ADAM ZIELIŃSKI - MALARSTWO, PORTRETY, FOTOGRAFIE, ANEGDOTY
 

WYWIAD Z ADAMEM ZIELIŃSKIM

:: Strona główna
:: Prace artysty

:: Anegdoty
:: Cytaty inspirujące
:: Wywiad z artystą
:: Kontakt e-mailowy
:: Telefon - 696 426 387
:: 
Księga gości
 

,,Deszcz padał od wielu dni. Spandrellowi wydawało się, że grzyby i pleśń porastają nawet jego duszę. Leżał w łóżku albo siedział w swym ponurym pokoju, albo opierał się o ladę w barze i czuł, jak rośnie w nim coś brudnego i lepkiego, co śledził oczyma duszy.”
A.Huxley,,,Kontrapunkt”


,,Tylko to, co odważne i śmiałe może mieć prawdziwa wartość. Tylko wysiłek, w którym przekraczamy nasze możliwości będzie się kiedyś liczył.”
Piotr Potworowski, 1947

Czy natchnienie istnieje, wierzysz w to?
We wszystkich szkołach, nauczyciele przedmiotów artystycznych do znudzenia powtarzali, że natchnienie to wymysł ludzi, którzy albo nie mają pojęcia o tworzeniu, albo wierzą w stereotypy. Dawali do zrozumienia, że do jakiegoś poziomu zrozumienia Sztuki, oswojenia Jej, dojść trzeba dzięki tytanicznej pracy nad studiowaniem natury i ciągłą nieustającą pracą nad warsztatem, nad rozwijaniem wrażliwości. Wrażliwość, twierdzili, nie przychodzi tak z niczego, trzeba to doświadczyć, przeżyć a to znaczy, wykonać niezliczoną ilość szkiców, studiów olejem, ołówkiem, węglem i innymi technikami, po to tylko, żeby nie PRZYPUSZCZAĆ, tylko żeby WIEDZIEĆ. Czekanie na natchnienie jest marnowaniem czasu, energii i zawracaniem, po prostu, głowy.
Czy coś się zmieniło w tym zakresie w twoim myśleniu?
Coraz częściej doświadczam tego, że gdy siadam przed sztalugą, żeby tworzyć pięć godzin, siedzę przy niej tylko pięć minut bez żadnego efektu. Natomiast, gdy tak na chwilę przysiądę żeby coś maznąć pędzelkiem, no tak dosłownie na pięć minut, to siedzę pięć godzin i efekt jest zadawalający. Oczywiście, za kilka dni ten efekt blednie i okazuję się, że nie zrobiłem kroku do przodu. Druga zasada szkole artystycznej, to nie wpadać w samozachwyt, zbyt często. Grozi to tym, że młody twórca może osiąść na laurach. Czasami mam takie chwile, że w obojętnie, do jakiego bym archiwum swoich prac nie sięgnął, jakie katalogi nie przejrzał to człowiek ma ochotę siąść i zapłakać nad tym, że się nic właściwie nie zrobiło. Że to początek drogi. Cały trud tworzenia polega na tym, że trzeba zanegować ostatnie osiągnięcie i ciągle patrzeć w przyszłość i w to co jeszcze się nie odkryło.
Jakie są najbardziej niemądre pytania zadawane artystom?
Jak długo zajmuję mi namalowanie obrazu. To nie czas decyduję o efekcie. Ale wiele różnych okoliczności.
No dobrze siadasz przed sztalugą i ...?
Zaobserwowałem u siebie kilka okresów zabierania się do tworzenia. Na samym początku staram się wyłączyć w mojej pracowni Generator, który zasila silny Magnes, odpowiedzialny za nieustawiczne wypychanie mnie sprzed sztalugi, sprzed stolika z tuszem i z akwarelami. Znam to urządzenie bardzo dobrze. To ono zawsze włącza się w wtedy, gdy trzeba cos zrobić dobrze i terminowo (co za straszliwe słowo!). Przykład: Gdy muszę na wtorek skończyć portret ołówkowy dla pani Zosi, to wspomniany Magnes odpycha mnie od ulubionego ołówka 6B na dużą odległość i cały poniedziałek sprzątam wysprzątaną piwnice, zamiatam zamieciony chodnik przed domem, czyli wykonuję wszelkie możliwe czynności drugorzędne i niepotrzebne oprócz skończenia tego portretu. Wymaga to nadludzkiego wysiłku i walki. Gdy magnes wyłączony i czuję, żę zostałem osaczony bez możliwości ucieczki od malowania (niech przeklęte zostaną jeszcze raz, terminy oddania prac), zanim wycisnę farby wchodzę w etap Chodziarz Wyczynowiec Wulgarysta. Objawia się to chodzeniem po mieszkaniu i miotaniem pod nosem (cicho, bo dzieci mogą usłyszeć) i zaglądaniu do pracowni, czy coś się w niej nie zmieniło. Po dłuższej chwili staje się Wulgarystą Wyciskaczem i po wyciśnięciu farby na paletę, pamiętając oczywiście o kolejności na palecie: biel tytanowa, biel cynkowa. żółty kadmium jasny, żółty kadmium ciemny, pomarańczowy, ugier jasny …i tak do czerni sadzy. Powoli mięknie kamień w żołądku i uszy odtykają się od nadmiaru ciśnienia, ustępuję permanentne rozdrażnienie. Jest dobrze. Do przełamania, czyli do pierwszego maźnięcia farbą brakuje niewiele. Żeby przekroczyć Twórczy Rubikon należy już tylko posłuchać ,,Greatest Hits” Jana Sebastiana Bacha i już.
