1.
Według nie potwierdzonych
doniesień. Które traktować należy
ostrożnie. Według nie potwierdzonych
doniesień,
które dotarły z opóźnieniem
spowodowanym
przez niesprzyjajace sniegi
i zasieki. Według
nie potwierdzonych doniesień,
posunięto się za daleko
w łapczywym chwytaniu powietrza
w płuca, zatracono
poczucie rzeczywistości
w odmowie przyjmowania kopniaków,
zakłócono dialog kastetu
ze szczęką, z winy tej ostatniej.
Według nie potwierdzonych
doniesień, trudno się dziwić.
Trudno się mianowicie dziwić
zdecydowanej reakcji.
Reakcji spowodowanej wolą
przywrócenia porządku,
tak aby każdy widział, gdzie
jest jego miejsce.
2.
najważniejsza rzecz, wiecie,
koordynacja i precyzja,
grudzień, rozumiecie, krótkie
dni więc ciemno,
mróż, więc każdemu zimno,
długo nie pociągną
bez opału i żarcia w tych,
jak je tam, stoczniach,
do tego armatki wodne, wiecie
, skutek murowany,
namioty w szczerym polu,
od razu skruszeje
jeden z drugim, koordynować
trzeba takie rzeczy
precyzyjnie, a grudzień,
wiecie, tylko raz do roku.
3.
A przecież tyleśmy się nasłuchali
po nocach
doniesień o ruchach wojsk,
niepewni do czego one właściwie
zmierzają
robaczkowym ruchem gąsiennic,
do jakiego stopnia
długości geograficznej mogą
się posunąć.
te ruchy wojsk tak wyraxnie
dające do zrozumienia,
że są przeciw ruchawkom,
za zorganizowanym
ruchem na świeżym powietrzu,
przeciwko rozruchom,
za rozruchem jeszcze jednego
wielkiego pieca,
przeciw ruchom oporu, za
ruchem wstecznym,
ale że dla jasności sytuacji
i tak będą
strzelać do wszystkiego,
co się rusza,
te lufy zniżające się do
wysokości
potylicy (spróbuj no bratku,
ruszyć głową), te kleszcze,
unieruchamiające głowę kraju;
zdawało nam się, że to niemożliwe
że te kleszcze, wbrew sobie,
właśnie pomagają
w porodzie.
4.
L., wiem, że nie dostaniesz
tego listu,
ale wysyłam. Właśnie nie
wiem, co powiedzieć.
To wszystko jest zanadto
jak wyjete z twoich
absurdalnych dowcipów. Ci
sami faceci,
pamietasz, śmielismy się
z nich, kiedy dyżurowali
w samochodzie pod oknem,
pełni policyjnej frustracji,
a my wolni ludzie, słuchalismy
płyt z "Winterreise" Schuberta,
popijając bługarskie wino,
I oni teraz królują.
Jestem pewien, że nie bierzesz
tego zbyt poważnie.
To ich marne zwycięstwo,
ta ich satysfakcja,
że oto można wreszcie bezkarnie
dać w twarz.
Pamiętasz, zatrzymany za
noszenie czarnej opaski,
zgasiłeś ich krótkim "owszem",
kiedy z rechotem pytali,
czy naprawdę wierzysz, że
Bóg istnieje. Czasami
obezwładnia ich nasz śmiech,
czasem nasza powaga.
Aż tyle do wyboru. W gruncie
rzeczy jest się zawsze wolnym.
Wiem, że wiesz o tym, nawet
teraz, zwłaszcza teraz.
5.
Orzeł, tu Sokół, mów co
u ciebie, odbiór.
Tu u nas też gorąco, nie
zawracaj głowy,
skąd mam wziąźć ludzi, sam
potrzebuję, odbiór.
A co mają robić, idą i wykrzykują,
odbiór.
A takie tam, wolność, sprawiedliwość,
odbiór.
A gaz pobrałeś, odbiór.
No to na co czekasz, Orzeł,
przyładuj im, a potem zdrowe
grzanie, odbiór.
Tak jest, żeby im się odechciało
raz na zawsze.
6.
Niechaj przecie widzą - gdy konamy!-
Słowacki
Według nie potwierdzonych
doniesień, gdzieś kona
jakaś nadzieja z przestrzelonymi
płucami, jakiś
sens zatłuczony pałkami,
ale niechaj nikt
tego nie ogląda, niech lepiej
nie dojrzy
oko satelitarnej opatrzności,
niech te niebiańskie
kamery, które są w stanie
wykryć ognik papierosa,
nie widzą żywych pochodni,
niech poduszka chmury
kładzie się szczelnie na
usta i usprawiedliwia
to, że nie możemy uznac
za naocznie stwierdzoną
tej rażącej, tej wymagającej,
tej którejś z rzędu śmierci.
