej ekipy,
nie dbają o ściganie się z własnymi ambicjami, a tym bardziej, w żaden sposób nie
próbują udowodnić, że potrafią komponować totalnie zagmatwane riffy, ultra szybkie,
kombinowane partie swoich instrumentów. Ot, ponure, ciężkie dźwięki, z jakich koścista
pani była zadowolona w pierwszej połowie minionej dekady. Owszem, teraz również się
tak gra, ale powoli zaczyna to być swego rodzaju ewenementem, czy historyczną ciekawostką.
Tym bardziej ja, z nieskrywaną radością wrzucam do odtwarzacza takie materiały jak ten.
Żaby uczciwości stało się zadość, to dodam pośpiesznie, że zespół z Lubina nie zatracił
się na amen w czasach minionych, bo choć duch w ich kompozycjach dość stary, to jak
najbardziej, odnaleźć tu można co najmniej kilka elementów, stanowiących swoisty
pomost z teraźniejszością. Choćby samo brzmienie, które dodaje materiałowi pewnego
rodzaju blasku, trochę na bok odpychając pierwotny brud i chaos. I mimo tego, iż
wszystko jest czytelne, to nie czuję się, jakby ktoś sypnął mi solą po oczach, próbując
ukryć swoje niedociągnięcia. Odpowiednie wykorzystanie dobrodziejstw współczesnych
studio nagraniowych to pozytywna sprawa, a zrobienie czegoś z głową, to jeszcze jeden
plus - nie zauważono nadmiernego polerowania całości he he. Średnio szybkie tempa,
łamane struktury utworów, co umożliwia większe zaangażowanie słuchacza w to, co sączy
się z głośników. Potężny głos Furmana, miażdżące elementy, i wduszająca w glebę perkusja.
Niby standard, ale sami przyznacie, że nie każdemu kto się bierze za brutalne granie,
udaje się zrobić odpowiednie wrażenie, pozostawiając przy tym trwały ślad w ośrodkach
przede wszystkim słuchowych potencjalnego śmiertelnika, maniakiem muzy metalowej zwanym.
Oprócz ciężaru, gwałtownej wściekłości i furii bijącej z każdego numeru, natkniecie
się tu na spore ilości melodii, jak i czarciego klimatu. Owa melodia, to zasługa gitarzysty
solowego, wycinającego całkiem przyjemne he he motywy na swoim "zaklinaczu" złych duchów.
A siara? Tego szczypiącego posmaku, dodają wokalizy. Nie są one typowe, dla grzesznego
ludu pomazańców, ale plugawości i mocy im nie brakuje. W tym wszystkim, jest coś,
czego ja do końca nie mogę się doszukać, a mianowicie odpowiedniego ciężaru, który
jak sami przyznacie, jest solą zmurszałej ziemi. Taki stuff jak ten, aż się prosi
o odgrywanie live, co mogłoby zrobić naprawdę piorunujące wrażenie. Generalizując,
jest lepiej niż dobrze!
Etol; ul. Topolowa 72/7; 59-300 Lubin; Poland;
vilgefortz.band@wp.pl
http://republika.pl/vilgefortz_band;
Skowron
|
|
NECROPSY "Straight Hate"
Wyobraźcie sobie, że ten materiał, to cztero - utworowy debiut tego
zespołu, a już wali po ryju niemiłosiernie. Aż strach pomyśleć, co może przynieść
przyszłość w obliczu takiej dźwiękowej zagłady, jaką oferuje nam piątka zwyrodnialców z
Rzeszowa. Kataklizm! Nuklearny powiew z gnijącego wnętrza ziemi. Odór, jakiego nie
jesteście sobie w stanie wyobrazić dopóki, dopóty sami nie zasmakujecie w rozkładającym
się mięsie. Grind stworzony i odegrany na najwyższym poziomie, poziomie, jaki prezentują
sobą ekipy na co dzień goszczące na salonach metalowego świadka he he. I zaprawdę
powiadam wam, że i przed tą ekipą droga stoi szeroko otworem, pod warunkiem, iż dopisze
im szczęście, tak bardzo potrzebne w tym muzycznym biznesie, jak również, o ile sami
nie sfajanszą pokładów brutalnych talentów, jakie mają w swoich łepetynach i nie tylko.
I nie jest to żadne czcze gadanie Skowrona maniaka, bo wystarczy się dobrze rozejrzeć
w prasie rodzimej - nie koniecznie oficjalnej - aby zweryfikować sobie pierwsze,
a często najważniejsze, oględne mniemanie o tej formacji. To, że zespół w swojej
muzyce nie zna litości, nie oznacza, iż przez cały czas trwania materiału, jadą ostro
i byleby do przodu. Owszem, szybkich momentów tu na pewno nie brakuje, ale równocześnie,
nie brak tu bardziej wyszukanych, kombinowanych zagrań, które urozmaicają całość,
i nie pozwalają na odłożenie płytki, zaledwie po jednym przesłuchaniu. Widać, iż kolesie
nie chodzą na próby ze stoperem na ręce, lecz sięgają w bardziej złożone kanony metalowego
komponowania, układając swoje pomysły, w bardziej logiczne struktury. Oczywiście,
nikt nie zamierza nikomu słodzić aż nadto, ani popisywać się, jakiż to ja jestem sprytny
w "zabawie" ze swoim instrumentem he he. Po prostu, dobrze przemyślana sprawa, zanim
ktoś podjął się jej rejestracji na srebrnym krążku. Z drugiej strony, to techniki
i umiejętności eksploracji swoich narzędzi publicznej molestacji - poprzez gitary,
bas, gary, a na wokalu skończywszy - odmówić im nie można, a na pewno, nikt nie powinien
mieć problemów, z odnalezieniem nazwijmy to "właściwej treści i fabuły" poszczególnych
utworów. Mordercza oprawa graficzna, mordercza muza, i na koniec więcej niż tylko
dobre brzmienie całości. Swoją drogą, to Studio Spaart, a właściwie ludzie w nim
przesiadujący, potrafią zrobić właściwy użytek ze swojego sprzętu. Podsumowując,
"Straight Hate" zdefloruje nawet pannę noszącą podwójne majtki! Polecam!
Kostek; Broniewskiego 3/29; 35-222 Rzeszów; Poland;
necropsy.clan@wp.pl
www.necropsy.prv.pl
Skowron
|
|
AFTERLIFE "Weakness And Wickedness" CD'02
Ja to mam szczęście do projektów, ciekawe dlaczego??? Tym razem AFTERLIFE - to
projekt człowieka o bardzo specyficznym pseudonimie 0015/92 (???), który cały materiał nagrał u
siebie w pokoju i o dziwo - materiał jak na domowe warunki jest dosyć dobrze i przejżyście
nagrany. Przy nagrywaniu również wystąpili gościnnie - Agnieszka Iwaniuk (śpiew i melodeklamacja
w utworze "Unconditional") oraz Ricardo Klimczyk (gitara w utworze "In A Silent Room"). Ale
przejdźmy do muzyki - 11 utworów - utrzymanych w konwencji thrash metalu o ciężkim brzmieniu z
niewielkimi death metalowymi partiami. Gitary oraz perkusja (która czasami brzmi zbyt
automatycznie) ostro młócą, wykorzystując niezłe thrash metalowe patenty, które nadają muzyce dużą
dawkę agresji. Często jedna z gitar "używa" efektu flangera co stwarza stary thrashowo-deathowy
klimat (dawno chyba zapomniany, a dość często wykorzystywany na przełomie lat 80/90.). Za sprawą
melodyjno-recytowanego wokalu (który czasami również używa flangera lub innych efektów) cała
muzyka nabiera sięga odmiennego wymiaru (lekko psychodelicznego), chociaż utwór "Response"
(w którym wokalista używa "ostrych słów") w połączeniu z dynamicznymi gitarami przypomina wciąż
niedoceniany BODY COUNT. Oczywiście nie mogło tu zabraknąć czystych gitar, które niestety wraz z
wokalem w utworze "Shortest" nie były dopracowane, ale użycie czystych gitar, np. w "Unconditional"
stworzyło bardzo ciekawy mroczno-psychodeliczny klimat, który został pozytywnie wzbogacony o
zabiegi Agnieszki i czysty śpiew wokalisty. Niektóre partie basu w połączeniu z perkusją
przypominają dobrego, starego hard core w stylu D.R.I (ale zaledwie w dwóch utworach). Całość jest
ciekawa i spójna - połączenie agresji i dynamiki z niewielką dawką melodii. Materiał przeważnie
przewija się w szybkim tempie z akcentującymi zwolniwniami. Chiciaż przydałoby się jakieś
emocjonalne uniesienie wokalisty (jakiego, np. można usłyszeć w "Afterlife") by podkreślić uczucia
no i oczywiście nagrać to w studiu, a myślę że może wtedy coś się zacznie dziać, bo naprawdę warto
posłuchać AFTERLIFE, chociażby po śmierci.
Grzegorz Ksepko; KOLBERGA 6a/13; 81-881 Sopot; Poland
afterlifemetal@wp.pl
www.afterlife.prv.pl
Gnom
|
|
DRAGON'S EYE "Screaming For Metal" Apocalypse prod.
Oko Smoka to zespół z Warszawy, którego nazwa już wiele mówi o wykonywanym
gatunku muzyki (przynajmniej starym wyjadaczom metalu)... Żeby potwierdzić wasze domysły wyjawię,
że D.E. gra heavy metal z delikatnymi wpływami hard rocka i thrash metalu. Muzyka jest energiczna
i zarazem melodyjna, przepojona dużą ilością gitarowych partii solowych jak i rytmicznych gitar
utrzymanych w średnim bądź szybkim tempie. Całości dopełnia dobrze wypracowany wokal o zabarwieniu
zbliżonym do głosu James'a Hatfield'a czy też momentami Alice Cooper'a. Ostre granie urozmaicają
klimatyczne, basowo-gitarowe pasaże, z których rozwijają się niektóre utwory. Kompozycje są bogato
zaaranżowane i muszę przyznać zagrane profesjonalnie. Ale żeby lepiej przybliżyć muzykę D.E.
pokuszę się na kilka asocjacji... . Niektóre sekwencje muzyczne jak w utworze "Blindman" łudząco
przypominają IRON MAIDEN (przede wszystkim za sprawą partii basowych), natomiast w utworze "The
Truth" nasuwają się skojarzenia z nowszymi dokonaniami METALLICKI (tym razem przede wszystkim za
sprawą wokalisty) lub w utworze "Awkening" gitary ostro młócą heavy metalowy hymn w stylu RUNNING
WILD. Myślę, że w niektórych kręgach muzycznych, warszawski DRAGON'S EYE zacznie siać zamieszanie
(z zainteresowaniem włącznie) i to ostre! HEAVY METAL STILL LIVE!!!
