Po co się zrywasz rankiem,
kiedy jeszcze ciemno?
Po co śpieszysz się, biegniesz
do szkoły zziębniety?
Jeszcze możesz przedłużyć
tę chwilę tajemną,
Spać i snuć dalej sen tak
błogo rozpoczęty.
Krzątanina w pokojach i szum
samowara
Przemienia się w szum łodzi,
ktorą płyniesz we śnie.
Więc wiosłuj wiosłem wiosny
w nadbrzeżnych szuwarach.
Po co zrywać się, budzić?
Jeszcze bardzo wcześnie.
Za ciebie bracia starsi przeniosą
na barkach
Karabin maszynowy, naoliwią
tryby.
Pod brezentami już, w artyleryjskich
parkach,
pod krawawym deszczu rosną
armaty jak grzyby.
Po co się trudzić, po co
ślęczyć pilnie,
Schylony nad rajzbretem,
żeby się nie zmylić?
I tak nie zdążysz dość nisko
się schylić,
Kąt podania pocisku obliczył
ktoś nieomylnie.
Nie warto ci myć zębów ani
płukać gardła.
Po co ci szersze piersi,
roślejsze ramiona?
Aby je jedna kropla na wylot
przeżarła,
Aby pierś była głębiej kulą
przewiercona?
Śpij. Już od rana, dudnią
fabryczne motory
Galony, tony gazów kłębią
się w rezerwuarach.
Powiedz matce: nie pójdę
dziś, bo jestem chory.
Dajcie mi spać, gdy jeszcze
nie jestem w koszarach.
Spij. Bracia twoi za ciebie
wybudują mosty
Przez które, gdy podrośniesz,
bedziesz biegł w pośpiechu,
I przyczółek mostowy, gdzie
poczujesz ostry
I krótki ból i brak oddechu.
Co masz dzisiaj zadane? Nauczyć
się słówek?
Jakąś tam deklinację wpisać
do zeszystu?
Chcesz lekcji? Zatemperuj
ołówek
I pisz: "iperyt, iperytem,
śmierć od iperytu."
Okno bez krat 1935 Antoni
Słonimski