7.
A przecież tyle było tajnych
akt,
które po latach ktos odkrywał
w zapomnianej
ksaie pancernej, tylu było
ludzi, którzy
po latach odważali się wreszcie
opowiedzieć,
jak wyrywano im paznokcie,
tyle było
ujawnionych po latach list
z krzyżykiem przy nazwiskach
i grobów gdzie po nocy chowano
ich w workach z plastiku;
i już zdawało się, że to
niemożliwe,
aby ktoś jeszcze raz liczył
na zatarcie śladów,
na to, że kamień w wodę
rzucony przepadnie,
bo nie ma dna, na którym
mógłby się zatrzymać.
8.
Skąd pan wziął tę ulotkę,
na jakiej podstawie
przebywał pan na ulicy o
tej porze, jakim
prawem ta czarna opaska
na rekawie, milczeć,
my zadajemy pytania, jesteśmy,
jak pan widzi grzeczni
i oczekujemy równie grzecznej
odpowiedzi, kto dał panu prawo
do tych praw, do kogo należy
ta pana Polska, gdzie się
ukrywa
ta wasza Matka Boska, kontakty,
nazwiska,
adresy, milczeć, my zadajemy
sobie trud po nocy, a pan
co, to takiej
grzeczności was uczyli na
uniwersytecie
za państwowe pieniądze,
kto was uczył
takich wyrazów, kto was
podjudzał
do tego wyrazu twarzy, milczeć,
my zadajemy cierpienia,
chyba zdaje pan sobie sprawę
z tego, w jakich czasach
pan żyje, w jakich
środowiskach się pan obraca,
daty,
nazwiska, fakty, tylko grzecznie
mi tu, grzecznie.
9.
W., wysyłam przez okazję
pędzle,
chociaż pewnie nie dojdą.
Słyszałem, że próbujesz malować
w Ostrowie. I że źle wyglądasz
po głodówce.
Ale wiem, że źle wyglądasz
jak zwykle, ten sam fason,
ten sam wąs a la jak Nicholson
w "Ostatnim zadaniu",
te sentencje: "Jeśli mężczyzna
po trzydziestce
budzi się i nic go nie boli,
znaczy, że nie żyje".
Tak naprawdę to staraliśmy
się im pokazać,
że nie jesteśmy dziećmi,
że jesteśmy dorośli ludzie,
mężczyźni po trzydziestce,
bądź co bądź. A im
tym naszym szkolnym kolegom,
którzy po maturze poszli w rozsądniejszą stronę.
zabawna rzecz, chodziło
o to samo.
Tyle, że oni chodzili na
inne filmy. Dla nich
być mężczyzną oznaczało
nosić kaburę pod pachą,
jeździć szybkim samochodem,
z piskiem opon na zakrętach,
i strzelać fachowo, z półprzysiadu,
trzymając pistolet oburącz.
Dla nas dorosłość była raczej
jak skrzywienie ust
Humpreya Bogarta, ironiczna
gorycz, którą
trzeba przełknąć, bo wypluć
w towarzystwie nie wypada.
Ten twój obrazek: książę
Józef Poniatowski
skaczący do Elstery, z baczkami,
a jakże,
gdy koń wygłasza komentarze:
"Wiedziałem, że tak się to skończy".
Trzymaj się, W. Machnij
coś w tym stylu.
10.
Według nie potwierdzonych
doniesień, ta postać
za tarczą z pleksiglasu
może mieć w zasadzie
dobre zamiary, ten głos
szczekający komendę
"Ognia!" może mieć zupełnie
co innego
na myśli, ten czołg wywalający
bramę
może otwierać jakieś nowe
perspektywy,
ta pałka, która opada na
leżącego człowieka,
może być barierą, chroniącą
przed czym znacznie gorszym,
nie śpieszmy się z wnioskami,
bądźmy
obiektywni, każdemu nalezy
dać szansę.
11.
Niniejszym deklaruję swoją
lojaność i chęć
powrotu do domu, zobowiązuję
się przestrzegać
porządku prawnego i wszystkich
znajomych
przed tym, co mnie spotkało
i o czym nikogo
nie wolno mi informować,
szczerość powyższego
świadczę własnoręcznym podpisem,
którego rzekome
wymuszenie jest fikcją,
co zobowiązuję się oświadczyć
w najbliższym spontanicznym
wywiadzie telewizyjnym.
12.