Piotr Fligiel; Stefana Bryły 3/447; 02-685 Warszawa; Poland
www.dragonseye.rocmetal.art.pl
Gnom
|
|
D.A.F.S "Make Them Cry..." CD'03
Materiał ten to demo albumu "Make Them Feel... Marquis". Obecnie skład zespołu
tworzą: Mephisto (wokal, gitara), Kain (gitara), Druides (żeński wokal) oraz KorP (perkusja) ale
ww. demo nagrane zostało bez perkusisty. Partie basu, klawiszy i perkusji zostały zaprogramowane
komputerowo. Niestety to na pewno osłabiło ogólne brzmienie zespołu, chociaż mimo wszystko
kompozycje są ciekawie zaaranżowane... Pierwszy utwór "Perversity" to jakby hybryda melodyjnego
thrash metalu utrzymanego w średnim tempie z kobiecymi wokalnymi akcentami, z pewną dozą
melodyjnych gitarowych partii solowych oraz czystym męskim wokalem. Utwór posiada dość rozbudowane
frazy, które cyklicznie się powtarzają budując zwrotki i refreny. Kolejny "Puncture" to utwór,
który od strony muzycznej nasuwa asocjacje z wolnym, klimatycznym death metalem ubarwionym
melodyjnymi żeńsko-męskimi wokalami oraz czymś w stylu "ostrzejszej" melodeklamacji. Klawisze
tworzą jedynie klimatyczne spojenie między poszczególnymi frazami, po których rozpoczyna się
lekkie przyśpieszenie na tle melodyjnych wokali i gitarowej solówki. Szkoda, że brzmienie gitar
jest niedopracowane, a perkusja brzmi zbyt automatycznie. Myślę, że to osłabia status zespołu by
wypłynąć na podziemne morze, ale uważam, że D.A.F.S jest na dobrej drodze. Utwory są dobrze
zaaranżowane, trzeba tylko popracować w pełnym składzie, a myślę, że będzie lepiej... Poza tym
ciekawi mnie czyja postać widnieje na okładce wisząc głową w dół (bez ubrania)... ???
Michał Sadowski; Starej Baśni 14/54; 01-853 Warszawa; Poland
www.dafs-music.com
Gnom
|
|
INFERNAL MAZE "Psychical Homicide" Demo CD '02
Wypadałoby zacząć najprościej jak się da, czyli od tego, czym się kapela stylistycznie para. Otóż jest
to ni mniej, ni więcej jak industrialny death metal. A przynajmniej tak podają wszelkie informacje na temat zespołu. Death metal
jak najbardziej, ale ten industrialny przedrostek, jest dla mnie jakby lekko na wyrost. A może mi się już kurwa w główce źle
poukładało?! No faktycznie, jest kilka elementów które wskazywałyby na zapędy tej ekipy właśnie w tym kierunku, ale można
by je skompletować w kilku punktach, nie tracąc przy tym zbyt wielkiej ilości czasu. Oczywiście nie znaczy to, że muzyka INFERNAL
MAZE nie zasługuje na czas, który ewentualnie zdecydujecie się poświęcić na jej słuchanie. Przynajmniej ja nie narzekam.
Wracając do industrialnego grania, to według mnie, perkusja jest głównym nośnikiem brzemienia, tak charakterystycznego, dla
tego typu łojenia. Poza tym intro, i kilka smaczków. Ot, i chyba wszystko na ten temat. Za to death metal, chłopaki łoją nam znakomity.
Sporo w nim melodii, bardzo dobrej techniki, i świetnie przelanych pomysłów na brutalne dźwięki. Nie jest to kataklizm skończony, lecz
nie odmówię kapeli agresji, ciężaru i znakomitej siły przebicia. Sam początek płytki może nie wskazuje na jakieś super grzanko, ale
zapewniam, iż cała reszta przedstawia się miejscami wręcz zdumiewająco. Przede wszystkim, ciągle się tu coś dzieje. Są momenty
szybkie, są zwolnienia, są niespodziewane zwroty akcji, czyli muza, której nie można by jednoznacznie nakreślić słowem "nudna"!
Monotonia? Zapomnijcie już teraz, bo cztery utwory na "Psychical Homicide" są jak rozdziały książki, która sprawia,
że wraz z każdą przeczytaną stronicą, a w tym przypadku z każdą minutą przesłuchiwanego materiału, człowiek chce szybko poznać jej
zakończenie, aby po chwili nasyciwszy swój wilczy głód, poczuć nieodpartą chęć do ponownego obcowania z jej zawartością. Nie ukrywam,
że wyczuwalna jest tu swego rodzaju pasja, która może tylko zaowocować przy okazji kolejnych wydawnictw INFERNAL MAZE. Klimat, i finezja -
czego dowodem mogą być choćby świetne solówki, ale nie tylko - to jeszcze dwa kolejne słowa bezpośrednio związane z zawartością "Psychical
Homicide". Chciałbym mieć okazję odsłuchania tego materiału w wersji live. To musi zabijać. Czekam na kolejne dziecko Krakowian!
Michał Kapuściarz; Ul. Skośna 13; 31-934 Kraków; Poland
michalkap@go2.pl
Skowron.
|
|
DEIVOS "Hostile Blood" Demo CD '02
W przypadku tej ekipy, ciągle spotykam się z dość obojętną reakcją na ich twórczość. W wielu przypadkach mówi się, że muzyka i kompozycje zespołu, to ciągle druga liga, przeciętność, czasem tylko ktoś zauważy, iż jest dobrze, a właściwie to coraz lepiej. Dziś niemal każdy spogląda na dokonania danej kapeli przez pryzmat wydawcy. Samie wiecie, że to często krzywdzący stosunek, i niejednokrotnie daleki od prawdy, i rzeczywistej wartości sprawdzanych muzyków. Samie wiecie, że nie od razu Rzym zbudowano, i że na początku, był on zwykłą wiochą, której sam Neron znieść nie mógł. Minęły lata, ba, wieki całe, i każdy zakichany turysta pcha się w objęcia tej metropolii, by po odbytych wojażach, szczać w gacie przed znajomymi, iż oto chodził śladami starych, i zarazem wielkich myślicieli. Czyż to nie lekki paradoks umieszczony w czasie? Fakt, to co znajdziecie na "Hostile Blood" lubelan, nie powala już od pierwszych taktów na kolana, nie pozwalając się z nich podnieść przez najbliższe minuty, lecz nie można w żaden sposób odmówić im rzetelności, naprawdę dobrych pomysłów, solidnego wykonania, i morderczej dawki brutalnego death metalu. Od pierwszego demosa, DEIVOS dokonał sporego progresu w swoich dokonaniach, i chyba tylko zupełnie głuchy człowiek nie będzie w stanie tego zauważyć. Oczywiście, jest to ciągle ten sam, obrany przed sześcioma laty schemat, ale wierzcie mi, w ich przypadku, morderca stał się jeszcze bardziej perfidny i wyuzdany w swojej zbrodni. Materiał na "Hostile Blood" jest bardzo bezpośredni, a to dzięki nie przekombinowanym schematom samych utworów. Pięć kompozycji z tego krążka, niesie sporych rozmiarów dawkę agresji, nienawistny plan, misternie uknutej śmiertelnej intrygi przeciwko waszym ośrodkom nerwowo - słuchowo - czuciowym. I choć nie paraliżuje to jeszcze waszego ciała, to na pewno poczujecie w swoich żyłach smak trucizny, dziwnego narkotyku. Bez obaw, będziecie przytomni, bo jak rzekło się przudy, chłopaki nie słodzą, nie silną się na kaskaderskie popisy, a z drugiej strony, nie sposób się nudzić. Masa riffów, częste zmiany tempa, ale wszystko czytelne i w normach przyzwoitości he he. No i sama produkcja jak na polskie, podziemne warunki jest godna podziwu. A, zapomniałbym o solach, które miejscami wręcz czarują. Brawo! Cały materiał aż prosi się o katorgi na dechach scen. Więc, w imieniu zespołu, jak tylko jest taka możliwość, to chyba wiecie co macie robić....?! Dla mnie więcej niż przeciętnie!
Jarosław Pieńkoś; ul.Emancypantek 2/17; 20-636 Lublin, Poland
deivos@interia.pl
www.deivos.republika.pl
Skowron.
|
|
DENEB "Diasparagmos" CD'01
Znałem kiedyś fajną dziewczynę z Rybnika... mówię wam warta była grzechu!!!
Teraz pozostało tylko wspomnienie oraz niewielka znajomość formacji DENEB z tegoż miasta.