Twój Pierwszy sukces komercyjny? Kiedy sprzedałeś swoją pierwszą pracę?
Pierwsza udane zamówienie odbyło się w formie bezgotówkowej. W roku 1982 będąc w klasie 6-stej pochwaliłem się starszemu koledze o dwa lata, portretem przerysowanym prosto z radzieckiego miesięcznika „Ogoniok”. Była to twarz Leonida Breżniewa. Do dzisiaj pamiętam te krzaczaste brwi, otwarte usta i niezbyt mądry wyraz twarzy. Portret wykonany został ołówkiem w małej formie (w formacie A6), lecz bardzo rzetelnie i realistycznie. Od starszego kolegi dostałem za to …dwie bułki. Zjadłem je ze smakiem, dumny z tego, że w taki prosty sposób można zachwycić starszego kolegę, który lepiej grał w piłkę nożną, wygrywał wszystkie bijatyki w szkole, był jednym słowem- twardzielem, a rozczulał się nad realistycznym portretem. Poczułem wtedy Wielką Moc...
Twoja ulubiona książka?
Książka, nad która wylałem hektolitry łez, to trzytomowy,,Potop”. Jeżeli gdzieś jest dostępna nieprzemakalna wersja, np. do czytania w wannie, to muszę ją mieć. Obawiam się, że przy kolejnym czytaniu, zwłaszcza trzeciego tomu, gdzie chorąży orszański Andrzej Kmicic, po przemianie ze szlachcica-hultaja w szlachcica-patriotę, już jako Babinicz robi wszystko, żeby odkupić swoje winy w oczach Oleńki Bilewiczówny, zamienię karki, jak zwykle, w papkę.
No dobrze, to lektura szkolna. A ulubiona książka ostatniego roku?
,,Widnokrąg” Wiesława Myśliwskiego, książka, którą czytałem wstrząśnięty od piewszej do ostatniej karki. Historia zgubionego buta, rytm i sposób opisania tej opowieści to największy epicki dramat, od czasu antycznego dylematu Antygony. Przymierzanie krawata hrabiego Mundka u panien Ponckich albo wybite oko Kajtka! Tę książkę się nie czyta ale przeżywa!
Ulubiona audycja radiowa?
Niedzielna ,,Sjesta” Marcina Kydryńskiego w Programie Trzecim Polskiego Radia. Ładuję akumulatory życiowe. Bez tego nie mógłbym doczekać kolejnej ,,Sjesty”.
Ulubione filmy ostanio oglądane?
Wszystko co dobre, zostało dobrze ocenione a nawet nagrodzone Oskarem przez Amerykańską Akademię Filmową, choć z Ameryki nie pochodzi. Dwa ,,słoneczne” tytuły. Piewszy prosto z indyjskiego Bollywood, ,,Czasem słońce, czasem deszcz” Karana Johara. Nie chcę nic mówić o stanie wilgotności mojej chusteczki do ...nosa. Nie inaczej pod względem wilgotnośći, było z obrazem Nikity Michałkowa ,,Spaleni słońcem”, tutaj już nie było szczęśliwego zakończenia. Wszystko co mogło się skończyć się źle, to się skończyło. I to w przy muzyce Petersburskiego, ,,Ta ostatnia niedziela”. W końcu się dowiedziałem, co zamierzał zrobić podmiot liryczny w drugiej zwrotce tej piosenki...
Ulubiony muzyk?
No jasne, że dj Bach.
Wróćmy do spraw sztuki...
A musimy?
Tak. Jakie jest twoje miejsce sztuce?
W latach osiemdziesiątych zapytano wielkiego muzyka jazzowego, w którym kierunku rozwija się jazz? ,,Dlaczego mnie o to pytacie?”- Zdziwił się - ,,Zapytajcie o to Milesa Davisa! To on wyznacza kierunki, ja tylko gram...”. Bardzo się cieszę, że nigdy nie walczyłem o przywództwo w stadzie Wielkich Odkrywców Sztuki. Każdy pojedynek o bycie samcem alfa, przegrałbym, gdybym tylko stanął do walki. Ledwo nauczyłem się, w miarę, kopiować naturę i czekałem aż mi wyrośnie okazałe poroże, narzędzie niezbędne do spuszczania łomotu i podporządkowywania sobie innych artystów. Nic niestety mi nie wyrosło. A przy okazji z wiekiem i testosteronu coraz mniej w organiźmie, i na zapiecku częściej przysiadam i grzeję kości. Jako samiec bez ambicji w stadzie artystów, snuję się na obrzeżach stada i dobrze mi z tym. Tu sobie skubnę jakąś trawkę (czyli zrobię wystawę realistycznego malarstwa), tam rzucę okiem na samice (może któraś oddali się od stada pod nieuwagę prezesa...) i tak powoli i bez większego stresu toczy się moje artystyczne życie.
Dziękuję za rozmowę.

 

 

webmaster: included