A przecież znaliśmy ich
tylu, tych z zasznurowanymi ustami,
sztywno się trzymających,
z twarzyczką nadętego niemowlęcia
nad dorosłym krawatem, tych
pozbawionych dożywotnio
poczucia własnej śmieszności,
zdejmujących
uroczyście dyscyplinę ze
ściany, zakrętasem
ozdabiających własny podpis
pod cudzą decyzją,
tych trzaskających linijką
(ma być tak, jak mówię)
w stół familijny albo oficjalne
biurko:
to niemożliwe, aby wszystko
było
tak śmiertelnie infantylne,
aby miłość miała
tak wielką skalę, aby podstarzałe
dzieci
zabrały się do robienia
porządku w dziedzinach
takich jak życie i nadzieja,
a więc bądź co bądź poważnych,
które powinny mimo wszystko
być
pozostawione raczej nam,
dorosłym
13.
A, ten list nie dojdzie
na pewno, sam nie wiem
czy jest sens pisać. Czytam
twoje artykuły
przemycane z Białołęki.
Twój tryumfalny jąkający sie dyszkant
kosmyk włosów owijany wokół
palca, celofan
z opakowania papierosów
zwijany i rozwijany
w rękach, gdy perorujesz.
Widzę to i nie widzę,
słyszę cię i nie słyszę
przez mury, przez szum Atlantyku,
przez zgrzyt gąsiennic.
W przerwach między jednym a drugim
pobiciem czy aresztowaniem
cwaniackie powiedzonka,
"gówno w prążki", "Nie ma
co się obcyndalać",
a zaraz potem żarliwe sprawy
życia i śmierci.
A może dlatego wszystko
tak dobrze pamiętam,
przez ten natarczywy rytm
twojego jąkania.
Prawda, A. Nie ma się co
obcyndalać. Trzeba
pamiętać tylko te parę prostych
zdań,
pytań właściwie, tak krótkich,
że można je wszędzie przemycić
na skrawku celofanu, zwijanym
i rozwijanym w palcach.
14.
Proszę się rozejść, bo użyjemy
broni,
uprzedzam, że naboje nie
są
ślepe, znajdą drogę do serca,
trafią
do przekonań, proszę
się rozmyślić, bo uzyjemy
siły,
ostrzegam, że pałki są
długie, sięgną po rozum
do każdej głowy, czy ją
ktos podnosi
czy nadstawia, proszę się
rozstać z nadzieją, bo użyjemy
gazu,
zaznaczam, że gaz jest
łzawiąc, ktoś tu gorzko
zapłacze, oczyścić mi zaraz
z nadziei ten plac, ten
mózg, ten kraj, ma być
czysty jak łza.
15.
Według nie potwierdzonych
doniesień, zabitych
Jest tylko siedmiu, cóż
to znaczy siedmiu
zabitych, cała operacja
kosztowała zadziwiająco
niweiele, sprawność
i tempo mogły naprawdę zaimponować,
i nawet gdyby tych trupów,
tych wdów,
tych kałuz krwi było siedemnaście
lub siedemdziesiąt, cóż
to w końcu znaczy.
16.
R., dostałem list (rozcięty,
ze stemplem "Ocenzurowano"),
od razu rozpoznałem te niby
japońskie litery.
Więc jesteś na wolności,
zresztą zawsze byłeś.
I zawsze byłbyś. Nawet gdyby
w celi nie było papieru,
mógłbyś zawsze układać w
pamięci te wiersze,
dwie, trzy, sześć linijek,
każde słowo niezbędne.
Ta nadwrażliwa bezbłędność.
Słabość to twoja najmocniejsza strona,
"że urzyję paradoksu", jakbyś
ty sam oczywiście wtrącił.
Coś w tym jest, że najmocniejsze
są te kruche miniatury
z kości słoniowej, te oszczędne
hieroglify
na najcieńszym papierze.
Czarny tusz tych liter
zawsze będzie przebijać
pod stemplem "Ocenzurowano".
A to, co się wydaje kłębkiem
obolałych nerwów,
rozprostowuje się w linię,
elegancką, dokładną, zwycięską.
17.
A przecież tyle po drodze
zasieków kolczastych i mórz
a jednak pojemnik z gazem
wystrzelony
nie w moją wcalę stronę,
mimo wszystko
doleciał aż tu;
to niemożliwe, aby to cokolwiek
pomogło,
to bezcelowe, ich maski
są szczelne,
a mnie i tak jeszcze długo
będą piekły oczy.
ale podnoszę go i odrzucam w ich stronę.
Cambridge, Mass., XII.1981-VII.1982
Stanisław Barańczak