Zastanawia mnie fakt, dokąd zmierza zespół w swej płodności. No, bo jakby nie patrzeć w ciągu
jednego roku wypuścili aż dwa materiały. Najpierw "Phantom", a zaraz później "Diasparagmos", czy
aby nie za szybko to wszystko, czy aby kapela nie wypali się przed czasem? Chociaż chyba, a nawet
raczej nie! Mamy już 2003 i nic nie słychać, aby spłodzili coś nowego. Przejdę do meritum sprawy,
bo to jest najważniejsze, a nie jakieś tam gdybanie... DENEB to miłośnik łączenia elementów death
i black metalu i powiem wam, że całkiem, całkiem im to wszystko wychodzi. Niby bije z ich muzyki
chaos, ale przez to jest ona odpowiednio agresywna. Czuję przez kości, że cała ta recka będzie
skopana, ale kogo to obchodzi... chyba tylko mnie!? Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak
cieszę się w tym momencie, że kompletnie nie znam się na muzyce! Gdybym się znał złoiłbym skórę
formacji za jakieś tam pierdoły, a tak podchodzę do sprawy jak zwykły fan metalu! Krótki materiał,
bo krótki, ale wart jest grzechu jak owa dziewczyna z Rybnika!!!! Może jeszcze muszą popracować
nad niektórymi partiami, ale to jest szkopuł. Wszak intencja jest najważniejsza a tej im nie
brakuje. Fakt, faktem, że czasami DENEB przesadził w wolnym akcentowaniu swej twórczości, ale
czy to jest najważniejsze. W tym i tylko w tym momencie dla mnie liczy się "Diasparagmos", który
wychodzi obrotną ręką z WIELKIEJ batali z Arturem Bez Słuchu! Podoba mi się ten materiał ze swoimi
dwoma wokalami, solówkami, których nie cierpię. Może czasami ich muzyka jest nieokrzesana, nie
składana i tym podobne rzeczy, ale dla mnie w porządku! Przecież przez całe życie nie można
szukać ideałów! Ja oddaję swój głos na DENEB, a co wy zrobicie to już wasza sprawa?! Jedno jest
pewne, że za jakiś czas będzie siać zniszczenie albo szlag ich trafi!!!!
Tomasz Sulka; Św. Maksymiliana 11c/23; 44-207 Rybnik; Poland
muflondeneb@wp.pl
www.deneb.w.pl
Art.
|
|
CERBERUS "First Destruction (Live)" Schwarzdorn prod.
Nie pamiętam, kto mi to podesłał, ale jak sobie przypomnę to na dole pojawi się
jego adres! Germanie parają się blackiem tym prostym, wymownym w swojej strukturze bez zbędnych
upiększeń jakiś tam niewiast za mikrofonem, klawiszy. Owszem pojawia się ten instrument, ale tylko
w intro/outro. Chyba dzisiaj nie zniósłbym jakiegoś pitolenia w tle, ile można! Mam ochotę na
black metal w jego pierwotnej wyjściowej formie i taki jest z "First Destruction (Live)". Wszystko
jest niby piękne i ładne, ale CERBERUS swoją muzyką nie sprawia abym stał się wylewny pod ich
adresem. Nie chodzi tutaj o to, że ich twórczość nie przemawia do mnie! Po prostu stworzyli
materiał, który nie jest ani powalający ani zły. Jest to typowa czarna muza, jakich wiele już w
swoim życiu słyszałem i pewnie jeszcze usłyszę. Naprawdę ciężko jest mi napisać coś sensownego.
Słucham już któryś raz z kolei Niemców i nie czuję znużenia, czyli jakby nie było jest to plus na
ich korzyść. Chociaż z drugiej strony czuję jakby już znał cały materiał na wylot... nie ma się co
dziwić godzina już minęła! Może problem leży w tym, iż jest to rejestracja na żywca jakość jest
jakby przytłumiona. Gdyby tak zostawić publikę w tle wyszedłby całkiem niezły bootleg, a to już
połową sukcesu. Do krążka dołączony jest videclip pewnikiem z tego koncertu. Warto go obejrzeć a
wtedy łatwiej będzie wyciągnąć odpowiednie wnioski. W sumie nie jest źle, ale mogło być jeszcze
lepiej!!!
Schwarzdorn prod.; Moselstr. 12; 61440 Oberursel / Taunus; Germany
patrick@schwarzdorn.de
www.schwarzdorn.de
DemonBeleth@freakmail.de
www.cerberus.xpage.nu
Art.
|
|
LAND OF ANGER "... In Galaxy Of Evil" CD'02
Ale dałem dupy z ekipą z Bydgoszczy! Skowron, co drugi dzień przypominał mi o
powinności napisania owej recenzji i tak mijały dni, tygodnie, miesiące... dobrze, że nie lata.
Słucham, więc teraz nadrabiając zaległości w stosunku do LAND OF ANGER. A micha cieszy się
niemiłosiernie, bo jakże się tu nie radować skoro człowiek ma do czynienia z 30 minutami death
metalowych zmagań. Pewnie się zastanawiacie, dlaczego aż z takim entuzjazmem podchodzę do "...
In Galaxy Of Evil". Odpowiedz jest wręcz banalna pokażcie mi zespół, który potrafi włożyć duszę
w to, co robi a raczej prezentuje. W bio napisali, że z powodów finansowych zmuszeni zostali do
nagrywania na "setkę" a ja wam mówię, że to jest właśnie piękne, autentyczne, szczere w swojej
wymowie. Kiedyś się tak grało a teraz szkoda gadać, co się porobiło z tym gatunkiem. Jeśli
weźmiemy do tego jeszcze teksy po polsku nie wliczając "(In)sects" oraz coverów UNLEASHED i
SLAYER przychodzą do główki kapele, których już od jakiegoś czasu nie ma na naszej scenie. Może i
jest jakieś drobne potknięć, gdzieś zakradł się niewinny fałsz, ale czy to jest ważne w tym
momencie, gdy bierze się pod uwagę całość? Należy się cieszyć tym materiałem, bo może się okazać,
że następny będzie już inny... wszak LAND OF ANGER zapowiada dojrzalszy, bardziej techniczny i
dopracowany krążek... może już z szyldem jakiejś wytwórni!
Mariusz Sarnowski; Białogardzka 21/7; 85-808 Bydgoszcz; Poland
landofanger@portals.pl
www.landofanger.portals.pl
Art.
|
|
KOLABORANCI "To my urodzeni w latach 60-tych" Dywizja KOT
Coraz dziwniejszych rzeczy przychodzi mi słuchać! Nie chodzi tutaj oto, że nigdy
przenigdy w życiu nie miałem do czynienia z KOLABORANTAMI, bo zapewniam was, że tak nie jest!
Byłem kiedyś na koncercie, który składał się tylko i wyłącznie z kapel punkowych. Pamiętam tylko
dwie formacje, jedna nosiła nazwę PRZEJEBANE, drugą natomiast była ekipa pana Thiele. O ile dobrze
kombinuje szwędali się w koszulkach z marszałkiem Piłsudskim(?), ale to już szkopuł i nie mam
pewności czy pamięć nie płata mi figla! Kończę tą batalię z szarymi komórkami i wracam do zmagań z
KOLABORANTAMI... ciężko będzie z napisaniem recki, ale może jakoś wybrnę z opresji... Uzi ten to
by miał radochę z 2 płytowego wydawnictwa her Ryłkołaka wszak to ponad 110 minut muzyki w 46
kawałkach + obowiązkowe multimedia! To już chyba czwarte moje podejście do tych płyt, aby zrobić
opis i coś mi się zdaje, że tym razem będzie lepiej! Wokół panuje cisza i spokój, nikt mi nie
przeszkadza, a jednak jakoś nie mogę napisać nic konkretnego. Najwyraźniej intelektualnie nie
dorosłem jeszcze do tak trudnego i odpowiedzialnego zadania, jakim jest przybliżenie zawartości
"To my urodzeni w latach 60-tych", może dlatego, iż sam urodzony jestem w latach 70-tych?! Niby
wszystko jest proste i łatwe bez zbędnego kombinowania, a jednak nie takie banalne jakby się mogło
wydawać. Jest w tym wszystkim coś hipnotyzującego, co nie pozwala wyłączyć którejkolwiek płyty w
połowie. Osobiście wolę krążek opatrzony napisem "nieoficjalna" (CD 2) jest znacznie żywszy niż
"oficjalna" płytka (CD 1) z wplecionym bluesem. Na dwójce bardziej czuje się punk/rocka, a może
tylko mi się tak wydaje?! Ba, bardziej jest to wszystko zakręcone, iskrzące! Nie takie
monotematyczne jak w przypadku pierwszego sidika... Kończę, bo jeszcze przy zakupie będziecie
żądać tylko "nieoficjalnej" wersji, a to jest niemożliwe gdyż oba krążki stanowią integralną i
nierozerwalną CAŁOŚĆ!!!
thiele@inet.pl
Tomasz Ryłko; Skrytka pocztowa nr 28; 00-953 Warszawa 37; Poland
dywizjakot@prm.pl
www.dywizjakot.prm.pl
Art.
|
|
BLASPHEMY RITES Demo'02
Co pomyśli sobie her Ciosek o panu Grabowskim? Odpowiedz jest jedna! Głupi
palant człowiek mu podsyła materiał do recenzji a ten buc pierdolony milczy! I ma rację, bo kim że
jestem? Od początku przyświecał mi jeden cel, a mianowicie wspierania lokalno-regionalnej sceny...
krótko mówiąc taki mały patriotyzm!!!! A co ja robię w tym momencie, nic ciekawego! Siedzę i piję
do lusterka, bo bez tego ani rusz! Obczaiłem całość, którą otrzymałem od Pawła i stwierdziłem, że
BLASPHEMY RITES jest "czarnym koniem" naszej sceny, chyba, że nastąpi koniec naszego pieprzonego
globu (w końcu wojna już trwa od kilku godzin) miejmy nadzieję, że to jeszcze nie teraz! Fajnie,
że są ludzie, którzy potrafią stworzyć muzę adekwatną do naszych warunków, jeśli wiecie, o co mi
chodzi! Mianowicie chodzi mi o to, że słuchając BLASPHEMY RITES zapomina się o wszystkim co
przygniata na co dzień! Właściwie to nie powinienem dzisiaj słuchać BLASPHEMY RITES, bo cały czas
przypominam sobie, iż dałem ciała i trzymając w rękach SLAUGHTER LORD "Thrash 'till Death" za
śmieszną cenę nie kupiłem!!!! Nie myślcie sobie, że owa kultowa kapela z lat 80-tych ma coś
wspólnego, z Niedrzwicą, bo tak nie jest po prostu ot tak sobie przypomniałem! Potrzeba nam w
kraju takiego napieprznia z prostej przyczyny!!! W zalewie pedalskiej muzyki (jakbym sam jej nie
słuchał!) jest coraz mniej kapel, które kultywują szlachetne kanony muzy metalowej. Muzyki, która
ponad dziesięć lat temu była moją jedyną miłością, wyznacznikiem życia... pieprzę tych wszystkich,
którzy nie docenią twórczości Pawła i jego kolegów, bo daleko im do EMPEROR bądź klonów, tej
kapeli. Śmieszne nieprawda, ale to mój rodzony brat stwierdził, że powstał NOWY magazyn, w którym
naczelnik w kółko zadaje pytania na temat tej formacji jakby innych dla niego nie było! Z góry
zaznaczam, że lubię to co wypuści EMPEROR, ale tak samo lubię BLASPHEMY RITES... i nie tylko, że
oni pochodzą z mojego województwa, ale dla tego, iż grają pieprzony BLACK METAL bez pieprzonych
KLAWISZY!!! Skończyłem!
Paweł Ciosek; piaskowa 5; 24-220 Niedrzwica Duża; Poland
Art.
|
|
|
|
|
CRYFEMAL "Escucha
La Muerte Persique!!!" DemoCD'02
Spanish devils in attack!!! This what I hear most quickly one
can qualify as brutal black metal and frightfully morbid. Lately I have strange
happiness to such experiments... I had not to drink, but surely I will break prohibition!
Listening drums' sounds I think it rather is programmed than possibilities of some Spaniard.
These drums' passages are too very complicated. It's good that Torqemada is dead! He would
had a little problem with CRYFEMAL. But it's ok. because I do not possess the problem...
Madrid ideally hit in my chopped taste. The vocal with fuzz + middle tempo of material
being transformed in invading army chaotic of playing ideally harmonizes with the guitars.
In a way Spaniard one can to call poorer brothers of UNHOLY or SETHERIAL. Not stupid material
in player of not stupid man - nothing to add nothing to seize!
C. Camarena; N#222; 5#B; 28047 Madrid; Espania
alaud253@hotmail.com -
www.cryfemal.cjb.net
Artur
|
|
ORCUSTUS DemoCD'02
Arrrghh... Old good black metal in Norwegian style! Straight from
over Norwegian fjords. Maybe I will check where live men from ORCUSTUS. Wow, they
live over a sea. Near from Tromso¸ and a little far from Narvik. We - Polishman
know this place yet from 1940 year. Much our dead soldiers there lies! Ok., particle
of geography and of history we have behind oneself. It is known, that in Norway live
dissenters e.g. for parish-priest from my parish of John of Baptist! And perhaps
is other name this parish?! Ok. but so as every from you will be in theme I will
add, that this is band of musicians from GORGOROTH and GEHENNA. It is short demo,
only three compositions, but it is well, because for what to pack under compulsion
more songs. Yet somebody will say, that already somewhere this heard, hehehe. And so
we have simply clean, played on suitable level balck metal. However it is good for
all ointments of worshippers of Satan!!!! On surely is not badly, but whether is well?
In end men would have to give up from stays in formations of STARS. So founded us
correct material, which ones many. However I instruct ORCUSTUS for black brothers
because there do not play amateurs!
Orcustus; P.O. Box 10; Bergen; Norway
orcustus@satan.zzn.com -
http://crash.to/nattas
Artur
|
|
K.A. "Close-Up" K prod.
On the beginning the bass enter
later I hear a little hard core
and I
have next band from France. This time this is KICKERS ASS, which one shortened one's name.
Somewhere I heard such muse already? A little remind me of CHARNEL HOUSE but Americans less
placed on extreme. Frenchmen play brutal metal in 100 %. I would want to add that it is
death metal, but I would be dishonest for me and for them. Fact is undeniable that enough
often hear in their the compositions death, and surely it make the running priority, but
also so the same often plait grind core. If this was little they play variations on strings,
which by the way ideally for me (solos). Moderate forcing in of styles gives good material,
which should not to have of no matter which problems from finding receivers. However this
is not all. "Close-Up" possesses in one's own repertoire certain influences of thrash metal
and little of progression. As consented on individuals, which ones know of what want that
they also attempted for mounting particles oriental sounds. For lovers of extreme already
is surely well and I do not regret contact with K.A. In sum the material contains
eight pieces, but four last come from demo, so one can in shortening to trace their
progress. What the fuck!!! The band has a few an materials already, and in Poland
some bands with the same training still have under hill?! As piece of gossip I will
add, that the team in one's own concert - acquired list only two hordes, with which
ones they had pleasure to play. On first place is VADER!!!!
K prod.; 9, Rue de Villiers; 91310 Longpont-sur-Orge; France
ashram@brutalka.com -
www.brutalka.com
Artur
|
|
NATTAS "Salvation" promo'02
Over year ago already I had to deal with creation of Swedes on
material "Cast". This time it is "Salvation", which contains three the pieces from
preceding material + two pieces, which for first once I listen. Then their music got
of minus for excessive using of guitars in solo - parties. What will be now soon we
will convince?! On once is well and may so stayed to the end... Perhaps through this
year I changed one's own sentence on theme of solos? Without fear one can listen NATTAS
calmly in shelter household fire-places, without anxieties, that somebody will hit bolt!
Pleases me their patent on joining of elements heavy metal with vocal (with fuzzbox),
but in this moment appeared little dissonance! Is it an idea on longer material? I do
not think, so that one can was hold out over one hour... On longer goal the music of
Swedes reminds cassette with lessons for self-taught persons and admirers of string -
tools! Men, without insults but something is lacking to you? Maybe this disc is too
very "dry"! You can to combine, however all already I heard somewhere. Perhaps in
chance "Salvation", or else "Welcome To Hell" this so not hear... However for me
spotless piece without influences other is title composition! I trust, that and at
this time NATTAS did not hit own mark in my taste.
nattas@gamma.telenordia.se -
http://crash.to/nattas
www.dragoniapromotions.cjb.net
Artur
|
|
KLOAK "A True Bohemian Revolutionary" Drug[s]
After months of stagnancy, numbness and total impoverishment my
mind came back to normal lives! In this is not nothing extraordinary. Every has better
or worse periods... One impulse will suffice to diametrically change one's own behavior.
Such just impulse is Danish of KLOAK, the band in Poland is little well-known or rather
is not! It is strange but thanks to "A True Bohemian Revolutionary" I am in a position
anything to make. Their music is mixture of brutality, of noise commonly name's "indierock"
in connection with core grind metal. Rhythmically pulsates blood in veins, hairs begin to
grow in nose and I know, that I live!!! Domain Of Danes is climate. The climate they can
to produce demented sounds, psychotic's vocal... More, more, more quickly... My shaking
equilibrium is near, irreversible, of inevitable! KLOAK rushes in my mind and there
will stay for long, if I would have to pretend to be experienced hands of surgeon -
KLOAK there will stay!!! It is really strange experience knowing that nobody of sound
mind would not to venture to do persevering of half-an-hour's - interference in zone
of own ego! Such music and animated cartoons of type "Dogcat" or "Beavers in action"
are this all, what can meet man in life of best. Man which does not limit to straight
line, banal music created for commonalties!
www.kloakcasa.dk
Mighty Music/Drug[s]; Skelmosen 1; 2670 Greve; Denmark
info@mightymusic.dk -
www.mightymusic.dk
Artur
|
|
ROOM WITH A VIEW "First Year Departure" My Kingdom Music
I was found in proverbial dot! Today first once from longer time I
found moment free time from work. It's highest time to write unaccomplished reviews,
but why I had to begin from ROOM WITH A VIEW? Why?! I do not want that on beginning
you would think, that Italians do not have nothing interested to offering... Nothing
from these things. Music on "First Year Departure" is drawing in, but if you do not
feel vanguard - dark gothic... Even do not taste to listen the disc! To wade through
all material it is necessary to have particle added some fucked in head. Properly I
was accustomed to these all of Italian pranks. I digested already DRASTIC, REVENANT,
WILL'O'WISP. Slowly I begin to reflect whether odd music does not become domain of
Italy? I feel in bones, that Italians will find a lot people in country with Vistula
who will like their music. In spite my musical fascination I also will be found in
their rows. It isn't such to end gentle music. I found a couple of moments, when
it all gathers certain aggressiveness, without of which whole would be only sad,
monotonous lazes. Trumpet, tambourine, acoustic guitar or else classical, diametrically
changes visage of team... those tools permit on longer to remember the group. But from
other side use them surely is not already nothing new, but certainly enriched "First
Year Departure". My soul go to heaven during longer relations and surely I would become
alive taken to blue pantheon if not my sins. Sins, which appeared during first of
listening. Sometimes I have impression, that already somewhere I heard it. Just what
mind will be able to cut different tricks... but is it important in this moment? I
feels so splendidly and do you how will feel when you will reach to ROOM WITH A VIEW?
My Kingdom Music; P.O. Box 31; 84015 Nocera Sup.re (SA); Italy
info@mykingdommusic.net -
www.mykingdommusic.net
Foreshadow prod.; Arkadiusz Młyniec; Wąska 1; 39-230 Brzostek; Poland
foreshadow@interia.pl -
www.foreshadow.metal.pl
Artur
|
|
2TON PREDATOR "Demon Dealer" Diehard music
Pals from band ascertained that play simply METAL! I admit to
them right because that is so in realities! From one side it has substitute Swedish
death metal, when from second side it rubbing a little muse behind ocean. If I haven'r
be in povorty wordy and not to expose you on overheating of grey cells that transoceanic
playing reminds executions of PANTERY. Where not where in wholes will flit by yet
old good thrash and begins to appear from darknesses visage of Monster. Already you
know, which one layers of energy possess men from under sign of three crowns!!!
Heavy massive sound in connection with lively percussion becomes adequate to names
of band, if goes in it about this, that Monster crushes one's own victims with
power of pressure 2000 of kilogrammes! It is highest time, so that world heard about
2TON PREDATOR only whether in bay all ointments of bands to them will be successful?
If still they will let go such toys I do not see of no hindrances for they will joined
to advance parties of one's own country and of our globe, all the more that preceding
record had poor substitute their possibilities being also with foretaste of something,
what we have on "Demon Dealer"... More and more hardly is to describe experiences,
which one I feel during listening CD! Maybe I burn away and they untwist for good
to this of degree, that somebody soon will have to fold weapons!
Diehard Music A/S; Vindegade 101; 5000 Odense C; Denmark
diehard@diehardmusic.com -
www.diehardmusic.com
2ton@2tonpredator.com -
www.2TONPREDATOR.com
Artur
|
|
EVOLUTION "Dark Dreams Of Light" Commusication
Germen from EVOLUTION became fond me to this of degree, that I
possess already in one's own collection till three discs! All happiness, that from
preceding keep this oneself names, because following changes I would not take down,
hehehe. In sum it is little pimple, about many greater is this, that boys hitched on
thinks, that they will be German METALLICA after "Metallica"! And they push this cart
stubbornly forward, playing after way like the team of Lars. But it is ok. If they
want to play this then their matter, it is nothing me to this... It is good that
they not want to look how their idols. When I played the CD I heard something like
IRON MAIDEN, already I had low hope, that perhaps at this time will be otherwise,
but this is only introduction. And so they still stay successful copy their idols!
Properly I do not understand my approaches to EVOLUTION. They can to play, because
it is hear, it nicely to them goes out, because also it is hear, but bores me already
their the music. This together I will not admit for Germen iron - cross only cross
brave for obstinate endeavour to aim! Really I cannot otherwise approach to you,
boys... sorry... too much is here METALLICA But it is so better to listen EVOLUTION
than nearer undefined noise from e.g. Bogota!
Evolution; Damaschkestr. 36; 67065 Ludwigshafen; Germany
INFO@evolution-metal.de -
www.evolution-metal.de
Artur
|
|
FORCES@WORK "Coldheart Canyon" demoCD-R'03
Long lasted before I resolved to do on campaign with Germany.
Sometimes I drank, and sometimes I arranged solitaires... And somebody waits on
opinions, but it at me is standard. In sum every reproach is good, if goes for
musical lacks. You do not think, that I speak here, about FORCES@WORK, because
I do not! More went about me!!! With difficulty is to take on workshop ambitious
and intelligent music, which it isn't known how to bite off. Just, because "Coldheart
Canyon" according to such fool, which one I am is conglomerate technical thrash metal,
progressive rock and particles blues. With death metal - seizure in "Pre-mortem Autopsy"!
Anyway already the name of band and rather her spelling speaks many, on theme of team for
Oder. Perhaps it not all is gold, what shines! How in chance of certain matter in composition
"Forces@Work", which is particle too banal, but do you will find band, which such
commonplace does not possess? Do you want to listen solos that you will find it here!
Do you want to listen broken riffs also here! Do you have readiness on pulled feelings
vocalist, I invite! Do you interests large number to pass on percussion... such are just
Germen! And in this beautiful manner I settled from all in the course of minute, that
is to say I made this in shorter time than lasted preparations. I will not pull string,
because and already went out mumble and not give good God to I will draw aside somebody
from introductions with creation of formation.
Adrian Weiss; Erkratherstr. 314; 40231 Düsseldorf; Germany
andreas@forcesatwork.de -
www.forcesatwork.de
Artur
|
|
CROWHEAD "Frozen" My Kingdom Music
How much gothic music can hold out man in the course of one day?
Soon I will convince and I will not fail you about this to inform. Do you heard
already once CROWHEAD or SHADOW DANCER (first the name of Norwegians)? I had this
opportunities thanks to "Love Letter" and I do not hide, that the material I listened
first-class, and what will be now? Something appears me, that at this time not will
be such admiration how two years ago. Perhaps in this to hour my life I am terrible
romantic and I would wish to listen in a circle of composition "Eternity", but from
times their demo the song surrendered to transformation, and maybe so appears me?
However what can be with me romantic when from reserve I approach to "Frozen". I
listen CROWHEAD, because I listen, but whether I will be able to discover this something,
what will permit me more often to be glad from creations of Norwegians without continuous
remembering of preceding material. At times with difficulty is to value beauty in due manner,
when from once met not large defect. Such just very little defect are two first pieces
of which surely I never will digest. And however I listen first composition ("My Angel")
and it causes me joy. If it was necessary to place "My Angel" in two versions, so that
became fond him? Publisher qualified this the Cd like dark gothic. I would add from me,
that is techno dark gothic... But "The Soul music Is In The Dark Side" also is in two
versions, and however does not have of greater influence on all album. I drew out
from some boxes "Love Letter". I survived great thermal nervous shock! Practically
and theoretically these both publisherses so very are not different, that is to say
particle however I exaggerated with Gothic today, hehehe.
crowhead@c2i.net -
www.crowhead.com
My Kingdom Music; P.O. Box 31; 84015 Nocera Sup.re (SA); Italy
info@mykingdommusic.net -
www.mykingdommusic.net
Foreshadow prod.; Arkadiusz Młyniec; Wąska 1; 39-230 Brzostek; Poland
foreshadow@interia.pl -
www.foreshadow.metal.pl
Artur
|
|
VEDIOG SVAOR "In The Distance" Paragon intl.
I worship such bands, when I can feel as guest of house for mad.
As if such VEDIOG SVAOR as one-man team with tribe from France nothing extraordinary
does not present. Raw black metal, which ones many one can meet on one's own way,
but when we will add to this progressive bits then already we receive something what
will arouse us. Taking under attention fact that in whole rushes in psychedelic atmosphere.
We begin slowly to realize, that Frenchman will be able to attract us on longer his
music. Perhaps some of you appear that this man will lose own way, that stranded
not here where should, but I speak to you - he simply seeks one's own "ego", which
somewhere he lost. "In The Distance" is musical experiment picturing man (you read:
creator) and his travel from borderland paranoid dreams. It is transformation of
experiences outside sensorial in world of sounds. I guest of house for mad being
healthy on body and first of all on mind I declare, that I wish so that VEDIOG SVAOR
invited me to their next travel with new material! Then I will be able personally
to ascertain whether French-men found one's own "ego"!
Paragon International; P.O. Box 354; Commack NY 11725; USA
<
Paragonsnuff@aol.com -
www.paragonintl.cjb.net
Artur
|
|
STURM "Fragmente" Source Of Deluge rec.
Does Skowron do it specially? Knowing, that I have something wrong
with head, that without problem I swallow added some fucked bands? After first audition
of record, from the beginning I began to reflect, whether all creation of STURM was
well-kept in the same climate? With Germany is something like this, that their music
is not sensational, it even is not good , simply it is mediocre. But just by this
mediocrity something pulls me in it of direction. Anyway pals behind the river (polish
the river's name is Odra) certainly to normal do not belong if they created such of
genius material. All here are leaning on the same riffs and backing singers. Practically
and theoretically her is nothing happens interested. In circle the same monotony.
Literally blows with boredom! I do not know whether this is some clone of RAMMSTEIN?
Somebody of something ate own fill and produced filth! But looking on this from second
side, "Fragmente" is beautiful on one's own manner... I have readiness to strike my
head in a wall! Not from pain, which one will give me this music, but from regard on
weather, which one produces. Properly I adore such unknown what?! Fuck, "Egophil"
with one's own "nanana" is THE BEST!!!! Listening STURM pervades me question - Do
better to live normally, or else on light madness? Already I owe don't know, what
I have to judge about this disc... Wagner certainly roll over in his grave when he
hears in which one madness one can introduce of potential listener behind matter of
German speech! During "Bestie" Germans accelerated for a short time, but however
hustled this... again I catch nut! I must kill these MONSTER, because nothing from
this good will not go out. Summing up minimum use of possibility of tools, slowly
tempo + uniform vocals gave the record for intelligent otherwise... Oh god, I am
one from them!!!! In spite all, what I wrote earlier. I wait on next dose of music
in realization STURM, because overwhelm me paranoia!!!!
Source Of Deluge rec.; Rotdornweg 14a; D-27751 Delmenhorst; Germany
www.sod-rec.de
Sturm; Tomas Tretow; Schaluppenweg 2; 23558 Lubeck; Germany
tretow@foni.net -
www.sturm-jdfb.de
Artur
|
|
7th NEMESIS promo CD'02
The band creates typical satanic sounds but is not young.- reason
this is banal straight. And so Frenchmen created one's own monster on ruins INWARD
MIND and SARGANAS. And this testifies that they will be able to play. Perhaps somebody
had opportunity to adjoin with above - hordes. So not will be any problem to get know
nearer with 7th NEMESIS. Anyway from some time country of Frenchmen begins to flood
us good bands. Proof this is these short promo. Short but however giving back fully
this of what we can to expect on next records. Aggressive death with accretions black
metal. It gives strange feast aural! Here have not time on boredom, all is well-thought-out
and placed in suitable orders. 7th NEMISIS rushes in mercilessly to our interiors. And
we begin to awake to lives, which by the way from regard on time of year begins to turn
gray. Time to make bill of conscience from all hearts, that earlier I did not interest
in the band. Only calmly I waited till their will speak first to me! And now stays to
whip my ass in great repentance at such extremism... perhaps this temporarily will suffice?
That adventure with Frenchmen is hundred once better than visit at Mrs. Domina! Dumb what
to hide, that pistol plaited in logo of band perfectly gives back their musical visions.
Simply it is shot from close distances straight in face. After of shot only become
worthless shreds, and something, what some call with brain!!!!
Alex Sauze; 150 Avenue Pierre Brossolette; 94170 Le Perreux; France
seventhnemesis@wanadoo.fr -
www.7thnemesis.fr.st
Artur
|
|
CRAFT "Terror Propaganda" Selbstmord Services
Swedes in attack not for once first and not last! I will not penetrate,
who they remind me their playing, because in this moment it is not essential for me.
Essential is this, that from some time was lacking me such music. Music, which gives
this what is most beautiful in black metal: animal aggressions, straight structure of
compositions and wild rule of destruction. You don't think, that "Terror Propaganda"
is slaughter of innocents. For me this what come from loud-speakers is more similar to
"The Night of Long Knives" with this difference that action takes place in noon!!! Just
CRAFT is such calmly massacre without nervous of looking on watch with thought "we will
develop before outflow of definite time..." You don't think, that you will hear giddy
tempos. But here and such is not lacking. I wish to notice, that this is the material
more moderate... however in the latter part CD my awareness relating speeds which Swedes
execute their music surrender to small change. Though not for long! Actually I can confine
and finish this review, but surely would not be this in order!? Sometimes we need music,
which is not complicated in reception, which will permit us on liberation our of hideous
instincts and of degenerations? So that every from us canned totally oneself to degrade
and later again to become the same of who is of every day... Now already this is will be
surely the end. How much from you will reach for that disc this already knows only Highest!?
And he surely once to you about this will remind and then maybe too late... and you will
shout like that woman (?) in last piece!!!
www.terrorpropaganda.com
Selbstmord services; Asastigen 20; 132 35 Saltsjo; Sweden
selbstmord2swipnet.se -
www.selbstmord.se
Artur
|
|
CERBERUS "First Destruction (Live)" Schwarzdorn prod.
I do not remember, who me this spread, but when I will remind
then under the review will appear his address! Germans dabble in black metal. Black
metal of simple, eloquent in one's own structure without superfluous decorations and
without some there of women behind microphone or keys. But the keys are appears but
only in intro/outro. Surely today I would not take down some thump the keyboard in
background, how much one can! I have readiness on black metal in his primitive exit-form.
Just it is with "First Destruction (Live)". All is as if beautiful and nice, but CERBERUS
their music does not cause so that I would become effusive under their address. Here does
not go about this, that their creation does not speak to me! Simply they created material,
which is not nor overthrowing or nor bad. This is typical black muse, which ones many
already I heard in my life and surely yet I will hear. Really heavily is to write me
something sensible. Already I listen Germans some once in turn and I do not feel fatigue,
and it is plus for them advantage. But from second side I feel if already I knew all
material through and through... it is not to surprise because already passed hour! Perhaps
problem is this, that this registration come from concert. Quality is if muffled.
If to leave audience in background would be quite good bootleg, and this is half of
success. To disc added is videoclip, it is surely from this gig. It is proper to view
it, and then straight will draw out suitable conclusions. In sum is not badly, but
could be yet better!!!
Schwarzdorn prod.; Moselstr. 12; 61440 Oberursel / Taunus; Germany
patrick@schwarzdorn.de -
www.schwarzdorn.de
DemonBeleth@freakmail.de -
www.cerberus.xpage.nu
Artur
|
|
VINTERRIKET "... und die Nacht kam schweren Schrittes" Parasite rec.
With these Germans went out such funny matter. Namely, once during
my absences my wife afforded on change of Cd in player. As if nothing extraordinary,
but knowing about this, that came railway of listening "... und dies Nacht..." I play
this disc. How many one can put aside this pleasure for later. I don't suspecting her
of infamous action I began to delight sounds of VINTERRIKET. Even it began me to please...
and just in this moment I clutched familiar, that something is wrong... wanting, not wanting
I got up from beds and I uncovered, that in center turned round disc "MUSIC FOR SOUL / COMETS"!
That is something else what I left two days ago in Cd-player! And what is moral this adventure?
Well such, that Germans play just such "music for soul". My wife, which by the way is very
soulful on surely she would uncover great layers of energy in this formation, but I'm not!!!!
I'm simpleton and yokel and for damn I don't understand such muses. Of course more than once
I listened dark ambient, but from what I have brother, which likes such playing on keys.
Probably according to him (my brother) it has something common with BURZUM "Daudi Baldrs".
Only VINTERRIKET put more work in their material than ugly Ork! Returning to me if I'm not
wrong I preferred demo'00 ".... Gjennom Takete Skogen "more, but this was former times...
www.parasiterecoeds.org
Artur
|
|
LILITH "Live One" - CD'2003
It is my next meeting with LILITH. It is this time material from
concert in D. K. Golebiow / Radom (14.03.2003). I remind, that LILITH is earlier
REGNUM IRAE. Material contains 3 tracks as well as cover song SLAYER of "Seasons
In The Abbyss"... but maybe in order... I have to admit, that like in the concert
conditions - I suspect - the community centre - then sound is registered well...
and musical realisation it is as well... "Zemsta" - the first song after innocent
leaning with short passage of guitar beginning turns into enough dull and quick
parties of guitars as well as drums (for LILITH - obviously), enriched psychedelic
keys. The whole crosses in vocalist of accent who give the music of colour
of Gothic taste and specific dark mood's melodious tone... In the track appear
dull and sharp motives and gentle keys with emphasising or melodious parties
of guitars as well as key of solo... "The End Of The Great Romance" - it's
melodious - melancholy tone LILITH. Already calmer pace, more sedate. The
whole is gently lead by singing Lorien, the being useful small dose
of darkness and creating the nostalgic-dark tune... The "Tesknota" -
this track is in Polish, which introduces us in calm melancholy mood
(thanks to use of emphasising parties of bass, melodious guitar, gentle
keys as well as singing Lorien)...Came time for "Season In The Abbyss"
- which was for me total surprise! The climate what created the
musicians with Lorien (the emphasising keys and very specific prepare
the playing SLAYER) unearthly altered the face of this aggressive
thrash metal band. The track took different dimension completely!!!
Less aggression but for this more darkness and madness, what
in mouths Lorien sounded unearthly really. And instead of guitar
solo - solo on keys in style psychedelic-progressive-jazz
bands (hihihi). I did not expect even how was been possible
so diametrically to alter the character of track. There
now I assure fans of SLAYER that is to hear continually
that it is then tune of SLAYER, but on condition that
someone heard it in original version, hehehe. Generally
the character of music LILITH except Gothic climate
is strongly replete progression as well as gentle influences
of rock, or the even heavier species of metal. Only
it's a pity that vocal was recorded in three first
tracks too loud, what unfortunately caused that
guitars had lightly in background. Well, it is
the recording from concert and in spite of all
it is worth to listen. It in studio will be better
surely.
lilithband@poczta.onet.pl
www.lilithband.republika.pl
Gnom
|
|
GUTTER SIRENS "Memory Analysis" - CD'2001. Metal Mind Prod.
""Memory Analisis" - then music for fans HELLOWEEN, HAMMERFALL,
or STRATOVARIUS!!! I am full admiration for my neighbours (we surely cross each other
on SHARK ATTACK once it once - hehehe)!!! It is cleanest heavy metal what it been
possible to dream out. This material is really excellent... Speed, energy, melancholy
and melody... already this tells all... In fully professionally arranged compositions
and realisation... Wealth of virtuosity and influences of classic music... Varied
parties of the guitar and the keys... Quick, rhythmical paces... Melodious high
singing of Doman (on very high-level)... Local, hard or melancholy relaxation...
Joint dynamics with melodics... Alternating paces and miraculous murkily -
melancholy climate... The whole is buttoned up on last button ideally. Without
the smallest stumble, or hesitating. It is total heavy metal - Good words
can to say many but surely cannot to say something bad!!!
guttersirens@guttersirens.pl
Gnom
|
|
NAAMAH "Ultima" - CD'2002. Metal Mind Productions
ARTROSIS, MOONLIGHT, BATTALION D'AMOUR - time came on NAAMAH. Easily
now guess what music proposes us the band - - it is knowed - the gothic with feminine
vocal in Anna Panasz's realisation - the spruce voice, melancholy with small dose
of emphasising aggression. In principle their music is nothing new, but in spite
of all is full the gentle aftertaste of darkness and powerful nostalgia . The
music first of all is bases on enough sharp the riffs of guitar interwoven with
melodious solos, enriched about complex parties of bass as well as very climatically
key the motives. They often used clean guitar or the key passages on background
of rhythmical section. The sporadic perts of violins are additional trump
(which reminds ANKH here and there). On the Cd except 7 tunes (in this intro
and outro) was placed cover NIGHTWISH of "She Is We Sin" (in perfect realisation)
as well as are 3 bonus songs (in Polish language). The material no doubt
is remarkable and I think that with success emerges over average drown
the ocean of Gothic metal.
kalisz@rockmetal.pl
www.naamah.rockmetal.art.pl
Gnom
|
|
ASHES YOU LEAVE "The Inheritance Of Sin And Shame" - CD'2000. Morbid Rec.
Croats surprised me!!! You remember some doom metal bands yet, which
played so heavily and slowly that they sound of guitars and growling crushed you
like roller, and additional beautiful, angelic voice inflicted that your soul had
risen over crush flash? Just ASHES YOU LEAVE play it!!! Heavy, slowly the damped
of guitar. Mighty growling as well as miraculous angelic, feminine singing. The
whole complete the parties of keys in style old MY DYING BRIDE, parties played
on flute in style, e.g. HAGGARD (which brings with former court music associations)
as well as slowly, melodious guitar solos. To add nothing, to capture nothing!!!
Over 42 minute crushing the doom metal!!!
ashesyouleave@mail.com
www.morbidrecords.de
Gnom
|
|
AENIMA "Never Fragile" - Ep CD'2002. Equilibrium Music
Personally is hard to pigeonhole this music. The gothic is the surely
main standard, but are hear the influences of metal and rock , or the dark wave here.
I think that they can to qualify as mixture Polish ARTROSIS, or else MOONLIGHT with
influences DEAD CAN DANCE or THE 3rd AND THE MORTAL. The whole is very quiet, melodious
and totally climatically and it thanks to beautiful voice vocalist as well as
samples, keys and also calm the bass guitar sequence. Some motives associated
me with THE GATHERING also (from times "Mandyloin" and "Nighttime Birds"). Well
could I more write? It is the music with soul for loving gentle darkness and
melancholy men.
aenima@aetherial.org
Gnom
|
|
VLE "Book Of Illusions: Chapter III" - CD'2003
Here next disc mysterious Mr. Vle. Binding graphic part III is approximate
to previous parts stylistically. The first track "Kano" comes from "... Chapter II".
This is so miraculous tune that it introduces me in state of deep melancholy and
musing about far sense existence on Earth. They which ones do not know this piece
I will remind, that this is connection VANGELIS with gentle, melodious - obviously
"metal's guitars". The next track "The Arnival" is connection of choral sounds
of acoustic guitar, gentle the melancholy - the psychedelic solo with low singings,
and rather with the lamentations. This track announces already, that "... Chapter
III" will be more metal. From next track appears already quick although melodious
black metal. Following faraway we encounter on tracks in which reign melodious
Gothically - black metal of guitar with considerable quantity of melodious
solo parties and acoustic, enriched gentle vocals, choral, and parties
of growling, or the black metal of screech. The tracks are enriched with
keyboard intros or outros. The whole is marked powerful darkness, melancholy
and here and there psychodelia. The pace of tunes is varied enough.
Too low vocals are only minuses as well as "dry" sound of guitars.
However in spite of all the VLE is overcrowded emotionality of tracks
(from possessed of aggression till bliss and nostalgia)
vle25@hotmail.com
www.mp3.com/vle
Gnom
|
|
TOMORROWS EVE Mirror Of Creation CD2001 Source Of Deluge Rec/Cold Blood Industries
From among thousand bands world-wide sometimes appears creature which by musical experiments runs out its music beyond conventional frames comprehended metal wide. It among other I think about progressive metal, which it also is representative by TOMORROW'S EVE. The band comes from Germany this time. It not surprises me, because my sentence Germany and France or Italy enjoy in classified and experiments musical sounds. Progressive metal what creates TOMORROW'S EVE most is approximate to heavy metal, although it runs out behind his canons... The variety of alternating musical subjects creates very specific tune - replete with gentle darkness, melancholy, melody and cosmic energy - it a little I associated with ENS COGITANS or a little with BLACK SABBATH (without Ozzy), e.g. from "Tyr" and if something from beyond metal: MARILLION or KING CRIMSON. Those the 13 songs are overcrowded variety of arrangement, unexpected changes of tempo (from slowly, very climatically motives till enough quick and aggressive typically heavy/thrash serves). The richness of composition forbids even for a moment to detach from music the hearing, because in opposite time the listener "will avoid" some often changes the musical subjects . You will not it find too much pauses between songs here - 70 minutes of music - the next song neatly penetrate in self. Even I attempted oneself about ascertainment, that "Mirror Of Creation" is one long song. Complex thematically and rich in sounds parts of keys ideally harmonise with very rich the arrangements of guitars and section rhythmical. Key or guitar solos do not fight with themselves and they are complementary to one another, creating the huge dose of melancholy melody. However the small aggression add technical and rhythmical or dead-beat the guitar riffs helped by energy of complex percussive rhythms. The whole completes vocalist's clean and melodious singing with heavy metal influences. The singing crosses in recitations to music here and there. It is not surely music for people who like naive, straight melodies... Intelligent music for intelligent people!!!
Tomorrows Eve; Marienstr. 9; D-66424 Homburg/Saar; Germany
Artur
|
|
VLE" Book Of Illusions: Chapter I"'CD
The name of project shows, that we will deal from something uncommon...
Music contained in first parts begins very mysteriously - outright like ambient
- Calmly, flowing key's sounds interlock with trance knocks of percussive tools
(which are performed on living). Those rhythmical knocks here and there colour
this quiet, delightful climate to borders of music new age... but how in
road proved that first from seven compositions is of something in kind of introduction
in climate VLE. Climate of full nostalgia, of romanticism and gothic-black metal
(created on dirty sound of guitars). Second composition had fallen me to knees,
and more exactly speaking totally set me in state of deep melancholy. Connection
extinguished, dirty and of melodious guitars with very delicate keys in background
and yet more delicate man's singing (unfortunately too silently recorded)
opened my all wounds, which began to bleed, I became stigmataman... following
compositions but continually soaked with suffering and with melancholy
introduced in mood dose of hatred and of aggression and then behind
matter of quick guitars and vocal in black metal - style. Among metal-compositions
of CD plaited are ambient music with samples and motifs underlining
nostalgic character "Book Of Illusions"... . Sincerely speaking compositions
are not overdraw different effects, and on the contrary - strikes
from them simplicity and minimalism but with huge dose of excitement
like sadness, suffering, bliss, relaxation or aggression and darkness
- can darkness be emotional state? I think, that most from you
during listening suitable music will be able to feel breath
of air of darkness on one's own face...
vle25@hotmail.com
www.mp3.com/vle
Gnom
|
|
VLE" Book Of Illusions: Chapter II"'CD
Second part "Book Of..." begins this same composition "Kano" what
first chapter... now only I united resemblance this of composition to VANGELIS (but
only to moment of passage in advance melodious guitars in style NIGHTLY GALE).
However second disc emits almost only music with key where on leadership advanced
full sufferings romanticism, musing and melancholy completely drowning element
of aggression and hatreds from chapter first "Book Of...". Compositions are
quiet and also straight (Do not you identify this music with simplicity e.g.
MORTIIS etc. of projects). Compositions give all fan of feelings... . This
is more music to relaxation, meditation, whether simply to introducing oneself
in suitable mood... scents bliss, duration in inertness... therapy of soul...
vle25@hotmail.com
www.mp3.com/vle
Gnom
|
|
DEMIMONDE "Mutant Star" CD?
More and more appear this of type discs - that is to say multimedially editions, on of which is music audio in once
with Mp3, video clips, biography of band, photos, whether with texts and other things worth interests. In this of event is similarly, but let
us assemble only on music DEMIMONDE and concretely on their following material "Mutant Star". Themselves qualify one's own
executions as kosmik postmodern art metal. Something is in this! Here we have mixture black, doom, death metal with influences techno,
ambient, whether oriental music. Generally their music is very intelligent fusion musical sorts who create cosmic-dark symphony. Quite a
lot of here technical serves, of demented keys, of metal - thrashings and ambientlly gentleness. Musical motives creating various moods
are thrown out of nothing aces from sleeve of full-bodied card-player. Multicoloured fan of sounds causes impression of demented music,
of full expression. Heterochromia of vocals (growling, black's voice, clean man's and female), variable of rhythm percussive and sample's
sounds underline given mood. All material is very coherent, even that is frightfully richly arranged. Decidedly I would instruct this muse to
lovers e.g. ARCTURAS.
Epidemie rec.; Martin Čech; P.O. Box 5; 396 01 Humpolec; Czech rep.
epidemie@post.cz
go.to/epidemie
Gnom.
|
|
FORGOTTEN TOMB "Songs To Leave" Selbstmord Services
Aaaggggrrrrhhhh
. Dreams go to realize!!! Lately by two weeks I went and I mused, that first-class would be to listen
something pleasant!!! Somebody there high heard my requests and in this manner from distant Sweden I received the band straight from
solar Italy.... perhaps at the beginning parts of guitar in connection with drums are particle too heavy but later by over 40 minutes I became
slowly with very slowly sounds with vocal from fuzz-box. Though, if somebody will reach for this disc let not exposes on monotonous tempo
by all time of duration of material. Short speaking this is depressive- melancholy black metal with particle of misanthropy. All the material is
leaning on straight construction of sounds and in this is power FORGOTTEN TOMB and just in this one should seek of destructive influence
Of Italians! Of destruction, which is melodious, gentle in reception... Somebody from you can ascertain, that at long range the material is
monotonous and nothing interested does not present, but this already matter of taste. I always was advocate psychic's spleen or how who
of prefers of state thoughtless suspensions in vacuum. Of state, when nothing we doing only we listen musics of bands of type FORGOTTEN
TOMB!!! I would be forgot (not first not and not last) already once listening "Songs To Leave" goes me after head old KATATONIA and old
SHINING. On how much this is the truth that you must already alone check not considering on my scribble!!!
SELBSTMORD SERVICES; Asastigen 20; 132 35 Saltsjö; Sweden
selbstmord@swipnet.se
www.forgottentomb.nu
www.selbstmord.nu
Art.
|
|
LUNATIC GODS "The Wilderness" Shindy prod.
I like good music about morning, when round all sleep! Once brother told me about perception outside sensorial
and just so I take "The Wilderness". As outside sensorial travel Mr. Hirax on land of sounds! Many from you can say, that after all every
band creates in this just manner one's own music and I speak to you, that I would not be this such sure! Not every home-bred musician
is in a position in this manner to connect several of notes, so that came into being something on measure of executions Of Slovaks. In this
moment insensible is whether we speak about preceding material or else present... all, what went out under sign-board LUNATIC GODS
is bewitching with huge duse of reflection over something inscrutable! By these all years the band sought one's own ego playing death,
doom, black uniting this with techniques and placing on suitable atmosphere of every composition and just "The Wilderness" is coronation
their of endeavors and of thirsts. I am not advocate of change sort of musical bands, because universally it is known, that not all goes out this
for good. Sometimes some make up own mind on this step under influence changing of trends, but not about this speech! However
Somnambulistic Gods in my conviction firstly know, what doing and secondly they do not belong to this groups of trends. They play this
what to them plays in soul! These only just 11 of compositions rough rushes in in my trying well-groomed small world destroying all opinions,
that one can live better familiar globe without these all fucked of events... I finish...
Pavel Baricak; Jana Martaka 33; 036 08 Martin 8; Slovakia
pavel@rebeca.sk
www.lunaticgods.sk
SHINDY prod.; Martin Brzobohaty; Sadova 17; 679 04 Adamov; Czech rep.
shindy@telecom.cz
www.shindy.cz
Art.
|
|
SENDSIRK "In The Name Of The Father" CD?
Two compositions contained in over eight minutes. I do not know whether goes about promo some greater
material, whether simply it is sample of music SENDSIRK. In every once musically a little will smell me old hard core and also
guitars from BLACK SABBATH and thrash metal - patents. Whole base on middle tempos with local accelerations or with slowing
down. However lightly BLACK SABBATH's vocal (and concretely Ozzy's vocal) nearest draws me unions of course with BLACK
SABBATH. Unfortunately two compositions this too little I would be able something concrete more to write... just can I will add yet, that
in team are only two different guitars, then most certainly bass player will deserve on attention.
sendsirk@yahoo.com
www.sendsirk.com
Gnom.
|
|
SOLEKHAN "Suffering Winds" Imperial Maze
Lately seldom I listen death metal, but French SOLEKHAN reminded me times when I admired death metal, of old, of
good death metal in style e.g. BOLT THROWER, PUNGENT STENCH, ENTOMBED, MORGOTH, DISCHARMONIC ORCHESTRA... But
some parties of guitars and vocal really remind me BULDOZER. Ok. it will suffice this is not list of hits, and I even did not mentioned 10% old,
cult MASTER's!!! Hahahaha... imitated me to squeeze in yet one super of band... But I will pass to the band. Music in realisation SOLEKHAN
just oscillates in climate old death metal or sometimes even in climate old black metal... Short the material begins "traditionally" with
composition, which to make dark, death metal of intro, passing in quick, typical for death metal sharp riffy with growling. Insertions on guitar
with fuzz-box, which is not extinguished, played are of course "sixteens", it make "old" mood. In places the bass with fuzz-box and speedy
percussion fill up wholes... Following composition starts with more slowly tempo (what does not refer guitarists!!! Quick guitars and slowly
percussion!!! - I like it). Beginning is enough melodious as for death metal... composition is strengthens by growling... sudden guitar and drums
of accents break this more quiet mood to announce sharp, death metal - threshing... I love these "squeaks" on guitars and melodious, heavy
relaxation, chaotic, short solos and unexpected changes of tempo. Next compositions are in similar climates... but techniques of play more
bows in side of black metal... Frequent changes of tempo, underlined by good work of percussion, sharp guitar, outright black metal drives
with melodious slowing down in style of death metal... If I longer listen this that I am consolidated, that on music SOLEKHAN probably had
also influence sharp black metal (some parties of instruments associate with our BEHEMOTH from Poland). Men diversify music also by
use clean guitars, of clean singing and doubled growling. Don't you think that at the beginning this of review I lied and I assure you, that is not
lacking here also extinguished riffs and short death metal of relaxation. Promo crowns composition determining "outro", being completion of
"intro". Unfortunately material is short, but larded large douse old death metal - energy.
Imperial Maze; 7, rue Leclerc; 67300 Schiltigheim - France
imperial.maze@caramail.com
www.solekhan.maxximum.org
Gnom.
|
|
VERDICT "Reflections Of Pain" CD'01
On good day I thrust oneself Germen! Germen with characteristic names like: Baptista, Montkowski. And I must
ascertain, that was not this such bad idea because a little improved me frame of mind after listened their death/thrash metal. But when
I listen their I will reach to conclusion, that terrible honey-cake turned out from me, because more new mutations of death metal do not set
me in better mood and on the contrary I catch strenge weariness! And such VERDICT with one's own not very revealing music will be
able to exert on me affirmative impression and this is surely good... good because, they play traditional and so that was more amusingly
that the band exists of already some 10 years and rather going behind trend and changing fashion does not lie in their nature!!! Though this
is my first meeting with the band and unfortunately with difficulty is to infer me after "Reflections Of Pain" how sounded their music through
last decade and was always well-kept in spirit of tradition! I do not know why palavers me composition of guitars in connection with big pots
and vocal? With certainty their structure of compositions is leaning on straight line composition and there are not useless combination, maybe
it is evidence that terrible honey-cake is from me! Even appearing where not where soloes at my apathy to them pass smoothly... tempo of
material is moderate, sound is cool, so of what yet more to happiness it is necessary... I know! Surely this of beer, what its yesterday on
hangover I drank, hehehe.
David Helmstetter; Brunnenstr. 42; 97903 Collenberg; Germany
info@verdict.de
www.verdict.de
Gnom.
|
|
VARGSRIKET "Satanic Execution Commando Vargsriket" CD'01
At last the post office did not botch work and for second approach I received letter in wholes!!! And perhaps already
then I would get this on what I waited, unfortunately with certainty some poor woman from stamping of letters scenting emiting destruction
from letter with mark Osterreich and fell in panic and with primitive power knocked beat the shit out of with seal in plate VARGSRIKET!?
Harm me turned out, when I drew out massacred the CD... however Grym is fine chap and spread once again the CD. And now I listen
"Satanic Execution Commando Vargsriket", certainly already every from you know what play Austrians, because name and title speak
about it. You have rights affirm, that this is black metal, but with beautiful motive in form characteristic bass for old SODOM. Such trumps like
bass with fuzz-box are more, following this is percussion threshing of nothing maxim slowing down only then, when him water got warm!!! On
the beginning I though, that music VARGSRIKET is particle too slowly however from track to track I change sentence. Whole have got music's
recitations, sounds from ground of battle and they caused, that I thought at the beginning. With moments this has faint taste of Norwegian fiord,
or like in "Sanguinem Sacrificite" is visible the spirit of sounds from years 70.. Some from you will scent other influences like from NECROPHAGIA,
VENOM... Really I would feel disconsolate when I would not get for second time that the CD with old traditional black metal!!!
Markus Schlögi; Neustiftg 22/23; A-1070 Vienna; Austria
headquarter@vargsriket.com
www.vargsriket.com
Art.
|
|
WILL'O'WISP "Unseen" Beyond prod.
Her Scalpel in frames of narrowing of good-neighbourly relations
(but I live too far from Danzig, hehehe) than he spread me this band. He wrote me that
help to them in promotion from regard on this, that they are nice. Before I resolved to
do on play the CD I saw superficially cover. But I nothing concrete not one can ascertain,
regarding musical contents. On good luck or bad luck, my eyesight fished up name Beyond
prod., it means one should prepare oneself mind on portion bizarre music. Having turned
sour on this, that to this times all products from Beyond prod., which ones got me in
equipped (provided with paws this sign-board) was strange on one's own manner. I will
not lie, when I will say, that WILL'O'WISP one's own climates caused entire numbness my
bodies, because at sounds, which ones they create this is possible. Really I do not know,
what I cant to write in this of review, nothing me oneself does not want. This is public
interference "Unseen" on right hemisphere in brain! I will not say so that I would be
wrong becoming ready on portion strange music. It is good that I don't smoke a grass and
my cocktail cabinet is empty... Who knows whether to five minutes I will not run to beer?
Fuck, from one side I hate such music, because by this music I fall in state of joint
apathy with overcome excitability of part of brain responsible for consumption of alcohol.
Instead from second side I worship, when I feel like schizophrenic who entertaining God
knows how much figures in head. Surely I will prepare special shelf with inscription
"Warning!!! Too frequent listening will can to bring to irreversible changes in organism!!!".
I finish as long as I have yet consciousness this, what I do... Before you will resolve to
do on purchase WILL'O'WISP you will visit one's own psychiatrist! He will say truth...
I air infamous plot, somebody wants by means Italians to finish off competition in country!!!
Who????
Art.
|
|
INNER FEAR "The Odeum Silence" Promo CD'01
I must admit that Czech Republic possesses supple scene. Members INNER
FEAR (about mysteriously sounding pseudonyms) present contemporary black metal, full of
many varieties and of embellishments in style of keys or feminine vocal. Yes is not this
today novelty, but I think, that material is really interested and rich in solutions
musical. Except typical black metal - patents (that is to say guitar riffs and vocals)
you will find here serves on guitars in style of thrash metal, Gothic vocal motives in
realisation Anghelina, helped by climatically and dark frequent parties of keys. Also
where not where will pass and repass growling, recitation to music and operatic insertions
above-mentioned the woman. Material although is more quiet from executions e.g. CRADLE
OF FILTH this certainly I would place him on the same shelf. That promo possesses very
rich and surprising arrangements. Through so short time (unfortunately only ok. 20
minutes) passes and repass many of musical motives. Tempo as a rule is middle, but not
devoid black metal of thrashings, whether relaxation of ambient or of climatically. All
material is perfectly composite fusion of sounds, of unexpected changes and of party of
instruments. Whole fills up wealth vocals. Material worthy recommendations!!!
Art.
|
|
ECLIPSE" The Act Of Degradation" Blackend/Plastic Head rec.
After three years of expectation on results co-operation ECLIPSE
and Blackend/Plastic Head. come immortal moment, then my senses again canned and
rather still can to delight music of men from Katowice (Poland)! Glory Wotan of
anybody he is for feature - material demonical, of chaotic, black metal!!! Of course
more I expected, that "The Act Of Degradation" will be continuation their of preceding
disc of "Dorsacharms Venomous Colours" modelled on DIMMU BORGIR. Terrifies me particle
their evolution. They more and more approach to precipices. And from there already only
one step, to begin to play death metal or departures to full! Though I have not think,
that this threatened to them ... maybe I will finish this theme what for to tempt fate...
shoo! Shoo! Their black metal is soaked through with huge quantity of keys, what rather
should not hinder to potential listeners. Guitars and drums create all ominous mood,
demonical and chaotic callisthenics. The key only is complement of whole, connection
rolled circles! Jesus!!! This tempo is deadly, varied by broken solos. Are sometimes
moments of relaxation, but does not mean that necessarily music has to slow down. You
will have a rest, when all will lie on moment in melodious whole. In moment, when drummer
will stop to go full blast after all instruments and will come time on... tic, tic. Then
hear other image of ECLIPSE, of team, which remembers about one's own roots. Where not
where will flit by female backing singers, something from immemorial pasts giving taste
of mysteriousness of "The Act of Degradation". And is looks all visage of new material.
Of material, which I am not will get up properly to glorify to heavens!... I tryed whether
me succeeded. You will rate one. I will write to the end only so much, that this is one
from best discs, which I heard in this of year! But 2002 year began only just!!!
Blackend rec.; P.O. BOX 6; Wallingford D.O. OX10 9FB; England
info@plastichead.com
www.plastichead.com
www.blackendrecords.com
Art.
|
|
|
|
|
|